czwartek, 20 lutego 2014

Zabijemy Cię.

  – Ała! – po pokoju rozniósł się mój krzyk.
  – Nie krzyw się. Już kończę – powiedział Gabe, a ja czułam jak znów przywiera nawilżoną szmatkę do moich ran. Dzięki tej całej „Wandzie” miałam trzy szramy na ramieniu, które zrobiła swoimi pazurami. Zastanawiało mnie to, jak ktoś mógł mieć aż tak twarde paznokcie, żeby zadać takie obrażenia. Czułam jak chłopak przykleja mi do pleców dosyć sporej wielkości plastry. Gdy skończył opatrywać moje zadrapania, poprawił bluzkę, która wszystko przykryła.
  – Widzisz, gotowe – uśmiechnął się wstając.
  – Co to niby miało być? Przecież ja jej nic nie zrobiłam... – czułam mieszane uczucia. Byłam wściekła, a zarazem smutna. Jak ona mogła mnie tak potraktować?
  – Nie mam pojęcia, zdenerwowała mnie ta laska jak diabli. Ma szczęście, że nie jest facetem, bo jej stan pogorszył by się diametralnie. – Widziałam, że też był nieźle wkurzony.
  – Kto to w ogóle jest? – zapytałam z nadzieją, że jednak coś wie, a ja to z niego wyciągnę.
  – Nie mam pojęcia, jakaś znajoma Toma, ale więcej nie wiem – spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
  – A te pieniądze? Wspominała o jakieś... – zaczęłam, ale nie pozwolił mi dokończyć.
  – All, ja naprawdę nic nie wiem. Może tyle co ty. Ojciec Toma jest bogatym biznesmenem, więc może o to jej chodziło? Chciała wydoić od niego jakąś kasę. Przyjaźnisz się z nim. Wiesz... za porwanie można dostać niezły okup.
  – Aha – tylko tyle zdołałam z siebie wydobyć.
 Siedziałam w milczeniu, wpatrując się w widok za oknem. Wiedziałam, że coś przede mną ukrywał i to mnie cholernie bolało. Miał swoje tajemnice. Jednak to było związane ze mną i ja powinnam była o tym wiedzieć. Spojrzałam na chłopaka, który wyglądał na nieco zmieszanego. On wiedział. Byłam tego pewna.
 Widziałam też, że chciałby mi to wyjaśnić, ale nie może tego zrobić. Zapewne miał ku temu jakiś powód, a ja postanowiłam dać mu czas. Rozumiałam, że go potrzebuję. Miałam nadzieję, że w ciągu tych kilku dni, przemoże się i mi powie.
  – Co z nią zrobicie? – zapytałam, przerywając tą ciszę.
  – Nie wiem. Tom z nią teraz rozmawia. Dowiemy się, po co w ogóle tu się zjawiła, bo nie chce mi się wierzyć, żeby zrobiła to dla kasy. Potem ją wypuścimy.
  – Wypuścicie?! – krzyknęłam, wstając. Odeszłam kilka kroków od chłopaka, żeby spojrzeć mu w oczy. – Jak możecie ją wypuścić? Przecież ona chciała mnie zabić! Paznokciami! I zrobi to jeszcze raz... – skrzyżowałam ręce na piersi, aby chłopak nie zauważył jak moje dłonie się trzęsą. Niestety, za późno.
 Gabriel podszedł do mnie i przyciągnął do siebie, zamykając w szczelnym uścisku tak, jakby chciał mnie obronić przed całym złem tego świata. I rzeczywiście... Czułam się przy nim bezpieczna.
  – Nie martw się – wyszeptał, chowając twarz w moich włosach. – Nie pozwolę, aby znowu cię dotknęła.
  – Dobrze – powiedziałam, a następnie wyswobodziłam się z jego uścisku i ruszyłam w stronę swojego pokoju.

***
GABRIEL

 Patrzyłem jak znika za ścianą. Była cała roztrzęsiona, jednak nie dziwiłem się jej. Ja też bym tak zareagował. Wiedziałem, że najbardziej przejmuje się tymi tajemnicami, które wraz z Tomem, przed nią mamy. Ile bym dał, żeby móc jej to wszystko wyjaśnić... ale jej bezpieczeństwo jest dla mnie ważniejsze.
 Wyszedłem z pokoju i udałem się do piwnicy, gdzie wcześniej Tom zabrał nieznajomą. Już schodząc po schodach, słyszałem krzyki.
  – Mów! – odezwał się Tom, na co dziewczyna się zaśmiała.
Gdy zszedłem już na dół, obydwoje spojrzeli na mnie.
  – O! Patrzcie! Kochaś wrócił. – Wyśmiała mnie.
  – Zamknij się! – warknąłem. – Lepiej mów, po co tu przyszłaś.
  – Przyjechałam do Toma. Stęskniłam się za nim. – Posłała mu buziaka.
 Brunet nie wytrzymał i uderzył ją z otwartej ręki w twarz. Wiedziałem, że zrobił to najdelikatniej jak potrafił, gdyż nawet nie poleciała krew, a wiedziałem, do czego jest zdolny. Blondynka przechyliła głowę w bok i zaczęła się śmiać.
  – Oj Tomuś. Jak mogłeś uderzyć dziewczynę?
  – Zaraz ją zabiję, jeśli nie powie mi po co tu przylazła! – odburknął.
  – Przecież wiesz – uśmiechnęła się do niego. – Nie jesteś aż tak głupi, żeby tego nie rozumieć.
  – Kto wyznaczył nagrodę? – włączyłem się do dyskusji. Oszołomiona blondynka spojrzała na mnie.
  – Jego ojciec – wyszeptała, a Tom znów ją uderzył, tym razem znacznie mocniej.
  – Kłamiesz! – warknął. – Po co mój ojciec chciałby ją mieć?
  – Potrzebował kolejnej dziwki do kolekcji. – Jej śmiech rozbrzmiewał po pokoju. Widziałem, jak Tom próbuje się powstrzymać przed kolejnym rękoczynem.
  – Wanda – powiedział łagodnie. – Jeśli nie powiesz mi po co mój ojciec ją chce, to przysięgam, że zabije cię gołymi rękami i każdego, z którym miałaś w ciągu ostatnich miesięcy jakiś kontakt. - Gdy skończył, spojrzał w jej przerażone oczy. – Wiesz, że jestem do tego zdolny – dodał.
 Dziewczyna spuściła wzrok i po chwili milczenia odezwała się.
  – Nie wiem czego on od niej chce, ale wyznaczył za nią nagrodę. Wybacz kochanie, ale dwa miliony są zdolne przekreślić naszą długoletnią przyjaźń.
  – Gdzie on jest? – zapytałem zdziwiony. Jego ojciec zawsze nam pomagał. Gdy byliśmy młodzi wyciągał nas z każdego bagna, w jakie się wpakowaliśmy. Bójki, kradzieże, narkotyki, napady, ze wszystkiego nas ratował. W końcu, czego pieniądze nie są w stanie zrobić? No i jeszcze kilku wpływowych przyjaciół...
  – Nie wiem. Ogłosił, że chce Alison Hathorn i mieliśmy ją dostarczyć do Nowego Yorku. Żywą.
  – My? – zapytałem niedowierzając. Jeśli jest ich więcej... Ledwo daliśmy sobie z nią radę.
  – Jack i Erick mi pomagają.
  – Gdzie oni są?! – krzyknął Tom, ściskając ją za koszulę.
  – Zostali w Stanach. Domyśliłam się, że cię tu znajdę. Chciałam to wszystko sama załatwić. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Kilka plam krwi zdobiło jej śnieżnobiałe uzębienie.
  – Z marnym skutkiem – odezwał się brunet.
Wymieniliśmy się spojrzeniami. Wiedziałem, co zamierzał zrobić. Ten wzrok był mi już dobrze znany. On miał w planach zabicie jej. Zresztą ja też, ale jeśli Alison by się o tym dowiedziała? Miałem ochotę z tym wszystkim skończyć. Wynieść się jak najdalej od wszystkich, którzy mieli coś wspólnego z moją przeszłością. Chciałem wyprowadzić się na jakieś piękne odludzie i zamieszkać tam z Alison, ale żeby to zrobić musiałbym być z nią szczery. Ta prawda by ją zabiła...
  – Co ze mną zrobicie? – zapytała lekko przerażona dziewczyna.
  – Zabijemy cię – odpowiedział jej Tom. Wanda zaczęła się szarpać, jednak była zbyt dobrze przywiązana do krzesła. Usłyszałem jakiś trzask, ale nie odwróciłem się, teraz najważniejsza była Wanda. Ja też chciałem ją zabić, ale miłość do Alison i chęć zmienienia się dla niej była silniejsza.
  – Nie możemy jej zabić – przerwałem ciszę. Tom spojrzał na mnie gniewnie.
  – Czemu nie? – zapytał brunet.
  – Jak by zareagowała Alison?
  – Nie dowie się. Zresztą co innego możemy z nią zrobić? Jeśli ją wypuścimy może wrócić i dokończyć to co zaczęła.
  – Nie wrócę - zapewniła dziewczyna - Wyjadę i już mnie więcej nie zobaczycie.
  – Nie – odezwał się Tom. – Złóż przysięgę krwi. – Chłopak rozwiązał ją i podał nóż, przez co zdenerwowałem się. Jak on mógł jej po tym wszystkim jeszcze zaufać i dać nóż?
 Tak, oczywiście... Przysięga krwi. Na samą myśl robiło mi się niedobrze. Pamiętam, że musiałem jedną wykonać. To znaczy, musiałem ukarać złamanie jej. Jeśli osoba złamała przysięgę, została porywana, a wraz z nią jej najbliższa rodzina, znajomi. Wszyscy na jego oczach byli torturowani, następnie z ich ciał spuszczano krew. Na koniec osoba, która złamała przysięgę została poddana torturom i w końcu zabita. Niezbyt przyjemne widoki...
 Gdy obydwoje rozcięli sobie dłonie i zaczęli wymawiać słowa przysięgi, ja wyszedłem sprawdzić co z moją ukochaną.

