wtorek, 25 lutego 2014

Kłamstwo nie popłaca

  – Nie! – z mojej piersi wydobył się krzyk. Widziałam mnóstwo krwi, była wszędzie. Ten obraz przyprawiał mnie o mdłości i zawroty głowy. Otwarte oczy Mike'a wyrażały ból, strach i obawę. Wyciągnął rękę w moją stronę, a jego usta poruszały się w bezgłośnych słowach. Uciekaj. Słyszałam to słowo tak wyraźnie, że wydawało mi się, że nie mogę się mylić. Nie chciałam uciekać, tylko mu pomóc. Tak bardzo tego pragnęłam, ale nie miałam pojęcia, jak mogę to zrobić.
 Wyciągnęłam ręce w jego stronę, jednak wydawało mi się, że jest coraz dalej. Wszystko wirowało, a Mike się oddalał. Czułam, że także spadam, tyle że z mniejszą prędkością. Gdy zdawało mi się, że już go dosięgłam, okazywało się, że jest to nierealne. Płakałam. Wiedziałam, że nie mogę mu pomóc. Miałam tą świadomość, że za chwilę sama stracę życie, lecz to się nie liczyło. Liczył się tylko on. Mój przyjaciel i brat. Czułam narastającą frustrację i gniew. Wytężyłam wszystkie swoje siły i wreszcie go dosięgłam. Udało się!
 Mój zapał się ostudził, gdy zdałam sobie sprawę, że oboje jesteśmy w tarapatach. Oboje toniemy w bezdusznej głębi, wirujemy w przepaści. Uniosłam głowę i zobaczyłam iskierkę nadziei w postaci Toma. Stał nad nami twardo na ziemi i się uśmiechał. Jedną ręką trzymałam przyjaciela, drugą zaś wyciągnęłam w stronę wybawiciela. Ten tylko głośno się zaśmiał i zza siebie wyciągnął broń. Wymierzył w nas i rozpiął kołnierz kurki. Wąż. Na jego szyi tkwił przerażający tatuaż przedstawiający obrzydliwego gada.
 W chwili, gdy nacisnął na spust, otworzyłam oczy.

  – Już dobrze – wyszeptał Gabriel, tuląc mnie do siebie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem w szpitalu.
Kolejny koszmar. I znowu Tom w tle... Coraz częściej to on był tym złym w moim życiu. To tak, jakby moja podświadomość obwiniała go o każdą krzywdę w moim życiu. W tuliłam twarz w jego pierś i pozwoliłam kilka łzom na spłynięcie. Byłam cała roztrzęsiona.
  – Co się stało? – zapytałam, spoglądając na jego twarz.
  – Mieliśmy mały wypadek na zboczu... Wąż cię ugryzł – dodał, widząc moją zdziwioną minę.  Dopiero teraz przypomniałam sobie o tym, co się stało. Ten mały gad przyssał się do mojej nogi. Wyswobodziłam się z jego uścisku i odgarnęłam kołdrę z nogi. Od stopy do piszczela, znajdował się gruby bandaż, który wyglądał jakby był z gipsu. Ruszyłam nią i skrzywiłam się. Zaczęła strasznie piec.
  – Zostaw – odezwał się chłopak. – Nie możesz jej nadwyrężać przez kilka dni. – Pocałował mnie w skroń. Zrobiłam miejsce na łóżku, aby mógł położyć się obok mnie. Tak taż zrobił. Wtuliłam się w niego, uważając aby nie zahaczyć niczym nogą.
  – Gdzie Tom? – zapytałam, spoglądając na niego.
  – Poszedł po jakieś śniadanie. Byłaś nieprzytomna przez parę godzin...
  – Kiedy będę mogła wyjść? – zapytałam, na co on się roześmiał.
  – Dopiero się obudziłaś, a już chcesz wyjść? – wymamrotał między śmiechem.
  – Nie lubię szpitali. – A szczególnie, gdy kojarzą mi się ze śmiercią.
  – Prawdopodobnie jutro rano – posmutniał.
 Do sali weszła pielęgniarka. Była młoda. Widziałam jak posyła mi promienny uśmiech.
  – Przykro mi, ale musi pan wyjść. Koniec odwiedzin – powiedziała.
 Zrobiło mi się słabo. Miałam zostać sama w tym budynku? Rozumiem, gdybym miała jakąś współlokatorkę, ale w tym pomieszczeniu stało tylko jedno łóżko, zajmowane przeze mnie.
  – Poczekaj, zaraz to załatwię – wyszeptał chłopak i wstał. Wyszedł z pomieszczenia wraz z brązowowłosą pielęgniarką.
 Słyszałam ciche odgłosy zza drzwi, które po chwili się otworzyły. Do środka wszedł Tom i uśmiechnął się na mój widok.
  – Księżniczka wstała – powiedział, po czym usiadł na łóżku.
  – Ała! – krzyknęłam. – Idioto, moja noga!
  – Oj nie przesadzaj. Do wesela się zagoi – dźgnął mnie palcem w żebra.
  – Chyba prędko stąd nie wyjdę. – Opadłam na poduszkę.
  – Nie martw się kochana – puścił mi oczko. – Jestem zajebistą pielęgniarką. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
  – Wiesz co, ja chyba zostanę tu dopóki nie ściągną mi bandaży...
  – Tydzień bez nas? O nie! Nie ma nudy! Zobaczymy się jutro. – Ruszył w stronę drzwi.– Potrzebujesz czegoś?
  – Możesz zawołać Gabriela? – Czułam, że się rumienię, wypowiadając te słowa. Po chwili do pomieszczenia wszedł szatyn, a w progu drzwi stanęła ochrona.
  – Szmata – wyszeptał, a ja klepnęłam go w ramię.
  – Nie mów tak o niej – oburzyłam się.
  – No, ale ona nie pozwoliła mi tu zostać. Widzisz tych kolesi? – Przechyliłam głowę, żeby przyjrzeć się ochronie. – Zawołała ich, żeby mnie wyprowadzili. Mamy pięć minut...
  – Jutro się zobaczymy – przetarłam kciukiem jego policzek.
  – Mogę pocałować swoją narzeczoną w spokoju, czy też zamierzacie się na to gapić? – zwrócił się do mężczyzn. Wyszli, zamykając za sobą drzwi.
  – Narzeczoną? – zapytałam zdziwiona, chociaż takie określenie mi się podobało...
  – Podałem się za twojego narzeczonego, aby mogli mnie tu wpuścić. No wiesz... tylko rodzinie mogliby podać informację o twoim stanie. Zresztą Tom stał się za to twoim bratem...
  – Dwie minuty! – krzyknął jeden ze strażników.
  – Choć tu – przyciągnęłam go do siebie i zaczęliśmy się całować. Mieliśmy mało czasu, a ja nie chciałam tracić go na gadanie.



  – Masz szczęście – odezwała się Marta, pielęgniarka, która dzień prędzej wezwała ochronę, aby wyprowadzili mojego chłopaka. Zdążyłam się z nią zapoznać. Nie było tu nikogo, z kim mogłabym porozmawiać, a przez moją nogę, nie mogłam wstać z łóżka, więc często mnie odwiedzała, póki chłopaki się nie zjawiali.
 Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co chodzi. Kobieta kiwnęła głową w stronę Gabriela, który właśnie rozmawiał z lekarzem o moim wypisie. Przytrzymali mnie jeszcze dzień dłużej, gdyż zaniepokoili się opuchlizną na mojej nodze.
  – Gdy skończyliśmy usuwać jad, nie odstępował cię nawet na krok. Cały czas był przy tobie...
  – Wiem – uśmiechnęłam się. Byłam tego świadoma, że taki chłopak to skarb.
  – A co z twoimi rodzicami? – zapytała. – Nie widziałam ich tu w szpitalu...
  – Nie żyją – odparłam.
  – Przepraszam... – Zobaczyłam jej przerażenie.
  – Oj nie przejmuj się. Nawet ich nie znałam – uśmiechnęłam się pocieszająco. To akurat była prawda. Umarli jak byłam mała, więc nie wiele o nich wiedziałam. Dziewczyna zmarszczyła brwi. – Zginęli, gdy byłam dzieckiem – wyjaśniłam.
  – Przynajmniej dobrze, że masz ich – wskazała na chłopaków. Gabriel szedł w naszym kierunku, a Tom dalej rozmawiał z lekarzem.
  – Tak. Masz rację. Nie wiem, co bym bez nich zrobiła – przyznałam. Pomimo tego, że mieli przede mną jakieś tajemnice, musiałam być wyrozumiała. Ja przecież też nie byłam do końca z nimi szczera. Miałam nadzieję, że mi powiedzą, gdy będą na to gotowi. Ja też tak zamierzałam zrobić.
  – Wychodzisz dzisiaj – powiedział mój ukochany.
  – Świetnie – uśmiechnęłam się. – Pomożesz mi się ubrać? – zwróciłam się do Marcie, a ta skinęła głową. Gabriel pocałował mnie i wyszedł z sali, zamykając drzwi za sobą.
  – Słodki – powiedziała dziewczyna i pomogła ściągnąć mi koszulę szpitalną.


  – Gabe, ja naprawdę mogę sama chodzić – odezwałam się, gdy przekraczaliśmy próg. Chłopak stwierdził, że nie powinnam przemęczać nogi, więc od szpitala niósł mnie. Z jednej strony było to dosyć przyjemne, jednak z drugiej irytowało mnie to. Nie byłam aż tak połamana, choć faktycznie, noga wciąż mnie bolała. Czułam wielkiego bąbla w miejscu ugryzienia. Na szczęście opuchlizna powoli schodziła. Lekarz stwierdził, że to wstrząs anafilaktyczny. Na szczęście nie należałam do osób z zespołem pełnoobjawowym, więc w ciągu kilku dni powinno to przejść. Jednak dr Frosy stwierdził, że potrzebuję teraz dobrej opieki, więc tak jakby... odbiło chłopakom. A szczególnie Gabrielowi. Cały czas był przy mnie i chciał się mną opiekować.
  – Wolę nie ryzykować – odparł. Położył mnie na kanapie w salonie i przykrył kocem. Głośno westchnęłam. Przyniósł kilka poduszek i ułożył je pod moją nogę. – Potrzebujesz czegoś jeszcze? – zapytał.
  – W sumie...– zaczęłam. – Mógłbyś przynieś mój szkicownik? Skoro mam tu leżeć, to nie chce umierać z nudów.
  – Nie ma sprawy księżniczko – pocałował mnie w skroń i z uśmiechem wyszedł z pomieszczenia. Przez tą całą nadopiekuńczość szatyna, czułam się coraz gorzej...
 Po chwili do salonu wszedł Gabriel, zaopatrzony w różne rzeczy. Podał mi szkicownik, a na stole obok kanapy, położył kilka książek. Przykrył mnie dodatkowym kocem i postawił butelkę z wodą przy sofie. Zniknął na chwilę i wrócił z talerzem pełnym kanapek.
  – Coś jeszcze? – zapytał zdyszany.
  – Gabriel... – chwyciłam go za rękę. – Dziękuje. Nie potrzebuje niczego więcej. Nawet tego – podniosłam drugi koc. – To tylko zwykłe ugryzienie. Za parę dni wszystko wróci do normy – wyznałam.
  – A co by było, gdybyśmy nie zdążyli na czas? Jeśliby jad przedostał się do krwiobiegu... Mógłby cie zabić...
  – Och, kochanie, przestań. Jak widzisz nic mi nie jest, więc nie ma co „gdybać”. Mógłbyś podać mi kule?
  – Przecież masz leżeć. Nie możesz chodzić – powiedział stanowczo.
  – A do toalety wolno mi wstać? – zapytałam rozbawiona.
  – No tak... – wymamrotał. – Czekaj, zaraz cię zaniosę – oznajmił, a ja nawet nie zdążyłam się sprzeciwić, gdyż chłopak podniósł mnie i ruszyliśmy w stronę łazienki.


  – Co rysujesz? – zapytał Gabriel, zerkając na zeszyt. Właśnie kończyłam swoje dzieło i uśmiechnęłam się triumfalnie do niego.
  – Na co ci to wygląda? – zapytałam, szczerząc zęby w uśmiechu.
  – Hm... – pocałował mnie w szyję. – Widzę ciebie, z jakimś nieziemsko przystojnym facetem. Powinienem być zazdrosny?
  – To ty głupku – pocałowałam go w usta.
  – Eee – zaprzeczył. – Ja jestem przystojniejszy.
  – Nie podoba ci się? – posmutniałam.
  – Oczywiście, że tak. Jak mogłaś o tym pomyśleć? Kochanie, masz piękny talent – powiedział, składając kolejne pocałunki na mojej szyi.
  – Pomyślałam, żeby powrócić do szkicowania. Wiesz... muszę w końcu, się z czegoś utrzymywać. Nie chce dalej mieszkać z ciotką.
  – Zamieszkaj ze mną – odparł ożywiony.
  – Gabriel...
  – Oj, wiem. Za szybko, ale jeśli chciałabyś, to nie ma sprawy. Mam wolny pokój
  – Pomyślę nad tym – powiedziałam. W sumie, to czemu nie? Skończyłam osiemnaście lat...i mogłam się do niego wprowadzić. Ciotka zgodziłaby się na to, o ile nie dowiedziałaby się, że mam mieszkać z chłopakiem. Jednak nie miała nic przeciwko Tomowi. U niego mogłam bez problemu zamieszkać.
 Właśnie! Ciocia! Miałam do niej zadzwonić po wyjściu ze szpitala... Sięgnęłam po telefon.
  – Możesz zrobić mi herbatę? – zwróciłam się do chłopaka, a ten skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. Szybko wykręciła nasz domowy numer i wsłuchałam się w odgłos sygnału.
  – Słucham? – odezwał się znajomy głos.
  – Ciociu! Tu Alie...
  – Och! Nareszcie! Wiesz jak się martwiłam?
  – Przepraszam, ale zapomniałam – przyznałam.– To co u ciebie?
  – Wiesz... – zaczęła, a ja wiedziałam co zaraz zamierza powiedzieć.
  – Czy on jest u ciebie?
  – Tak – przyznała. – Powiedz, jak się czujesz?
  – Już lepiej. Wszystko w porządku, powoli opuchlizna schodzi, a chłopaki dobrze się mną opiekują – wyznałam zgodnie z prawdą.
  – To dobrze. Zadzwonię później, dobrze? – zapytała. Słyszałam w jej głosie załamanie. Wiedziałam, że wypowiada je zawiedziona.
  – Ciociu, nie martw się. Naprawdę wszystko jest ze mną w porządku.
  – Eh... Jak uważasz. Zadzwonię wieczorem.
  – Kocham cię. Pa.
  – Ja ciebie też Żabko – usłyszałam dźwięk przerywanego połączenia. Westchnęłam głośno. Znowu nazwała mnie Żabką...
  – Dziękuje – powiedziałam do Gabriela, gdy ten przyniósł mi herbatę.
 Upiłam mały łyk. Włączyłam laptopa z wgranymi zdjęciami, które zrobiłam podczas tej „nieszczęsnej” wycieczki i zaczęłam rysować. Akurat wypadło na psa dingo, a właściwie na matkę z trzema małymi.
 Skończywszy rysunek, położyłam szkicownik na stole i postanowiłam się trochę przespać. Jednak sen nie przychodził, więc włączyłam sobie film na komputerze.
 Gabriel poszedł do kuchni, a ja postanowiłam skorzystać z okazji i wstać. Chciałam wyjść na dwór. Położyć się na słońcu i napawać ciepłymi promieniami. Miałam dość leżenia w tym łóżku. Chłopak cały czas się mną opiekował, co było słodkie, ale denerwujące. Ledwo pozwalał mi wychodzić do toalety. Podobało mi się to, jak się o mnie troszczył, ale bez przesady.
 Zrzuciłam z siebie koce i ostrożnie położyłam nogę na podłodze. Sięgnęłam po kule i wstałam. Chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Po tych kilku dniach powinnam już nabrać wprawy, żeby chodzić o kulach, ale przez Gabriela, praktycznie nie miałam z nimi żadnego kontaktu. Nie miałam też wystarczająco dużo siły. Byłam osłabiona i zmęczona.
 Stanęłam przy drzwiach i próbowałam chwycić klamkę, ale przez kule ciężko było mi je otworzyć. Nagle drzwi się poruszyły, a ja oberwałam nimi w głowę. Straciłam równowagę i runęłam na ziemię. Wcześniej uniosłam opatrzoną nogę, żeby nie uderzyć się w nią. Złapałam się za obolałe miejsce i spojrzałam na osobę, która weszła do środka.
  – Przepraszam! – pisnęła dziewczyna. Była młoda, może w moim wieku. Miała burzę brązowych loków na głowie. W jej szarych oczach zauważyłam przerażenie.
  – Nic się nie stało – powiedziałam, otrząsając się. Chociaż upadek bolał, a na głowie na pewno będę miała guza, to nic poważniejszego mi nie było.
  – Nie wiedziałam, że tu jesteś. – Próbowała pomóc mi wstać, jednak z marnym skutkiem.
  – Chyba będę musiała zawołać Gabriela – mruknęłam.– Nie dam rady wstać – pokręciłam głową. Potrzebowałam więcej ruchu. Odwróciłam się w stronę kuchni i go zawołałam. Po chwili z tego pomieszczenia wyszedł chłopak. Gdy mnie zobaczył, leżącą na ziemi, od razu podbiegł do mnie i podniósł. Kurczowo chwyciłam się go za szyję.
  – Mówiłem, że masz leżeć? – zapytał zły.
  – Możesz zanieś mnie do mojego pokoju? – pocałowałam go w usta. – Muszę wziąć prysznic...– Odkąd wyszłam ze szpitala, minęło już cztery dni, a ja tylko dwa razy się kąpałam. Samej trudno było mi to zrobić, a nie chciałam do tego prosić chłopaków...
  – Dasz sama radę? – zapytał.
  – Ja mogę jej pomóc – zaoferowała się dziewczyna. Gabriel odwrócił się i spojrzał na nią, jakby dopiero teraz ją zauważył.
  – Jess? Co ty tu robisz? – zwrócił się do dziewczyny.
  – Tom mnie zaprosił. Powiedział mi o tym co się stało z Alison, więc pomyślałam, że mogłabym dotrzymać jej towarzystwa i pomóc w niektórych czynnościach. – Pomimo tego, że była mi zupełnie obca, to wolałam skorzystać z jej pomocy przy kąpieli, niż ich.
 Po chwili znajdowałam się w łazience, wraz z dziewczyną. Pomogła mi zabezpieczyć nogę tak, aby bandaż nie został zamoczony. Napuściła wody do wanny i wraz z jej pomocą do niej weszłam. Podczas gdy myłam głowę, Jessica opowiadała mi trochę o sobie. Nawet dobrze się z nią dogadywałam. Dowiedziałam się, że mieszka na tym „zadupiu”, które mijaliśmy, jadąc tutaj. To było jakieś trzy kilometry stąd. Do zeszłego tygodnia pracowała w sklepie obuwniczym. Teraz postanowiła zrobić sobie przerwę i skorzystać z wakacji.  Z Tomem znała się już od dawna, przez co ja byłam zazdrosna. Gabriela poznała tutaj, gdy przyjechał w odwiedziny do mojego przyjaciela. Gdyby nie to, że powiedziała mi, że ma chłopaka, to nie wiem co bym zrobiła... Znała ich dłużej ode mnie, ale miałam nadzieję, że to zwykła znajomość, bo Tom kręcił z Soph, a Gabe był ze mną. Podała mi szlafrok, a ja wyszłam z wanny. Rozejrzałam się za kulami i uświadomiłam sobie, że zostały przy drzwiach. Gabriel przyszedł mi pomóc. Czułam się niezręcznie, będąc w samym szlafroku. Posadził mnie na łóżku i spojrzał na mnie.
  – Ubiorę się sama – odparłam, wiedząc co chciał powiedzieć.
  – W takim razie ja pójdę po świeże bandaże – powiedział.– Jess, Tom chciał z tobą pogadać – zwrócił się do dziewczyny. Po chwili wyszli razem z pokoju, zostawiając mnie samą. Na łóżku miałam przygotowane czyste ciuchy, które zostawiła brunetka. Trochę się zmęczyłam, ubierając spodenki, jednak w końcu czułam się czysta. Po chwili przyszedł szatyn z apteczką. Kucnął przy mnie i zaczął ściągać bandaże. Jęknęłam z bólu. Wciąż strasznie bolało.
  – Coś się stało? – zapytałam, widząc jego minę. Chyba z moją nogą nie jest najlepiej...
  – Opuchlizna nie chce zejść. Dalej cię boli? – zapytał, dotykając miejsca ugryzienia. Aż podskoczyłam z bólu. – Przepraszam. Chyba zadzwonię po lekarza. – Wyciągnął telefon z kieszeni i podszedł do okna. Opadłam na łóżko. Przeraziłam się tą całą sytuacją. A jego reakcja mi w tym nie pomagała.
 Po dwudziestu minutach przyjechał lekarz. Był w podeszłym wieku. Siwizna zdobiła jego głowę. Przyjrzał się mojej nodze i skrzywił się.
  – To musi być jakaś reakcja alergiczna, ale nie wiem czym jest spowodowana – powiedział. – Mógłbym dostać leki, które zostały przepisane? – Gabriel sięgnął do stołu i podał mu dwie buteleczki. W jednej były tabletki, zaś w drugiej maść.
  – Gabriel, mógłbyś zostawić nas samych? – zwróciłam się do chłopaka. Ten zmarszczył brwi i z niechęcią wyszedł z pokoju.
  – Więc co pani jeszcze bierze? – zapytał lekarz.
  – W małej kieszonce z boku – wskazałam na walizkę. Lekarz podszedł do torby i wyciągnął fiolkę z małymi, niebieskimi tabletkami.
  – To wszystko wyjaśnia – stwierdził po przeczytaniu nazwy. – Ten antybiotyk źle działa z tym – potrząsnął buteleczkę, a tabletki zabrzęczały. – Przepiszę pani nowe leki i po paru dniach wszystko powinno się unormować. Tą maść może pani stosować, jednak antybiotyk proszę od razu wyrzucić.
  – Miałabym do pana prośbę... – zaczęłam zawstydzona.
  – Proszę się nie martwić. To pani sprawa, jakie leki pani stosuje. – Uśmiechnął się pocieszająco. – Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, więc nikomu nic nie zdradzę – puścił do mnie oczko. Pomimo tego, że był stary i większość osób w jego wieku jest strasznie wrednych i nieprzyjemnych, ten był ich przeciwnością. Cały czas uśmiechał się tak, jakby to właśnie pomoc innym sprawiała mu największą frajdę.
  – Założę pani kolejny opatrunek. – Posmarował maścią okolicę kostki, położył gazę, która była czymś nasiąknięta, i założył bandaż. Poczułam przyjemne zimno w miejscu ugryzienia. Zbijał temperaturę z rany, co bardzo mi pomogło. – Do jutra proszę nie wstawać chyba, że tylko do toalety. Proszę też dużo pić wody, a z lekami to wyjaśnię pani partnerowi. – Posłał mi ciepły uśmiech. – Widać, że dobrze się panią zajmuje.
  – Tak – aż za dobrze. – Dziękuje panu. – Lekarz skinął głową i wyszedł z pokoju. Zauważyłam, że Gabriel stał w holu, więc odprowadził go do drzwi. Mężczyzna podał mu receptę i zaczął tłumaczyć jego stosowanie.
 Położyłam się i przykryłam kapą. Nie czując żadnego pieczenia na nodze, postanowiłam się trochę przespać.


  – All, obudź się – usłyszałam cichy szept chłopaka przy moim uchu. Odburknęłam coś niezrozumiałego. W końcu mogłam się przespać, nie czując żadnego pieczenia na nodze, a teraz on mnie budzi... Sięgnęłam po poduszkę i rzuciłam w jego stronę.
  – Ja chce spać – wymamrotałam.
  – Musisz wziąć lekarstwo.
  – Nie chce – odburknęłam.
  – Alison – powiedział groźnie.
  – To jest niedobre. Smakuje jak stara tektura. – Skrzywiłam się na myśl o antybiotyku. Smakował okropnie i za każdym razem robiło mi się niedobrze, gdy miałam to wypić.
  – To już ostatnie – zapewnił. Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na niego.
  – Na pewno? – zapytałam.
  – Tak – pocałował mnie w skroń. – A teraz do dna – podał mi kubek do połowy wypełniony białym proszkiem zmieszanym z wodą. Spojrzałam na jego zawartość, a na mojej twarzy zawitał grymas. Wzięłam głęboki wdech i jednym haustem wypiłam to. Pusty kubek odstawiłam na szafkę i zaczęłam kaszleć, dławiąc się tym okropnym płynem.
  – No widzisz – uśmiechnął się. – Teraz zejdziemy na śniadanie – powiedział, wsuwając ręce pode mnie.
  – O nie! – powiedziałam entuzjastycznie. – Tym razem ja sama zejdę. – Podniosłam się.
  – All, lekarz powiedział, że masz się oszczędzać...
  – To było prawie tydzień temu! Noga mnie już nie boli – pokręciłam stopą. Już od paru dni mnie nie szczypała, ani nie piekła. Skoro dzisiaj antybiotyk się skończył, to już na pewno powinnam być zdrowa. – Proszę... – popatrzyłam na niego moim najsłodszym spojrzeniem. Zawsze tak przekonywałam ciotkę.
  – Dobrze, ale pod jednym warunkiem – powiedział. – Pozwolisz mi od czasu do czasu ponosić się.   – Wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Spodobało mi się to.
  – Mi też – pocałowałam go w policzek i wstałam. Powoli zeszłam ze schodów, niepewnie stając na ugryzionej nodze. Wciąż bałam się, że zacznie mnie boleć.



  – Ładne – powiedziała Jessica, przeglądając moje szkice.
  – Dziękuje – uśmiechnęłam się. Często to słyszałam, chociaż według mnie, były to zwykłe bazgroły.
  – Też bym chciała tak rysować. – Zazdrościła mi. Podałam jej kolejne rysunki, które zdążyłam narysować podczas mojej kuracji. Trochę ich było...
  – Nie miałabyś nic przeciwko, abym zabrała kilka ze sobą? Mam znajomą, która organizuje wystawy i myślę, że mogłaby urządzić ci taką.
  – Naprawdę? Zrobiłabyś to? – rozszerzyłam oczy, niedowierzając. Właśnie nadarzyła mi się idealna okazja, żeby wrócić do swojego hobby. Mogłam dużo zarobić na obrazach. Zresztą na koncie miałam jeszcze dość sporą sumkę pieniędzy z zeszłorocznej wystawy.
  – Czemu nie? I tak miałam ją odwiedzić, więc nie widzę żadnych przeszkód. – Uśmiechnęła się do mnie, a ja przytuliłam ją. Odkąd tu przyjechała, dużo czasu spędzałyśmy razem. Była miła i sympatyczna. Dotrzymywała mi towarzystwa. Bardzo dobrze się rozumiałyśmy, więc od razu ją polubiłam. – Mogę wybrać? – zapytała, trzymając w ręce obrazy.
  – Jasne – uśmiechnęłam się. – Jeśli któreś ci się spodobały, to możesz sobie wziąć. One mi nie są potrzebne – wzruszyłam ramionami.
  – Dzięki – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. – Dzisiaj wieczorem wpadnę do was, więc powiem ci, co mi powiedziała. – Wsadziła do teczki kilka szkiców i wzięła dwa płótna z pejzażem górskim. Pożegnała się i wyszła.
  – Znowu wracasz do malowania? – zapytał Tom, wchodząc do pokoju.
  – Może – uśmiechnęłam się do niego. – Gdzie jest Gabe?
  – Pojechał do miasta i wróci dopiero wieczorem, więc jesteś skazana na moje towarzystwo – oznajmił, siadając obok mnie.
  – Więc co robimy?
  – Konsola i piwo? – zapytał niepewnie.
  – Dobra! – krzyknęłam entuzjastycznie.
  – No – klepnął mnie w ramię.– To idź do mnie, a ja pójdę po picie. – Ruszył w stronę drzwi, a ja za nim.

  – Ha!– krzyknęłam wstając z sofy. – Wygrałam! Znowu! – Wystawiłam mu język.
  – To niesprawiedliwe – oburzył się. – Kopnęłaś mnie w piszczel!
  – Oj, tylko nie płacz – upiłam duży łyk piwa. – Gramy jeszcze raz? – zapytałam, potrząsając joystickiem.
  – Nie ma mowy! Nie będę grał z oszustem. – Dźgnął mnie w żebra i wybuchnął śmiechem. – Idę po jakiś film – powiedział, wstając z kanapy.
  – I przynieś jeszcze piwo!
 Chłopak po chwili zjawił się z kolejną dostawą alkoholu i filmem. Do tego przyniósł chipsy. Włączył film i usiadł obok mnie na sofie. Przykryłam się kocem i oparłam głowę o niego. Po chwili, zbyt otumaniona alkoholem, usnęłam.


                                                          ***GABRIEL***

 Wszedłem do domu i spojrzałem na zegar. Dochodziła dziesiąta, a w kuchni świeciło się światło. Zastałem tam Toma i Jessicę. Przywitałem się z nimi i sięgnąłem po piwo, które znajdowało się na blacie.
  – Gdzie All? – zapytałem, upijając kolejny łyk.
  – Śpi – odparł Tom. – Trochę się upiła i...
  – Dałeś jej alkohol? – krzyknąłem wkurzony. – Stary, ona jeszcze na lekach jest!
  – Oj nie marudź. Wypiła tylko trzy butelki i padła. Zostawiłem ją na kanapie u siebie. Nie chciałem jej budzić.
  – Eh... – westchnąłem.
  – Powiedz lepiej, czy coś załatwiłeś? – zapytał brunet.
  – Tak. Wszystko w porządku. Wanda wyjechała i nikt nie wie nic o All. Jest bezpieczna.
  – To dobrze. A co z szoferem? Na pewno zapamiętał jej twarz. Widziałeś jak na nią patrzył? – poruszał brwiami, a ja zagotowałem się ze złości. Wiedziałem, że ten idiota na nią leci. Byłem po prostu o nią zazdrosny.
  – Dostał sporą sumę. Myślę, że będzie siedział cicho.
  – Zaraz – odezwała się dziewczyna. – O co chodzi z jej kryciem?
– Ktoś wyznaczył nagrodę za Alison, więc musieliśmy usunąć każdy, choćby jej drobny ślad. Oprócz Filadelfii, to tak jakby ona nie istniała.
  – Czyli nikt nie może wiedzieć o niej? – zapytała z dziwną nadzieją.
  – Tak. Inaczej mogliby ją znaleźć...
  – I zabić – dodał Tom.
  – Cholera – z jej ust wyleciał ciąg przekleństw. – Właśnie załatwiłam jej wystawę i już jej o tym powiedziałam.


Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy.
Heeej <3 
Tak jak mówiłam, dzisiaj dodaję nowy rozdział! Mam nadzieję, że wam się spodoba i liczę na jakieś komentarze : * 
Pozdrawiam
Seoanaa

3 komentarze:

  1. Witam. Mogę powiedzieć, że ogólnie blog mo się bardzo podoba. Nie wiem jak działa blog, który ma dwie autorki, nie ogarniam tego, ale piszecie świetnie. Wasz styl jest przyjemny do
    czytania. Wszystko ładnie i pięknie. I te intrygujące tajemnicze wątki. Kocham to. No i ta miłość Gabriela i Alison. On taki opiekuńczy. Bo muszą ją chronić. :)
    Czekam na następny i gorąco pozdrawiam, Ula. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Na telefonie nie da się czytać, ponieważ i czcionka i tło są białe. Czy można by było to jakoś naprawić? :)

      Usuń
    2. Następny pojawi się we wtorek ;)
      Dziękuje i zaraz poprawię czcionkę.
      Pozdrawiam :*
      seoanaa

      Usuń