piątek, 28 marca 2014

Nowy początek

          Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu wypuściłam zrezygnowana głośno powietrze i wróciłam do pokoju, gdzie ubrałam się szybko w swoje ciuchy, które już wcześniej sprowadziłam do tego mieszkania. Sukienkę od razu postanowiłam wyrzucić. Pomimo tego, że nie była za stara wiązała się z przykrymi wspomnieniami. Zastanawiało mnie jedno. Co oni z nim zrobili? Przecież, skoro Tom potrafił przywalić Gabriel'owi za głupiego esemesa, to co on zrobiłby jemu? No cóż, nie chciałam do tego wracać, więc nawet nie zamierzałam pytać. Wróciłam do kuchni i napotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami chłopaków.
- Gdzieś się wybierasz?- odezwał się Tom upijając następnie kilka łyków kawy.
- Wracam do domu- oznajmiłam jakby nigdy nic.
- Wszystko w porządku?- zapytał Gabe podchodząc do mnie. Chciał mnie objąć, ale ja zwinie wyswobodziłam się z jego ramion. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Słuchajcie, ja naprawdę dziękuje wam za to, że mi wczoraj pomogliście, ale to nie zmienia faktu, że jestem na ciebie zła- wskazałam na szatyna. Ten opuścił głowę w dół. Wiedział o co mi dokładnie chodziło. Już nie przejmowałam się jego reakcją na moją niezapowiedzianą wizytą, ale bardziej przejmowałam się Josh'em, który niesłusznie oberwał.- Wracam do domu. Odezwę się za parę dni do was- rzuciłam wychodząc. Tomas wybiegł za mną i zaproponował podwózkę, jednak ja już zamówiłam taksówkę. Po drodze wstąpiłam do sklepu, żeby zrobić jakieś zakupy. Nie zdążyłam zjeść śniadania, a lodówka była pusta... Na szczęście ze sklepu do domu nie było aż tak daleko. Chociaż z dwoma wypchanymi reklamówkami w dłoniach, droga strasznie się ciągnęła... Z torebki wygrzebałam klucze i już po chwili byłam w środku mojego mieszkania.                Położyłam zakupy na blacie i pierwsze co to poszłam do łazienki, aby wziąć prysznic. Opatulona spojrzałam na siebie w lustrze. Na policzku widniało delikatne zadrapanie. Kolana również miałam zdarte. Do tego jego obleśne palce miałam odbite na ramieniu, powodując w ich miejscach kolorowe siniaki. Miałam ochotę zaszyć się w kącie i więcej nie wychodzić. Czułam obrzydzenie do siebie, ale w sumie przecież nic się nie stało. Chociaż bardziej dręczyło mnie sumienie, że pozwoliłam aby jakiś obcy facet aż tak się do mnie zbliżył.
No pięknie All, nawet sama nie potrafisz się obronić. Jak zwykle jesteś od kogoś zależna.
Ten cichy głosik rozchodził się po mojej głowie. Oczywiście miał rację. Stałam się zależna od innej osoby. A tego chciałam uniknąć. Po co tyle męczyłam się, aby w końcu do czegoś dojść w życiu? Tyle mojej pracy poszło po prostu na marne... Nie mówiąc już o szkole... Zostały ostatnie dwa tygodnie wakacji i czekała mnie ostatnia klasa z tymi idiotami. A potem co? Studia?
Prychnęłam.
Jeśli mnie nie przyjmą do mojej wymarzonej szkoły, to jak to dalej będzie wyglądać? Musiałabym się zająć sztuką...
Właśnie tak!
Teraz moim priorytetem stanie się praca, a o szkołę pomartwię się później.
Ubrałam długie spodnie, aby mogły zakryć obite kolana. Na siniaki niestety nic nie poradzę, ale za to rana na policzku została zaklejona małym plasterkiem. Założyłam luźną bluzkę, a włosy spięłam w kok. Odświeżona i czysta wróciłam do kuchni, gdzie rozpakowałam zakupy. Zrobiłam sobie kawę, a następnie zasiadłam na kanapie. Opatuliłam się kocem, a na kolana położyłam laptopa. Szukałam nowego pomysłu na obrazy. Coś, co mogło być dla mnie inspiracją.
- Albo ktoś- pomyślałam słysząc ciche pukanie do drzwi. Po ich otwarciu ukazał się Josh. Widząc mnie zauważyłam przerażenie na jego twarzy. Zaśmiałam się.
- All, co ci się stało?- nie pytając o pozwolenie wszedł do środka. Złapał mnie za podbródek i lekko uniósł do góry, aby lepiej przyjrzeć się ranie.
- Spokojnie Josh- delikatnie go odepchnęłam.- Jakiś idiota wczoraj rzucił butelką w mur, gdy wracałam i oberwałam odłamkiem. To nic wielkiego. Mała rana.
Odetchnęłam z ulgi, gdy mnie puścił. Na szczęście siniaki były zakryte, więc uniknę dodatkowych pytań.
- Kawy?- zapytałam na co on skinął głową. Po chwili obydwoje siedzieliśmy na kanapie popijając napoje.
- Był u mnie dzisiaj twój chłopak- zaczął spoglądając na mnie. Wystraszyłam się.- Przeprosił mnie za tą całą akcję i myślę nawet, że się polubiliśmy- uśmiechnął się.
- A czy on ten no...
- Czy wie, że jestem gejem? Tak. Gdybyś tylko widziała jego minę. Nigdy nie widziałem bardziej speszonego gościa.- Obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Zdążyłam już trochę poznać Josh'a. No i przy okazji wpadł też jego chłopak... Mi to osobiście nie przeszkadzało, przez co chyba lepiej się z nim dogadywałam. Rozumiem, że napotkali się z wieloma niesłusznymi spojrzeniami czy też oskarżeniami, ale dla mnie to nie było nic nienormalnego.
Miłość nie wybiera.
- A jak Andree? Był zły za tego siniaka?
- Nie. Oczywiście na początku chciał mu dokopać, ale jestem pewny, że i Gabriel jego by załatwił. Opowiedziałem mu o całej sytuacji i o tym jak to wyglądało. W sumie nie dziwię się, że tak zareagował. Chłopak z dziewczyną pod jednym kocem w ciemności? To zrozumiałe...
- Oj ty już go tak nie broń!- skarciłam go. Gdyby nie działał tak impulsywnie to do niczego by nie doszło. Przecież to wszystko dało się wyjaśnić. - Więc co dzisiaj robimy?
- Właśnie! Ale ze mnie idiota... Miałem ci powiedzieć, że Gustavo chce się z tobą spotkać. No wiesz ta cała umowa. Napomniałem mu o darmowym mieszkaniu i jestem pewien, że będziesz miała to w umowie- uśmiechnął się, a ja rzuciłam mu się na szyje.
- Dziękuje!- pisnęłam.- O której mamy się spotkać?
- Jakoś popołudniu wpadnie do ciebie- na jego słowa zerwałam się jak wicher. Była już dwunasta a mieszkanie w ogóle nie posprzątane. Jeszcze trzeba było zrobić jakiś obiad...
- All spokojnie!
- No patrz jaki tu jest burdel! Mógłbyś mi pomóc, a nie tak siedzisz!
- Hm... Masz coś do żarcia?- rzucił jakby nigdy nic.- Nie jadłem śniadania...- zrobił minę przybitego psa.
- Lodówka jest tam- wskazałam palcem.- Zresztą ja idę sprzątać dom, a ty mógłbyś coś ugotować.
Otworzyłam szafkę pod zlewem, z której wyciągnęłam wiaderko i jakiś płyn do podłóg. Nalałam szybko wody do niego i wlałam kilka zakrętek tego płynu. Poczułam przyjemny zapach bzu. Postawiłam i zaczęłam zbierać wszystkie brudy. Wpadłam do łazienki i wrzuciłam wszystko do pralki, następnie ją włączając.
W ciągu godziny dom niemal lśnił czystością. Na dworze stało już wywieszone pranie, a cały salon, jak i kuchnia, pachniały bzem. Josh właśnie skończył robić obiad. Dostałam talerz pełny potrawki chińskiej. Ryż z mięsem i papryką, a do tego dość spora ilość przypraw. Tak jak lubię!
Wszystko zjadłam w ciągu pary minut, przez co rozśmieszyłam go.
Po obiedzie wszystko elegancko umył, przez co byłam zaskoczona. Znowu zasiedliśmy na kanapie i rozpoczęliśmy rozmowę.
        Po jakiś dwóch godzinach ponownie ktoś zapukał do drzwi. Tym razem wiedziałam kto to był. Josh zdążył już wyjść, więc zostałam sama z „szefem”. Otworzyłam drzwi i zostałam przywitana ciepłym uśmiechem starszego mężczyzny. Był po czterdziestce, a na jego głowie widniała już łysina. Po bokach miał ciemne włosy, a jego oczy były w kolorze szarym. Wyglądał sympatycznie. Zaprosiłam go do środka oczywiście proponując przy tym coś do picia.
- Widzę, że zdążyłaś się już urządzić- uśmiechnął się po czym wrócił do oglądania mieszkania.
- Nie miałam za wiele czasu. Jeszcze muszę dokupić parę rzeczy- przyznałam.
- No tak, ale to wszystko kosztuje. Nie chce zajmować ci dużo czasu więc przejdę do konkretów. Po pierwsze: to mieszkanie jest dla ciebie w prezencie jeśli, zgodzisz się wystawiać swoje obrazy w mojej galerii- zaproponował na co ja od razu przystałam. Nie dość, że dostanę w prezencie mieszkanie, to i moje obrazy będą publicznie wystawiane!- Po drugie: twoje wynagrodzenie będzie zależne od popularności prac. Chodzi mi o to ile w ciągu miesiąca odbędzie się wystaw, bądź ile obrazów wystawię. Ale dostaniesz podstawę, więc powinno starczyć ci na wszystkie potrzeby. No i po trzecie: materiały zostaną prawdopodobnie jutro dostarczone. Na dole w piwnicy jest niewielki magazyn, ale o nim dokładniej opowie ci Josh bo ja niestety muszę się już zbierać. Ważne, że w nim znajdują się potrzebne materiały, czyli płótna, farby i tym podobne- zrobił chwilę przerwy.- Dobra, więc to chyba wszystko co miałem powiedzieć. Zgadzasz się, czy masz jakieś zastrzeżenia?
- Nie oczywiście, że nie. Jestem panu bardzo wdzięczna, to więcej niż się w ogóle spodziewałam.
- Gustav, albo Gas, ale nigdy pan. Nie jestem aż tak stary- uśmiechnął się do mnie.- To ja już będę leciał. Tu masz mały prezencik na początek- podał mi czek. Spojrzałam na niego i wytrzeszczyłam oczy. Podziękowałam i odprowadziłam Gas'a do drzwi. Od razu po nim wpadł Josh.
- I jak?- zapytał wesoły. Pokazałam mu czek na co on się zaśmiał.- Każdy z nas tyle dostał. Wiesz już co chcesz zrobić z tymi pieniędzmi?
- Jak to co? ZAKUPY!- krzyknęłam.- Muszę jeszcze się urządzić, no i w końcu zaprosić ciotkę. Codziennie do mnie dzwoni i pyta kiedy może wpaść- sięgnęłam po bluzę.- Idziesz ze mną?
Chłopak bez większych pytań ruszył za mną. Po chwili znajdowaliśmy się w sklepie meblowym, gdzie zamówiłam ładny zestaw do sypialni. Stwierdziłam, że białe meble do szarego pokoju będą wyglądać idealnie. Kupiłam też telewizor. Wątpię aby bez tego można było przeżyć.
Oczywiście Josh pomógł wnieść moje nowe graty. Gdy już wszystko wypakowaliśmy i ustawiliśmy na miejscach, chłopak zaprosił mnie na spotkanie domowników. Miałam poznać resztę tej całej „rodzinki” i mieliśmy obgadać przygotowania do nowej wystawy. Niechętnie zgodziłam się. Chciałam wieczorem trochę odpocząć, ale trzeba w końcu ich poznać.
O ósmej pierwsi goście zaczęli przychodzić do mieszkania Josha. Ja siedziałam tam już od południa, więc pomogłam mu w przygotowaniach. Trzeba było załatwić coś do picia no i jakiś poczęstunek. Pierwszy przybył Ethan, który na mój widok wyszczerzył zęby w uśmiechu. Odwzajemniłam ten gest. Usiadł obok mnie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać. Tematy same jakoś przychodziły. Głównie rozmawialiśmy o jego pracy. Opowiadał mi jak tworzy swoje dzieła. Po jakimś czasie wyciągnął telefon z kieszeni i pokazał swoje napisy, które znajdowały się na murze.
Widząc te piękne mazaje wpadłam na pomysł.
- Mam do ciebie prośbę- zaczęłam niepewnie. Chłopak poprawił swoją czapkę krasnala i skinął głową abym dalej mówiła.- Bo widzisz ja teraz maluję pokój i pomyślałam, że mógłbyś zrobić mi taki wielki napis na ścianie obok łóżka. Co ty na to?
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się.- Mam kilka wzorów, to wybierzesz sobie coś. Zresztą na pewno chciałabyś żebym zrobił to jak najszybciej, więc może wpadnę jutro? Zajmie mi to kilka godzin..
- Dzięki- opowiedziałam uradowana. Pokój w sumie był gotowy, ale strasznie ciemny. Chciałam aby jakieś rysunki go rozjaśniły tylko, że ja nie miałam bladego pomysłu jak to zrobić.
Zaraz po dwunastej wróciłam do siebie. Byłam kompletnie wyczerpana, ale i jednocześnie zadowolona. Nie dość, że poznałam tylu wspaniałych ludzi, to i miałam załatwionego grafficiarza na jutro. Wyczerpana rzuciłam się na łóżku uprzednio się rozbierając. Sięgnęłam po koszulkę na krześle i ubrałam ją. Poczułam męskie perfumy Gabriela. Od razu zatęskniłam za nim. Za jego zapachem, dotykiem, głosem... Cały dzień nie odzywałam się do nich. W sumie oni do mnie też, ale rozumieli, że chce trochę odetchnąć. Leżałam tak jeszcze chwilkę, rozmyślając nad tym wszystkim. W końcu wszystko zaczęło się układać. Mam pracę, mieszkanie, chłopaka i przyjaciół. No, ale ja oczywiście musiałam ich zaniedbywać. Po kilku minutach pogrążyłam się w snach, wciąż rozmyślając jak to wszystko naprawić.
Już od rana nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu. Wstałam przed ósmą, z czego byłam bardzo dumna, gdyż zwykle budziłam się po dziesiątej. Po zjedzeniu śniadaniu i szybkim ogarnięciu się, poszłam do „magazynu”. Wyciągnęłam z niego niego niewielkie płótno i zestaw pędzli oraz farb. Gdy już to wszystko przyniosłam, rozłożyłam sztalugę na której postawiłam płótno. Przebrałam się w biały roboczy fartuch i wzięłam się za malowanie. Narysowałam jeden z moich ulubionych szkiców. Obraz miał przedstawiać dziewczynę. Dodałam kilka dodatkowych elementów jak na przykład papieros w dłoniach. Od razu zachciało mi się palić, więc zrobiłam krótką przerwę. Rozsiadłam się na tarasie i odpaliłam jednego peta. Z każdym wdechem zaciągałam się trującym dymem. Chociaż wiedziałam, że powinna to rzucić. Tak dla bezpieczeństwa i oczywiście zdrowia. 
         No, ale cóż... W końcu kiedyś musiałam się uzależnić i teraz było to trudne do wykonania. Zgasiłam fajkę i wróciła do środka. Upiłam kilka łyków kawy i ze zdziwieniem odwróciłam się w stronę drzwi z których dochodziło ciche pukanie. Powoli i niepewnie ruszyłam w ich kierunku. Gdy je otworzyłam ujrzałam Gabriela, który nieśmiało mi się przyglądał. Widziałam jak niepewnie tu przyszedł. Chciałam kilka dni od nich odpocząć, a tu proszę! Zaprosiłam go do środka, a następnie czule pocałowałam w usta. Gdy się od niego oderwałam ujrzałam... niedowierzanie?
- Już wszystko między nami dobrze?- zapytał cicho.
- A przyniosłeś coś do jedzenia? - uśmiechnęłam się, a następnie spoglądnęłam na papierową torbę, którą trzymał w drugiej ręce.
- Kupiłem pączki- położył paczkę i wpił się w moje usta. Brakowało mi tego. Tej czułości i delikatności. Po prostu tęskniłam za nim.
Przygarnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Objęłam go za szyję, a on wplótł mi dłoń we włosy. Po chwili przerwałam to wszystko, wybuchając śmiechem. Gabriel spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Ubrudziłam cię farbą- dźgnęłam go w brzuch. Na jego niebieskiej koszulce widniały szaro- czarne plamy. Pokręcił przecząco głową i ściągnął ją ukazując swój nagi i umięśniony tors.
- Masz może jakąś koszulkę?- zapytał rozbawiony.
- A nie możesz tak chodzić?-uśmiechnął się słysząc moje pytanie.
- Może jeszcze spodnie też mam ściągnąć?
- W zasadzie, je też masz brudne- wskazałam na uda, gdzie znajdowały się niewielkie plamy farby. Gabe spojrzał na siebie i po chwili stał już w samych bokserkach. Wzięłam brudy i poszłam do łazienki. Kilka minut pod wodą i trochę płynu zmyły wszelkie ślady mojej działalności. Wywiesiłam mokre ubrania na zewnątrz i sama się przebrałam. Usiadłam obok chłopaka i wtuliłam się w jego nagą pierś.
- Więc co robimy?- zapytał gładząc moje włosy dłonią. Oparłam brodę o jego klatkę piersiową i spojrzałam w jego oczy. Uśmiechnął się.
- Za niedługo przyjdzie Ethan pomóc mi malować pokój, więc przydałoby się ubrać- wstałam delikatnie się przy tym ociągając. Nie chciałam za bardzo go zostawiać. Malowanie pokoju czy leżenie z moim chłopakiem na jednej kanapie?
Odpowiedź była jasna.
Spojrzałam na niego i zauważyłam delikatny grymas na jego twarzy.
- Wciąż jesteś zazdrosny?
- Nie- pokręcił głową.- Jestem zły na siebie. Powinienem być przy tobie. Pomagać, a nie jacyś obcy ludzie mnie w tym wyręczają. To ja jestem twoim chłopakiem, a nie oni- odparł nadąsany. Wybuchła śmiechem widząc jego minę. Wydawał się taki urażony... Usiadłam rozkrokiem na jego kolanach i czule pocałowałam w usta. Gabe od razu odwzajemnił pocałunki. Po kilku minutach oderwałam się od niego i zmusiłam do wstania. Chłopak choć nie zadowolony, postanowił mi pomóc. Pojechaliśmy do sklepu, uprzednio wstępując do Tom'a aby ten mógł się przebrać.
          Wróciliśmy do domu z dwoma puszkami szarej farby. Przełożyłam malowanie z Ethan'em na przyszły tydzień, gdyż najpierw chciałam pomalować pokój. Oczywiście Gabriel mi w tym pomógł. Malowaliśmy wygłupiając się prawie cały czas. W końcu po czterech godzinach męki i sprzątania, mój pokój był nareszcie gotowy! Otworzyłam okno aby wywietrzyć pomieszczenie i przysunęliśmy meble w odpowiednie dla nich miejsca. Zastanawiałam się nad czarnymi dodatkami, ale stwierdziłam, że najwyżej coś domaluję potem. Wieczorem wraz z szatynem zamówiliśmy chińskie żarcie i rozsiedliśmy się przed nowiutkim telewizorem. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w krainie snów.
         Następnego dnia zaczęłam od podstawowych czynności. To właśnie był minus mieszkania samemu. Trzeba było zrobić zakupy, ugotować obiad i posprzątać... Na szczęście mieszkanie było prawie gotowe. Miałam w planach jeszcze narysowanie paru obrazów, no i musiałam zrobić coś z tą pustą ścianą w salonie. Niestety nie miałam bladego pojęcia co mogłoby się na niej znaleźć. Popołudniu zadzwoniła ciotka, że wpada do mnie z wizytą. No i kolejny problem... Nie chciałam żeby narzekała, więc musiałam się udać na te pieprzone zakupy. W sumie mogłabym zadzwonić do Gabriela aby ten wracając z pracy je zrobił, ale za nim on wróci, to ciotka zdąży przyjść. Sięgnęłam po kluczyki i zeszłam na dół.
       Na dworze zauważyłam czarne BMW, które stało naprzeciw mojego bloku. Miał przyciemniane szyby. Gdyby nie wyglądał tak nowo, to pewnie nie zwróciłabym na niego mojej uwagi. Wsiadłam do auta i pojechałam do supermarketu. Po dziesięciu minutach zaparkowałam na parkingu przed sklepem, a czarne auto zrobiło to samo.



Przepraszam za spóźnienie :c 
Ostatnio nie nadążam ze wszystkim xd Nie dość, że tyle nauki to i teraz kolejne problemy... Mam nadzieję, że się spodoba, a jeśli nie to wierzę, że Katarinie uda się napisać lepszy rozdział niż te moje bazgroły na szybko. Aż sama nie mogę się doczekać, aby przeczytać jej dzieło :D 
Pozdrawiam 
Seo 

środa, 19 marca 2014

Sadysta

               Byłam zrozpaczona. Czułam, że wszyscy się ode mnie odwrócili... Gabriel najpierw mnie po chamsku spławił, a potem przyszedł do mnie i bez przyczyny uderzył mojego znajomego; Tomas olał mnie bez powodu, a Josh wkurzył się i uciekł do swojego mieszkania. Martwiłam się o niego, bo od moich do jego drzwi prowadził krwawy ślad. Bałam się, że było mu coś naprawdę poważnego. Na dodatek mój przyjaciel miał wyłączony telefon. Zaklęłam i weszłam do siebie.
Nie minęło piętnaście minut, a usłyszałam pukanie do drzwi. Gdy je otworzyłam, stał w nich mój sąsiad.
To ty pukałaś? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.
Tak, to ja. Nic ci nie jest?! – Mierzyłam go wzrokiem, ale nie znalazłam najmniejszego uszczerbku jego ciała.
Nie otwierałem, bo musiałem zatamować krwotok z nosa. Nie chciała przestać lecieć – westchnął. – Przez twojego chłopaka – dodał jeszcze.
Ja cię naprawdę przepraszam. Nie wiedziałam, że tu przyjdzie i, że będzie mu przeszkadzało, że ze mną siedzisz. Naprawdę cię przepraszam – tłumaczyłam się jak dziecko.
Cii – przerwał mi. – To nie twoja wina. – Zamiast ja jego pocieszać, on pocieszał mnie.
Może i nie moja, ale nie wiem, co się z nim dzieje. Czasami wydaje mi się, że wcale go nie znam. On taki nie jest... Chyba...
– Nie płacz – powiedział.
                 Na początku nie zrozumiałam, o co mu chodziło. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że płakałam i to przez mojego chłopaka. Zdarzyło mi się to pierwszy raz: zastanawiałam się, jak można płakać przez jakiegoś idiotę. Teraz rozumiałam, bo to był mój idiota. Postanowiłam jednak, że nie będę użalać się nad sobą. Kochałam go i byłam pewna, że to się wyjaśni. To była bezpodstawna zazdrość, a ja nie zrobiłam nic złego, więc wiedziałam, że się pogodzimy.
Wejdziesz? – zapytałam, odsuwając się od drzwi.
Już jest za późno, więc lepiej pójdę spać. Do siebie – dodał po chwili, wskazując na wejście do jego mieszkania.
Przytaknęłam i rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę.
                Usłyszałam jakiś huk. Zdezorientowana otworzyłam oczy. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jestem u siebie w pokoju, w swoim łóżku, w nowym mieszkaniu. Była jedenasta. Włączyłam telefon i przejrzałam wiadomości. Trzydzieści dwa nieodebrane połączenia od Toma i dwa od Gabe'a. No i esemesy. Kilka od mojego chłopaka z przeprosinami, a cała reszta od jego przyjaciela z zapytaniem, co się stało.
Usłyszałam znowu ten dźwięk. To ktoś dobijał się do drzwi. Powolnym krokiem wstałam i poszłam zobaczyć kto to. Wyjrzałam przez judasza i zobaczyłam Toma, który rozmawiał przez telefon.
Jak to nie denerwuj się?! – krzyczał. – Wczoraj dostałem od niej esemesa z prośbą o pomoc. Jak się obudziłem to zostawiłem Sophie i przybiegłem do niej, a ona nie otwiera! – tu zrobił dłuższą pauzę. – Dobra, masz rację. Wkurzy się, jak jej wyważę jej drzwi.Kolejna pauza. – Dobra, już do ciebie jadę, zobaczymy, co dalej.
No tak, głupi esemes. Z jednej strony żałowałam, że mu go wysłałam, ale strasznie bałam się o Josha. Z drugiej cieszyłam się, że go obchodzę. Wolnym krokiem udałam się w stronę balkonu.


***Tomas***

               Zszedłem na dół i wsiadłem do samochodu. Strasznie bałem się o Allis. Najgorsze było to, że to przez moją przeszłość mogła stać jej się krzywda. To właśnie przeze mnie nie mogła żyć normalnie, chociaż o tym nie wiedziała. Ruszyłem w kierunku domu z nadzieją że w końcu się odezwie. Chciałem również, aby Sophie nie była na mnie zła. Wychodziłem, gdy ona jeszcze spała, więc mogła pomyśleć, że zostawiłem ją i uciekłem. Ja nie byłem taki. Chociaż może?
Moje rozmyślania przerwał dźwięk esemesa. Zerknąłem na ekran. Allis. Szybko zjechałem na pobocze i przeczytałem jego treść.
Zostawcie mnie w spokoju. Ty i Twój kolega.
Zakląłem. Próbowałem do niej zadzwonić, ale mnie odrzuciła i wyłączyła telefon.
Ty idioto! – pozdrowiłem przyjaciela, wchodząc do domu. – Ty pieprzony idioto!
Znalazłem go w kuchni. Stał przy oknie. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
Stary, co się stało? – spytał zaskoczony.
– Co się stało?! – wyrzuciłem. – Lepiej powiedz, co jej zrobiłeś! – ledwo panowałem nad sobą.
Nic jej nie zrobiłem! O czym ty gadasz?! – zrobił krok w moją stronę.
Wyładowałem swoje emocje wymierzając mu celny prawy prosty. Zatoczył się i upadł na ziemie; od razu się podniósł i rzucił na mnie. Tarzaliśmy się po ziemi, próbując się wzajemnie pozabijać. Z racji tego, że w walce wręcz byłem trochę lepszy od niego, zaraz znalazłem się na nim. On oczywiście skutecznie się bronił, bo był prawie tak dobry jak ja. Po chwili udało mu się zmienić pozycję. On od razu wstał i podniósł ręce do góry, dając mi do zrozumienia, że się poddaje.
Dowiem się, o co ci dokładnie chodzi? – spytał zdyszanym głosem. Gdy pokazałem mu esemesa, nie mógł uwierzyć.
Dowiem się, co się wczoraj stało? – starałem się być spokojny.
Przyszedłem do niej, a ona siedziała z tym Jake'iem.
Josh'em – poprawiłem go, a on wrogim spojrzeniem dał mi do zrozumienia, że nie jest to teraz ani trochę ważne.
Oglądali telewizor i pili piwo. Jeszcze trochę, a zaczęliby się przytulać! Tak mnie to zdenerwowało, że dałem mu po pysku, a ona wyrzuciła mnie! Rozumiesz to? – powiedział smutnym głosem.
Tylko tyle? – nie dowierzałem.
A co sobie myślałeś? Że ją zgwałciłem, albo coś w tym stylu? Stary, ja ją kocham! – Popatrzył na mnie wzrokiem zbitego psa, aż było mi go szkoda.
Uważasz, że cię zdradziła? – podsunąłem pomysł.
Nie wiem. Ufam jej...
Masz rację. Ona nie jest taka – przyznałem. – Obiecuję ci, że znajdziemy ją i wszystko sie wyjaśni – obiecałem. – Ale najpierw zajmijmy się twoim okiem. Zobacz jak wyglądasz – dodałem.
Całe oko robiło mu się fioletowe i zaczynało puchnąć. Wiedziałem, że All się to nie spodoba...

***Allison***


                Gdy zgasiłam kolejnego papierosa, znów usłyszałam pukanie. Westchnęłam i powoli zobaczyłam kto to. Mój sąsiad ładnie ubrany czekał, aż mu otworzę.
Hej – rzuciłam na przywitanie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem nieuczesana i w piżamie.
Och, mam nadzieję, że cię nie obudziłem – posłał mi przyjacielski uśmiech.
Nie, wstałam jakieś pół godziny temu – przyznałam. – Wejdziesz?
Hm – zaczął. – Może od razu przejdę do rzeczy. Chciałbym, abyś bliżej wieczora poszła ze mną do klubu. O ile to nie jest dla ciebie problem...
Wiesz co? Powiem ci szczerze, że po wczorajszych wydarzeniach nam obydwu się to przyda.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że naprawdę tego potrzebuję, ponieważ gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, łzy pociekły mi po policzkach. Byłam wykończona, mimo że dopiero wstałam. Miałam ochotę się trochę napić. No dobra, chciałam upić się do nieprzytomności i przez chwilę zapomnieć o wszystkim.
***
                Godziny ciągnęły mi się niemiłosiernie, ale w końcu nadeszła osiemnasta. Teraz stałam przed małym klubem. Na sobie miałam czerwoną sukienkę, a do tego szpilki i kopertówkę w tym samym kolorze. Włosy spięłam w nieładzie, a twarz pokryłam lekkim makijażem. Josh odkąd mnie zobaczył, posyłał mi komplementy. Chciałam, aby na jego miejscu znalazł się mój ukochany, ale w głębi serca wiedziałam, że było to niemożliwe.
To tutaj – powiedział. – Coś nie tak? – odezwał się, widząc moją minę.
Znałam ten klub. Byłam tam raz i wcale mi się nie podobało. Drętwa muzyka i ludzie bez poczucia rytmu sprawili, iż żałowałam, że tam poszłam. Nie miałam ochoty znaleźć się kolejny raz w takiej sytuacji.
Wiesz co, znam lepsze miejsce, aby się dobrze bawić. Stąd mam, hm, jakby to powiedzieć, złe wspomnienia.
Nie ma sprawy, dawno nie byłem nigdzie indziej. Przyda mi się jakaś odmiana – rzucił w momencie, gdy zatrzymał taksówkę. Z racji tego, że było to trzy przecznice dalej, dojazd zajął nam tylko chwilę.
                Gdy wreszcie dostaliśmy się do środka, od razu poleciałam do baru. Wypiliśmy kolejkę. Już po tej jednej małej porcji alkoholu poczułam się trochę lepiej. Czułam też piekące ciepło w żołądku. Chwilę potem wskoczyłam na parkiet. Okazało się, że Josh jest doskonałym tancerzem. Umiał się poruszać, nawet śmiałam powiedzieć, że lepiej niż Tom i Gabe. Cieszyłam się, że go poznałam. Mimo tego, że nic o nim nie wiedziałam, lubiłam go. Tak po prostu. W głębi duszy czułam, że jest dobrym człowiekiem.
Po czwartym drinku oznajmił mi, że ma dość. Nie chciał więcej pić; w przeciwieństwie do mnie.
Może pójdziemy tam, gdzie mieliśmy pójść na początku – zapytał z nadzieją w głosie.
Ale ja się tutaj dobrze bawię – kategorycznie zaprotestowałam. – Podoba mi się. Poza tym mam ochotę się wyszaleć a tam, jakby to powiedzieć, ludzie są bardziej spokojni. Przyniosłabym ci tylko wstyd.W przeciwieństwie do mnie, nie podobało mu się tu. Po prostu nie był typem faceta, który jest wariatem i wygłupia się przy każdej okazji. – Nie chcę psuć ci zabawy. Idź, jak chcesz, ja sobie poradzę.
Nie zostawię cię samej – zaczął.
Jestem już duża, nie musisz mnie pilnować.Klepnęłam go w plecy. – Poza tym, widziałam gdzieś tu swoich znajomych – skłamałam.
Chyba, że tak. Mam tylko nadzieję, że nie będę miał cie na sumieniu.
Pożegnaliśmy się, a on odszedł. Westchnęłam, ponieważ wolałam bawić się z kimś niż sama. Po następnym drinku cały smutek i żal mi przeszedł. Zaczynało mi przyjemnie szumieć w głowie.
                   Poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się w jego poszukiwaniu i natrafiłam na chłopaka. Był mniej więcej w moim wieku. Wyglądał przyjaźnie. Nawet nie wiedziałam kiedy, a znalazł się tuż obok mnie.
Po jednym dla mnie i dla tej pięknej pani – powiedział do barmana.
Jak ci na imię? – Spoglądał mi prosto w oczy.
Megan – skłamałam. Nie widziałam potrzeby zawierać nowej znajomości.
Ian – posłał mi uśmiech. – Zatańczymy?
Już po chwili tańczyliśmy. Denerwowało mnie to, że co chwila niby przypadkiem jego ręka ocierała się o mój pośladek.
Idę do łazienki – rzuciłam, zostawiając go samego.
Gdy weszłam do środka, oślepiło mnie światło. Pomieszczenie nie było zadbane, wolałam załatwić się gdzieś za śmietnikiem, niż tam. Ściany były całe popisane, a koło ubikacji leżała zużyta prezerwatywa. Na szczęście z kranu leciała czysta woda. Nachyliłam się nad zlewem, aby umyć ręce. Gdy się podniosłam w pękniętym lusterku ujrzałam postać. Obróciłam się.
Przestraszyłeś mnie – powiedziałam nie tak spokojnie, jak chciałam. Ian stał przede mną, jednak nie powiedział nic. Bałam się. Czułam, że się pocę, a serce wali mi jak u królika. – Pójdziemy potańczyć dalej? – zapytałam, mając złudne nadzieje, że nie chce zrobić mi krzywdy.
Nigdzie nie pójdziemy – powiedział twardym, spokojnym głosem. – Zabawimy się. Tu. I. Teraz – robił przerwy między wyrazami.
                Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Bałam się tak, że sparaliżowało mnie. Podszedł do mnie bliżej, a ja zamknęłam oczy. Próbowałam zebrać myśli, ale nie bardzo mi wychodziło. Gdy jego ręka wylądowała na moim udzie i posuwała się w górę, ogarnęło mnie obrzydzenie. Jego usta były coraz bliżej mojej szyi. Nie wytrzymałam i zwymiotowałam prosto na niego.
                      Był tak zaskoczony, że odskoczył ode mnie. Wykorzystałam chwilę nieuwagi i zaczęłam uciekać. O dziwo, nikt nie zwracał uwagi na moją zapłakaną twarz, ani na słowa "pomocy". Biegłam co sił w nogach. Odruchowo złapałam się za kieszeń w poszukiwaniu telefonu, ale zdałam sobie sprawę, że jestem w sukience, a torebkę zgubiłam gdzieś po drodze. Chciałam uciec za budynek, ale gdy tylko skręciłam w uliczkę alkohol dał o sobie znać. Nogi mi się poplątały i wylądowałam na twardym betonie. Czułam, że zdarłam sobie kolana i dłonie, jednak nie to było moim priorytetem. Chciałam żyć.
Myślałaś, że mi uciekniesz? – powiedział spokojnie, a ja wiedziałam, że już mu nie ucieknę. Bardzo chciałam, ale nie miałam najmniejszej szansy. Skuliłam się i mocno zacisnęłam nogi razem.
***Gabriel***

Wybiegliśmy z klubu. Bałem się, że będzie za późno.
Allis! – zawołałem. – Allis!!
Tu jest! – był to głos Toma. Odwróciłem się i cofnąłem kawałek. Zobaczyłem ją leżącą na ziemi i jakiegoś typa, który się do niej dobierał. Myślałem, że pęknie mi serce. Taki widok był jednym z najgorszych, jakich się kiedykolwiek obawiałem. Ogarnęła mnie fala złości. Chciałem go zabić gołymi rękami, ale przyjaciel mnie wyprzedził.
Złapał go, ściągnął z niej i cisnął o ścianę. Gdyby nie powaga sytuacji, pomyślałbym, że to jak w matrix'ie. Ja podbiegłem do mojej ukochanej. Miała mocno zaciśnięte powieki.
Słyszysz mnie? – wyszeptałem. – Kochanie...
Zabierz ją stąd! – był to raczej rozkaz, niż prośba Toma.
Ale – zacząłem.
Nie ale, tylko bierz ją i jedź do domu! Ja się nim zajmę, a potem wezwę taksówkę i też przyjadę. Ewentualnie zadzwonię po ciebie. A teraz jedź! – pospieszył mnie.
                Wziąłem ją na ręce i przytuliłem do siebie. Spojrzałem jeszcze na winowajcę. Leżał cały we krwi, a mój przyjaciel okładał go pięściami. Czym prędzej pobiegłem do auta. Miałem tyle adrenaliny w żyłach, że wcale nie czułem jej ciężaru. Wydawała się ważyć tyle, co nic. Położyłem ją na tylne siedzenie i z piskiem opon ruszyłem w stronę mieszkania.

***Allison***

                    Otworzyłam oczy. Leżałam w samej bieliźnie w łóżku Gabe'a. Wszystko mnie bolało. Spojrzałam na swoje dłonie: były całe pozdzierane, tak samo jak kolana. Wtedy przypomniałam sobie co się stało. Postanowiłam, że nie będę płakać. Wzięłam sobie spodnie dresowe i koszulkę z szafy, wiedziałam, że się nie obrazi, jak pożyczę, i udałam się w kierunku łazienki.
Gdy byłam czysta, czułam się trochę lepiej. Poszłam do kuchni. Na mój widok wstali równocześnie i powiedzieli:
Jak się czujesz?
Gdyby nie to, że chciało mi się płakać, wybuchnęłabym śmiechem.
Chyba dobrze. Sama nie wiem...
Żaden z nich do mnie nie podszedł. Stali i gapili się na mnie, jak w obrazek.
Co z twoim okiem? – rzuciłam.
Spojrzeli po sobie i znów równo powiedzieli, tym razem inne słowa.
Dostałem drzwiami.
Huśtał się na krzesełku.
A teraz chcę usłyszeć prawdę – powiedziałam.
Huśtałem się na krzesełku.
Wpadł na drzwi.
Znów spojrzeli po sobie, karcąc się wzrokiem.
No dobra. Ja dałem mu w pysk.
Za co?! – zapytałam oburzona.
Dostałem tego twojego esemesa... – przyznał Tom. – Najpierw tego o pomocy... Byłem wtedy u Sophie... Ja... spędziłem z nią noc i odczytałem go dopiero rano. Od razu poszedłem do ciebie, ale mi nie otworzyłaś. Gabe mnie uspokoił przez telefon. Potem jednak dostałem kolejną wiadomość, tym razem napisałaś, że nie chcesz nas znać. To pomyślałem, że to on coś ci zrobił – wskazał na przyjaciela. – Przyszedłem i dałem mu w pysk. Niesłusznie.

***Tomas***
                       Otworzyłem komórkę i wszedłem do środka. Od razu poczułem zmianę temperatur. Od betonowych ścian czuć było chłód, na dodatek powietrze było strasznie wilgotne. Podszedłem do kupy szmat leżącej w rogu. Nie ruszała się, więc kopnąłem z całej siły. Usłyszałem wyczekiwany okrzyk bólu.
Wstawaj śmieciu – powiedziałem, aby dobrze pamiętał ten głos po śmierci.
Mimo tego, że obiecałem sobie, że już nie dokonam niczego, co miało związek z mafią, musiałem go skrzywdzić. Gdybym tego nie zrobił, żałowałbym do końca życia. Frajer chciał zgwałcić moją Allison, więc musiał się doigrać. Chciałem pokazać całemu światu, że ma się trzymać od niej z daleka. Miała mnie, Gabe'a, parę koleżanek i ciotkę. W tym gronie nie groziło jej żadne niebezpieczeństwo. Tego Josha też się musiałem pozbyć, chociaż nie wiedziałem, jak mam to zrobić. Wrzuciłem niejakiego Ian'a do samochodu i zablokowałem drzwi. Następnie udałem się w kierunku większego skupiska drzew.
                           Droga zajęła mi trochę ponad pół godziny, ale wiedziałem, że się opłaci. Wyciągnąłem go, a on mocno spadł na trawę. Wyjąłem mój ulubiony nóż, który kiedyś pokaleczył niejedną osobę. Zamiast go zabijać, rozciąłem węzy na nogach i knebel z ust, który przesiąkł śliną. Do kostki przywiązałem kilkumetrową linę.
Idź – nakazałem.
Frajer oczywiście musiał skorzystać z okazji i spróbować uciec. Pozwoliłem mu się rozpędzić, a następnie z całej siły pociągnąłem za koniec liny. Gościu z impetem uderzył o ziemię. Przez to, że miał związane ręce, nie mógł się podeprzeć i chyba złamał sobie nos.
Naprawę myślałeś, że pozwolę ci uciec? – powiedziałem z nutą kpiny w głosie. – Idź do przodu i lepiej na razie nic nie rób, bo będzie z tobą źle – mocnym szarpnięciem postawiłem go na nogi.
Posłusznie wykonał mój rozkaz. Od czasu do czasu dla zabawy powtarzałem numer z przewracaniem go i za każdym razem było to równie śmieszne. Jak na głupim filmiku, który trwa zaledwie pięć sekund. Replay, replay.
Stój – rozkazałem, po półgodzinnym marszu. – Tutaj, pod drzewem.
Nie rób mi krzywdy.Okazało się, że jest cały zasmarkany, a oczy ma zapuchnięte nie tylko od bicia.
To nie motyw rabunkowy. Swoim szlochem tylko ostrzysz moje noże – zacytowałem słowa piosenki.
Podobało mi się to. Czułem się, jak za starych dobrych czasów. Taka adrenalina i cierpienie innych było uzależniające. To musiał być mój ostatni raz. Chyba że, znów groziłoby coś All.
Kopnąłem go z całej siły w brzuch, a on zgiął się w pół.
Jak się nazywasz? – zapytałem.
Ian Barrow.
Kłamiesz.Znowu kop w brzuch. – Nazwisko.
Barrow.
Cios w brzuch.
Nazwisko.
Barrow.
Cios w brzuch.
Nazwisko.
Barrow.
Uśmiechnąłem się, bardziej do siebie, niż do niego.
Wiem, że nie kłamiesz. Sprzedał byś własną matkę, aby uratować skórę. Ale tak przyjemnie się ciebie bije. Tak mi przykro.
Tym razem biłem go tak długo, aż przestał oddychać.

***
Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy! :D
***
Napisałam to w jeden dzień, w pośpiechu, więc nie dość, że mało, to jeszcze niezbyt ciekawie. Następny będzie Seoaany, więc nadrobi za mnie, bo ma większy talent niż ja. Mam małe trudności, ponieważ nie mam komputera i nie wiem kiedy go będę miała, więc nie mam na czym pisać rozdziałów. Postaram się jednak to robić.
Pozdrawiam,





wtorek, 11 marca 2014

To nie moja wina.

   Wystawa okazała się wielkim sukcesem. Goście byli zachwyceni nowym odkryciem. Poznałam wielu właścicieli galerii, w których chcieli zaprezentować moje dzieła. Wzięłam od nich wizytówki, jednak nie zgodziłam się jeszcze. Moim jedynym warunkiem było to, abym stała się anonimowa. Chciałam malować pod pseudonimem Bella. Część z nich się zgodziła, inni zaś twierdzili, iż taki talent nie powinien być ukrywany i nie mogę się wstydzić tego kim jestem. Chociaż ja nie wstydziłam się. Po prostu nie chciałam być rozpoznawalna. Chciałam działać w ukryciu. Poznałam nawet Gustavo, który prowadził galerię, w której odbyła się moja ostatnia wystawa. Dziwny zbieg okoliczności, że się akurat tutaj znalazł, ale nie marudziłam. Nie rozpoznał mnie, przez co byłam szczęśliwa. Chciał mnie wypromować. Stwierdził, iż jako Bella, będę mogła zawładnąć światem sztuki. Nie powiem, że mi to schlebiało... Uwielbiałam słuchać, gdy ktoś zachwycał się moimi obrazami. Kochałam malować, a słysząc, że komuś się to podoba, miałam coraz większą wenę. Umówiłam się z Gustavem, iż odwiedzę go w Stanach. Nie powiedziałam, że tam mieszkam. Po zakończeniu wystawy, wszyscy bezpiecznie wróciliśmy do domu. Oprócz Jess, która postanowiła spędzić tę noc ze swoim chłopakiem.
   Przekraczając próg domu, pierwsze co zrobiłam, to ściągnęłam te cholerne szpilki. Mimo że pasowały do stroju i bosko w nich wyglądałam, to ich wprost nienawidziłam. Gabriel szybko podbiegł i mnie podniósł. Buty wyleciały mi z ręki i, z hukiem, spadały ze schodów.
– Och, Gabriel!– pisnęłam zła.– Puść mnie, jestem zmęczona...
  Mimo moich sprzeciwów, chłopak zaniósł mnie do naszej sypialni. Dopiero zamykając drzwi, delikatnie postawił mnie na podłogę, wbijając się ustami w moje. Objęłam dłonią jego kark, a jego ręce spoczęły na mojej talii, od czasu do czasu zjeżdżając w dół. Nawet nie zauważyłam, gdy sukienka po prostu zsunęła się z mojego ciała, obnażając mnie w czarnej, skąpej bieliźnie. Trochę się zdenerwowałam. Pomimo tego, że widział mnie owiniętą w samym ręczniku, czy stroju kąpielowym, to teraz czułam się skrępowana całą tą sytuacją. Chłopak podniósł mnie, a następnie położył na łóżko, przykrywając swoim ciałem. Jego usta powędrowały w dół mojego ciała. Delikatne muśnięcia przyprawiały mnie o zabój, jednak coś mnie blokowało.
– Gabe....– wyszeptałam, a on podniósł głowę.– Ja...ja nie...
– Jeszcze tego nie robiłaś? – zapytał cicho. Pokręciłam przecząco głową.
– Nie mogę – powiedziałam bardziej stanowczym głosem. – Nie teraz...
– Dobrze – uśmiechnął się, całując mnie w usta. – Poczekam aż będziesz gotowa. – Złożył jeszcze kilka pocałunków na moich ustach. Położył się obok i przytulił mnie do siebie. Czułam zapach jego perfum. Wyszeptał ciche dobranoc i czule pocałował mnie w usta.


***

– All! Pośpiesz się! Zaraz się spóźnimy! – usłyszałam wołanie szatyna. Szybko przerzuciłam torbę przez ramię i zbiegłam na dół. Stanęłam w progu, ostatni raz spoglądając na ten cudowny dom, i zamknęłam drzwi. Dziś wracaliśmy do Stanów. Prawie trzy tygodnie poza domem, spędzona w tak cudownym miejscu. Aż zachciało mi się płakać, ponieważ musiałam zostawić to wszystko. Mimo tego, że Tom obiecał mi, iż od teraz, w każde wakacje, będziemy tu przyjeżdżać, nie było mi lepiej. Niektórzy po prostu nie rozumieją tej więzi, która połączyła mnie z tym krajem. Na początku myślałam, że to przez szkołę, ponieważ chciałam wybrać się tu na studia, ale tak naprawdę, chciałam zobaczyć to państwo, tylko dlatego, że moja matka tam była. Wszystko wydawało się inne, lepsze. Mama miała rację, to wspaniały kraj, i ja również chciałabym spędzić tu resztę swojego życia. Jednak ona nie mogła tego spełnić. Pomomo, że chciała się tu przeprowadzić wraz z moim ojcem, los miał dla nich inne plany. Zginęli w wypadku, jadąc po mnie. Miałam wtedy trzy, może cztery latka, gdy obydwoje chcieli spędzić swoją rocznicę, w wyjątkowy sposób. I wyjątkowo skończyli...ale przecież każdego to czeka. Niektórych po prostu wcześniej.
       Pożegnałam się z tym widokiem. Ostatni raz spojrzałam na dom i, wsiadłszy do auta, przytuliłam się do szatyna. Jak zwykle siedział ze mną. I dobrze, gdyż ciężko było mi patrzeć na niego, bez możliwości dotykania go. Tak przynajmniej mogłam się z tyłu rozłożyć, opierając o ukochanego, który od czasu do czasu po prostu całował mnie czule w usta. Wyciągnęłam z torby aparat, i zaczęłam przeglądać zdjęcia naszej czwórki. Pierwsze z nich, a zarazem ostatnie jakie tu zrobiłam, to było moje zdjęcie z Jess. Zrobiłyśmy sobie małą sesję na pożegnanie. Dziewczyna obiecała, że mnie odwiedzi, a ja trzymałam ją za słowo.
Następnym zdjęciem, które przykuło moją uwagę, była fotografia przedstawiająca mnie i Gabriela. To było kilka dni po naszym przyjeździe. Z tyłu domu znajdował się niewielki basen. Gabriel leżał na dmuchanym materacu, dryfując na wodzie. Po cichu podpłynęłam do niego i zrzuciłam go. Obudził się, wpadając do wody. Szybko zaczął się otrząsać i ruszył w moją stronę. Śmiejąc się, wyszłam z basenu i pobiegłam w kierunku domu. Gabriel był ode mnie szybszy i złapał mnie po drodze. Wylądowaliśmy na ziemi, a chłopak usiadł na mnie okrakiem. Unieruchomił moje dłonie, i przyssał się do moich ust. Co chwile pytając czy go przeproszę. Gdy przeczyłam, kręcąc głową, on znów mnie całował. Dotyk jego warg był taki przyjemny... Nie chciałam, aby przestawał. Jednak on długo tak nie wytrzymał. Leżąc tak na ziemi, zdążyliśmy szybko wyschnąć. Gabriel wstał i mnie podniósł. W zemście, razem ze mną, wskoczył do basenu. Tom zrobił nam w tym momencie zdjęcie. Miłe wspomnienie...
Na kolejnej fotografii był Tom. W momencie robienia tego zdjęcia on słodko sobie spał... ssąc przy tym kciuk. Po imprezie, obydwoje byli schlani. Ja jednak ograniczyłam alkohol, i słusznie. Rano wstałam bez żadnych problemów. Chłopaki jeszcze spali... Zjadłam śniadanie, a tuż przed obiadem, postanowiłam ich w końcu obudzić. Najpierw weszłam aby obudzić Gabriela, który leżał plackiem rozłożony na łóżku. Dosłownie. Jego ciało ułożyło się w literę X, tak jak do robienia aniołków w śniegu. Trochę pomarudził, ale w końcu wstał. Następnie wpadłam do pokoju Toma. Spał jak niemowlę. Otulony kołdrą, gdzie można było dostrzec tylko jego głowę i rękę. Szybko wróciłam się po aparat, aby upamiętnić tę chwilę.
           Następne zdjęcia przedstawiały nas w różnych miejscach. Prawie na każdym śmialiśmy się, lub mieliśmy wesołe miny. Oprócz tych, na których byłam z Gabrielem, bo wtedy to zawsze się całowaliśmy. Oglądając to wszystko i przypominając sobie miłe chwile spędzone z nimi, nie zauważyłam, że na zewnątrz zrobiło się ciemno. Już nie bałam się lotu, więc przytulona do szatyna, usnęłam.


– Nareszcie! – krzyknęła wesoła Nancy.– Wiesz jak się za tobą stęskniłam? – Blondynka rzuciła mi się na szyję, ledwo pozwalając na przekroczenie progu. Gabriel zatrzymał się jeszcze na parę dni u Toma, ale wiedziałam, że za niedługo będziemy musieli się rozstać... On mieszkał dość daleko, ale wiedziałam, że będzie mnie odwiedzać. Tak często, jak będzie to możliwe. Przyjechałam taksówką, aby ich już nie męczyć. Chociaż lot odbył się bez żadnych komplikacji, to i tak byliśmy wszyscy padnięci. Jutro mieliśmy się widzieć. Chciałam spędzić jak najwięcej czasu z Gabe'm. Bolało mnie to, że nie będziemy mogli się już tak często widywać...
– Już spokojnie – Klepnęłam ją w plecy. Powoli brakowało mi powietrza...
– Przepraszam. Po prostu się za tobą stęskniłam.
– Ja przecież też tęskniłam! – Przytuliłam blondynkę do siebie.
– Na pewno jesteś głodna. Chodź, zrobiłam twoje ulubione naleśniki z serem – powiedziała, ciągnąc mnie do kuchni. Pomimo tego, że nie byłam głodna, nie chciałam robić jej przykrości, a na naleśniki zawsze znalazłabym miejsce!
       Rozpakowałam swoje rzeczy i ułożyłam czyste ubrania w szafie, a brudne wrzuciłam do prania. W międzyczasie zaniosłam ciotce prezent, za który była mi bardzo wdzięczna. Kupiłam jej sweterek, w jej ulubionym czerwonym kolorze. Z zaciekawieniem słuchała, co się tam działo. Oczywiście ominęłam przygodę z wystawą. Tylko chłopaki i Jess o tym wiedzieli. I tak miało pozostać. Chciałam wrócić do malowania, ale zdecydowałam się robić to anonimowo. Nikt nie będzie mnie znał. 
        Siedziałam w pokoju, zastanawiając się nad swoją przyszłością. Podczas mojej nieobecności dużo się zmieniło. Przede wszystkim Nathaniel, chłopak ciotki, zamieszkał u nas. Nie podobało mi się to, że nie skonsultowała tego wcześniej ze mną. Przecież ja jeszcze tu mieszkam! Właśnie. Jeszcze... Skończyłam już osiemnaście lat, więc mogłam się wyprowadzić. Znaleźć jakieś niewielkie mieszkanie. Kawalerkę, abym mogła w niej malować no i oczywiście, żebył miała miejsce gdzie się przespać. Zapewne Tom zaoferowałby u siebie pokój, ale ja chciałam być samodzielna. Nie cierpiałam, gdy ktoś mi pomagał. Wolałam się pomęczyć w samotności, niż skorzystać z czyjejś pomocy. Leżałam tak, myśląc nad tym. Na swoim koncie miałam odłożone pieniądze, do których dołączyłam te z wystawy. Umożliwiłyby mi one wynajęcie mieszkania. Utrzymywać się mogłam z malowania, no i oczywiście pozostała kwestia szkoły... Został mi ostatni rok, a nie chciałam go zawalić. Byłam przecież wzorową uczennicą, która starała się o stypendium... Z zamysłu obudził mnie dźwięk wiadomości. Sięgnęłam po telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Gabriela:
" Piękna, masz ochotę na wieczorny spacer?"
" Z Tobą zawsze :*"– odpisałam szybko.
" Czekam pod Twoim domem. Pośpiesz się, tęsknię..."
Chwyciłam cienką bluzę i po cichu zeszłam na dół, próbując nie obudzić ciotki. Nathaniel był na wyjeździe biznesowym, więc nie musiałam się o niego martwić. Denerwował mnie. Wiedziałam jak postępować z ciotką. Co zrobić, aby jej nie obudzić i jak ją udobruchać, gdy jest na mnie zła. Pojawienie się tego gościa w niczym mi nie pomagało. Wręcz przeciwnie. Ale każdy zasługuje na szczęście, więc nie chciałam go oceniać pochopnie. 
        Otworzyłam po cichu drzwi, a w progu stał mój ukochany. Zaraz po zamknięciu ich, Gabriel przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Staliśmy tak chwilę, nie odrywając się od siebie.
– Nawet nie wyobrażasz sobie, jak teraz jest pusto w łóżku, gdy ciebie nie ma...– powiedział, gdy oderwałam się od niego.
– Będziesz musiał się do tego przyzwyczaić – Posmutniałam.– Za niedługo przecież wracasz do... – Chłopak zamknął moje usta swoimi. Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. 
– Nie wracam – oznajmił uśmiechnięty.
– Jak to? – zmarszczyłam brwi.
– Rozmawiałem dzisiaj z Tomem i uzgodniliśmy, że zostaję. Wynajmę u niego pokój.
Rzuciłam się na niego uśmiechnięta. Nie mogłam w to uwierzyć... Wszystko powoli się układało. Nie przypuszczałabym, że kiedyś będę jeszcze szczęśliwa...
    Wraz z Gabrielem przeszliśmy się do pobliskiego parku. Opowiedziałam mu o tym, co się tutaj działo. O tym, że teraz będę mieszkać pod jednym dachem z facetem Nancy, a także o swoich planach na przyszłość. Tak jak przypuszczałam, gdy Gabriel dowiedział się o mojej wyprowadzce, od razu zaproponował miejsce u Toma. Wciąż mnie namawiał, wyszukując co rusz, nowego argumentu.
– Dobra!– zgodziłam się podirytowana.– Jeśli w ciągu dwóch tygodni nic nie znajdę, to przeprowadzę się do was.
– W ciągu tygodnia – poprawił chłopak, szczerząc się do mnie.
– Niech ci będzie – Naburmuszyłam się.
– Jesteś taka słodka, jak się denerwujesz...– wyszeptał, wpijając się w moje usta.
Kilka minut przed dwunastą znajdowałam się w swoim pokoju, machając chłopakowi z okna. Ten uśmiechnął się i wsiadł do swojego auta. Położyłam się do łóżka, uprzednio ubierając piżamę.
" Mam rozumieć, że koszulki już nie odzyskam?"– Otworzyłam oczy na dźwięk esemesa.
" Nie. Chyba, że w zamian dasz mi inną. Ta już przestała Tobą pachnąć :c "
" Zobaczę co da się zrobić".– Nie odpisałam. Byłam zmęczona i chciałam jak najszybciej usnąć. Obróciłam się na bok, ale sen nie przychodził. Wierciłam się na wszystkie możliwe strony i po pół godzinie, po prostu zrezygnowałam z zaśnięcia. Zapaliłam lampkę nocną, a z torby wyciągnęłam szkicownik. W dłoni już znajdował się ołówek, a moja ręka błądziła po papierze, kreśląc różne kształty. Słysząc jakieś dziwne odgłosy na zewnątrz, odłożyłam zeszyt i wstałam. Wyszłam na balkon, jednak nic nie zauważyłam. Gdy już miałam wchodzić do środka, znów rozległ się dźwięk, tym razem pod moim balkonem. Zaniepokojona wyjrzałam i zakryłam usta, próbując powstrzymać pisk. Chłopak wspinał się w moją stronę.
– Głupku! – Walnęłam go w ramię, gdy znalazł się obok mnie. – Omal nie dostałam przez ciebie zawału!
– Przepraszam. – Chłopak przyciągnął mnie do siebie i złożył delikatny pocałunek na skroni.
– Co ty tutaj robisz o tej porze?– zapytałam, ciągnąc go do swojego pokoju.
– Mówiłem, że coś z tym zrobię – powiedział, głupkowato się uśmiechając.
– Więc masz zamiar zostać dzisiaj tutaj na noc? – Uniosłam jedną brew ze zdziwienia. W sumie, to było słodkie...
– Tak – odparł stanowczo.
– A jeśli ciotka cie zobaczy?
– Nie zobaczy – zapewnił.– Rano wyjdę, więc nawet się nie dowie, że tu byłem.
 Usiadłam na łóżku, czekając aż się rozbierze. Starannie złożył swoje ubrania na krześle i w samych bokserkach, położył się obok mnie. Nie przypuszczałam nigdy, że można aż tak za kimś tęsknić. Przez te nasze wspólne noce, przyzwyczaiłam się do niego, więc nie powinnam być zdziwiona, że tak odczuwam jego braki.
         Budząc się rano, jego już nie było. Tak jak powiedział, zniknie nim zobaczy go ciotka. Otarłam zmęczone powieki i ruszyłam na balkon. Usiadłam na krześle, opierając swoje nogi o metalową barierkę. Sięgnęłam po paczkę papierosów znajdujących się na parapecie i wyciągnąwszy jednego z jego środka, odpaliłam a następnie zaciągnęłam się trującym dymem. Nie wiem czemu, ale w środku czułam dziwny smutek. Taką pustkę. Wyciągnęłam jeszcze jednego papierosa. Czułam, że bez dwóch teraz, nie podziałam zbyt długo. Wypalonego do filtra szluga, wrzuciłam do popielniczki i udałam się w stronę łazienki, czując smak  tytoniu w ustach.

           Od dobrej godziny siedziałam sama w kawiarni, popijając swoją ulubioną kawę z mlekiem. Akurat w tym lokalu robili najlepszą. Siedząc i delektując się napojem, czytałam gazetę. Otwarta była w strefie ogłoszeń. Szukałam wolnych mieszkań do wynajęcia. Nie drogich, ale i też nie tanich. Wiedziałam, że zbyt tanie oferty, kończyły się wilgocią na ścianach i w obskurnym budynku. Miałam pieniądze, więc mogłam sobie pozwolić na wynajęcie ładniejszego mieszkania. Znalazłam nawet kilka interesujących ofert. Zakreśliłam je kółeczkiem i zostawiłam gazetę na stole, idąc zamówić sobie kolejną porcję picia.
– Kawa z mlekiem – powiedziałam do sprzedawcy, który zalotnie się do mnie uśmiechał. Zignorowałam to, wiedząc, że Gabriel byłby zazdrosny, gdybym z wyłącznej grzeczności odwzajemniła ten gest. – I sernik – dodałam. Zapłaciłam za zamówienie i ruszyłam w stronę swojego stolika.
– Bella? – usłyszałam znany mi męski głos. Odwróciłam się z niedowierzaniem.
– Josh? Co ty tu robisz?– zapytałam, gapiąc się na niego. Chłopak podszedł i przytulił mnie.
– Mieszkam tu – zaśmiał się. – Zresztą, mógłbym zadać ci dokładnie to samo pytanie.
– Szukam mieszkania. – Uśmiechnęłam się. Usiedliśmy przy moim, wcześniej wybranym, stoliku.
– Ale tak ogólnie się pytam. Nie powinnaś być teraz w Australii?
– Nie – pokręciłam głową. – Jeśli chodzi o to, to ja też tu mieszkam, ale właśnie jestem w trakcie przeprowadzki, więc szukam nowego lokum – wyznałam.
– Li kbir!– krzyknął uradowany.– Masz szczęście, że mnie spotkałaś. – Puścił mi oczko.– Obok mnie jest wolne mieszkanie. Jest dość ładne i czynsz nie jest za duży. Na pewno ci się spodoba to miejsce!
– No nie wiem...
– Oj nie marudź! Chodź zaprowadzę cię tam. To tylko dwie ulice dalej – powiedział wesoły. Zgodziłam się, a po chwili znajdowaliśmy się już w drodze do budynku.

– To tutaj?– zapytałam zdziwiona.
– Nie podoba się? – Chłopak posmutniał.
– Nie! Skądże! Jest piękny. – Znów zmierzyłam wzrokiem budynek. Niby zwykły blok, jednak rysunki na ścianie temu przeczyły. Budynek składał się z trzech pięter. Każdy z nich przedstawiał jakąś scenę. Na parterze namalowane było piekło – dominowały ciemne, a w rogu siedział upadły anioł, gapiąc się w naszą stronę z nienawiścią. Pierwsze piętro ukazywało życie ludzkie. Typowa rodzinka, składająca się z czterech osób, właśnie urządziło sobie piknik pod drzewem.  Na drugim piętrze znajdowało się niebo. Kilka aniołów wpatrywało się w tą rodzinę, leżąc na chmurach.
– Wygląda, jakby mieszkali tu sami artyści. – Ten blok bardzo mi się podobał. Był niezwykły, inny i to było najważniejsze. Nie przypominał żadnego szarego budynku, który już z daleka wiał nudą.
– Bo mieszkają – stwierdził Josh, ciągnąc mnie do środka. – Tu na parterze są rzeźbiarze, a na pierwszym graficy. My zajmujemy ostatnie piętro. – Stanęliśmy przed windą, czekając aż metalowe drzwi otworzą się, wpuszczając nas do środka.
– My? – spojrzałam niepewnie na chłopaka.
– Tak my. Malarze. Ten blok został specjalnie dla nas stworzony. Już od kilku lat mieszkają tu artyści z różnych dziedzin. Gustavo zaplanował to wszystko. Wiesz, tak jesteśmy bardziej twórczy. Gdy otacza cię sztuka, twoja wyobraźnia rozszerza się, odkrywając nowe horyzonty. – śmiechnął się.
– Skoro to należy do Gustava, to chyba powinnam z nim porozmawiać?
– Niekoniecznie. Kazał mi znaleźć malarza do tego domu, więc znalazłem. Jeśli ci się spodoba to jest twoje.
Zatrzymaliśmy się na ostatnim piętrze. Znajdowały się tam cztery mieszkania. Dwa z nich, jak wytłumaczył mi chłopak, były zajmowane przez jakieś kapryśne divy. Już wiedziałam, że powinnam się trzymać od nich jak najdalej, a jego opisy o nich, wcale w tym nie pomagały. Dlatego też chciałam pozostać anonimowa. Sława potrafi dobić człowieka, robiąc z jego mózgu wodę sodową.
– Tutaj ja mieszkam, a ty tam – wskazał chłopak. Drzwi do mieszkań znajdywały się zaledwie dwa kroki od siebie. Ucieszyłam się. Wydawał się być sympatyczny, a zresztą, jeszcze nie wiadomo było czy wynajmę akurat to lokum. Josh otworzył wolne mieszkanie, a następnie wpuścił mnie do środka. Ze względu na cenę, która była śmiesznie niska, zaniemówiłam. Gotowa byłam ujrzeć jakąś spelunę, a tu proszę! Mieszkanie jakby nowe! Wielka przestrzeń przywitała mnie od progu. Na dole nie było żadnych pokoi. Wszystko było ze sobą złączone. Kuchnia, salon i hol, tworzyły jeden wielki pokój. Weszłam w głąb mieszkania. Po lewej znajdował się taras, a przed nim kręcone schody, prowadzące do góry. Po prawej nowoczesna kuchnia. Nic jej nie brakowało. Zlew, lodówka, piekarnik i zmywarka! Stół znajdujący się obok blatów, odgradzał kuchnię od salonu. Dwie czerwone kanapy, stojące tuż obok regału, skierowane były w stronę półki, na której zapewne stał telewizor. Pobiegłam obejrzeć resztę pokoi. Znalazłam pustę pomieszczenie, który z chęcią przerobiłabym na moją pracownie malarską. Dalej była łazienka i mały pokój, z podwójnym łóżkiem i szafą. Na górze też był jeden pokój, ale wielki. Po bokach znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne kierowały do łazienki, drugie zaś do garderoby. Czyli z tego zrobię swoją sypialnię.
– Kiedy będę mogła się wprowadzić?– krzyknęłam do bruneta.
– Jutro? Dzisiaj, teraz? Kiedy chcesz!– odparł wesoły.
– Więc dzisiaj się jeszcze wprowadzę – powiedziałam, schodząc na dół.
– Nie ma sprawy. Więc tak, czynsz płacisz Gustavo, ale to się jeszcze dogadacie, bo jeśli będziesz u niego wystawiać swoje dzieła, może nawet wynająć ci ten dom za darmo. – Mimowolnie uśmiechnęłam się. Darmowe mieszkanie? – Większość z nas właśnie działa na takiej zasadzie. Praktycznie co tydzień się spotykamy u kogoś w domu, obmyślając nową wystawę, czy gadając o różnych bzdetach, ale jeśli nie chcesz, nie musisz przychodzić. Po prostu oprócz tych dwóch laleczek, traktujemy siebie jak rodzinę, a ty jesteś w niej mile widziana.
– Dziękuje. – Uśmiechnęłam się.
– No więc, tu masz umowę najmu na trzy miesiące. – Podpisałam kartkę, którą wręczył mi chłopak. – Resztę załatwimy innym razem, a teraz witaj w nowym domu – z uśmiechem na twarzy podał mi klucz do mojego domu.
      Pierwsze co zrobiłam, to pojechałam zawiadomić o tym chłopaków. No i poprosić ich o pomoc w przeprowadzce... Zaparkowałam przed ich blokiem i szczęśliwa wbiegłam na górę. Zapukałam i grzecznie czekałam, aż mi ktoś otworzy. Zrobił to przerażony Gabriel.
– All? A co ty tu robisz? – zapytał dziwnym głosem.
– Przyjechałam was odwiedzić. To już nie można wpaść bez zapowiedzi? – zaśmiałam się. Tom jednak zawsze kazał uprzedzać o swoich wizytach tak jak i on to robił, ale ja po prostu byłam zbyt zajęta mieszkaniem, aby o tym pomyśleć.
– Jestem teraz zajęty – odparł chłodnym głosem.
– Aha... – mruknęłam. – Chciałam prosić was o pomoc w przeprowadzce, ale widzę, że macie ważniejsze rzeczy na głowie, więc nie będę zawracać wam dupy – warknęłam i odeszłam. Gabriel nawet nie ruszył za mną, tylko wrócił do mieszkania. Zła wsiadłam do auta. Z torebki wyciągnęłam telefon i wybrałam nowo zapisany numer. Po kilku sygnałach odezwał się brunet.
– Słucham?
– Josh? Mam sprawę. Mógłbyś pomóc mi w przeprowadzce? Gabriel z Tomem pracują, a ja chce załatwić to jak najszybciej.
– Nie ma sprawy. Dużo masz rzeczy?
– Nie, kilka mebli i parę kartonów. Chłopak mojej ciotki na pewno nam pomoże, więc szybko się uwiniemy.
– Dobra, to ja za chwilę podjadę do ciebie. Zadzwonię jeszcze do Gustava. W garażu stoi jego auto do przewozu obrazów, więc przyda nam się – usłyszałam jego zadowolony głos.
– Dzięki – odparłam.– Zaraz wyślę ci esemesa z adresem – rozłączyłam się. Wystukałam adres i wysłałam chłopakowi, a następnie ruszyłam w stronę do domu.
    Tak jak przypuszczałam, Nathaniel nam pomógł. Przy okazji trochę go poznałam, ale wciąż za mało, aby wysłowić się o nim dobrze. Nancy ciągle się nim zachwycała, gdy byłyśmy same, a ja jej przytakiwałam. Była wystarczająco smutna moją wyprowadzką, dlatego też nie chciałam mówić złego słowa o nim. Z moimi rzeczami uwinęliśmy się w pół godziny. Nie było ich za wiele. Łóżko, dwie szafy, biurko i kilka półek. Do tego parę kartonów z zawartością szafy. Ze strychu zabrałam swoje stare prace. Na miejscu Josh zawołał kilka lokatorów, którzy z chęcią pomogli mi wnieść te rzeczy. Poznała Logana i Ethana, którzy byli grafikami, a także Alex, młodą rzeźbiarkę, wiekiem zbliżonym do mojego. Każdy z nich miał wyróżniającą go cechę. Dziewczyna miała pofarbowane na różowo włosy z blond końcówkami. Logana były przyciemniane, a ręce Ethana były całe wytatuowane. To właśnie mi się podobało w artystach, że każdy z nich czymś się wyróżniał, był inny, jednakże coś nas łączyło. Miłość do sztuki. Skoro teraz byłam tajemniczą Bellą, musiałam także zmienić swój image. Tym postanowiłam się zając innym razem. Po wniesieniu wszystkiego, Josh pojechał ze mną jeszcze do hurtowni, gdzie kupiłam komplet ładnej, białej sofy z fotelem. W tej hali rzeczy nie były nowe, ale w dobrym stanie. Nie stać mnie było teraz na kupno nowych, więc musiałam się tymi zadowolić. Kupiłam jeszcze brązowe meble, kolorem zbliżone do kuchennych i pojechaliśmy do sklepu meblowego. Potrzebowałam łóżka, a nie chciałam spać w używanym, przez jakąś obcą osobę. Ku mojemu szczęściu, wybrany przeze mnie model był w sklepie, więc nie musiałam czekać. Kupiłam także komplet nowych talerzy i sztućców, a także ręczniki i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Z kolejną pomocą grafików, wnieśliśmy to wszystko na górę. Alex pomogła mi wyczyścić mieszkanie, więc wyglądało jak nowe. Wynieśliśmy starą kanapę na balkon. Okazało się, że jest on połączony z balkonem Josh'a, więc i sąsiad na tym skorzysta. Wystarczyło kupić jeszcze jakiś okap, na wypadek gdyby zaczęło padać. Nowy komplet idealnie prezentował się w mieszkaniu. Z kartonów wyciągnęłam książki i zaczęłam układać je na regale, który postawiłam tam, gdzie znajdował się poprzedni. Miałam w planie dokupić jeszcze jakiś mięciutki włochaty dywan, ale nie teraz. Musiałam nacieszyć się tym, co miałam. Zmęczona, opadłam na kanapę. Na dworze było już ciemno, a moi nowi sąsiedzi, już sobie poszli. Palnęłam się w głowę, uświadamiając sobie, że zapomniałam kupić jedzenie. Lodówka była pusta! Nie miałam nawet nic do picia, oprócz wody z kranu. Sięgnęłam po telefon i zamówiłam pizzę. Na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie o ośmiu nieodebranych połączeń od Gabe i trzech od Toma. Miałam także kilka wiadomości, w których prosił abym oddzwoniła. Napisałam, że nie mam czasu zajmować się bzdetami, gdyż jestem zajęta urządzaniem się. Chłopak szybko odpisał, żebym podała adres, to przyjdzie mi pomóc, a gdy ja nic nie odpisałam, telefon znowu zaczął dzwonić. Nie odebrałam. Wstałam, słysząc pukanie do drzwi. Stał w nich młody chłopak z dwoma pudełkami pizzy w dłoni. Zapłaciłam za swoje i już chciałam wejść, gdy zauważyłam, że druga jest dla mojego sąsiada. Weszłam do środka, zamykając drzwi. Usadowiłam się na kanapie, gdy pukanie znowu rozniosło się po domu. W progu stał Josh z białym pudełkiem, na którym namalowany był kawałek pizzy.
– Pomyślałem, że na pewno jesteś głodna, więc zamówiłem coś do jedzenia – wskazał dłonią na pudełko. Wybuchłam śmiechem.
– Wiesz, właśnie miałam wziąć się za swoją, ale jak już tu jesteś, to może masz coś do picia? U mnie tylko woda. – Zrobiłam minę kota ze Shreka, a chłopak uśmiechnął się. Po chwili wszedł do mojego mieszkania z czteropakiem jakiegoś nieznanego mi piwa. Włączyłam jakiś horror na laptopie i razem zajadając się pizzą i popijając piwem, oglądaliśmy.

                                                            **GABRIEL**

      Patrzyłem tępo na wyświetlacz, czekając na jakąkolwiek wiadomość od All. Głupio zrobiłem, zbywając ją wtedy, ale nie chciałem, by dowiedziała się o moim spotkaniu i żeby Jack i Erick ją zobaczyli. Nie wiedzieli, że osoba, której szukają tu mieszka. Zadbaliśmy o to z Tomem. Jedyne, co usłyszeli, to słowa mojej nowej dziewczyny, które wściekła mi wykrzyczała. Przecież obiecałem jej, że pomogę przy przeprowadzce. I głupi nie dotrzymałem słowa, ale jej bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze. Chłopaki nie znaleźli żadnego jej śladu – na szczęście –, więc zrezygnowali z dalszych poszukiwań. To było jak szukanie igły w stogu siana. Omal telefon nie wyleciał mi z ręki, gdy dostałem wiadomość. Od All!
Nie mam czasu na głupoty. Jakbyś nie wiedział, jestem w trakcie urządzania się w nowym mieszkaniu, więc trochę jest przy tym roboty". – Pomimo tego, że nie wypowiedziała tych słów, czytając to, słyszałem jej zły i zawiedziony głos...
Powiedz gdzie jesteś, to przyjadę pomóc. Przepraszam All... głupio wyszło, ale ja na prawdę nie mogłem wtedy wyjść" – odpisałem.
Dwie minuty minęły. Pięć – dalej nic. Żadnej odpowiedzi. Coraz bardziej zamartwiałem się o nią. Było już ciemno, a przecież ją ścigają.
– Tom!– krzyknąłem.– Dzwoń do jej ciotki! Chce adres jej nowego domu. – Czarnowłosy wychylił głowę z pokoju i pokiwał, zgadzając się. Po kilku minutach wyszedł ubrany w nowe ciuchy.
– Nancy nie wie gdzie się przeprowadziła. Nie chciała jej powiedzieć, póki całkowicie się tam nie urządzi, ale rozmawiała z nią kilka minut temu i jest wszystko w porządku.
– Ja muszę z nią porozmawiać! – warknąłem zły na niego.
– Stary, ogarnij się! Ona się na ciebie wkurzyła, ale do jutra jej to przejdzie, więc wyluzuj! Dobra ja spadam, Soph na mnie czeka, a ty nie rób nic głupiego! – zastrzegł, wychodząc.
Patrzyłem jak odjeżdża. Zazdrościłem mu, gdyż ja też chciałem być w drodze do ukochanej... Wkurzony wyciągnąłem telefon i wybrałem numer.
– Mark? Tu Drou. Mam do ciebie sprawę. Musisz znaleźć mi kogoś...

       Zaparkowałem pod jakimś kolorowym budynkiem. Zauważyłem jej auto niedaleko niego, zatem uradowany wszedłem do środka. Stanąłem przed skrzynką na listy, mając nadzieję, że będzie napisane jej nazwisko. Niestety, nic. Chociaż jedna plakietka była pusta, dlatego domyśliłem się, że właśnie tam zamieszkała. Drugie piętro, 12 B. Szczęśliwy wjechałem windą na górę. Stanąłem przed drzwiami, z którego dochodził wspaniały śmiech ciemnowłosej. Zapukałem, i czekałem aż ktoś mi otworzy. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność. Drzwi się uchyliły, a w ich progu stanęła dziewczyna. Mimowolnie uśmiechnąłem się na jej widok, jednak ona nie odwzajemniała mojej radości.
– Co ty tutaj robisz? – warknęła zła. Nie miałem jej tego za złe, też bym się na jej miejscu wkurzył.
– All, chciałem cię przeprosić... – Drzwi zatrzasnęły się przed moim nosem. Jeszcze kilka centymetrów i mógłbym się z nim pożegnać... – All, proszę. Pogadaj ze mną.
– Nie mam teraz ochoty. – Otworzyła je na chwilę, a gdy chciała zamknąć, podstawiłem nogę i wślizgnąłem się do środka. Zauważyłem, że na kanapie siedzi jakiś facet. Podszedł do nas, a ja rozpoznałem go. To ten sam idiota, który podwalał się do niej na wystawie.
– Co on tu robi?! – zapytałem wściekły.
– Mieszka obok – odparła beztrosko.
– To niech lepiej wraca do swojego mieszkania, bo chciałbym porozmawiać ze swoją dziewczyną. – Otworzyłem mu drzwi, ten jednak nie ruszył się. – Mam ci to przeliterować? Czy może pomóc w trafieniu do swojego domu?
– Ej ogarnij się koleś – odezwał się, chcąc załagodzić sytuację.
 Koleś? Serio? Podszedłem do niego, chcąc wywalić go z mieszkania, a on się wyrwał. Pomimo tego, że był starszy o jakieś dwa lata i wyższy ode mnie, to ja wiedziałem, że dam sobie z nim radę. Przywaliłem mu w mordę, a moja ukochana pisnęła. Złapałem go za bluzę i wywaliłem z mieszkania.
– Wynoś się stąd! – krzyknęła. – Nie chce cię więcej widzieć! – Po jej policzkach spłynęły łzy, a ja nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. Wyszedłem, głośno trzaskając drzwiami. Tego dupka już nie było na korytarzu. Miał szczęście. Gdybym go spotkał, to pewnie pobiłbym go na śmierć.

                                                         ***TOM***

         Po jakieś godzinie od opuszczenia domu, dostałem esemesa od Gabriela, że znalazł naszą małą dziewczynkę. Uśmiechnąłem się pod nosem, wiedząc, że już nie muszę się o nią martwić. Teraz w pełni mogłem zająć się Sophie. Leżała już naga na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jej ciele, przygryzając od czasu do czasu jej skórę. Dziewczyna jęczała pod wpływem moich ust. Na mojej twarzy zawitał łobuzerski uśmieszek. Dalej kontynuowałem pieszczoty...
– Możesz to w końcu odebrać? – zapytała zirytowana blondynka.
Niechętnie wstałem i spojrzałem na wyświetlacz. Alison dzwoniła do mnie kilka razy, ale przecież był z nią Gabe, więc czego mogła ode mnie chcieć? Wyłączając telefon, zauważyłem wiadomość. Zapewne od niej. Rzuciłem go na siedzenie i wróciłem do dziewczyny. Cały aż wrzałem w środku przez nią. Była strasznie pociągająca. Wszedłem w nią i zacząłem od kilku płynnych ruchów...

Tom, proszę odbierz... Potrzebuję Cię. Pomóż mi..."– Tak brzmiała wiadomość, którą z niedowierzaniem rano przeczytałem.



Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy!
Akcja powoli się rozkręca :)
Mam nadzieję, że wam się podoba : *
Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
seoanaa