***
ALISON

 Zabić. To słowo rozchodziło się po mojej głowie jak echo. Jak mogliby to zrobić? Kim oni byli? Teraz uświadomiłam sobie, że tak naprawdę ich nie znam. Nie znałam przeszłości Toma. Nie licząc paru informacji, które tak naprawdę nic nie wnosiły, to był mi kompletnie obcy. Tak samo jak Gabriel. Znałam go od paru dni i w tym krótkim czasie pokochałam. Teraz wiedziałam skąd te wszystkie tajemnice. Po prostu robili ze mnie idiotkę, która się na wszystko nabierała, ale po co? Co ja im takiego zrobiłam, że mnie tak traktowali? Chociaż Gabe nie chciał tego, ze względu na mnie... Jednak Tomowi to nie przeszkadzało. Głupia, mogłam wcześniej zejść, tak to usłyszałam tylko kilka błahych informacji.
 Tak... błahych... Jakby zabójstwo można by było nazwać niczym. Po prostu jeśli ci ktoś nie odpowie idziesz i go zabijasz. Nawet ja nie potrafiłabym tego zrobić, pomimo że to właśnie ta Wanda chciała mnie zabić. Chyba...
 Wróciłam do pokoju i, zabrawszy kilka rzeczy, poszłam pod prysznic. Potrzebowałam chwili spokoju i jak zwykle zimna woda pomagała mi to wszystko ogarnąć. Rozebrałam się, a po chwili czułam zimne ukłucia na swoich plecach. Zapomniałam ściągnąć plastrów, ale teraz to nie było ważne.
 Zamknęłam oczy i oparłam dłoń o kafelki, pozwalając sobie zatracić się we wspomnieniach.
  – Zabijemy cie – usłyszałam głos Toma.
Powiedział to tak beztrosko, jakby zamawiał kawę w restauracji. Ten jego delikatny głos... Mogłabym przysiąc, że jeśli bym go w tamtym momencie zobaczyła, to na jego twarzy widniałby łobuzerski uśmiech.
  – Jak by zareagowała Alison? – odezwał się Gabriel.
Jako jedyny wtedy myślał o mnie. Zależało mu na mnie i nawet mogłabym powiedzieć, że chciałby się dla mnie zmienić. Więc jemu mogłabym zaufać...
A jeśli on udawał?
 Moja podświadomość się odezwała, powodując kolejny mętlik w mojej głowie.
Nie! Jemu mogę zaufać.
Przecież ty nikomu nie ufasz.
Jemu ufam.
Czemu?
  – Bo go kocham! – krzyknęłam.
Zakręciłam wodę i wyszłam z łazienki ubrana w krótkie spodenki i bokserkę. Związałam mokre włosy w kok i udałam się na balkon. Dochodziła szesnasta. Nie miałam ochoty wychodzić już z tego pokoju. Przynajmniej do wieczora.
 Pierwszy raz od bardzo dawna miałam ochotę malować. Otworzyłam swoją torbę i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Znalazłam tam mój stary zeszyt z rysunkami i zestaw ołówków do szkicowanie. Zabrałam zeszyt i metalowy piórnik i udałam się z powrotem na balkon. Rozsiadłam się na wiklinowym fotelu, zastanawiając się, co narysować. Otworzyłam zeszyt i wzięłam jeden z ołówków do ręki. Po chwili moja dłoń błądziła po papierze, kreśląc różne kształty, które po upływie kilku minut zaczęły łączyć się w całość. Przewróciłam kartkę i zajęłam się kolejnym rysunkiem. Po dwóch godzinach miałam gotowe cztery rysunki, które przedstawiały różne wydarzenia z mojego życia. Na pierwszym naszkicowałam siebie, klęczącą nad ciałem Mika i mordercę, celującego we mnie bronią. Tym razem w tle ujęłam jeszcze jedną osobę. Nie wiedziałam kim ona była i skąd się tam wzięła, ale byłam pewna, że trzyma pistolet w ręce. Przewróciłam kartkę.
 Kolejny rysunek przedstawiał sam tatuaż mordercy. Wąż, który wił się, tworząc ósemkę. Każdy szczegół był wyróżniony. Dużą uwagę zwróciłam na jego oczy. Wyglądał, jakby poprzez wzrok, chciał zabić. Tak jak jego właściciel tatuażu...
 Następny rysunek.
 Dla odmiany, ten był bardzo przyjemny. Przedstawiał mnie i Gabriela w ogrodzie. Wyglądało to tak, jakbym była tam, w formie widza. Stałam i patrzyłam jak para się całuje. Pomimo tego, że dawno nie rysowałam, to nie wyszłam z formy.
I ostatni rysunek. Przeraziłam się, widząc go.
 Bezwładne ciało dziewczyny, która wyglądem przypominała Wandę, leżała we krwi. Nad nią stała Śmierć. W czarnej szacie z kosą w ręce przyglądała się swojemu dziełu. Z hukiem zamknęłam zeszyt, widząc jej twarz. Zamiast kościotrupa, był tam Tom. Jak mogłam go narysować w takiej formie? Przecież on nie był zabójcą... Może jednak? Miałam mieszane uczucia. Nie wiedziałam, co myśleć na ten temat. Rozważałam opcję zapytania ich wprost, co o tym myślą, jednak doszłam do wniosku, że to zły pomysł. Skąd miałam pewność, że mnie nie okłamią? Mogli przecież wymyślić kolejną bajeczkę, omamić mnie swoją „opiekuńczością” i dalej robić ze mnie idiotkę. Żałowałam, że tu przyjechałam. Żałowałam, że ich poznałam. Dlaczego mnie tu zabrali? Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że w dobrej wierze, aby spełnić moje marzenia. Ufałam im, ale od pewnego momentu nic nie było proste. Bałam się, cholernie się bałam. Wiedziałam, że gdyby Mike żył, nigdy by do czegoś takiego nie dopuścił, on nie dał by mnie skrzywdzić. Teraz pewnie gralibyśmy w karty, albo oglądali śmieszną komedię, mając przy tym dobry humor. Na to wspomnienie uśmiechnęłam się, a po policzkach zaczęły mi spływać słone krople. Co ja mogłam teraz zrobić? Uciec? Ciekawe dokąd. Wrócić do domu? Ciekawe jakim sposobem. Wiedziałam, że od tego zdarzenia, nie będę mogła już patrzeć normalnie na Toma. To wszystko była jego wina. Gabe taki nie był. Nie był zły. Albo? Nie. Na pewno nie. Mimo wszystko jemu ufałam. Był dobrym człowiekiem o dobrym sercu.
 Gdy się obudziłam było już ciemno. Spojrzałam na zegarek. Było już po dwunastej. Poczułam jak burczy mi w brzuchu. Po cichu wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni. Wszyscy już spali, tylko nie ja. Jak zwykle w nocy robiłam się głodna. Z lodówki wyciągnęłam jakiś sok i ukroiłam sobie kawałek ciasta.
 Usiadłam na krześle przed barkiem. Jedząc, usłyszałam dziwne odgłosy dobiegające z piwnicy. Nie brzmiało to jak jęki dziewczyny, czy jakiegoś zwierzęcia. Trochę się zaniepokoiłam tymi dźwiękami. Były one dziwne i przerażające. Zabrałam sok i po cichu wróciłam do pokoju. Położyłam się do łóżka, jednak nie mogłam usnąć. Przewracałam się na boki, a ten dźwięk nie ustępował. W końcu nie wytrzymałam i wstałam. Miałam nadzieję, że Gabriel nie będzie miał nic przeciwko temu, jak pójdę do niego. Otworzyłam drzwi i pisnęłam. Przed drzwiami zmaterializował się szatyn, przez co mnie wystraszył.
  – Spokojnie – wyszeptał, wchodząc do mojego pokoju.
  – Co ty tu robisz? – zapytałam już uspokojona.
  – Przyszedłem sprawdzić, co u ciebie. Byłem wcześniej, ale ty się kąpałaś się, a potem spałaś. Usłyszałem jak wchodzisz do pokoju, więc chciałem sprawdzić, co u ciebie – wytłumaczył. - Jak się czujesz? – znów w jego głosie rozpoznałam troskę. Tak, jemu mogłam zaufać.
  – Normalnie – wzruszyłam ramionami. - Trochę bolą mnie plecy, ale poza tym, to wszystko dobrze.   – zdobyłam się na uśmiech.
  – To dobrze – przyciągnął mnie do siebie, zamykając w mocnym uścisku. – A tak w ogóle, to gdzie się znowu wybierałaś? – Przygryzłam dolną wargę. Czułam, że się rumienię. W końcu to trochę upokarzające, że się bałam...
  – Byłam w kuchni, no i usłyszałam jakieś dziwne odgłosy – usłyszałam jak Gabe się śmieje. Klepnęłam go lekko w pierś. – Nie śmiej się. Gdybyś nie naopowiadał mi żadnych historyjek o duchach, to bym nie musiała do ciebie iść.
  – A jakbyś przyszła, to co byś wtedy zrobiła? – zapytał odgarniając moje włosy z twarzy.
  – Nie licz na to – cmoknęłam go w policzek i ruszyłam w stronę łóżka.
  – Ale na co? – uwodzicielsko uniósł jedną brew.
  – Idziesz? Czy wolisz spać sam? – zapytałam, okrywając się pościelą.
  – A jutro też będę mógł? – powiedział, kładąc się obok mnie.
  – Jak będziesz grzeczny – stwierdziłam i przytuliłam się do niego. Był w samych bokserkach. Położyłam głowę na jego piersi, a on mnie objął. Słyszałam bicie jego serca, płytki oddech i czułam zapach, jego męski zapach. Pocałował mnie w czoło, a ręką smyrał po plecach. Pomimo tego, co się wcześniej wydarzyło, czułam się przy nim bezpieczna. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby ogarnął mnie sen. 

  – Wstawaj kochanie – usłyszałam cichy szept, a następnie poczułam ciepłe wargi na skroni. W odpowiedzi wymamrotałam coś niezrozumiałego i wtuliłam twarz w poduszkę.
  – Albo sama wstaniesz, albo ja ci w tym pomogę – złożył kilka pocałunków na moich plecach. Przykryłam się cała kołdrą, uniemożliwiając mu dalsze całusy. Wciąż byłam zmęczona i chciałam dalej spać. Już myślałam, że zostawił mnie w spokoju, gdy nagle kołdra została ze mnie zerwana. Gabriel złapał mnie za nogi i pociągnął w do siebie. Zanim dobrze otworzyłam oczy, zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się wniebogłosy.
  – J..już wystarczy! Wstaje! – krzyknęłam, a Gabriel przestał mnie łaskotać.
  – No – cmoknął mnie w policzek. Gdy się ode mnie oderwał, złapałam go za szyję i z powrotem przyciągnęłam.
  – Nie możemy jeszcze chwilkę poleżeć?
  – Ale tylko chwilkę – zapewnił, namiętnie mnie całując. Po chwili obydwoje leżeliśmy w łóżku. Jego dłonie błądziły po moich plecach, a moje spoczęły na jego piersi. Jego pocałunki były delikatne i zachłanne. Czułam jak przez moje ciało przechodzi fala dreszczy. Przeturlaliśmy się po łóżku tak, abym to ja teraz leżała na nim. Po chwili oderwałam nasze usta od siebie i oparłam brodę na dłoniach, które leżały na jego piersi.
  – Dobra, teraz to ja mogę wstać – oznajmiłam podnosząc się.

***

  – To dowiem się w końcu gdzie jedziemy? – po raz kolejny zapytałam zaciekawiona.
 Po śniadaniu chłopcy oznajmili, że zabierają mnie na wycieczkę, ale nie chcieli powiedzieć gdzie. Jedyne co z nich wyciągnęłam to to, jak się ubrać i czy coś ze sobą wziąć. Ubrałam krótkie jeansowe spodenki i lekką, zwiewną bluzkę bez rękawów. Do tego trampki i plecak, do którego wsadziłam czapkę, okulary przeciwsłoneczne, dwie butelki wody, aparat i parę owoców. Pojechaliśmy sami, bez żadnego szofera, ale oczywiście nie byle jakim autem – srebrny Wrangler, prawdopodobnie nowy. Za kierownicą siedział Tom, a ja przytulona do Gabriela, z tyłu. Już od dłuższego czasu jechaliśmy przez sawannę. Przyglądałam się krajobrazowi. Chociaż w pobliżu nic konkretnego nie można było zauważyć, oprócz uschniętych drzew, to w oddali rozciągały się przepiękne góry. Co chwilę robiłam zdjęcia. Chciałam je później narysować. O tak. Postanowiłam wrócić do malowania. Dzięki temu, mogłam chociaż przez chwilę oderwać się od codzienności.
  – Jesteśmy prawie na miejscu – powiedział Gabe, a następnie złożył delikatny pocałunek na mojej skroni.
  – Ale tu nic nie ma – stwierdziłam po dłuższym przyglądaniu się. Nie widziałam żadnych budynków, a tym bardziej ludzi. To było jakieś odludzie... Jedynie kilka zwierząt od czasu do czasu przebiegało.
 Nagle Tom zjechał z dróżki i zatrzymał się przed klifem. Mężczyźni wysiedli z auta, a ja po chwili do nich dołączyłam.
  – Widzisz to? – zapytał brunet, wskazując na drzewo. Podeszłam bliżej klifu, aby je dostrzec. Odległość między mną a rośliną była dość spora, dlatego nie mogłam zobaczyć, co tam jest.
  – Niczego nie widzę – odparłam, a chłopak podał mi lornetkę. Dzięki niej mogłam ujrzeć zwierzęta pod tym drzewem.
  – Kangury! – krzyknęłam uradowana. Pięć torbaczy leżało, chłodząc się w cieniu drzewa. –Podejdziemy do nich?
  – Nie możemy - odpowiedział Gabe. - Uciekną na nasz widok, albo nas zaatakują. Wolę nie ryzykować. – Na jego twarzy zagościł grymas, przez co wybuchłam śmiechem.
  – Więc, co wymyśliliście? – zwróciłam się do nich. Tom wyjął jakieś rzeczy z bagażnika, a Gabriel mu pomagał. Zabrałam z auta swój plecak i wyciągnąwszy z niego czapkę, założyłam na plecy.
  – Rowery? – zapytałam, unosząc jedną brew do góry. Za autem stały trzy rowery. Chłopaki wyciągnęli plecaki i założyli je na plecy.
  – Postanowiliśmy wybrać się na małą wycieczkę rowerową. W Filadelfii nie ma takich tras, więc tu możemy trochę poszaleć. – Brunet wyszczerzył do mnie zęby, tworząc uśmiech.
 Często wybieraliśmy się razem na wycieczki rowerowe, jednak zazwyczaj była to spokojna jazda bez żadnych atrakcji. Tu, to co innego. Widząc te wszystkie zbocza i góry, po których za niedługo będę mogła jeździć, w środku zrobiło mi się gorąco ze szczęścia. Wzięłam duży łyk wody i wsiadłam na rower. Po chwili mknęliśmy po zboczach.
 Po trzygodzinnej przejażdżce, zmęczona i spocona zatrzymałam się przy aucie. Dawno nie wykonałam tyle trików, jak dziś. Wjechaliśmy na górę i wszyscy razem zakończyliśmy downhill'em. Gdy żył Mike, uczył mnie różnych podstawowych sztuczek na swoim bmx'ie. To było jego hobby, a ja mu w tym towarzyszyłam. Żeby nie siedzieć i się nie nudzić, sam zaczął mnie uczyć. Potem Tom wprowadził mnie w świat ekstremalnych przejażdżek. Zeszłam z pojazdu i delikatnie położyłam go na ziemi. Wyciągnęłam z plecaka ostatnią butelkę wody i wypiłam ponad połowę jej zawartości.
  – Słabi jesteście – odezwałam się, gdy obydwoje zdyszani przyjechali. Posłałam im pocieszający uśmiech.
  – Uczeń przerósł mistrza – odparł Tom, kłaniając się przede mną. Gabriel podszedł do mnie i ściągnął mi białą czapkę z głowy. Objął w pasie i zetknął nasze usta w namiętnym pocałunku. Oparłam się o auto, a jego rower runął na ziemię.
  – A to za co? – zapytałam, odrywając się od niego.
  – To taka nagroda pocieszenia dla mnie – pocałował mnie w skroń, a ja roześmiałam się. – Nigdy więcej z wami nie jadę. To nie na moje nerwy. – Oznajmił, odrywając się ode mnie. Podeszłam do roweru z zamiarem podniesienia go, gdy poczułam silny ból w okolicy kostki. Głośno krzyknęłam, opadając na pojazd. Chwyciłam obolałe miejsce, a na mojej ręce pojawiła się krew. Noga strasznie mnie piekła. Odważyłam się spojrzeć na ranę. No pięknie. Ugryzł mnie wąż. Zaraz za kostką widniały dwie dziurki po ugryzieniu, z których spływała krew. Poczułam jak ktoś chwyta mnie pod ręce i podnosi. Byłam cała odrętwiała. Prawdopodobnie było to spowodowane paniką po ugryzieniu, a nie samym jadem.
  – Tom! Dzwoń po karetkę! – odezwał się Gabriel. Ułożył mnie płasko na ziemi i podniósł ugryzioną nogę.– Cholera. To była żmija. – Zaklął pod nosem. – Uważaj! Pełznie w twoją stronę!
 Czułam jak powoli odlatuję. Noga coraz bardziej mnie bolała. Pieczenie coraz bardziej się nasilało i co chwilę czułam kolejny nawał ciepła, rozchodzący się po całej kończynie. Spojrzałam na Gabriela, który właśnie ściągał koszulę. Rozerwał materiał i zawiązał go nad miejscem ugryzienia.
  – Karetka dojedzie za pół godziny. Spotkamy się z nimi po drodze – odezwał się Tom.
  – Podaj najpierw wodę! Trzeba to przemyć.
Mroczki coraz częściej pojawiały się mi przed oczami. Zaraz po tym, jak Gabe oblał mnie wodą, zimno coraz mocniej rozprzestrzeniało się po moim ciele. Wiedziałam, że zaczęłam się trząść. Chłopak podniósł mnie i razem wsiedliśmy do auta. Posadził mnie na swoich kolanach. Zraniona noga była unieruchomione, przez co musiałam mieć wyprostowane dolne kończyny. Gabriel gładził dłonią moje włosy, co chwilę składając delikatne pocałunki na głowie.
  – Wytrzymaj jeszcze chwilkę – wyszeptał cały roztrzęsiony. Wiedziałam, że się martwi. Cały czas nic się nie odzywałam. Byłam zbyt przerażona tym co się stało, aby wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Nawet łzy nie spływały po moich policzkach. Pozwoliłam sobie zamknąć oczy, gdy ogarnęła mnie fala zmęczenia.
  – Tom! Szybciej! Ona odlatuje! – krzyknął szatyn. - Przyśpiesz, albo cię kurwa zabiję! – znów krzyknął. Na to ostatnie słowo, oprzytomniałam. Chłopak wypowiedział jeszcze kilka gróźb skierowanych w stronę kierowcy. Zrozumiałam kilka z nich, jednak cały czas bębniło mi w uszach słowo „zabiję”. Znów je użył. A jeśli zrobi coś Tomowi? Chociaż straciłam do niego zaufanie, to nie chciałam aby stała mu się krzywda. Chwyciłam Gabriela za rękę i ścisnęłam.
  – Nie rób mu krzywdy – wyszeptałam. – Wystarczy, że on jest mordercą – dodałam, po czym nastała ciemność.

***
GABRIEL

 Siedziałem na korytarzu, czekając na jakiekolwiek wiadomości od lekarza. Po przetransportowaniu jej do szpitala, zniknęła wraz z opieką medyczną za drzwiami jakiejś sali. Przez większość drogi była nieprzytomna, a ja obawiałem, że ją stracę. Cholernie się bałem, że ten pieprzony wąż mógł jej coś zrobić. Jedynie co wiedziałem to to, że był on adowity i muszą podać jej surowice, inaczej tego nie przeżyje. Ze złości zacząłem walić w ścianę, wyładowując swój gniew. Poczułem świeże rany na dłoni. Zdarłem skórę z kostek.
  – Uspokój się – odezwał się Tom, odrywając mnie od ściany. – To walenie nic ci nie da. Jedynie sam się zranisz.
  – No i zajebiście! – krzyknąłem. – To ja powinienem tam leżeć, a nie ona! Pieprzona żmija. – Kopnąłem krzesło, które rozwaliło się od silnego uderzenia.
  – Stary, usiądź i się zamknij. Chyba, że chcesz abym zawołał pielęgniarkę, aby podała ci jakiś środki uspokajające. – Opadł na krzesło obok mnie.
  – Dobra – odezwałem się naburmuszony. Zająłem miejsce obok niego i postanowiłem poczekać w spokoju, na jakiekolwiek wiadomości.
 Po godzinie podeszła do nas pielęgniarka.
  – Panowie są z rodziny pani Hathorn? – zapytała swoim groteskowym tonem.
  – Tak. Ja jestem jej bratem, a to jej narzeczony – odezwał się Tom. Pielęgniarka zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem, następnie jej spojrzenie powędrowało na Toma. Może nie łączyły ich więzy krwi, ale byli dla siebie jak rodzeństwo.
  – Jej stan jest stabilny. Na szczęście dobrze się nią zajęliście. Gdybyście nie założyli opaski uciskowej, jad dostałby się do serca... Krótko mówiąc mogłoby być już po niej. Trucizna została wydalona z jej organizmu. Za niedługo powinna odzyskać przytomność, więc będziecie mogli z nią pogadać. Przez parę dni będzie miała spuchniętą nogę, ale przepiszemy maść, antybiotyk i zimne okłady. Na pewno to jej pomoże. – Uśmiechnęła się do nas pocieszająco.
  – Możemy się z nią zobaczyć? - zapytałem.
  – Jasne. Niestety, rozmawiać możecie dopiero za jakieś dwie godziny. – Spojrzała na papiery, które trzymała w ręce – Leży w sali czterysta trzy – powiedziała i od nas odeszła. Minąłem Toma i ruszyłem pod wskazaną salę. Poczułem jak ktoś chwyta mnie za ramię.
  – Musimy pogadać – oznajmił brunet. Spojrzałem na niego rozzłoszczony. Chciałem jak najszybciej spotkać się z All. Ta długa rozłąka nie działała na mnie zbyt dobrze. – Słyszałeś, co powiedziała zanim zemdlała?
  – Tak. Ona słyszała naszą rozmowę z Wandą. Tom, musimy jej w końcu powiedzieć prawdę.
  – Nie możesz! Musimy ją chronić, a prawda w tym nie pomoże.
  – Ty nie rozumiesz. – Pokręciłem głową. – Nie chcę jej okłamywać. To nie jest w porządku wobec niej. Nie potrafię jej więcej oszukiwać – wyznałem. – Jeśli ty jej nie powiesz, to ja to zrobię.
  – Dobrze. Powiemy jej, ale nie teraz. Daj mi czas. Muszę to wszystko jakoś ogarnąć. –  Uśmiechnąłem się wdzięcznie. Sam fakt, że chciał jej powiedzieć mi wystarczył. Kiedy jej powie? To już nie moja sprawa. Ważne, że to zrobi. Dziś, jutro, w przyszłym tygodniu czy za miesiąc. Było mi obojętnie.
  – Mogę do niej iść? – zapytałem, patrząc na swoje ramię, które było ściśnięte dłonią bruneta.
  – Tak – uśmiechnął się i mnie puścił, a ja jak najszybciej ruszyłem do dziewczyny.


***
Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy!

Tak oto kolejny rozdział, który miał być mój, no ale w większości został napisany przez Seoannee :D Mam nadzieję, że się wam spodoba i, że Seoannaa nie zabije mnie za poprawki ^.^ Zgadnijcie, na kim sprawdzała, jak ile kresek Wanda zostawiła na ramieniu Ali? :D
Pozdrawiam
Katarina 

3 komentarze:

  1. Serio? Ej no musiałam sprawdzić ile pazurów jej wbiła :c Ciesz się, że nie sprawdzałam jak głęboko mogła jej wbić xd
    Tak wgl, to w połowie mój, bo ty też mi pomagałaś, zwłaszcza kiedy pomyliłaś sufit z ścianą :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział i z niecirpliwosciom czekam na następny
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyne do czego mogę się doczepić na szybko - oczywiście mój brak czasu mnie dobija -,- - to ten monolog pielęgniarki:
    "- Jej stan jest stabilny. Na szczęście dobrze zajęliście się nią. Gdybyście nie założyli opaski uciskowej, jad ostałby się do serca... Jednym słowie mogłoby być już po niej. Trucizna została wydalona z jej organizmu. Za niedługo powinna odzyskać przytomność, więc będziecie mogli z nią pogadać. Przez parę dni będzie miała spuchniętą nogę, ale przepiszemy maść, antybiotyk i zimne okłady. Na pewno to jej pomoże." - na pewno nie powiedziałaby "za niedługo" nie jestem pewna czy w ogóle taki zwrot istnieje w polskim języku. Nie wystarczyłoby zwykłe "niedługo"? Niepotrzebne to "za". I nie wydaje mi się, by powiedziała "pogadać". Porozmawiać tutaj lepiej by pasowało, zwłaszcza, że "pogadać" masz kilka linijek potem użyte. "...dobrze się nią zajęliście..." - czy tak nie brzmiałoby lepiej? Nie znam się tak dobrze na polskim, ale coś mi świta, że chyba nie powinno się pisać zaimka na końcu zdania. reszta według mnie jak najbardziej ok. Może wcześniej były jakieś błędy... Jak tylko znajdę czas - może w weekend - to postaram się wyłapać błędy w następnych rozdziałach. I zwracam Waszą uwagę na powtórzenia czasownika być. Często go używacie. Jak dla mnie zbyt często. Czasem to staje się irytujące. A przecież mam tyle pięknych czasowników zamiennych!
    No ale czas Was pochwalić!! Bardzo mi się podobały te dwa rozdziały! Dla mnie za dużo ich czułości było - ale to ja, mnie się w tej kwestii nie dogodzi, więc się nawet nie wypowiadam ;p Cudowne pomysły!! Podoba mi się, że główna bohaterka jest taka spostrzegawcza. Niektórzy autorzy blogów piszą, że bohaterki to takie niezdary i to mnie czasami wkurza. Oczywiście, z czymś tam mogą sobie nie poradzić, mogą zachować się jak dziecko w jakiejś sytuacji - u Was All przecież dzieckiem jeszcze jest, więc się nie dziwię. Podoba mi się właśnie to, że nie robicie z niej pustej idiotki, która bez swojego mena nie wytrzymałaby godziny ;p
    Ciekawią mnie również postacie Gabe'a i Toma. Jakoś wcześniej mi All i Gabe nie pasowali do siebie, ale już powoli zaczynam się przyzwyczajać do tej myśli ;p I nawet jest z nich niezła para. Co do Toma to mam sprzeczne uczucia. Tak go na początku lubiłam!! Mam nadzieję, że jednak nie będzie jakimś sadystycznym mordercą, nie wiem...
    Obiecuję, że jak tylko znów znajdę czas, to zajrzę ;p Bo bardzo mnie intryguje ta historia i Wasze pomysły są często zaskakujące - to ze słoniem - uśmiałam się jak nie wiem - i to z tą żmiją - serce na moment chyba mi stanęło....
    Pozdrawiam serdecznie! I życzę weny, chociaż mogłybyście tak szybko nie dodawać rozdziałów, bo nie zdążę nadrabiać ;p Bo są mega długaśne!
    Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń