środa, 5 lutego 2014

1. Kiedyś przyjaciel, teraz wróg

Rozłąka jest naszym losem. Spotkanie naszą nadzieją”.
Właśnie taki napis zdobił szary kamień, służący za nagrobek.
Michael Tobbi Donavan
ur. 15.02.1996r.
zm. 25.06.2012r.
 Po raz kolejny czytałam zawartość pomnika. Łzy już tak mocno nie ściekały po moich policzkach. Stojąc tam, w pierwszą rocznicę jego śmierci, zdążyłam się już oswoić z myślą, że go nie ma.
Przez ostatni rok, wiele się działo. Przede wszystkim straciłam jednego przyjaciela i zyskałam drugiego – Toma. Pustka pozostawiona przez blondyna powoli się zapełniała, ale choćby drobna myśl o nim, sprawiała mi wielki ból. Rany wciąż były świeże...
  – Kocham cię – wyszeptałam, wkładając świeże kwiaty do wazonu. Tulipany, w jego ulubionym kolorze – czerwonym. Pamiętam jak wciąż zachwycał się tą barwą. Istny projektant mody. Teraz nigdy nie spełni swoich marzeń. Miał całe życie przed sobą, a przeze mnie wszystko stracił. Wciąż obwiniałam się o jego śmierć. Ta pieprzona wystawa... Przestałam malować. Ostatni pokaz odbył się w tej samej galerii, w dniu jego urodzin. To było moje pożegnanie. Na jego cześć stworzyłam obrazy, wypełnione bólem i samotnością. W ten sposób pozwoliłam mu na zawsze odejść z mojego życia.
  – Gotowa? – usłyszałam kojący głos Toma za sobą.
Nim mu odpowiedziałam, jeszcze raz spojrzałam na pomnik.
  – Tak bardzo mi go brakuje... – łzy spływały po moich policzkach. Nie obeszło to uwadze Toma, który przyciągnął mnie do siebie i czule przytulił.
  – Wiem – wyszeptał.
  – Chodźmy już. Nancy czeka na nas z obiadem.
 Brunet wyciągnął paczkę chusteczek z kieszeni, a następnie mi ją podał. Posłałam mu uśmiech taki, na jaki było mnie w tej chwili stać. Ocierając łzy, ruszyłam w stronę auta.
Całą drogę milczeliśmy. Tom odezwał się dopiero przed drzwiami, pytając czy potem wpadnę do niego. Oczywiście się zgodziłam. Dzisiaj nie chciałam zostać sama, a ciotka wyjeżdżała za dwie godziny w delegację. Chyba do Niemiec. Znikała na trzy – cztery dni i na tyle też się pojawiała. Nie miałam nic przeciwko temu. W końcu to była jej praca, a za coś musiałyśmy żyć. Tylko, że... gdy jej nie było zawsze pojawiał się Mike. Spał w gościnnym pokoju, a gdy Nancy wracała, on też wracał do swojego domu. Uważałam go za brata. Był zawsze przy mnie, bronił mnie i wspierał. Teraz jego miejsce zajął Tom... Pomimo naszej krótkiej znajomości, w dość nietypowych okolicznościach, szybko zyskał moją sympatię. Większość wolnego czasu spędzałam z nim. Lubiłam jego towarzystwo, tak jak on lubił moje. Dzieliliśmy podobne hobby. Oczywiście nie licząc malarstwa, które i tak porzuciłam, lubiłam także sport.
Obydwoje to uwielbialiśmy i co najmniej raz w tygodniu, robiliśmy sobie różne wypady. Czasami też odwiedzałam siłownię, gdyż od tamtej pory, wolałam się nauczyć samoobrony, w razie gdyby ktoś próbował mnie napaść. Znowu.
 Tak więc, po pożegnalnym obiedzie, zabrałam kilka swoich ciuchów i pojechaliśmy do niego. Na początku zdziwiło mnie to, że mieszka sam, ale każdy ma swoje tajemnice i właśnie jedną z nich posiadał Tom. Związana była z jego mieszkaniem. Wiedziałam tylko, że mieszkał z bratem, nim on wyjechał. Ich matka nie żyła, a ojczym wywalił obydwóch z domu. Dzięki bratu, który przesyłał mu dość sporą sumę pieniędzy, nie musiał pracować i mógł się w pełni oddać nauce. No cóż, wakacje się zbliżały, więc nauka teraz była mało ważna. Czasem zazdrościłam mu wolności. Ja też chciałam się jak najszybciej wyprowadzić od ciotki i uciec z tego miejsca jak najdalej. Do Australii. Zawsze chciałam studiować na JCU. Wraz ze wsparciem Micheala, wierzyłam, że kiedyś uda mi się tam dostać. W końcu moim marzeniem było zacząć studia oceanograficzne.
Poszliśmy do klubu. Nienawidziłam siebie za to, że w dniu rocznicy jego śmierci, bawię się w najlepsze. Ale życie toczyło się dalej, i ja też musiałam iść na przód, pozostawiając przeszłość za sobą. Teraz jedyne czego potrzebowałam, to mocnego alkoholu.
Pijana, nie schodziłam z parkietu, a przy Tom'ie czułam się bezpiecznie. Nie opuszczał mnie na krok. Nawet, gdy postanowiłam odwiedzić łazienkę, on cierpliwie czekał pod drzwiami. Byłam mu wdzięczna za to, że chociaż przez chwilę mogłam odpłynąć myślami. Im bliżej był ten dzień, tym bardziej cierpiałam. Straciłam go na zawsze. Zasypiając, cały czas to sobie powtarzałam. Nie wiem dlaczego, ale wciąż miałam wrażenie, że to moja wina. Własna świadomość krzyczała do mnie, że tam było coś jeszcze. Coś, co umknęło mi pod wpływem strachu. Ale co?
  – Chodźmy księżniczko – wyszeptał mi do ucha Tom. – Już wystarczy tej sielanki. – Złapał mnie za rękę i lekko pociągnął w stronę wyjścia. Nie stawiałam żadnego oporu.
  – Wytrzeźwiałaś już trochę? – Zapytał, pomagając mi zejść po schodach. Przed sobą miałam trzy schodki…a może sześć? Teraz nie byłam tego pewna. Obraz zbyt szybko się zlewał… – Oj All, chyba przesadziłaś z alkoholem. – Jego śmiech rozniósł się jak echo po mojej głowie, nim zapadła ciemność.
***
Biegłam przez puste ulice. Uciekałam. Uciekałam, nie wiedząc przed czym. Miałam jedynie świadomość, że jeżeli teraz się zatrzymam, on mnie zabije. Ściągnęłam buty, żeby nie zwracać na siebie uwagi stukotem obcasów i nie przewrócić się. Zimno asfaltu dotarło do moich stóp. Na spoconej skórze poczułam drobne krople wody. Małe igiełki H2O wbijały się w moje ciało.
Świetnie...
Miałam nadzieję, że go zgubiłam, kiedy skręciłam w kolejny zaułek. Ściana uniemożliwiła mi kolejną ucieczkę.
Głupa. Tępa. Idiotka!
Jak mogłam tu wejść? Przecież znam te drogi jak własną kieszeń! Znam każdą drogę ucieczki... Byłam tu! Tak! Ja naprawdę tu byłam i... wiem! Ruszyłam w stronę ściany. Obok niej powinny znajdować się tylne drzwi klubu. Właśnie tamtędy wchodziliśmy, kiedy bramkarz nie chciał nas wpuścić. Kolega Mike’a mówił, że te drzwi są zawsze otwarte... ale nie tym razem. Mocno chwyciłam za klamkę, a ta ani drgnęła. Poczułam zimne poty na szyi.
On tu jest.
Powoli odwróciłam się w jego kierunku.
  – Nie masz dokąd uciec - zauważył. – Teraz w końcu mogę dokończyć swoje dzieło – zaśmiał się, a ja w końcu spojrzałam mu w twarz. Czarne, niczym noc oczy, wpatrywały się we mnie z zadowoleniem. Miał na sobie kominiarkę, a ten pamiętny tatuaż ponownie zwrócił moją uwagę. Zielony wąż wił się na jego skórze. Ten błysk w oczach… Bawił się mną. Jak drapieżnik ofiarą…
Zimny metal broni przywarł do mojej piersi.
  – Jakieś ostatnie życzenie? – zapytał, a ja czekałam, aż w końcu usłyszę, tak bardzo wyczekiwany przeze mnie dźwięk wypuszczających strzałów.
***

 Obudziłam się i po raz kolejny żałowałam, że dzień się ponownie rozpoczął. W głowie mi szumiało, a ból w niej się nasilał, z każdym mrugnięciem. Położyłam zimne dłonie na czole, ciesząc się chwilową ulgą. Gorączkowo rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w pokoju gościnnym, który już dawno temu sobie przywłaszczyłam. Wielkie dwuosobowe łóżko stało oparte o ścianę. Na przeciwko niego znajdował się telewizor plazmowy. Pod nim była kolekcja filmów na DVD Toma, którą sobie również zabrałam. Cieszyłam się, że miałam u niego swój kącik. Cały pokój przerobiłam według swojego gustu. Kilka moich starych obrazów zdobiło brązowe ściany. Trzydrzwiowa szafa, w kolorze beżu, stała w rogu. Między nią, a stertą półek z książkami, znajdowały się drzwi do łazienki. Na przeciwnej ścianie mieściło się biurko, wraz z drzwiami balkonowymi. Wielka kanapa, w zbliżonym kolorze do mebli, znajdowała się na środku pokoju, abym mogła w wygodzie oglądać telewizję. Tom pozwolił mi urządzić go tak, jak ja chciałam. Było mi głupio go wykorzystywać, ale gdy powiedziałam mu o swoich obawach, wyśmiał mnie i powiedział, że temu mieszkaniu przyda się kobieca ręka.
W „ moim pokoju” znajdowało się kilka ciuchów, które przez te kilka miesięcy, zdołałam nanosić. Wstałam, marząc jedynie o zimnym prysznicu. Runęłam z powrotem na łóżko. Ból głowy nasilił się. Rozejrzałam się za jakimiś środkami przeciwbólowymi i dziękowałam Bogu za takiego przyjaciela. Na szafce nocnej leżało pudełko z tabletkami, a obok nich stała butelka z wodą.
Dziękuje! – pomyślałam.
Wykąpana i przebrana w czarne leginsy i jedną z bluzek Toma, zeszłam do kuchni. Czułam jak głód narasta we mnie. Chłopak krzątał się po pomieszczeniu. Na mój widok uśmiechnął się, pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
  – Jak głowa? – zapytał.
  – Człowieku! Uratowałeś mi życie! – Uścisnęłam go i cmoknęłam w policzek.
  – Dobrze, to teraz grzecznie usiądź i zjedź. – Podał mi talerz z jedzeniem. Usiadłam, wdychając miły zapach smażonych warzyw. Był świetnym kucharzem i nie mogłam się doczekać kolejnego pysznego posiłku w jego wykonaniu.
  – Co na obiad? – zagadałam.
Zaśmiał się.
  – Chyba na kolację. Przespałaś pół dnia mała. Zbliża się czwarta.
  – Co?! – krzyknęłam zdziwiona. – Opuściłam szkołę!
  – Oj nie panikuj – przewrócił teatralnie oczami. – I tak jutro jest zakończenie roku, więc jeden dzień cię nie zbawi. A zresztą, z kacem do szkoły?
Załamana opadłam na kanapę. – Masz rację – przyznałam. – To co dziś robimy?
  – Jaka zmienna – uśmiechnął się. – Dzisiaj wieczorem wpadnie do nas Gabriel.
Zmarszczyłam brwi.
  – Kto to Gabriel?
  – Mój znajomy ze starej szkoły. Wpadnie nas odwiedzić. Wiesz, dawno się nie widzieliśmy i mamy kilka spraw do obgadania.
  – To może ja was zostawię? I tak chciałam zrobić jakieś zakupy...
  – Nie! – przerwał. – On chciał cię poznać – przyznał.
  – Mówiłeś mu o mnie? – zapytałam zdziwiona.
  – Wspomniałem, że mieszkam z gorącą laską. I to na dodatek WOLNĄ. Sam zaproponował, że przyjedzie dzisiaj.
  – Dupek! – rzuciłam w niego widelcem. Jeszcze tylko do szczęścia potrzebny był mi napalony facet. Ruszyłam, chcąc odejść jak najdalej od niego. Zatrzymałam się, słysząc jego głos.
  – No weź... To ja ci szukam chłopaka, a ty mi się tak odpłacasz? A poza tym, on jest naprawdę w porządku. Myślę, że nawet jest przystojny, chociaż będąc facetem trudno mi jest to określić. – Roześmiałam się, widząc jego śmieszny, zamyślony wyraz twarzy. – Z resztą, sama zobaczysz. Będzie tu za godzinę, a film zaczyna się o ósmej, więc ruchy!
Zamurowało mnie.
  – Chyba sobie żartujesz! Nie mam ochoty nigdzie z wami iść. – krzyknęłam, stojąc na schodach. Widziałam, jak spokojnie siedzi na sofie z rozłożoną ręką na oparciu. Drugą sięgnął po pilot i włączył telewizor.
  – Idziesz z Gabrielem – oznajmił. – Ja zostaję w domu i poczekam na was. Dobra, masz godzinę by zrobić się na bóstwo. Chyba nie chcesz rozczarować biednego chłopaka? – uśmiechnął się. Teraz wiedział, że się zgodzę. Bez słowa wyszłam z pomieszczenia. Pomimo tej niechęci, nie chciałam wyglądać jak strach na wróble. Skoro już się z nim spotkam, to może się zabawię...
Wykąpana, zaczęłam się malować. Musnęłam tuszem rzęsy, wydłużając je, a na usta nałożyłam cienką warstwę błyszczyka. Pofalowane włosy rozpuściłam. Czułam przyjemne łaskotanie na nagich plecach.
Ubrałam obcisłą, białą sukienkę, która sięgała do połowy moich ud. Ten kolor idealnie kontrastował z moimi ciemnobrązowymi włosami. Na szyję założyłam srebrny naszyjnik z czarnym diamencikiem – prezent  urodzinowy od Mike’a. Ubrałam czarne szpilki i wyszłam z pokoju, chwytając po drodze torebkę w kolorze butów. Wsadziłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Idąc do salonu usłyszałam dzwonek do drzwi.
Świetnie...Gabriel przyszedł...
Znów niechęć zagościła we mnie. Usłyszałam Toma, wołającego moje imię, ale zwolniłam swój chód. Zaraz miałam iść na „randkę” z jego kolegą... Proszę, żeby był równie przystojny jak Tomas.
Westchnęłam z nadzieją, i nabuzowana nową energią wkroczyłam do salonu. Chciałam, aby ten koszmarny dzień jak, najszybciej się skończył.
  – Nareszcie – odezwał się chłopak z wyraźną ulgą. Obok niego stał Gabriel – przystojny szatyn z szarymi oczami. Był ubrany w czarne spodnie i szarą koszulę, nałożoną na koszulkę. Miał słodko roztrzepane włosy.
Usłyszawszy kilka komplementów, które wydobyły się z jego ponętnych ust, nieco się rozchmurzyłam. Szatyn puścił mnie przodem i wyszliśmy z budynku. Od kina dzieliło nas kilka przecznic. Droga zajmowała jakieś dziesięć – piętnaście minut. Cholera! A jeśli przez ten czas zapadnie TA niezręczna cisza? Kurde...
 Ku mojemu zdziwieniu, Gabriel okazał się bardzo towarzyski. Cały czas nadawał. Jego pasją były podróże i zdołał już zwiedzić dużą część krajów. Na wspomnienie o Australii, moje serce zatrzepotało. Z uwagą wsłuchiwałam się w jego opowieści. Widząc moją reakcję, zaczął dokładnie opisywać każde miejsce, które tam zwiedził. Byłam mu bardzo wdzięczna. Weszliśmy do kina i udaliśmy się w stronę sali. Tom wybrał nam jakiś smętny, romantyczny film. Zamieniliśmy bilety na kryminał. Odetchnęłam z ulgą. Nie przepadałam za takimi romansidłami, a będąc z tym przystojniakiem, mogłam posunąć się za daleko. 
Po seansie poszliśmy do kawiarni. Film okazał się jednym z lepszych, jakie widziałam. Prawdziwy klasyk. Bardzo dobrze dogadywałam się z Gabrielem. Rozśmieszał mnie cały czas. Polubiłam go. Siedząc naprzeciw niego, widziałam rysy malujące się na jego twarzy. Dodały mu powagi, ale i delikatności.
  – Czemu akurat Australia? – zapytał sącząc swój sok.
  – Nie wiem. Po prostu zawsze chciałam dostać się do JCU. To wspaniała szkoła. A zresztą tam są kangury! – krzyknęłam entuzjastycznie, na co Gabe się roześmiał. – A czemu ty wybrałeś to miejsce?
  – A czemu nie? Masz rację, Australia to wspaniały kraj i żałuj, że go nie widziałaś. – Posmutniałam.   – Oj przepraszam. A co byś powiedziała na to, żeby się tam wybrać? Zaraz zaczynają się wakacje, więc mógłbym cie tam zabrać. Więc jak?
Mój uśmiech rozkwitał na twarzy. To była moja szansa! Mogłam przyjrzeć się jej z bliska, zwiedziłabym uniwersytet. Wstąpiłabym do teatru i w końcu zobaczyłabym kangury! Wszystko pięknie się zapowiadało tylko, że nie miałam na to wszystko pieniędzy...
  – Wiesz, to naprawdę miłe z twojej strony ale...
  – Nie ma żadnego ale! – przerwał mi. – Tom pojedzie z nami. Rozumiem, że boisz się ze mną jechać, bo mnie nie znasz, ale jemu ufasz prawda?
  – Nie. Znaczy się, ufam mu, ale nie mam pieniędzy na takie podróże... – przyznałam.
  – Przestań! Potrzebujesz tylko na bilety. No i na jakieś zakupy. Spać będziemy u Tomasa w domu, więc zaoszczędzimy na noclegach.
  – Czekaj. To Tom ma dom w Australii? – nie ukrywałam szoku.
  – No tak... stary dom po jego matce, ale można w nim mieszkać.
  – Aha... – tyle zdążyłam wykrztusić.
  – To jak. Jedziemy? – zapytał z uśmiechem. – Bilety nie są drogie... no proooszę – ciągnął, widząc moją niepewną minę.
  – Dobrze. – Odwzajemniłam jego uśmiech.
Nie ukrywał radości. Głośno klasnął dłońmi i przytulił mnie. Następnie stało się coś, czego się obawiałam. Pocałowałam go.


 Przemilczeliśmy to. Stało się i tyle. Nie miałam wpływu na przeszłość, ale mogłam zmienić przyszłość. Po pogrzebie, tylko Tomowi pozwalałam na jakieś uczucia wobec mnie. Pocieszał mnie i tulił. Od ciotki już się oddaliłam, a ona zrozumiała to. Kochałam ją, ale potrzebowałam odpoczynku. Bliskość Gabriela przyprawiała mnie o dreszcze. Przyjemne mrowienie rozchodziło się po moim ciele, ale nie na długo. Chociaż od dawna nie patrzyłam na innego mężczyznę tak, jak teraz na szatyna. Wiedziałam, że nic między nami nie będzie. Nie mogłam na to pozwolić. Nie powinnam go całować...
Wracaliśmy do domu, planując wspólną podróż. Zachowywaliśmy się tak, jakby nic się nie stało. Byłam mu za to wdzięczna.
 W domu zostawiłam chłopaków w salonie. Wiedziałam, że mają wiele do obgadania, zresztą ja byłam zmęczona. Musiałam się wyspać, w końcu jutro trzeba było wcześniej wstać. Na myśl o ostatnim szkolnym dniu, niemal promieniowałam. Ale zmęczenie i tak malowało mi się na twarzy. Widząc to, Tom nawet nie protestował. Umyta, w jego koszulce, położyłam się spać. Podkuliłam nogi i zaciągnęłam na siebie kołdrę.  Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Lekko się przeraziłam.
  – Śpisz? – wyszeptał.
Odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że szatyn powrócił, ale na szczęście to był mój przyjaciel.
  – Nie. – Odparłam odwracając twarz w jego stronę. – Co chcesz?
  – Chciałem wiedzieć, jak się czujesz i jak wasza randka. – Wyczułam nutkę rozbawienia w jego głosie. – Gabriel jest zachwycony. Wciąż opowiadał jaka jesteś wspaniała.
  – Tom. – Mój głos był stanowczy. – To miłe z twojej strony, ale ja naprawdę nie potrzebuję twojej pomocy. Gabriel jest miły, ale nie sądzę, żeby między nami coś było. – Przykryłam się kołdrą i wtuliłam twarz w poduszkę.
  – Szkoda – wymamrotał. – On chyba naprawdę coś do ciebie czuje. Zastanów się jeszcze nad tym i nie skreślaj go tak szybko. Jestem pewien, że to coś więcej niż zwykłe zauroczenie. Daj mu szanse... Proszę – dodał wychodząc z pokoju.
Wstałam nieco przed siódmą. Nie miałam ochoty spać. Chociaż dzisiaj nie męczyły mnie koszmary, to i tak byłam zmęczona. Wstałam i spojrzałam w lustro, wiszące na ścianie. Miałam potargane włosy i wielkie cienie pod oczami.
  – Wszystkiego najlepszego...gorąca osiemnastko – powiedziałam do siebie, lekko się uśmiechając.
Wzięłam szybki prysznic i zeszłam w szlafroku na dół. Miałam jeszcze sporo czasu, więc postanowiłam przygotować sobie, i Tomowi jakieś śniadanie. Ku mojemu zdziwieniu, w kuchni ktoś był.
  – Gabriel? – zapytałam wchodząc do pomieszczenia. – Co ty tu robisz?
  – Widzę, że nie tylko ja nie mogę spać.
  – Spałeś tu?- uniosłam brew.
  – No tak, Tom ci nie mówił? – Pokręciłam przecząco głową.
  – Wiesz, jeśli tobie to przeszkadza, to wynajmę sobie pokój w hotelu...
  – Nie trzeba – przerwałam mu. – To mieszkanie Toma i może sobie zapraszać kogo chce. Ja nie mam w tej kwestii nic do gadania. – Sięgnęłam do lodówki po wodę.
  – Owszem masz. I to chyba najwięcej. To także twój dom, więc powinienem również ciebie spytać o zgodę, ale było dość późno, więc nie chciałem cię budzić – odwrócił się do mnie, trzymając drewnianą łyżkę w dłoni. – To jak? Mogę zostać tu na parę dni? – uśmiechnął się.
  – Hm... – oparłam palec na brodzie, udając, że się nad tym zastanawiam.
  – Umiem świetnie gotować – oznajmił.
  – Zgoda! – uwielbiałam kuchnię Toma, ale byłam otwarta na nowe propozycję, przynajmniej w tej kwestii.
Zaśmiał się.
  – Nie smakuje ci kuchnia Toma? – zapytał zaskoczony.
  – Nie no... jest dobra, ale czując zapach tej jajecznicy, mogłabym się kłócić.
  – Omleta – poprawił mnie. – Mam nadzieję, że będzie ci smakować – postawił talerz przede mną i zajął wolne miejsce obok.
Spojrzałam na ten talerz. Czułam jak moje kubki smakowe szaleją, chociaż jeszcze nie spróbowałam. Została tylko jedna kwestia do obgadania, nim zacznę jeść...
  – Słuchaj Gabriel... – zaczęłam. Jego mina nagle posmutniała. Czyżby on się tego spodziewał? Ale musiałam przedstawić sprawę jasno. Nic między nami nie było. I nie będzie.
A może jednak? – podpowiadała moja podświadomość.
  – ...przepraszam za wczoraj. My...nie..powinniśmy byli...
  – Nie przepraszaj. – Kolejny raz uśmiech malował się na jego twarzy. Wyglądał tak uroczo... – Nie masz za co przepraszać.
  – Chodzi o to, że ja nie chce się z nikim związać. Teraz – duży nacisk postawiłam na to słowo, dając mu przy tym jakieś nadzieje. Dlaczego byłam taka okrutna? Raniłam go w tym momencie, a on nie był niczego świadomy... – To dla mnie za szybko... – czułam jak łzy zbierały się w moich oczach. No pięknie, jeszcze będę przy nim płakać.
  – Heeej – powiedział Gabriel i wstał. Czułam jak mnie obejmuje. Pozwoliłam mu na to. – Nie płacz.   – Starł moje łzy kciukiem. – Tom mi mówił, co się stało, i w pełni cię rozumiem. Straciłaś tak ważną dla ciebie osobę. Widzę, jak próbujesz ruszyć na przód, jednak to jeszcze za wcześnie. Zdziwiłem się, gdy mi powiedział, że się zgodziłaś wyjść ze mną do kina. Dopiero wczoraj wyznał mi prawdę. Nawet nie wiesz jak głupio się wtedy czułem. To tak, jakbym zmuszał cię do tego, nie patrząc co ty czujesz. To ja powinienem cię przeprosić – wyznał.
  – Jestem ci naprawdę wdzięczna za wczoraj. Od dawna tak dobrze się nie bawiłam. Ale to nie znaczy, że powinnam cię wtedy całować – odeszłam od niego tak, abym mogła spojrzeć mu w oczy. Ich szarość o mało nie przyprawiła mnie o zawał. Były takie piękne.
  – Nie powinnaś przepraszać za taki wspaniały pocałunek. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy – znów przyciągnął mnie do siebie. W jego objęciach czułam się bezpiecznie. To tak, jakby jego ramiona, mogły mnie ochronić przed całym złem tego świata. Było cudownie...
  – Dzień dobry! – krzyknął Tom, a my odskoczyliśmy od siebie. – Mhm...czy to omlet? – podszedł do stołu i chwycił talerz Gabriela. Od razu przyssał się do jego porcji.
  – Eh... Dobra, to ja idę się ubrać – powiedział szatyn, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że był w samych bokserkach. No cóż, niezłe miał mięśnie...
Oh! Ogarnij się! – krzyczała moja podświadomość.
Spojrzałam na przyjaciela, trochę zdenerwowana. Ten tylko posłał mi pytające spojrzenie.
  – Przepraszam! – krzyknął wstając. Odstawił talerz i ruszył w moją stronę. Objął mnie w pasie i podniósł. – Wszystkiego najlepszego! – kręcił mną w kółko. – Teraz to będziemy imprezować!
  – Dziękuję – wyszeptałam chwiejąc się.
  – Prezent dostaniesz jak zobaczę świadectwo – oznajmił.
  – Och, Tom, mówiłam ci, że nie chce nic dostawać. Nie obchodzę urodzin.
  – Tak wiem, ale tym razem zrobisz wyjątek. I następnym też. W sumie, dla mnie będziesz musiała robić te wyjątki. – Spojrzał na zegarek. – Rany! Jest już wpół do dziewiątej! Musimy się zbierać! Za godzinę powinniśmy być w szkole, a ja nawet nie wiem w co się ubrać – pokręcił głową. – Nie znoszę krawatów – powiedział, wychodząc z salonu. Ja też ruszyłam się ubrać. Nie lubiłam się spóźniać.
Ubrałam moją czarną sukienkę z koronkowymi rękawami. Mała, czarna torebka, przełożona przez ramię, przylegała do moich bioder. Do tego ubrałam czarne pończochy. Włosy jak zwykle rozpuściłam, a na nogi założyłam wczorajsze buty. Gotowa, stanęłam przed lustrem. Musiałam przyznać, że wyglądałam gorąco – jak na osiemnastkę. Chociaż w ten dzień, mogłam wyglądać olśniewająco. Ruszyłam w stronę salonu, gdzie na kanapie spostrzegłam Toma. Jak zwykle na mnie czekał. Mimo, że nie cierpiał żadnych strojów wizytowych, to świetnie się w nich prezentował. Biała koszula i czarne spodnie. Zwykłe ubrania wyglądały na nim seksownie. Nic dziwnego, że tyle dziewczyn na niego leciało...
  – Wow – wyszeptał. – Wyglądasz zabójczo! – przewróciłam oczami. – Przepraszam, zły dobór słów, ale naprawdę, wyglądasz rewelacyjnie! Szkoda, że Gabriel musiał wyjść...
A co mi z niego? Przecież nie byliśmy razem i nie będziemy. Pomimo tego, że przepełniała mnie jego pozytywna energia, ten cudowny śmiech i... Cholera! Nie! TO KONIEC! – powtarzałam sobie. Chociaż wiedziałam, że w tym momencie sama sobie przeczę.
  – Chodźmy już. Nie chce się spóźnić – ruszyłam w stronę drzwi.

  – Słuchaj, Gabriel... – znowu to imię. Gabriel. Gabriel. Gabriel. Czemu mu aż tak na nas zależy? Nie rozumie tego, że ja nie chce?! – ... wspomniał mi o waszych planach. Myślę, że to może się udać. O ile nadal masz ochotę tam jechać.
  – Czemu mi nie powiedziałeś, że masz tam dom? Tyle razy wspominałam ci o tym kraju, a ty nic.
  – Tak wiem, przepraszam. Wiem, że marzyłaś żeby tam pojechać, a mój dom mógłby po prostu umożliwić nam ten wyjazd. Tylko, że ja nie mogłem się przemóc, aby tam wrócić. Ostatnim razem byłem tam z matką. Nim umarła.
  – Oj przepraszam Tom! Nie wiedziałam. Wiesz co? Nie musimy tam jechać. Możemy to zrobić kiedy indziej.
  – Przestań. Już dawno powinienem cię tam zabrać. To jak? Chcesz się wybrać na wycieczkę do Australii?
  – Głupie pytanie – uśmiechnęłam się.
  – O! Właśnie to chciałem zobaczyć. Ten uśmiech, za którym tak się stęskniłem.
Czułam jak moje policzki nabierają czerwieni.
  – A tak w ogóle, to zapomniałem ci powiedzieć w domu. Po zakończeniu odbierze cię Gabriel. Muszę parę spraw pozałatwiać... Mój brat dzwonił i mam wstawić się w jakimś urzędzie. Trochę to może potrwać, więc pojedziesz z Gabrielem. Dobrze?
W moim gardle pojawiła się gula, która uniemożliwiła mi odpowiedź mimo to przytaknęłam.
Tylko nie płacz!

 Zaparkowaliśmy przed szkołą. Wychodząc z auta zauważyłam dwie dziewczyny, idące w naszą stronę – Maddie i Sophie. Śmierć Mike’a zbliżyła nas do siebie. W końcu ja straciłam brata, a Madd ukochanego. Gdy już dotarły do mnie, zmiażdżyły mnie w uścisku. Blond włosy Sophie łaskotały mnie w twarz. Słyszałam jak obydwie, wykrzykiwały mi życzenia.
  – Dzięki wam, ale wiecie co ja sądzę o tym dniu? – zważywszy na to, że moje urodziny były prawie w dniu morderstwa, od tego czasu kojarzyły mi się one ze śmiercią.
Polubiłam je, ale próbowałam ograniczyć nasze kontakty pozaszkolne. Oprócz Toma, nie miałam ochoty z nikim się spotykać. Ale Madd również cierpiała i chyba dlatego też z nią rozmawiałam.
Spojrzałam na Sophie, która rozpromieniła się na widok Toma. Już od dawno domyśliłam się, że wpadł jej w oko. Tom i randka? Moja mała zemsta.
  – To mów gdzie dziś wychodzimy? Może do tego nowego klubu! – zaproponowała Soph.
  – Ali nie może – odezwał się kruczowłosy.
  – Hm? – zwróciłam się do niego. – Czemu nie mogę?
  – Bo wieczorem jedziesz ze mną. Mówiłem ci, że mam dla ciebie niespodziankę. Jeśli zasłużysz – zaśmiał się.
  – Może innym razem- zwróciłam się do dziewczyn. – Hej Madd! Możemy przez chwilę pogadać? Na osobności... – skinęła głową. – Dobra, to my potem do was dołączymy – oznajmiłam, ciągnąc w stronę szkoły dziewczynę. Słyszałam jak obcasy obijają się o ziemię. Maddie włożyła czarne botki do swojej sukienki. Krój był podobny do mojej, tylko że w moim przypadku, sukienka była obcisła jak druga skóra, a na niej po prostuj wisiała. Dla odmiany, jej rude włosy były spięte w kok.
  – Co się stało? – zapytała. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.- Ale przecież chciałaś pogadać...
  – Chciałam zostawić ich samych. Mam nadzieję, że w końcu się umówią.
  – Jesteś tego pewna? Nie widziałam, aby ona spodobała się Tom'owi.
  – On ślini się na widok każdej ładnej laski, więc na pewno się umówią – ruszyłyśmy w stronę sali, słysząc rozpoczynający się apel.
Gdy odebrałam świadectwo, ruszyłam przed dziedziniec.
  – Czekasz na Toma? On już pojechał – usłyszałam głos blondynki.
  – Wiem – uśmiechnęłam się. – Czekam na Gabriela, jego kolegę. Miał mnie odebrać – wyznałam. – A jak z Tomem? Umówiłaś się z nim? – widziałam jak się czerwieni.
  – Tak – wyszeptała zawstydzona. – Zaprosił mnie na imprezę...
  – Nareszcie! Już myślałam, że nigdy tego nie zrobi.
  – Dziękuję – przytuliła mnie. – Za to, co zrobiłaś. Gdyby nie ty, to na pewno by tego nie zrobił.
  – Zrobiłby. Ale później.
  – Dziewczyny! – usłyszałam głos rudowłosej, za sobą. – Widzicie tego przystojniaka?! O mój Boże! Wygląda jak Orlando Bloom! – pisnęła. –Raczej, jak młodsza wersja Iana Somerhalder'a – stwierdziła Soph.
Spojrzałam na obiekt ich westchnień i uśmiechnęłam się. Stał oparty o czarny samochód z otwartym dachem. Ruszyłam w jego stronę.
  – Ja już muszę iść.
  – To Gabriel?! – zapytała zszokowana blondynka. – Rany, dziewczyno! Lepiej bierz się za niego póki Madd ci go nie zabierze.
  – Bardzo śmieszne – odezwała się oburzona. – Ale masz rację. Bierz go póki możesz! – krzyknęła za mną. Usłyszałam jeszcze kilka słów, wyrwanych z kontekstu, ale byłam zbyt daleko, żeby usłyszeć ich pełną rozmowę.
  – Hej – przywitałam się z nim. Podszedł do mnie i przytulił. Poczułam jego ciepłe wargi na swoim policzku.
  – Czemu nie powiedziałaś mi o swoich urodzinach? Co za idiota ze mnie. Przepraszam... – pokręcił głową.
  – Gabe, ja nie obchodzę urodzin. Nic się nie stało. To twoje auto? – próbowałam zmienić temat. – Ładne – przyznałam.
  – Kierowca jeszcze ładniejszy – zaśmiał się. – To może w ramach rekompensaty, pójdziesz z tym idiotą na lody?

  – Więc jakie masz planu na dzisiaj? – zapytał, grzebiąc łyżeczką w kubku z lodami.
  – Nie wiem. Ciocia dzisiaj wraca, więc wieczorem pewnie będę już u siebie w domu.
  – Musisz? – posmutniał.
  – No nie...Tom na pewno pozwoliłby mi zostać na dłużej, ale nie lubię tak mieszkać, będąc na jego utrzymaniu. Gdybym jeszcze coś się dokładała...to co innego.
  – On i tak nie przyjąłby od ciebie pieniędzy. Zostań chociaż do końca tygodnia, póki ja nie wyjadę.
  – Wyjeżdżasz w niedzielę? – uniosłam w śmieszny sposób brwi, na co on się roześmiał.
  – A co? Tęskniłabyś za mną?
  – Może – czułam jak się rumienię. – Czyli jednak nie jedziemy na wycieczkę?
  – Oczywiście, że tak! Muszę wrócić do domu się spakować – oznajmił.
  – No tak – głupia.
  – Może się przejdziemy? – zapytał. – Tom wróci popołudniu, a szkoda marnować się w taki dzień, będąc w domu.
Spojrzałam na zegarek. Dochodziło dopiero południe, więc mieliśmy sporo czasu. Zastanawiałam się, czy z nim iść. Im dłużej spędzałam czas w jego towarzystwie, tym bardziej mogłam się przekonać, co tak naprawdę do niego czułam. A jeśli jednak coś między nami było? Co wtedy? Wstałam, chwytając się jego ramienia. Ruszyliśmy w stronę parku, omawiając przebieg naszej wycieczki. Miałam ochotę skakać z radości, słysząc ile miejsc zwiedzimy. Moje marzenie w końcu miało się spełnić...
Będąc w parku, usiedliśmy na ławce przed stawem. Ściągnęłam buty, a następnie pomasowałam obolałe stopy. Gabriel, widząc to, zachichotał. Obrzuciłam go wrogim spojrzeniem.
  – Nie rozumiem was- stwierdził. – Tyle cierpienia z takimi butami, a i tak je ubieracie, Co one takiego w sobie mają?
  – Wolałbyś, żeby dziewczyna ubrana w elegancką i seksowną suknie, miała na sobie trampki? Myślę, że wtedy na pewno nie spodobałaby się facetowi.
  – No nie... – przyznał, wykrzywiając usta w lekki grymas. – Więc mówisz, że robicie to dla nas? – oparł dłoń o ławkę tak, abym mogła poczuć ją na szyi.
  – Mniej więcej – wyszeptałam lekko zakłopotana. Jego dotyk mnie dezorientował.
  – Hm...Czyli jest szansa, że wystroiłaś się tak dla mnie? – zapytał.
Czy była? Oczywiście, że zrobiłam to dla niego. Planowałam ubrać zwykłą, białą koszulę i spodnie, ale widząc go rano, zmieniłam zdanie.
  – Specjalnie dla ciebie tak się ubrałam – wyznałam z nutą rozbawienia w moim głosie. – W zamian możesz mnie zanieść do auta, bo tych butów więcej nie założę.
  – Tyle przyjemności w jeden dzień? – wstał, a następnie mnie podniósł. Zaskoczona krzyknęłam, co go rozbawiło. Kurczowo chwyciłam go za szyje.
  – Spokojnie księżniczko. Zaraz dojdziemy do auta – wyszeptał, ocierając usta o moje ucho.
 Po chwili wypuścił mnie z ramion, a ja poczułam zimno pod moimi stopami. Gabriel otworzył przede mną drzwi od samochodu. Spojrzałam prosto w jego oczy. Można się było w nich zatracić... Były takie piękne. Czułam jak znów malują się rumieńce na mojej twarzy. Wiedziałam, że przy nim ten kolorek często zagości na moich policzkach. Miałam już wsiąść do auta, gdy zauważyłam mężczyznę za nim. Czułam jak świat się pode mną zawala. Wszystko wirowało, powodując niewyraźny obraz. Słyszałam Gabriela, wołającego moje imię, ale nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Jedynie o czym teraz myślałam, to o tym mężczyźnie.
 Mężczyźnie z tatuażem w kształcie węża na ciele.


Witam was Kochani!!!
 Oto mój nowy blog, który postanowiłam prowadzić z przyjaciółką : * 
Pierwszy rozdział dodaję ja :D seoanaa!
 A tak wgl, to zapraszam do mojego innego:
ostatnitaniec.blogspot.com
Mam nadzieję, że Wam się spodoba : * 
Pozdrawiam 
Seo

Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy!

Twoje komentarze są mega, wiedz, że wielbię Cię za nie :D ~Katarina

2 komentarze:

  1. Zapowiada się bardzo fajnie. Wygląda na to że opowiadanie będzie tak ciekawe jak Ostatni Taniec :)
    http://sylvari-nadzieja-elionu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli szukasz zwiastunu na swój blog zajrzyj tutaj:
    zwiastuny-na-blog48.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń