środa, 19 lutego 2014

Bo ja Cię kocham

 Obudziłam się z twarzą wtuloną w poduszkę. Przejechałam ręką po pościeli, szukając Gabriela. Pamiętałam, że zasypiałam w jego objęciach... Lekko zadrżałam i otworzyłam oczy. Nie było go. Zresztą Toma też nigdzie nie mogłam znaleźć. Drzwi do łazienki były szeroko otwarte, a łóżko ustawione naprzeciwko nich, co dało idealny wgląd do środka. Zostałam sama. Ogarnęła mnie lekka panika. A co jeśli pojechali beze mnie? Co jeśli zostawili mnie w obcym miejscu... Czułam jak gotuję się z przerażenia.  Wstałam i sięgnęłam po swoje ciuchy. Po szybkim prysznicu, byłam gotowa do wyjścia. Podeszłam do stolika z zamiarem założenia srebrnej bransoletki, którą dostałam od Gabe, i zauważyłam małą karteczkę obok niej. Otworzyłam ją i odetchnęłam z ulgą:

Zeszliśmy na śniadanie. Będziemy czekać w restauracji”.
- T.G.


  – Tu jesteście! – krzyknęłam, widząc ich roześmiane twarze. Byli w trakcie jedzenia śniadania.
  – Już myślałam, że mnie zostawiliście – oznajmiłam, siadając obok nich. Wcześniej przywitałam się z nimi, składając każdemu delikatny pocałunek na policzku.
  – No weź – oburzył się Gabriel. – Jak moglibyśmy cię zostawić?
  – No ja rozważałem tą opcję – odezwał się Tom, a ja zgromiłam go wzrokiem. – Ale Gabriel mi nie pozwolił – posmutniał.
  – Przynajmniej jemu na mnie zależy – odparłam wkurzona.
Poczułam ciepłą dłoń Gabriela na mojej ręce. Wsunęłam ją pod obrus tak, aby Tom niczego nie zauważył. Powiedziałam wyraźnie, że między mną a Gabe'em nic nie ma, i nic nie będzie. A co robiłam? Pijana, całowałam się z nim na moich urodzinach, spaliśmy razem w jednym łóżku, no i w ogóle cały czas spędzałam z nim dużo czasu. No i przez następne dwa tygodnie, będę mieszkać z nim i z Tomem. Nagle przeszła mnie fala złości, która od razu została stłumiona. Miałam pretensje do siebie, że pozwalam mu na to, ale przecież ja sama tego chciałam. I to bardzo. Nie wierzyłam, że tęsknota za czułością może być aż taka nieznośna. Znowu miałam ochotę go pocałować...
  – Allis – szturchnął mnie Tom.
  – Hm? – odparłam.
  – Pytałem, co chcesz na śniadanie. Kelner już się niecierpliwi.
  – Nie rozumiem co tu pisze – odparłam, spoglądając na niego znad menu. Gabriel wciąż trzymał mnie za rękę, ale zaczął mnie łaskotać kciukiem.
  – Por favor tortitas y zumo de naranja – zwrócił się Gabriel do kelnera. Ten zapisał coś w notesie i podszedł do następnego stolika.
  – Nie wiedziałam, że umiesz hiszpański – odwróciłam się w stronę chłopaka.
  – Znam parę zwrotów. Przepraszam – wstał i udał się do łazienki. Poczułam nieprzyjemne zimno na dłoni, którą jeszcze chwilkę temu trzymał. Spoglądałam z tęsknotą, za jego znikającą sylwetką.
  – Czy ja o czymś nie wiem? – zapytał Tom, marszcząc brwi.
  – To znaczy? – czułam jak rumieńce malują mi się na twarzy.
  – Ha! – krzyknął chłopak. Kilkoro gości zwróciło na nas swoją uwagę. – Moja mała Allis się zakochała! – krzyczał uradowany.
  – Zamknij się idioto – warknęłam. – Nic nas nie łączy!
  – Taki kit możesz wciskać jemu, ale nie mi! – głośno się zaśmiał. – Niech mnie diabli! – krzyknął i odchylił się do tyłu, opierając plecy o krzesło. Położył ręce na tył głowy i z uśmiechem spoglądał na mnie.
 Wiedziałam, że jestem czerwona jak burak, ale nie był to wstyd, tylko złość na całą sytuację. Odwróciłam się w stronę toalety. Miałam nadzieję, że Gabriel tego nie usłyszał, chociaż ten idiota dość głośno się darł... Na szczęście jeszcze go nie było, więc miałam czas, aby zemścić się na Tomie.
  – Powiedz mi lepiej, co jest między tobą a Sophie? – oparłam brodę na dłoni, spoglądając zaciekawionym wzrokiem na chłopaka. Przestał się śmiać. Tu go mam!
  – No nic... A co miałoby być? – wymamrotał.
  – Nie kłam – odparłam, krzyżując ręce na piersi. – Skoro już mówimy o uczuciach... Mów! – krzyknęłam, widząc jego zakłopotanie.
  – A co ma być? Jest ładna, zabawna, inteligentna...
  – Tom... – ponagliłam go.
  – Dobra! Podoba mi się! Pasuje?
  – Tak – uśmiechnęłam się triumfalnie. Przegrałeś! – O której lecimy?
  – Zjedz najpierw śniadanie. Myślę, że mamy wystarczająco czasu, żeby połazić po rynku. Lot jest o czternastej, więc gdzieś tak po jedenastej wyjedziemy – spojrzał na zegarek. – Widzimy się w pokoju. Muszę jeszcze gdzieś zadzwonić... – wyszedł, wraz z przybyciem kelnera.
 Chłopak postawił przede mną biały, kwadratowy talerz z wygiętymi do góry kątami, na którym znajdowały się trzy naleśniki z czekoladą i bananem. Do tego dostałam szklankę soku pomarańczowego. Podziękowałam kelnerowi, a ten z uśmiechem odszedł.
 Kątem oka spojrzałam na wychodzącego z restauracji Toma, który trzymał telefon w ręce. Ostatnio cały czas prowadził jakieś tajemnicze rozmowy. Denerwowało mnie to, że nie chciał mi powiedzieć z kim rozmawia. Wiedziałam, że nie powinno mnie to obchodzić, w końcu to jego osobiste sprawy, ale im więcej tajemnic miał przede mną, tym bardziej się o niego martwiłam.
  – Co wy tak krzyczeliście? – usłyszałam głos Gabriela nad sobą. Szybko otrząsnęłam się i spojrzałam w jego piękne oczy. Świeciły jak dwa diamenty.
  – Słyszałeś nas? – zapytałam zaniepokojonym głosem.
No pięknie! Teraz niech tylko Gabriel dowie się, że mi na nim zależy!
  – Trudno było tego nie słyszeć – odparł rozbawionym głosem. – Zważywszy na to, że łazienka znajduje się zaledwie parę metrów od stolika, a Tom potrafi dość głośno krzyczeć. – Opadł na fotel obok mnie. – To jak? Podobam ci się?
 Cholera!!! I co teraz? Myśl Allie... No rusz tą tępą mózgownicą!
 Co powinnam mu odpowiedzieć? Tak? Nie?
Jedno krótkie słowo i tyle problemów z jego wypowiedzeniem. Czułam, że się zarumieniłam, ale teraz mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze było to, że muszę mu coś odpowiedzieć! Wciąż patrzył się na mnie, a ja zawstydzona spuściłam wzrok.
 O mój Boże! Zachowuje się jak dziecko z niedorozwojem... Czy tak trudno było mi cokolwiek odpowiedzieć?
 Najwyraźniej tak.
 Nie wiem jakie licho mnie pociągnęło, ale nagle wstałam i szybkim krokiem udałam się w stronę wyjścia. Zdążyłam wybiec przed budynek, gdy nagle poczułam jak ktoś mnie szarpie za rękę. Odwróciłam się i speszona spróbowałam się wyrwać.
  – Tym razem nie pozwolę ci uciec – oznajmił Gabe. – Al, słuchaj. Naprawdę bardzo mi się podobasz i wiem, że ja ci się również podobam. Nie widzisz tego, jak nas ciągnie do siebie? Dlaczego nie chcesz być szczęśliwa? Czemu nie pozwalasz, abym to ja cię uszczęśliwiał?
  – Bo ja nie zasługuję na szczęście – odparłam, wyrywając się z jego uścisku. Nie zważając czy on jest za mną, zaczęłam biec. Po prostu chciałam w tym momencie pobyć sama i jak najdalej od wszystkiego. Zatrzymałam się w jakimś ogrodzie, wypełnionym roślinami, które wiły się po ścianach i po drutach, znajdujących się na suficie. Klapnęłam na ławce i pozwoliłam łzom wydobyć się z moich oczu. Skuliłam nogi, opierając brodę o kolana.
 Dlaczego nie mogłam z nim być? Proste. To ja powinnam być martwa, a skoro tak się nie stało, to teraz powinnam cierpieć. Długo walczyłam w sobie, aby przemóc się i zgodzić się na ten wyjazd. Nie zasługiwałam na to, aby być szczęśliwą. I nie chciałam. W ciągu roku przyzwyczaiłam się do tej pustki w sobie i tego bólu. Teraz to była moja nierozłączna część, którą trzeba było od czasu do czasu nakarmić kolejną dawką cierpienia. Nie powinnam była tu przyjeżdżać. To był zły pomysł!
 To koniec. Wracam do Stanów. Nie jestem już małą dziewczynką, którą trzeba się ciągle zajmować. Otarłam łzy z policzków i odwróciłam głowę w stronę kwiatów na drzewie. Były w kolorze błękitu, zmieszanym z czerwienią.
  – Tu jesteś! – usłyszałam zdyszany głos Gabriela nad sobą. – Rany, dziewczyno! Ty to masz formę!
Nawet nie odwróciłam głowy w jego stronę, wciąż wpatrywałam się w kwiaty. Proszę...idź sobie...
  – All, proszę porozmawiaj ze mną – powiedział, siadając obok mnie.
  – Nie mamy o czym rozmawiać – odchrząknęłam. – Tak, podobasz mi się. Nie, nie będziemy razem. Coś jeszcze? – Wstałam, kierując się w stronę hotelu.
  – O nie! – krzyknął, łapiąc mnie za rękę. – Porozmawiaj ze mną. Widzę, że coś cie gryzie, a nie chce abyś się zamartwiała. Chce żebyś była szczęśliwa.
  – Gabriel, albo jesteś ślepy, albo kompletnym idiotą! Co ty chcesz właściwie zrobić? Zmusić mnie do związku, którego nie chce? Wtedy na pewno będę szczęśliwa! – wrzasnęłam, próbując uwolnić się z jego uścisku. Niestety, był silniejszy ode mnie...
  – Kłamiesz. Wiem, że ci na mnie zależy. All, ja cie kocham... – wyszeptał, ujmując dłońmi moją twarz. Zamurowało mnie.
Kochać? Czy on w ogóle wiedział co to znaczy? Przecież jak można się zakochać w osobie, którą zna się tak krótko?!
  – Zakochałem się w tobie, odkąd cię zobaczyłem – kontynuował. – Nie mogę przestać o tobie myśleć. Zawładnęłaś moim umysłem i sercem.
  – Przestań – przerwałam mu dalsze wyznania. To było po prostu niemożliwe... – Ty wcale mnie nie kochasz. To zwykłe zauroczenie, które przejdzie ci w ciągu paru dni – stwierdziłam oschle. – Ja cie nie kocham. Nic do ciebie nie czuje.
 Przyciągnął mnie bliżej do siebie, prawie stykaliśmy się nosami, patrzył w moje oczy. Czułam jak serce mi przyspiesza, omal nie wyleciało z mojej piersi.
  – Powtórz to – wyszeptał.
  – Nic do ciebie nie czuje – wciąż trzymałam się swojej wersji. Tej wersji, w której kłamię i oszukuję samą siebie.
 Nasze usta zetknęły się. Jego delikatne wargi muskały moje. Tak bardzo mi tego brakowało...Oderwał się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
  – Powtórz.
  – Ja... – zająknęłam się. Gabriel znów mnie pocałował. Językiem pieścił moje podniebienie. Czułam łomot skrzydeł w swoim brzuchu. Oparłam dłonie o jego pierś i zachłannie odwzajemniałam jego pocałunki. Oprzytomniona oderwałam się od niego.
  – Przepraszam – wymamrotałam, patrząc w jego oczy, które z troską mi się przyglądały.
  – Już ci mówiłem, że za to masz nie przepraszać – odparł z uśmiechem. Starł kciukiem moje łzy. – All. Kocham cie – wyszeptał, a następnie znów mnie pocałował. Tym razem jego pocałunki były bardziej czułe, przez co czułam dreszcze, rozchodzące się po moim ciele. Błądził dłońmi po moich plecach, a ja oparłam się o jego klatkę piersiową. Chwilę jeszcze staliśmy, namiętnie się całując, gdy przerywałam całą tą sielankę i spojrzałam na niego.
  – Chodźmy już do hotelu – przygryzłam dolną wargę, a Gabe roześmiał się i złożył jeszcze kilka pocałunków na moich ustach, następnie objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę hotelu.


  – Ile można na was czekać! – odparł wściekły Tom. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. Nie było nas tylko godzinę... Do lotu pozostało nam jeszcze dwie, więc mieliśmy sporo czasu, aby wstąpić na rynek. – Ruszać dupy! – krzyknął. – Za minutę widzę was spakowanych przed budynkiem! – wziął swoją torbę i trzaskając drzwiami, wyszedł. Spojrzałam na Gabriela i obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Ja byłam prawie spakowana. Została tylko kosmetyczka, która aktualnie była w łazience, razem z Gabrielem.
  – Możesz przynieść mi moją kosmetyczkę? – zapytałam, wrzucając ostatnie ciuchy do torby. Przebrałam się w wygodną sukienkę, w delikatnym kolorze écru, do tego ubrałam beżowe botki. Przerzuciłam, średniej wielkości, torbę przez ramię i odwróciłam się w stronę chłopaka. Właśnie wyszedł z łazienki i w dłoni trzymał moją otwartą kosmetyczkę. Klepnęłam się w czoło, przypominając sobie „niespodziankę” od ciotki. Uśmiechnięty, trzymał prezerwatywę w drugiej ręce...
  – Czy ty coś sugerujesz? – zapytał podchodząc do mnie.
Wiedziałam, że znów jestem czerwona jak burak...
  – Nie... To ciotka to wrzuciła. Tom nagadał jej o naszym związku, więc uznała to za dobry pomysł – Zabrałam kosmetyczkę i „prezencik” od Gabriela i wrzuciłam do torby, szczelnie wszystko zamykając.
  – Ale nie wyrzuciłaś tego – stwierdził, wciąż uśmiechnięty. – Czyli jednak...? – zapytał, unosząc w śmieszny sposób jedną brew.
  – Och, Gabriel! Chodźmy już, bo Tom się niecierpliwi – chwyciłam za torbę, ale nim się ruszyłam, zostałam przyciągnięta przez chłopaka. Całowaliśmy się, gdy dotarł do nas zdenerwowany głos Toma.
 Gabriel chwycił za nasz bagaż i wyszliśmy z pokoju.
 Rozwścieczony Tom, czekał na nas przed budynkiem. Ciekawiło mnie jego zachowanie...
W wypożyczonym aucie, wraz z Gabe'm, zajęliśmy tylne miejsca. Brunet usadowił się przed kierownicą. Ruszyliśmy, słysząc jego kazanie na temat „odpowiedzialności”.
  – Tak tato, przepraszamy. To się już więcej nie powtórzy – odparłam, na co Gabriel wybuchnął śmiechem.
  – Alison! – krzyknął Tom. – To nie jest śmieszne! Nie znasz tego miasta, a się po nim włóczysz!
  – Ale nie sama – zaprotestowałam. – Byłam z Gabrielem.
  – On też nie zna tego kraju. Oprócz kilku g... dzielnic.
  – G, co?- zapytałam zaciekawiona.
  – Głupich. Po prostu głupich... – odparł lekko zmieszany, ale ja wiedziałam, że kłamie. Szatyn objął mnie ramieniem, zaraz po zajęciu miejsca, więc czułam jak napina mięśnie. G? Zastanawiało mnie to, co Tom chciał powiedzieć...
 Zatrzymaliśmy się na parkingu, naprzeciwko dużego rynku. Już z auta widziałam pełno kiosków i innych straganów. Wychodząc z auta, rozbrzmiał dźwięk telefonu Toma.
  – Idźcie, dogonię was – powiedział i odebrał.
Gabriel wzruszył ramionami i chwycił moją dłoń. Pociągnął mnie w stronę wielkiego drzewa, zapewne znajdowało się na środku tego całego jarmarku.
 Wielkie drzewo było przyozdobione czerwono-czarnymi wstążkami. Kobieta, z białym turbanem na włosach, podeszła do nas i wręczyła po wstążeczce.
  – To Sefirotam – powiedział Gabriel, widząc moje dziwne spojrzenie. – Drzewo życia i śmierci. Starożytni Indianie wierzyli, że jeśli wystarczająco długo będziesz się modlić, za pośrednictwem takiego drzewa, to w końcu Bóg cię wysłucha i spełni jedno z twoich największych pragnień – wyjaśnił.
  – Więc, po co nam te wstążki?
Gabriel uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
  – Na tych wstążkach zapisuje się swoje pragnienie. Teraz ludzie nie modlą się tak często jak wtedy, ale nadal wierzą w moc tego drzewa – powiedziawszy to, podał mi czarny marker. Szybko nabazgrałam na nim jedno z moich pragnień i wraz z Gabrielem, zawiązaliśmy je na gałązce.
  – Co napisałaś? – spytał, gdy już odeszliśmy kawałek od tego drzewa.
  – Jeśli powiem, może się nie spełnić – cmoknęłam go w policzek. – Zróbmy sobie zdjęcie z tym słoniem! – poprosiłam. Gabriel spojrzał na zwierzę z niechęcią. Na jego twarzy zawitał mały grymas, ale zgodził się. Poprosiłam właściciela tego wielkoluda o zrobienie nam zdjęcia. Oczywiście za drobną opłatą zgodził się. Gabriel objął mnie ramieniem i stanęliśmy obok zwierzęcia. Mężczyzna zrobił nam parę zdjęć. Podziękowałam mu i zabrałam od niego aparat.
  – Stój! – krzyknęłam, gdy szatyn zaczął iść w moją stronę. – Chce was nagrać razem!
Słoniowi chyba to się nie spodobało, gdyż odwrócił głowę w przeciwną stronę.
  – No cóż, może innym razem – powiedział szczęśliwy chłopak. Włączyłam opcję nagrywania i skierowałam aparat w jego stronę. Szedł, uśmiechając się w moją stronę.
  – Uważaj! – krzyknęłam, gdy zorientowałam się, co słoń chce zrobić. Przerażony chłopak odwrócił się i dostrzegł trąbę zwierzęcia, zaledwie kilka metrów od siebie. Głośno krzyknął i zasłonił twarz rękami.
 Omal nie padłam ze śmiechu, widząc, jak trąbalski opróżnia wodę ze swojej trąby na biednego Gabriela.
 Chłopak ruszył w stronę właściciela tego zwierzaka, krzycząc dziwne słowa, w różnych językach. Jedyne co zapamiętałam to perkele puttana. Po prostu, najciekawiej brzmiały...
Tłum gapiów zebrał się wokół krzyczącego, mokrego chłopaka. Zapewne widzieli wcześniejszą kąpiel... A ja mam to wszystko nagrane!
  – Gabriel! Chodź! Musimy znaleźć Toma – krzyknęłam, przedzierając się między ludźmi.
  – Najpierw on odda mi pieniądze za te ciuchy! – warknął.
  – To nie – wzruszyłam ramionami. – A myślałam o wspólnej kąpieli w zamian za to – wskazałam na słonia i odwróciłam się, szukając Toma.
  – O nie, nie, nie! – zaprotestował. – Wspólna kąpiel powiadasz? – zapytał.
  – Straciłeś swoją szansę – powiedziałam spokojnie, próbując opanować śmiech.
  – Ach tak?
 Zdążyłam jedynie głośno krzyknąć, gdy mnie podnosił.
  – Gabriel puść mnie! – krzyknęłam, a on przerzucił mnie przez ramię. Waliłam go pięściami w plecy, a ten tylko się roześmiał. – Tom! Pomocy!
 Gdy próbowałam się podnieść, by zobaczyć dokąd mnie zabiera, od razu delikatnie podrzucał mnie do góry, przez co, nie mogłam się obrócić. Zrezygnowana, oparłam brodę na dłoni, wbijając łokieć w jego kręgosłup.
  – Dobra dziewczynka – powiedział z uśmiechem.
  – Tom! – krzyknęłam. Brunet odwrócił się w moją stronę i wybuchł śmiechem. – Zamknij się i mi pomóż!
 Jak na zawołanie, szybko podbiegł do mnie. Zaraz będę wolna! – krzyczałam w myślach.
  – Podaj mi torebkę – powiedział.
 Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc po co mu ona, ale posłusznie wykonałam jego prośbę. Ten wyjął z niej aparat i zaczął robić nam zdjęcia. W tym momencie omal nie wybuchłam z wściekłości. Gabriel odwrócił się do niego twarzą, pozując przed obiektywem.
No pięknie...
  – Tom! Pomóż mi do jasnej cholery! – darłam i szarpałam się.
  – Zaraz cie wypuści! – powiedział, śmiejąc się.
Nie jest dobrze...
 Gabriel przerzucił mnie znowu, ale tym razem trzymał mnie w ramionach. Spojrzałam przed siebie i w końcu zrozumiałam, co on chciał zrobić. Ścisnął mnie mocniej, gdy próbowałam się wyrwać.
  – Tylko spróbuj, a nie dożyjesz jutra! – groziłam chłopakowi. Poczułam jego miękkie usta na moim czole, a następnie zobaczyłam jak skacze...do wody.
 Wylądowaliśmy w czymś, co przypominało mały, ale głęboki staw. Wypłynęłam na powierzchnie i przetarłam dłońmi oczy, próbując umożliwić mi jakąś widoczność. Z tyłu za mną słyszałam śmiech Gabriela. Zdenerwowana popłynęłam w stronę brzegu.
  – Chodź tu! – krzyknął za mną, a ja nawet się nie obróciłam. – All!
 Wyszłam z wody, czując, że wyglądem przypominam mokrego kota. Sukienka kleiła się do mojego ciała, po którym spływała jeszcze woda. Podeszłam do Toma i wściekła wyrwałam mu moją torebkę.  Czułam się jak totalna idiotka. Skrzyżowałam ręce na piersi i ze łzami w oczach przeciskałam się przez zgromadzony tłum.

***Gabriel***

 Podpłynąłem do brzegu, wyszukując wzrokiem Alison, która po prostu zniknęła między ludźmi. Wygramoliwszy się ze stawu, spojrzałem na Toma, który obdarował mnie pełnym wrogości i nienawiści spojrzeniem.
  – Gdzie ona jest? – zapytałem zmieszany.
  – Co ty sobie wyobrażałeś! – krzyknął, a następnie wymówił wiązankę przekleństw w moim kierunku. Nie winiłem go za to. W tym momencie sam uważałem się za bezmyślnego głupka z brakiem jakichkolwiek oznak inteligencji – właśnie tak mnie nazwał, w odrobinę ostrzejszej wersji.
  – Nie wiedziałem, że ona tak zareaguje! Zresztą, ty też nic nie mówiłeś, gdy ją niosłem!
  – Ale mówiłem ci, żebyś uważał z nią! Jest o wiele delikatniejsza od innych dziewczyn. I na co ci ta miłość? – jeszcze przez chwilę obsypywaliśmy się oskarżeniami, o to, kto bardziej zawinił, cudem unikając bójki...
 Staliśmy w milczeniu, przeczesując wzrokiem rynek.
  – Czekaj! – krzyknąłem. – Zadzwonię do niej! Przecież wzięła torebkę! – wsadziłem rękę do kieszeni, wyjąłem cały zalany telefon.
  – Perkele! – wycedziłem przez zęby.
  – Mówiłem, że idiota? Czekaj ja do niej zadzwonię – wybrał numer i przyłożył telefon do ucha. – Nie odbiera. Pewnie poszła do auta – powiedział niepewnie.
  – A jeśli jej tam nie ma? – zapytałem, choć bałem się odpowiedzi.
  – Słuchaj. Musimy ją jak najszybciej znaleźć. Jeśli będzie sama, mogą odważyć się i do niej podejść. Od rana dostaję telefony z ich położeniem. Ostatni przed chwilą. Byli w tym hotelu, co się zatrzymaliśmy.
  – I dopiero teraz mi o tym mówisz?! – krzyknąłem, rzucając się biegiem w poszukiwania. Moja mała All... Co ja najlepszego zrobiłem...


***Alison***


 Zgubiłam się. Ewidentnie się zgubiłam! – palnęłam się ręką w czoło. Po jakiego diabła tu przyszłam? A no tak... bo wydawało mi się, że tędy przyszliśmy...
 Usiadłam na ławce i zaczęłam przeglądać zawartość torebki. W portfelu znalazłam kilka solów – jednostka monetarna Peru. Miałam nadzieję, że dzięki nim kupię sobie przynajmniej jakiś suchy szal, którym będę mogła się owinąć. Wstałam, trzęsąc się. Nie byłam pewna, czy z zimna, czy może z innego powodu. Chociaż wątpię, żeby z zimna, zważywszy na ciepłą pogodę w tym kraju. Podeszłam do jednego ze straganów z ciuchami. Wybrałam dosyć ładny i długi szal.
  – Przepraszam... Ile to kosztuje? – zapytałam starszą kobietę, która spojrzała na mnie z matczyną troską. Widziałam współczucie w jej oczach...
  – Chodź dziecko – powiedziała, ciągnąc mnie w głąb swojej budki. Nawet nie miałam ochoty sprzeciwić się.

 Kobieta wybrała dla mnie niebieski sari, twierdząc, że pasuje do moich – według mnie obrzydliwych – oczów. Nie była to tradycyjna szata, ale krój trochę ją przypominał. Długa spódnica do kostek, zwężana przy moich biodrach, goły brzuch i nieduża góra, która zasłaniała moje piersi. Na już suche włosy nałożyła mi coś, przypominające welon, w kolorze jasnego błękitu. Materiał był prosty, tylko miejscami przyozdobiony różnymi koralikami. Widząc siebie w lustrze, zaniemówiłam. Wyglądałam jak prawdziwa indyjka, nie licząc bladej cery. Kobieta nie chciała przyjąć żadnych pieniędzy ode mnie, więc podziękowałam i wyszłam. Wcześniej dokładnie wytłumaczyła mi jak dojść do parkingu. Miła kobieta...
 Uradowana stanęłam obok naszego pojazdu, rozglądając się za tymi idiotami. Nie widząc żadnego z nich, zdenerwowana oparłam się o pojazd, który głośno zaczął piszczeć.
No pięknie...
  – Alli! – krzyknął Tom, wyłączając alarm. – Gdzie byłaś?! Dzwoniłem do ciebie.
  – Zostawiłam telefon w aucie. Możemy już jechać? Spóźnimy się na samolot – odburknęłam.
  – Ta...jasne. Pójdę po Gabriela – otworzył auto, do którego po chwili wsiadłam. Widziałam jak niepewnie odchodzi ode mnie.
Nie musiałam długo na nich czekać. Już po kilku minutach, zauważyłam biegnącego w stronę auta szatyna. Czułam się winna, że tak się zachowałam. To miał być zwykły żart, a ja jak zwykle uciekłam... Chyba naprawdę potrzebuję jakieś opiekunki...
  – All, przepraszam – powiedział Gabriel, siadając obok mnie. Jego ciuchy były jeszcze wilgotne. Spojrzałam na Toma, który czekał przed autem. Słodziak, pozwolił nam spokojnie porozmawiać.
  – Nic się nie stało – powiedziałam chrapliwym głosem, siląc się na uśmiech.
  – Gdyby nic się nie stało, to byś tak nie zareagowała – stwierdził.
  – Trochę przeraziłam się tymi ludźmi, którzy tak się gapili – wykrzywiłam kącik ust w mały grymas. – Chciałam trochę od nich odejść, a potem głupia się zgubiłam – przyznałam.
Gabriel chwycił moją dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek.
  – Przepraszam – wymruczał.
 Uśmiechnęłam się i przyciągnęłam go do siebie. Całowaliśmy się namiętnie.

 Ja leżałam na siedzeniu, a Gabriel oparł się o niego rękami. Czułam, że jedną ręką błądził po moich plecach, co chwilę zahaczając o materiał dolnej części stroju. Wiedziałam jak próbuje się powstrzymać przed kolejnym krokiem, który należał do mnie. Ale nie tym razem...i w najbliższym też nie...
  – Gabriel – wyszeptałam śmiejąc się. – Przestań. Tom na nas patrzy...
  – Wyglądasz seksownie – wyszeptał mi do ucha, które następnie delikatnie przygryzł. Zaśmiałam się, czując jego oddech, łaskoczący moją szyję.
 Gdy zniecierpliwiony Tom, stuknął w szybę, Gabriel niechętnie się ode mnie oderwał. Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie.
  – Jedziemy prosto na lotnisko – oznajmił Tom. – Przykro mi Gabe, nie zdążymy się zatrzymać, abyś się przebrał – dodał trochę rozbawiony.
  – To nic – stwierdził chłopak, a następnie pocałował mnie czule w usta. – Mam nadzieję, że zapach mokrego zwierzęcia, nie będzie ci przeszkadzać w całowaniu się – szepnął mi do ucha.
 W odpowiedzi nasze wargi znów się zetknęły.
 Odprawa minęła bardzo szybko. Nie mieliśmy żadnych problemów, więc teraz zdenerwowana siedziałam w samolocie, czekając na start. Tym razem zajęłam miejsce przy oknie, a Gabe zaraz obok mnie. Zapięłam pasy i zamknęłam oczy, czekając na start. Chociaż był to mój drugi lot, to wciąż bałam się tego.
 Ja i moje fobie...
  – All? – usłyszałam zaniepokojony głos chłopaka. – Możesz już odpiąć pasy. I puścić moją rękę...
 Natychmiast zabrałam rękę, a Gabriel otarł swój nadgarstek.
  – Nie było aż tak źle... – wymamrotałam.
  – Ta jasne... Powiedz to mojej dłoni... Dziewczyno! Wszystko, twoje palce są na niej odbite, i kilka pazurków też – stwierdził po dłuższym przyglądaniu się.
  – Przepraszam – zarumieniłam się.
  – Wolę przeprosiny w innej formie – powiedział, wskazując palcem usta. Uśmiechnęłam się i go pocałowałam, a następnie wlepiłam swój wzrok na okno, przyglądając się, znikającemu miastu...

  – Obudź się księżniczko – Gabe wymruczał mi do ucha.
 Stwierdziłam, że mam tendencję do szybkiego zapadania w sen, podczas jazdy, czy nawet lotów. Podniosłam trochę głowę i pocałowałam go w policzek.
  – Gdzie jesteśmy? - zapytałam ziewając.
  – No jak to gdzie. W Australii.
 Szybko podniosłam głowę, aby wyjrzeć przez okno. Gabriel wybuchnął śmiechem. Pisnęłam ze szczęścia!
 Ja, Alison Margo Hathorn, wreszcie jestem w Australii! Odwróciłam się w stronę Gabriela i rzuciłam się na niego, obsypując go pocałunkami. Chłopak uśmiechnął się i odwzajemniał każdy. Gdzieś między pocałunkami zdążyłam wyszeptać „dziękuje”. Gdy już oderwałam się od niego, spojrzałam na Toma.
  – Wystarczy zwykłe dziękuje. Bez dodatkowych atrakcji... – powiedział, a ja głośno się zaśmiałam. Tak jak chciał, tylko podziękowałam mu za to i od razu odwróciłam się do okna, aby podziwiać widoki.
 Wylądowaliśmy na lotnisku w Sydney, a ja przepełniona radością, jak jakieś dziecko, rwałam się do wyjścia.
  – Chodźmy do Opery! – krzyknęłam, odwracając się do chłopaków. – Albo nie, najpierw pójdziemy do Sydney Tower!
  – Najpierw to my pojedziemy do domu się rozpakować. Jutro zaczniemy zwiedzanie – powiedział Tom, pakując nasz bagaż do auta. Czarna limuzyna czekała na nas przed lotniskiem.
Eh...jak zwykle. Pan Słodziak musi być otoczony luksusem...
 Droga do jego domu zajęła nam prawie dwie godziny. Już po pół godzinie jazdy, mieli mnie serdecznie dość. Widziałam to na ich twarzy, zadając ponownie pytanie „daleko jeszcze?!”. Mijaliśmy kolejne miasta, a szofer wciąż się nie zatrzymywał. W końcu dotarliśmy do jakieś wioski umiejscowionej na pagórkowatym terenie.  Kierowca jeździł po różnych uliczkach, a następnie wyjechał z tego „ zadupia” – jak to nazwałam i ruszył w stronę góry, na którym zapewne rosły winogrona. Ten obszar był przepełniony polami winogron. Miałam ochotę wyjść z tego auta i krzyczeć z radości.
  – Już? – zapytałam uradowana. Tom wyjrzał przez okno. Nareszcie oderwał się od tego telefonu!
  – Tak. Jesteśmy na miejscu – szofer otworzył drzwi. Następnie podał mi rękę, abym mogła wyjść. Spojrzałam na jego twarz. Był bardzo młody. Zaledwie jakieś dwa – trzy lata starszy ode mnie. Uśmiechnął się uwodzicielsko. Trochę zmieszana spojrzałam na Gabriela, który najchętniej zabił by go wzrokiem. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Zaczęliśmy się namiętnie całować, pomimo tego, że wiedziałam, że Gabe chce mu pokazać, że jestem jego dziewczyną i nikt nie może mnie dotknąć, nawet się uśmiechnąć, to nie miałam nic przeciwko jego pocałunkom. Odskoczył ode mnie dopiero, gdy Tom klepnął go w ramię.  Chłopaki zajęli się bagażami, a ja w końcu mogłam spojrzeć na „nasz” dom. Znów miałam ochotę piszczeć z radości.
 Mieliśmy mieszkać w małym zamku! Tak! To przypominało zamek!!! Wielka metalowa brama, otworzyła się, a my mogliśmy wejść na teren, WIELKIEJ posesji. Normalnie, nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
  – Tom? – zapytałam niepewnie. – Czy te pola winogronowe należą do ciebie?
  – Tak – odparł dumnie. – Znaczy się, do mnie i do brata. Ale on rzadko tu bywa. Zresztą, na pewno nie o tej porze roku.
  – Czyli ty jesteś jakimś milionerem?!
  – Nie do końca. To wszystko – wskazał na winorośl – po zbiorze, starcza na opłacenie wszystkich rachunków za ten dom i robotników. Za resztę ledwo mógłbym opłacić moje mieszkanie w Stanach. Bardziej opłacałoby się sprzedać to jakiemuś pasjonatowi.
  – Więc czemu tego nie zrobiłeś?
  – Bo matka kochała to miejsce. Nie mógłbym jej tego zrobić. Obiecałem, że zajmę się tym domem, a wy mi pomożecie – uśmiechnął się do nas zawadiacko. Wiedziałam, że on coś planuje...
 Po krótkim spacerze przez posesje, w końcu dotarliśmy pod wielgaśne mosiężne drzwi. Tom złapał za klamkę i mocno je popchał. W środku ukazał nam się mały salon. Mogłabym nawet powiedzieć, że w starym stylu, ale wieża stereo i inne elektroniczne przedmioty, niszczyły jego wizerunek.
  – Na górze macie pokoje. Mój jest ostatni po prawej. Idźcie wybierzcie sobie któryś, a ja znajdę kogoś, aby przygotował nam coś do jedzenia. Jezu... to pokładowe jedzenie jest ohydne – wymruczał, znikając w jakimś pomieszczeniu. Spojrzałam na Gabriela, który uśmiechnął się do mnie. Złapałam za swoją torbę i ruszyłam schodami, do góry. Słyszałam, jak chłopak śmiejąc się idzie za mną. Postawiłam walizkę na samej górze i zaczęłam otwierać wszystkie drzwi po kolei, szukając najlepszego pokoju.
 W końcu zdecydowałam się na ostatnie pomieszczenie po lewej, który miał najpiękniejszy widok z balkonu.
  – Dzięki Bogu! Nareszcie wybrałaś sypialnię – powiedział Gabe, oparty o framugę drzwi.
  – Oj nie marudź. A ty, który wybrałeś?
  – Ten obok – uśmiechnął się szelmowsko. – Chociaż wolałbym z tobą, ale rozumiem, że to za wcześnie. – Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. – Przynajmniej tak, jakoś będę miał cię na oku.
  – Hm? Będziesz mnie pilnował? – zmarszczyłam brwi.
  – Muszę – stwierdził. – Nie wiadomo, co w tym domu w nocy się dzieje. Tom mówił, że kucharki pokłóciły się ze starym McCallem, więc nie wiem co mu tym razem odwali.
  – Kto to jest?
  – A... taki jeden martwy staruch – uśmiechnął się do mnie. Walnęłam go w ramię, a ten jęknął z bólu.
  – To za to, że chciałeś mnie przestraszyć. Z marnym skutkiem – dodałam po chwili. – Myślisz, że boję się jakiegoś ducha?!
  – Zobaczymy w nocy – nasze usta zetknęły się w namiętnym pocałunku. Jak ja uwielbiałam go całować... Po chwili, słysząc jakiś hałas, odskoczył ode mnie i pobiegł do salonu. Zrobiłam to samo. Biegnąc za nim, dotarłam do kuchni, gdzie na środku stał Tom, a wokół niego leżało kilka rozbitych naczyń.
 W oddali słychać było jakąś dziewczynę, która mówiła po hiszpańsku.
  – Boże! Człowieku, nie strasz mnie tak więcej. Myślałem, że to... – odezwał się Gabe do Toma, jednak zaraz został obrzucony wrogim spojrzeniem. Oni coś ukrywali przede mną... Wlepiłam wzrok w podłogę, na której leżało pełno odłamków, udając, że nie słyszałam Gabriela – ...Nadal ci nie wybaczyła? – zapytał rozbawiony, jednak wiedziałam, że był trochę zdenerwowany.
  – Oczywiście, że tak – warknął brunet. – Po prostu, mamy ciężkie początki... No i musimy znaleźć nową kucharkę...
  – Coś ty jej zrobił? – odezwałam się i natknęłam na ich dziwne spojrzenia.
Ludzie! Niech ktoś mi w końcu wyjaśni, co tu się dzieje!
  – Oprócz tego, że był z nią, zdradził, wykorzystał i zabił jej psa? To chyba nic szczególnego...
  – Gabriel! – wrzasnął Tom, czerwony ze złości. – To nie tak. Raz się z nią umówiłem i ona Bóg wie co sobie powyobrażała – zaczął. – Gdy przyjechałem ze starą znajomą, uznała, że to moja nowa dziewczyna, chociaż nie byliśmy razem. Więc stwierdziła, że z nami koniec, gdyż ją „zdradziłem”. A to z psem było przypadkowe. Przysięgam! – uniósł dwa palce ku górze, na zgiętym łokciu, składając przysięgę. – Było ciemno i nie zauważyłem tego szczura. Wpadł mi pod samochód...
  – Te voy a matar! Pero en primer lugar castrate! – dziewczyna wykrzykiwała z dołu. Gabriel się zaśmiał, a ja zmieszana spojrzałam na Toma.
  – Co ona mówi?
  – Krzyczy, że mnie zabije, ale najpierw wykastruje – stwierdził beztrosko chłopak. – Dobra! Czas coś zjeść! – podszedł do lodówki i zaczął przeglądać jej zawartość. – Hm... Mamy krewetki...barramundi, można zrobić też tosty, czy naleśniki... No i jest jakieś ciasto. Chociaż ja bym nie ryzykował – powiedział, przymrużając powieki, przez co ja i Gabriel wybuchliśmy śmiechem. –Wy idźcie, a ja zrobię coś do jedzenia.
 Posłusznie wykonaliśmy jego polecenie, i Gabriel stwierdził, że pokaże mi dom. Obejrzałam chyba setki różnych pokoi i w końcu uradowana wołaniem Toma na kolację, ruszyłam do jadalni. Na środku stołu leżała patelnia z brązowym ryżem, krewetkami i jakimiś warzywami. Pochłonęłam kilka zapachów i głodna jak wilk, rzuciłam się na jedzenie. Jedliśmy w miłej atmosferze. Wciąż żartując, zaplanowaliśmy jutrzejszą trasę. Niestety, Operę w Sydney mogłam zobaczyć dopiero w przyszłym tygodniu, więc musiałam zadowolić się pobliskimi atrakcjami... na przykład kangurami!
  – Nie przeszkadzam? – po pomieszczeniu rozległ się głos młodej kobiety. Nim odwróciłam wzrok i spojrzałam na nią, najpierw zobaczyłam przerażonego Toma.
  – Wanda. Co ty tu robisz? – z trudem wymamrotał.
  – Przyszłam odwiedzić starego kumpla z fachu. Czyżbyś zapomniał o moich corocznych wizytach? – zaśmiała się, a przez moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Kim ona była i czego chciała?! No tak... znajoma Toma... Spojrzałam na Gabriela, który wyglądał na równie zmieszanego jak ja. On chyba też nie znał tej kobiety...
  – Co? Znudziła ci się poprzednia paczka? Czy może to ta Alison tak na ciebie działa? – zapytała, stojąc kilka metrów za mną.
  – Lepiej trzymaj się od niej z daleka – warknął Gabriel.
  – Bo co? Poskarżysz się Tomowi i jego tatuś wszystko załatwi? Oj nie tym razem. Chce te pieniądze, i zrobię wszystko by je zdobyć! – krzyknęła i dopiero po chwili zorientowałam się, że stoi za mną. Nawet nie zdążyłam się obrócił i spojrzeć na nią, gdy poczułam jak wbija mi pazury w ramię. Gabriel wraz z Tomem zerwali się z miejsca i przeskakując przez stół, rzucili się na nieznajomą. Poczułam jak ciepła stróżka krwi spływa po moim ramieniu...




Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy! :D /Katarina
Hej wszystkim :* 
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba i w końcu ktoś skomentuje :) 
Po prostu chce wiedzieć, czy spodobało się to opowiadanie, bo jeśli nie, to nie opłaca mi dalej pisać xd
Pozdrawiam <3
seoanaa

PS. Zapraszam na mojego bloga ;) http://ostatnitaniec.blogspot.com/



1 komentarz:

  1. Rozdział super!
    Poprzednie zreszta tez!
    No i pisz jak najszybciej następny rozdział, bo robi sie bardzo ciekawie!
    Ps. Mam tez prośbę żebyś dodała mapkę ostatniegotanca.
    Pozdrawiam Kaska

    OdpowiedzUsuń