czwartek, 13 lutego 2014

2.Mam coś dla Ciebie

***Alison***

  Wpadłam w panikę... Przed oczami stanął mi najgorszy dzień mojego życia, oraz powtarzający się w kółko sen. Nogi miałam jak z waty, a serce łomotało mi w piersi. W gardle miałam gulę, przez którą nie mogłam wydusić ani słowa. Chłopak popatrzył się na mnie, ale zaraz odwrócił wzrok. Zachowywał się tak, jakby mnie nie znał, jednak jego tatuaż jasno mówił, że właśnie ten typek ma coś wspólnego ze śmiercią mojego przyjaciela... Robiło mi się coraz bardziej słabo, a przed oczami latało mi coraz więcej plam. Głośno próbowałam złapać powietrze, lecz przychodziło mi to z trudem. Słyszałam czyjś głos, aczkolwiek nie potrafiłam go zidentyfikować. Poczułam, że lecę. Upadałam na ziemię.
 Obudziłam się w samochodzie Gabriela, i w jego ramionach. Z matczyną troską patrzył się na mnie i głaskał mnie po policzku. Próbowałam się podnieść, jednakże jeden silny ruch jego dłoni mi na to nie pozwolił i nadal znajdowałam się w pozycji leżącej.
  – Nie wstawaj, bo znowu mi odlecisz. Kurde, wystraszyłaś mnie... – przytulił moje ciało do siebie. – Nie rób tak więcej – pogroził palcem. – Co się w ogóle stało?
  – Tatuaż – z moich ust wydostało się tylko to jedno słowo. Mimo tego, że było ciepło, to czułam dreszcze na całym swoim ciele. Nie wiedziałam, czy to z powodu tego, że zemdlałam, czy przez to, że po prostu się bałam. Tak bardzo chciałam cofnąć się rok wcześniej i zapobiec całej tej sytuacji. Chciałam do Mike’a... Czułam łzy, cisnące mi się do oczu i mocniejszy uścisk ze strony Gabe'a. W kółko zadawałam sobie to pytanie – dlaczego on? Miałam wrażenie, że cały świat się na mnie uwziął.
  – Ej cii, spokojnie. Nie płacz już – próbował mnie pocieszyć, jednak z marnym skutkiem. – Kurde, chyba zadzwonię po Toma.
Pokiwałam przecząco głową.
  – Lepiej zawieź mnie do domu –wyszeptałam.
Czułam, jak kładzie mnie na tylnym siedzeniu, po czym zamyka drzwi. Następnie siadł za kierownice i już, po dziesięciu minutach, byliśmy u Toma. Wiedziałam, że przyjaciel na pewno coś poradzi na tę ciężką sytuację.
  – Wziąć cię na ręce? - zapytał Gabriel.
  – Poradzę sobie – zmusiłam się do lekkiego uśmiechu.
 Z małą pomocą silnego ramienia, doszłam do domu i siadłam na kanapie. Do salonu wszedł Tomas i gdy tylko mnie zobaczył spojrzał na nas pytająco.
  – Co się stało? I dlaczego ty jesteś taka blada? – od razu do mnie podszedł.
  – Byliśmy w parku... Widziałam chłopaka. Miał taki sam tatuaż, jak zabójca... – nie byłam wstanie dokończyć, bo czułam, że zaraz znowu się rozpłaczę.
  – Jesteś pewna? To mógł być podobny tatuaż...
  – Nie! To nie możliwe! – bałam się. – Jestem pewna...
Chłopcy spojrzeli po sobie dziwnym wzrokiem. Czułam, że coś nie gra, mimo to stwierdziłam, że jestem przewrażliwiona. Po prostu się o mnie martwili, to przecież normalne...
 Wstałam i poszłam do pokoju, który mogłam nazywać swoim. Na łóżku znalazłam piękną, kremową sukienkę. Nie mogłam się na nią napatrzeć. Zastanawiałam się, co ona tu robiła. Chyba była dla mnie...


***Tomas***

  – Widziałeś go? – zapytałem z lekką paniką w głosie, gdy tylko Ali wyszła z salonu.
  – Tak. Stary, nie wiedziałem, co mam zrobić! - zauważyłem, że też był zdenerwowany.
  – Nic nie mogłeś zrobić. Mam nadzieję, że szybko ją stamtąd zabrałeś.
  – Tak. Niestety, All zobaczyła go pierwsza... Widział byś jej minę... – posmutniał.
  – Dziwisz się jej? Minęło niewiele czasu, odkąd straciła swojego przyjaciela...
  – Mogłem jej tam nie zabierać. To moja wina – obwiniał się.
  – Nikt nie mógł tego przewidzieć – pocieszyłem go.
  – Co on w ogóle tam robił? Przecież dostali to czego chcieli... – stwierdził Gabriel.
  – Nie chcieli Mike’a... Chcieli ją.


***Alison***

  – Mogę wejść? – Tom zapukał, a następnie otworzył drzwi. Uśmiechnął się do mnie, wszakże widziałam, że musiał się wysilić, aby się na to zdobyć. Naprawdę się przejął...
  – Dlaczego się pytasz? Przecież to twój dom.
  – Ale ten pokój jest twój.
Tym razem ja się uśmiechnęłam. Byłam mu wdzięczna, że tak się stara i się mną opiekuje, chociaż wcale nie musi tego robić. Zastępował mi przyjaciela, którego utraciłam. Obaj byli dla mnie jak bracia. Żałowałam, że nie mogę mieć ich obydwu naraz.
  – Jak się czujesz?
  – Wszystko wróciło. Ten dzień... – Tom przyglądał mi się z zainteresowaniem.
  – Rozumiem cię. Ciocia Nancy dzwoniła. Wróci w niedzielę. Kazała cię uściskać i życzyć ci wszystkiego najlepszego. Przeprasza, że nie może być z tobą w twoje urodziny.
  – Dziękuję ci. Dziękuję za wszystko; za to, że mnie uratowałeś, że się mną zajmujesz. Naprawę nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie ty... – przytuliłam się do niego. – Co to za sukienka? - zapytałam, gdy mnie puścił.
  – Dla ciebie. Wszystkiego najlepszego.
Tym razem jego uśmiech naprawdę był szczery, a ja znowu rzuciłam mu się na szyję.
  – Dziękuję! Nie trzeba było... Naprawdę.
  – Załóż ją. Masz półtorej godziny, aby się wyszykować. – Gdy to powiedział, wstał i udał się w kierunku drzwi.
  – Wyszykować? Na co?
  – Niespodzianka – na jego twarzy zawitał łobuzerski uśmieszek.
 Byłam ciekawa, co znowu wymyślił. Mogłam się założyć, że Gabe był w to również zamieszany. Nie chciałam, żeby coś planowali. Jedyne na co miałam ochotę, to zakopać się w łóżku pod kołdrą i przespać resztę dnia i całą noc. Przecież nie mogłam ich zawieść. Oni się starali, więc musiałam się dla nich przemóc i wziąć udział w ich planie. Inaczej byłoby to strasznie chamskie. Zastanawiałam się, co jest we mnie takiego, że mnie tak uwielbiają. Tom pozwalał mi czuć się w swoim domu jak u siebie, a Gabriel leciał na mnie. Wiedziałam, że nie powinien, ale bałam się, że jak mu dam jasno do zrozumienia, że nie jestem gotowa na związek, to go stracę. Nie chciałam tego... Z jednej strony miałam nadzieję, że mu przejdzie, ale z drugiej strony to, co robił było słodkie. Miałam świadomość, że go w ten sposób ranię, ale nie mogłam zrobić nic innego. Nie potrafiłam. Zebrałam wszystkie swoje siły i udałam się w kierunku łazienki.
 Po wyznaczonym czasie, stanęłam przed Tomem w nowej sukience i botkach. Włosy rozpuściłam, a rzęsy i paznokcie pomalowałam. Zdawało mi się, że wyglądam całkiem nieźle, choć widząc minę przyjaciela trochę w to zwątpiłam. Stał, gapiąc się na mnie z otwartymi ustami, a jego milczenie było przerażające.
  – Aż tak źle? – zapytałam ze smutkiem w głosie.
  – Aż tak dobrze. Kurde, aż mnie zamurowało. Allis, wyglądasz pięknie. Brak mi słów – jego wyznanie mnie pocieszyło. Uśmiechnęłam się.
  – To dowiem się, co dla mnie przygotowałeś?
  – Jak ze mną pojedziesz, to się dowiesz – uśmiechnął się tajemniczo.
Jego słowa były intrygujące. Bałam się. Podeszłam wolnym krokiem do samochodu i wsiadłam do niego. Po chwili jazdy domyśliłam się, że kierujemy się w stronę plaży. Nie wiedziałam po co.
 Gdy dotarliśmy na miejsce, wysiadłam z samochodu, a moim oczom ukazało się mnóstwo ludzi, którzy na mój widok zaczęli śpiewać znaną piosenkę. Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam – te proste słowa, aż mnie wzruszyły. Stałam zaskoczona i wyglądałam nie lepiej od Toma, kiedy zobaczył mnie w tej sukience. Byłam w szoku, że zjawiło się tu tyle ludzi. Większość przybyłych gości znałam osobiście, część z widzenia, a reszta osób to, prawdopodobnie, osoby towarzyszące. Podchodziło do mnie dużo osób i składało mi życzenia. Nie lubiłam takich niezręcznych sytuacji, nigdy nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Jednak z udawanym uśmiechem na twarzy dziękowałam im za wszystko. Nie cierpiałam być w centrum uwagi, ale teraz naprawdę nie miałam wyboru. Obok mnie stanął przyjaciel. Z jednej strony cieszyłam się, że tu przyszedł, z drugiej byłam na niego trochę zła. Po co coś tak wielkiego, skoro można było po prostu pójść na pizze i bilard? Bez sensu się tak fatygować, na dodatek z mojego powodu...
  – Jak ci się podoba niespodzianka? – usłyszałam.
  – Nie rozumiem, po co to wszystko. Nie trzeba było tego dla mnie organizować. Ja nawet nie lubię urodzin... – widząc jego zawiedzioną minę, zmieniłam strategię – Jest super! Po prostu czuję się niezręcznie... – szybko się wytłumaczyłam.
  – Już się wystraszyłem, że coś zrobiłem nie tak – gdy tylko wypowiedział te słowa, usłyszeliśmy jego imię wołane z tłumu.
  – Nie no co ty. Idź jak cię fanki wołają, pewnie przyszły tu tylko dla ciebie – powiedziawszy to popchnęłam go w kierunku piszczących dziewczyn. On tylko westchnął i ruszył w ich stronę.
  – Mogę panią prosić? – podszedł do mnie stary przyjaciel Mike’a, Adree, i podał mi rękę. Uśmiechnęłam się i przyjęłam propozycję.
Tańczył całkiem nieźle, ale co chwilę zerkał w stronę mojego dekoltu. Strasznie denerwowało mnie takie prostackie zachowanie, miałam ochotę napluć mu na twarz. Szybko znalazłam pretekst, aby się od niego uwolnić.
  – Zmęczyłam się, idę się napić – powiedziałam krótko, po czym bez wyrzutów, zostawiając go samego, odeszłam w stronę baru. Siadłam na krzesełko. Wiedziałam, że przyda mi się choć trochę alkoholu, aby się lepiej bawić. Barman podał mi drinka, a ja poczułam, że ktoś łapie mnie od tyłu. Nie myśląc za długo obróciłam się i z całej siły uderzyłam napastnika w głowę tym, co miałam w ręce, czyli szklanką. Większość trunku wylało się na jego koszulkę.
  – Gabriel? Kurde przepraszam! Naprawdę nie chciałam. – próbowałam przeprosić kolegę, który wydał się być zaskoczony moją reakcją – Myślałam, że to tamten dupek... Poczekaj.
Poprosiłam chłopaka stojącego za barem o woreczek z lodem. Gdy tylko go dostałam, przyłożyłam go do łuku brwiowego przyjaciela. Zatraciłam się w jego pięknych oczach. Inni może by stwierdzili, że ma po prostu szare oczy, zaśmiały one taką głębię, że można było w nią wpaść i utonąć.  Popatrzyłam na jego skórę. Nie widziałam nikogo w jego wieku o tak czystej cerze. Nie jedna dziewczyna mogłaby mu tego pozazdrościć. A jego usta? Były takie pociągające...
Nie wiedziałam, jak to się stało, ale znowu go pocałowałam. Nie mogłam się powstrzymać. Przylgnęłam swoimi wargami do niego i nie potrafiłam się oderwać. Jego język łapczywie pieścił moje podniebienie, a mój jego, a gdy on przygryzł moją wargę delikatnie, po moich plecach przeszedł dreszcz. Szybko się od niego oderwałam i dotknęłam ręką tego miejsca.
  – Przepraszam – powiedziałam, wsadzając okład w jego dłoń, po czym szybkim krokiem udałam się w stronę skałek.
 Nie było tu ludzi, więc mogłam w spokoju pomyśleć. Nie rozumiałam, dlaczego to zrobiłam, dlaczego po raz drugi go pocałowałam? Może i był przystojny, ale ja wcale nie potrzebowałam faceta! Lubiłam go jako przyjaciela, a nie jako drugą połówkę. Ostatnio powiedziałam mu, na czym stoi, a teraz wysyłałam mu sprzeczne sygnały. Po co? Dla własnej rozrywki. Raniłam go i zachowywałam się samolubnie. Mimo, że wiedziałam, że nie powinnam, nie potrafiłam tego zatrzymać. To było dla mnie zbyt trudne. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i już spod niej nie wyjść. Popatrzyłam na wodę. Była piękna. Gdy odbijało się od niej słońce, miała kolor jego oczu.  Wiedziałam o tym. Chociaż próbowałam odgonić od siebie myśli o nim, one ciągle powracały. Nie umiałam tego zatrzymać i nie wiedziałam już, czy sama chcę. Usłyszałam za sobą kroki. To Gabe przyszedł do mnie... Miejsce po uderzeniu miał zaczerwienione, był goły od pasa w górę i miło się uśmiechał.
  – Dlaczego uciekłaś? – zapytał z zatroskaną miną.
  – Zrobiłam coś, czego nie powinnam – przyznałam.
  – Kto tak powiedział?
  – Ja. Nie dawno straciłam przyjaciela, nie mogłabym teraz z kimś być. Poza tym naprawdę do szczęście nie potrzebuję faceta...
  – Posłuchaj. Doskonale cię rozumiem. Jednak nie możesz stać w miejscu. Jeżeli będziesz cały czas odmawiać sobie wszystkich przyjemności, to czy będziesz szczęśliwa? Poza tym wydaje mi się, że Mike cieszył by się, że kogoś masz. Przemyśl to. Teraz jednak, chciałbym ci wręczyć prezent urodzinowy. – wypowiedziawszy te słowa wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i podał mi je.
  – Naprawdę nie trzeba... Zobacz jak cię potraktowałam, a ty mi jeszcze prezenty dajesz...
Widząc, że nie sięgnęłam po pudełko, otworzył je i wyjął z niego srebrną bransoletkę. Następnie zapiął mi ją na nadgarstku.
  – Dziękuję, jest śliczna. – nie skłamałam, była cudowna.
  – Teraz koleżanko, jesteś mi coś winna po tym – z uśmiechem wskazał miejsce nad okiem. – Pójdziesz ze mną trochę potańczyć?
Kiwnęłam głową i powolnym krokiem udaliśmy się w stronę bawiących się ludzi. Gabe objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Nie protestowałam. Kątem oka zobaczyłam, idącą w naszym kierunku, Sophie.
  – Sto lat, sto lat mała! – uśmiechała się do mnie.
  – Dziękuję. Jak się bawisz?
  – Wspaniale, ale myślałam, że spotkam tu Toma... – trochę posmutniała
  – Zobacz, stoi po twojej prawej – wskazałam na stojącego tam chłopaka, który chyba był zadowolony, że uwolnił się od tłumu dziewczyn – Zagadaj do niego! – wypowiedziawszy to popchnęłam ją w jego w stronę. – Podziękujesz mi później!
 Gdy dotarliśmy w zamierzone miejsce i zaczęliśmy tańczyć, piosenka z szybkiej zmieniła się na wolną. Myślałam, że Gabriel będzie chciał to przeczekać, ten jednak nie widział problemu. Chcąc nie chcąc, zaczęłam z nim tańczyć. Kroczek za kroczkiem zatracaliśmy się w sobie. Wdychałam woń jego perfum, pasowały do niego. Czułam bliskość i ciepło jego ciała. Taniec zdawał się trwać tylko chwilę i niestety się skończył. Z żalem puściliśmy się i udaliśmy po coś do picia.
  – Tym razem też będziesz próbowała mnie zabić? – puścił do mnie oczko.
  – Wcale nie chciałam tego zrobić. Naprawdę nie wiedziałam, że to ty... – zarumieniłam się.
  – Przecież żartuję, nie jestem na ciebie zły.
W milczeniu piliśmy drinki i obserwowaliśmy wodę. Dzięki chłopakowi cieszyłam się, że tu jestem. Naprawdę świetnie się z nim bawiłam. Rozumieliśmy się bez słów. Próbował mnie rozśmieszyć i mu to wychodziło. Wygłupiał się jak dziecko.
  – Przejdziemy się? – zapytał nagle.
Nie mając nic innego do roboty, zgodziłam się. Rozmowa była tak wciągająca, że nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło robić się ciemno. Prawda była taka, że w głębi duszy bałam się ciemności. Czułam się, jak obserwowana ofiara, na którą poluje groźny zwierz. Byłam zdezorientowana, gdy traciłam jeden ze zmysłów i to tak ważny do koegzystencji. Strach ten nie był zbyt duży, bo nie wpadałam w panikę, ale ogarniał mnie lęk. Lęk przed tym, co może czaić się za zasłoną nocy.  Kiedyś tak nie było, kiedyś byłam inna. Kiedy jednakże przyczajony w mroku gangster postrzelił mi najlepszego przyjaciela, zaczęłam preferować słonce i widok na otaczający mnie świat. Gangster? Sama nie wiedziałam dlaczego o tym pomyślałam. Jednak mafia tłumaczyłaby to, że widziałam już dwóch gości z takim samym tatuażem. W końcu ponoć mają ten swój znak "rozpoznawczy", czy coś w tym stylu. Jednak co oni mogą ode mnie chcieć? Przecież już dostali to, czego chcieli...
Poczułam, jak coś łapie mnie za rękę i z całej siły wrzasnęłam, uświadamiając sobie, że nie zrobił tego mój towarzysz.
  – Hej, spokojnie. To tylko ja... – Tom się zaśmiał.
  – Przestraszyłeś mnie – powiedziałam. Obaj śmiali się tak, że mało co nie poprzewracali się na ziemię. – Bardzo śmieszne.
Teatralnie założyłam ręce na piersi i zrobiłam obrażoną minę. Gdyby nie to, że tak cholernie się bałam, odeszłabym, zostawiając ich samych.
  – Dobrze, już dobrze, przepraszam. – powiedział jeszcze rozbawiony Tomas. – Wracajmy już, bo zmarzniesz. Goście zaczęli się powoli rozchodzić.
Spojrzałam na miejsce, gdzie jeszcze parę godzin wcześniej, bawiło się mnóstwo ludzi. Teraz stało tam kilkanaście najbardziej upitych osób i najwyraźniej też zbierali się do domu.
  – Z kim jedziesz? – był to głos Gabriela, skierowany w moim kierunku.
  – Niech jedzie z tobą, ja muszę jeszcze odwieźć Sophie do domu – odezwał się Tom.
 Z Gabe'm spojrzeliśmy po sobie i się uśmiechnęliśmy. Tom tylko pokręcił głową i udał się do swojego samochodu. Ja zajęłam miejsce pasażera w aucie mojego drugiego kolegi i nawet nie wiem kiedy, a pogrążyłam się w śnie.

 Usłyszałam, jak ktoś mnie woła. Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się. Nade mną stał Tom.
  – Wstaniesz w końcu? – zapytał uśmiechając się. – Jest już południe.
Głośno ziewnęłam i wstałam z łóżka. Udałam się w stronę łazienki. Stojąc pod prysznicem myślałam o sobocie. Budząc się rano zdałam sobie sprawę, że Gabriel musiał zanieść mnie do łóżka. Stwierdziłam, że muszę mu za to podziękować. Przy śniadaniu okazało się, że wyjechał po swoje rzeczy i tyle go widziałam. Dzień był strasznie nudny, spędziłam go na oglądaniu samotnie filmów, bo Tom musiał pozałatwiać parę rzeczy. Postanowiłam sobie, że dzisiaj będzie inaczej.
Wyszykowana poszłam do kuchni, mając ochotę na pyszne śniadanie. Zastałam jednak gotowego do wyjścia chłopaka.
  – Wybierasz się gdzieś? – zmarszczyłam brwi.
  – Owszem, a ty ze mną. Nie pamiętasz? Nancy – dodał, widząc moje zmieszanie.
Palnęłam się ręką w głowę. Jak mogłam zapomnieć, że dzisiaj wraca? Posłusznie założyłam buty i wsiadłam do jego samochodu. Po dwudziestu minutach stałam pod drzwiami naszego domu.
  – Ciociu! Gdzie jesteś? – zapytałam, wchodząc do środka.
  – Alison! Jak się cieszę, że cię widzę – przytuliła się do mnie. – Wejdźcie, zrobię herbaty.
Siadłam wygodnie na kanapie w salonie i przyjrzałam się wujence. Zauważyłam, że miała na sobie nowy sweterek z odsłoniętym ramieniem, a pod spodem bokserkę. Na nogach zaś miała legginsy. Nie ubierała się tak do tej pory. Na włosach zrobiła sobie pasemka, a na twarzy makijaż. Miałam wrażenie, że odmłodniała i wesoło się uśmiecha. Krzątała się po kuchni z dużą gracją. Podała nam talerzyk z ciasteczkami. Ona coś upiekła? Nie możliwe! Ostatnio dużo zajmowałam się sobą, a w domu bywałam jako gość. Z ciotką widywałam się mało lub w przelocie. Czyżbym coś przeoczyła?
  – Ładne kolczyki – posłałam jej komplement. – Promieniejesz, czyżbym o czymś nie wiedziała? – puściłam jej oczko.
  – Czy coś musiało się stać, abym dobrze wyglądała? – oblała się rumieńcem – Dobra, poznałam kogoś... – przyznała się, widząc mój dociekliwy wzrok .
  – Naprawdę? Cieszę się! – powiedziałam szczerze. – Kto to jest?
  – Ma na imię Nathan, jest ode mnie trzy lata starszy. To naprawdę w porządku facet, poznałam go na spotkaniu biznesowym w pracy... Zaprosił mnie na kawę no i coś zaiskrzyło...
  – Cudownie! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
  – Ostatnio potrzebowałaś trochę czasu dla siebie. Miałaś Toma, a teraz tego nowego chłopaka,Gabriela. Jakoś nie było okazji...
Zrobiło mi się smutno, miałam wyrzuty sumienia. Zdałam sobie sprawę, że ją zaniedbywałam. Podczas, gdy ja się bawiłam, ona siedziała sama w domu. Jak przyjeżdżała z pracy, zastawała puste ściany, bo ja spałam u przyjaciela. Wiedziałam, że musiało być jej ciężko. Nie mieć do kogo wypowiedzieć paru słów np. o pogodzie, to musiało być przytłaczające.
  – Przepraszam... – naprawdę czułam się głupio. – Kiedy go poznam?
  – Nie jestem zła, jesteś już przecież duża. Poznasz go, jak wrócisz.
  – Wrócę skąd?
Nancy podeszła do kredensu i wyciągnęła papier. Następnie podała mi go.
  – Wszystkiego najlepszego!
Spojrzałam na kartkę i nie wierzyłam własnym oczom. Był to bilet do... Peru? Pod spodem znalazłam kolejny na połączenie Peru - Australia. Rzuciłam się jej na szyję. Cieszyłam się jak dziecko, właśnie spełniało się moje marzenie.
  – Dziękuję! Jak zdążę się spakować? – zapytałam spanikowana, widząc godzinę odlotu.
  – Spakowałam cię, wszystko jest w twoim pokoju.
Pobiegłam do sypialni i szybko przejrzałam to, co znajdowało się w walizce. Doszłam do wniosku, że znajdowało się tam chyba wszystko, co potrzebowałam. Nie musiałam nieść bagażu do samochodu, ponieważ Tom mnie w tym wyręczył. Ciotka odprowadziła nas i po krótkim pożegnaniu odjechaliśmy w kierunku domu. Tam okazało się, że Tomas także jest już spakowany i gotowy do drogi. Wyciągnęłam kosmetyczkę i wrzucając do niej ostatnie rzeczy, wybuchnęłam śmiechem.
  – Co jest? – zapytał mój przyjaciel.
  – Zobacz, co ona mi tu wrzuciła – wyciągnęłam prezerwatywę.
  – Akurat na spotkanie z ukochanym. Chociaż na lotnisku ciężko będzie na takie powitanie... – zgrywał się ze mnie, a ja uderzyłam go w ramię.
 Poczułam czyjś dotyk na swoim ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam Gabriela. Obdarował mnie przyjacielskim uściskiem na powitanie i uśmiechnął się. Miał na sobie białą koszulkę z nadrukiem i jeansy. Do tego markowe adidasy i chyba był u fryzjera.
  – Zestresowana?
  – Trochę. – przyznałam. – Nigdy nie latałam i nie mam pojęcia, jak to wygląda.
  – Zapewniam cię, że widoki są piękne.
Zobaczyłam, że już musimy się zbierać, więc we trójkę podeszliśmy do miło uśmiechniętej pani i zdaliśmy bagaże. Strasznie bałam się, że nie dostanę ich z powrotem. Jedyną gwarancją jaką miałam to wzmianka na bilecie, oraz papierowa opaska z kodem kreskowym i nazwiskiem na uchwytach. Zobaczyłam, jak oddalają się na taśmie i po chwili straciłam je z oczu.  Następnie była bramka wykrywająca metalowe rzeczy. Bagaże podręczne, razem z zawartością naszych kieszeni wylądowały w koszykach i zostały prześwietlone. My zaś przeszliśmy przez bramkę. Obawiałam się, że zacznie piszczeć, że mnie aresztują, że stanie się coś złego. Jednak przeszłam bez problemu i mogłam zabrać, co moje. Usłyszałam małą sprzeczkę.
  – Dlaczego pan mi to zabiera? – Gabe mówił do mundurowego.
  – To jest scyzoryk, nie można tego wnieść na pokład...
  – Wiesz, ile kasy za niego dałem?
Podszedł do nich drugi funkcjonariusz.
  – Jakiś problem młody? – spojrzał na niego groźnie.
  – Dobra już dobra, zabierzcie go sobie – poddał się i dołączył do mnie.
Z Tomem też był mały problem. Mimo tego, że ściągnął bluzę i wyłożył wszystko na taśmę, na bramce zaświeciło się czerwone światło, a czujnik zapikał. Chłopak ściągnął buty, jednak to nic nie dało. Mundurowy podszedł do niego i specjalnym urządzeniem szukał na nim niebezpiecznych przedmiotów. Gdy nic nie znalazł wreszcie mogliśmy iść do poczekalni.
  – Może pójdziemy na jakieś małe zakupy – rzuciłam pomysł.
  – Jasne. – Zgodzili się obaj, bo i tak nie mieliśmy nic innego do roboty.
Usłyszeliśmy dźwięk dzwoniącego telefonu. Brązowooki przeprosił nas i odszedł w bok. Czekaliśmy piętnaście minut, aż skończy. Nie wiedziałam z kim rozmawiał, bo nie potrafiłam wyłapać ani słowa.
  – Możemy już iść. – stwierdził; jednak gdy jego telefon rozdzwonił się ponownie, zmienił zdanie – Idźcie sami, ja muszę coś załatwić.
 Nie mając wyboru, zaczęliśmy chodzić po lotnisku. Gabe próbując mi zaimponować wygłupiał się. Poszliśmy na lody. Ja wzięłam czekoladowo - truskawkowe, on także. Opowiadał mi dużo o Australii, o zamieszkujących tam ludziach, zwierzętach, klimacie i obyczajach. Z każdym słowem byłam bardziej oczarowana tym kontynentem i jeszcze bardziej cieszyłam się, że tam lecę. To było moje marzenie i właśnie miało się spełnić! Byłam strasznie podekscytowana i gotowa na nowe doznania. Wiedziałam, że jeżeli przeżyję ten lot, nic już mnie nie zatrzyma. Nie wiedziałam też, jak mam dziękować chłopakom. Gdyby nie oni, nigdy by do tego nie doszło. Bardzo chciałam zobaczyć kangura z bliska, choć przez chwilę. Byłam ciekawa, jak duże są i jak wygląda ta torba na brzuchu. Nie umiałam sobie wyobrazić, jak mały kangurek może tam siedzieć.
Zobaczyłam błysk flesza.
  – Co ty robisz? – zasłoniłam się.
  – Fotkę na pamiątkę. Dodam na facebooka. – Cyknął mi jeszcze jedną. – Teraz razem, dobra?
  – Zgłaszam sprzeciw.
  – Nie ma sprzeciwów, chodź! – przyciągnął mnie do siebie.
 Zrobił śmieszną minę. Na jego widok wybuchnęłam śmiechem.
Nie wiedziałam kiedy, a już trzeba było przechodzić przez kolejną bramkę. Autobusem podjechaliśmy w stronę samolotu, a tam czekała stewardessa, sprawdzając ostatni raz, czy wszystko jest w porządku. Zajęliśmy miejsca na środku – obok skrzydeł. Oczywiście ja między chłopakami. Usłyszałam głośny dźwięk włączających się silników. Panie zaczęły demonstrować, jak należy się zachowywać w razie jakiejś awarii. Trochę mnie to przestraszyło, ale starałam się o tym nie myśleć. Zajęłam się zapinaniem pasa, co wcale nie było proste. Wszystko pokazał mi szatyn. Wielkie drzwi zostały zamknięte, torby pochowane do szafek nad głowami, a wielkie schody, które ułatwiły dojście na pokład, odjechały na wielkim wózku. Wystraszyłam się, że zapomną ich zabrać i na miejscu nie wysiądziemy, ale bałam się, że moja troska zostanie wyśmiana przez moich towarzyszy dlatego nie odezwałam się na ten temat ani słowem.
 Dźwięk silników stawał się coraz głośniejszy. Bałam się, że już nie ucichną i będę narażona na ich hałas przez całą podróż. Samolot zatoczył półkole i zaczął się rozpędzać. Jechał szybciej i szybciej, aż poderwał się do góry. Jego skrzydła wygięły się w niemiły sposób, a ja aż zadrżałam. Zdawało mi się, że wcale nie poruszamy się szybko, dopóki nie wbiło mnie w fotel. Widziałam ziemię z coraz większej odległości. Oddalała się coraz bardziej i bardziej. Przechyliliśmy się na lewą stronę i zatoczyliśmy wielkie koło. Gdy lot się wyrównywał, czułam uczucie podobne do tego w windzie. O dziwo, wcale się nie bałam. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Gdy byliśmy już wysoko, widoki były piękne. Widziałam każde pole, las i większe zabudowania. Wszystko było przedstawione za pomocą prostokątów oraz plątaniny dróg. Zauważyłam, że moi koledzy odpięli pasy.
  – Co wy robicie? Tak nie wolno! – próbowałam przywołać ich do porządku. Wywołało to kolejną falę śmiechu.
  – Spokojnie, już można. Teraz lecimy prosto i przez większość czasu możesz spokojnie chodzić po pokładzie, albo siusiu.
  – Nie śmiejcie się ze mnie, przecież nie wiedziałam... – zrobiłam smutną minę – Pierwszy raz lecę.
  – Wiemy, to tylko żarty – powiedział Tom. – Kto chce coś do picia?
Z karty, podanej przez miłą panią, wybraliśmy coś dla siebie. Rozkoszując się trunkiem obserwowałam widok z okna. Powoli robiło się ciemno. Wlecieliśmy w obłoki, a raczej między dwie warstwy chmur. Było po prostu cudownie. Chmury były różowe, a słońce miało taki kolor, jakiego nie widziałam nigdy w życiu. Mieniło się ciepłymi kolorami tęczy, aż miałam ochotę robić zdjęcia.
 Powoli robiłam się senna. Oparłam się o ramię Toma. Ponieważ był moim przyjacielem, wiedziałam, że mogę to zrobić bez robienia mu nadziei na coś więcej. Inaczej było z Gabe'm. Jednak to już inna bajka. Zamknęłam oczy i czułam, że już nawet ryk silników, ani zatykające się ciągle uszy nie mogą stanąć mi na drodze do drzemki.
  – Wstawaj, All, pobudka. – Usłyszałam głos przy uchu. Zobaczyłam przed swoją twarzą parę szarych ślepi, które wwiercały mi się w duszę. – Lądujemy.
Rzeczywiście, znów jechaliśmy po stałym lądzie. Zastanawiałam się jednak, co moja głowa robiła na ramieniu po lewej stronie, zamiast po prawej. Nie chciałam wysyłać mu w kółko sprzecznych sygnałów. Nie udało mi się tym razem, no trudno. Zeszliśmy po nowych schodkach i już po chwili byliśmy w budynku.
  – Ale jaja, nie wierzę w to, co widzę – Tom najwyraźniej był wkurzony. – Odwołali nam ten pieprzony lot, będziemy musieli tu zostać do jutra.
 Spojrzeliśmy na siebie. Pytanie nasuwało się samo: gdzie będziemy spać? Chłopaki zaczęli debatować, a ja zostawiłam ich i poszłam do łazienki odświeżyć się trochę.

  ***Gabriel***

  – Obiecaj mi, że będziesz ją chronił – powiedziałem do Toma, korzystając z okazji bycia sam na sam.
  – Przecież wiesz, że nie dam jej skrzywdzić... – spojrzał na mnie, jakbym wypowiedział pod jego adresem najgorsze wyzwisko.
  – Nie o to mi chodzi. Po prostu martwię się o nią. Dobrze wiesz, że mi na niej zależy. – Mówiłem prawdę.
Naprawdę mi na niej zależało. Mimo, że dała mi jasno do zrozumienia, że nie jest gotowa na związek, czułem, że chyba ją kocham. Pasowała mi pod wszystkimi względami. Była piękna, pociągała mnie do granic możliwości. Charakter? Miała jeszcze lepszy. Jej wnętrze było wulkanem pozytywnych uczuć i energii. Cieszyłem się, jak Tom mnie z nią umówił. Naprawdę jej potrzebowałem. Nawet jeżeli pragnęła tylko przyjaźni, ja chciałem trwać przy niej cały czas i wspierać ją w trudnych chwilach, oraz pomagać we wszystkim.
  – Wiem, widzę to. Chociaż miałbym oddać za nią życie, nie dam jej nawet dotknąć. Jednak ty też musisz mieć na nią oko i mówić mi o wszystkim niepokojącym dookoła niej.
 Widziałem, że też się martwi. Ja znałem ją od niedawna, on zaś ponad rok. Wiedział o niej, o wiele więcej niż ja i chyba naprawdę ją lubił. Czasami zastanawiałem się, co jest z nim nie tak, że mając taką laskę obok siebie, on ani razu na nią nie popatrzył inaczej, niż na siostrę. Bo tak ją traktował: jak małą, młodszą siostrzyczkę, która wpada w tarapaty i trzeba ją zawsze ratować. Dlatego byłem o nią trochę spokojniejszy.

 ***Alison***

  – O czym gadacie? – zapytałam, wracając do nich. Mój głos miał strasznie dziwne brzmienie. Prędzej zapewnili mnie, że tak się tylko wydaje i, że to przejdzie.
  – Postanowiliśmy, że trzeba będzie pójść i poszukać jakiegoś noclegu. Najlepiej blisko i tanio, więc nie spodziewaj się luksusów.
Kiwnęłam głową. Pytaliśmy przechodniów i w różnych hotelach. Wszystko było przepełnione. Już straciłam nadzieję, gdy Tom załatwił pokój. Czym prędzej udaliśmy się w tamto miejsce. Nie wyglądało za ciekawie, ale nie mieliśmy wyboru. Poza tym byliśmy strasznie zmęczeni i było nam już wszystko jedno.
  – Tutaj stoi tylko jedno łóżko – powiedziałam przerażona, wchodząc do pokoju. Oprócz niego była tam kanapa, stolik, szafa i dywanik.
  – Ty śpisz na łóżku – powiedział do mnie Gabe. Obrzucił Toma nieprzyjemnym wzrokiem i obaj zaczęli grać w marynarzyka, walcząc o to, kto będzie spać na kanapie.
Było to na jego niekorzyść, ponieważ przegrał. Tom usadowił się na kanapie i usnął, a szatyn siedział na dywaniku, mając zamiar się tam położyć.
  – Mam coś dla ciebie – powiedział po cichu, wręczając mi coś w pudełeczku. Otworzyłam. Była to śliczna zawieszka do bransoletki w kształcie kota o bardzo zielonych oczach. – Przypomina mi ciebie, kotku – wymruczał.
Uśmiechnęłam się, ponieważ naprawdę mi się podobało.
  – Wiesz co? Wcale nie musisz spać na ziemi. To łóżko jest duże i zmieścimy się na nim razem – powiedziałam, gdy zobaczyłam, że Tom już głośno chrapie.

Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy.

1 komentarz:

  1. Dzisiaj już chyba nic więcej nie przeczytam - strasznie długi był ten rozdział - dlatego postanowiłam skomentować ;p
    Bardzo ciekawie i intrygująco zaczyna się ta historia. Lubię Toma, do Gabe'a jeszcze chyba nie do końca się przekonałam, ale przekonam się pewnie wkrótce. Fajny miałyście pomysł. Ten wąż jako tatuaż... *,* Chcieli jej? Ciekawe, dlaczego... I kim oni są? Już nie mogę się doczekać aż będę mogła przeczytać dalsze notki - może uda mi się wpaść jutro :)
    Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń