piątek, 28 marca 2014

Nowy początek

          Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. W końcu wypuściłam zrezygnowana głośno powietrze i wróciłam do pokoju, gdzie ubrałam się szybko w swoje ciuchy, które już wcześniej sprowadziłam do tego mieszkania. Sukienkę od razu postanowiłam wyrzucić. Pomimo tego, że nie była za stara wiązała się z przykrymi wspomnieniami. Zastanawiało mnie jedno. Co oni z nim zrobili? Przecież, skoro Tom potrafił przywalić Gabriel'owi za głupiego esemesa, to co on zrobiłby jemu? No cóż, nie chciałam do tego wracać, więc nawet nie zamierzałam pytać. Wróciłam do kuchni i napotkałam się ze zdziwionymi spojrzeniami chłopaków.
- Gdzieś się wybierasz?- odezwał się Tom upijając następnie kilka łyków kawy.
- Wracam do domu- oznajmiłam jakby nigdy nic.
- Wszystko w porządku?- zapytał Gabe podchodząc do mnie. Chciał mnie objąć, ale ja zwinie wyswobodziłam się z jego ramion. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Słuchajcie, ja naprawdę dziękuje wam za to, że mi wczoraj pomogliście, ale to nie zmienia faktu, że jestem na ciebie zła- wskazałam na szatyna. Ten opuścił głowę w dół. Wiedział o co mi dokładnie chodziło. Już nie przejmowałam się jego reakcją na moją niezapowiedzianą wizytą, ale bardziej przejmowałam się Josh'em, który niesłusznie oberwał.- Wracam do domu. Odezwę się za parę dni do was- rzuciłam wychodząc. Tomas wybiegł za mną i zaproponował podwózkę, jednak ja już zamówiłam taksówkę. Po drodze wstąpiłam do sklepu, żeby zrobić jakieś zakupy. Nie zdążyłam zjeść śniadania, a lodówka była pusta... Na szczęście ze sklepu do domu nie było aż tak daleko. Chociaż z dwoma wypchanymi reklamówkami w dłoniach, droga strasznie się ciągnęła... Z torebki wygrzebałam klucze i już po chwili byłam w środku mojego mieszkania.                Położyłam zakupy na blacie i pierwsze co to poszłam do łazienki, aby wziąć prysznic. Opatulona spojrzałam na siebie w lustrze. Na policzku widniało delikatne zadrapanie. Kolana również miałam zdarte. Do tego jego obleśne palce miałam odbite na ramieniu, powodując w ich miejscach kolorowe siniaki. Miałam ochotę zaszyć się w kącie i więcej nie wychodzić. Czułam obrzydzenie do siebie, ale w sumie przecież nic się nie stało. Chociaż bardziej dręczyło mnie sumienie, że pozwoliłam aby jakiś obcy facet aż tak się do mnie zbliżył.
No pięknie All, nawet sama nie potrafisz się obronić. Jak zwykle jesteś od kogoś zależna.
Ten cichy głosik rozchodził się po mojej głowie. Oczywiście miał rację. Stałam się zależna od innej osoby. A tego chciałam uniknąć. Po co tyle męczyłam się, aby w końcu do czegoś dojść w życiu? Tyle mojej pracy poszło po prostu na marne... Nie mówiąc już o szkole... Zostały ostatnie dwa tygodnie wakacji i czekała mnie ostatnia klasa z tymi idiotami. A potem co? Studia?
Prychnęłam.
Jeśli mnie nie przyjmą do mojej wymarzonej szkoły, to jak to dalej będzie wyglądać? Musiałabym się zająć sztuką...
Właśnie tak!
Teraz moim priorytetem stanie się praca, a o szkołę pomartwię się później.
Ubrałam długie spodnie, aby mogły zakryć obite kolana. Na siniaki niestety nic nie poradzę, ale za to rana na policzku została zaklejona małym plasterkiem. Założyłam luźną bluzkę, a włosy spięłam w kok. Odświeżona i czysta wróciłam do kuchni, gdzie rozpakowałam zakupy. Zrobiłam sobie kawę, a następnie zasiadłam na kanapie. Opatuliłam się kocem, a na kolana położyłam laptopa. Szukałam nowego pomysłu na obrazy. Coś, co mogło być dla mnie inspiracją.
- Albo ktoś- pomyślałam słysząc ciche pukanie do drzwi. Po ich otwarciu ukazał się Josh. Widząc mnie zauważyłam przerażenie na jego twarzy. Zaśmiałam się.
- All, co ci się stało?- nie pytając o pozwolenie wszedł do środka. Złapał mnie za podbródek i lekko uniósł do góry, aby lepiej przyjrzeć się ranie.
- Spokojnie Josh- delikatnie go odepchnęłam.- Jakiś idiota wczoraj rzucił butelką w mur, gdy wracałam i oberwałam odłamkiem. To nic wielkiego. Mała rana.
Odetchnęłam z ulgi, gdy mnie puścił. Na szczęście siniaki były zakryte, więc uniknę dodatkowych pytań.
- Kawy?- zapytałam na co on skinął głową. Po chwili obydwoje siedzieliśmy na kanapie popijając napoje.
- Był u mnie dzisiaj twój chłopak- zaczął spoglądając na mnie. Wystraszyłam się.- Przeprosił mnie za tą całą akcję i myślę nawet, że się polubiliśmy- uśmiechnął się.
- A czy on ten no...
- Czy wie, że jestem gejem? Tak. Gdybyś tylko widziała jego minę. Nigdy nie widziałem bardziej speszonego gościa.- Obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Zdążyłam już trochę poznać Josh'a. No i przy okazji wpadł też jego chłopak... Mi to osobiście nie przeszkadzało, przez co chyba lepiej się z nim dogadywałam. Rozumiem, że napotkali się z wieloma niesłusznymi spojrzeniami czy też oskarżeniami, ale dla mnie to nie było nic nienormalnego.
Miłość nie wybiera.
- A jak Andree? Był zły za tego siniaka?
- Nie. Oczywiście na początku chciał mu dokopać, ale jestem pewny, że i Gabriel jego by załatwił. Opowiedziałem mu o całej sytuacji i o tym jak to wyglądało. W sumie nie dziwię się, że tak zareagował. Chłopak z dziewczyną pod jednym kocem w ciemności? To zrozumiałe...
- Oj ty już go tak nie broń!- skarciłam go. Gdyby nie działał tak impulsywnie to do niczego by nie doszło. Przecież to wszystko dało się wyjaśnić. - Więc co dzisiaj robimy?
- Właśnie! Ale ze mnie idiota... Miałem ci powiedzieć, że Gustavo chce się z tobą spotkać. No wiesz ta cała umowa. Napomniałem mu o darmowym mieszkaniu i jestem pewien, że będziesz miała to w umowie- uśmiechnął się, a ja rzuciłam mu się na szyje.
- Dziękuje!- pisnęłam.- O której mamy się spotkać?
- Jakoś popołudniu wpadnie do ciebie- na jego słowa zerwałam się jak wicher. Była już dwunasta a mieszkanie w ogóle nie posprzątane. Jeszcze trzeba było zrobić jakiś obiad...
- All spokojnie!
- No patrz jaki tu jest burdel! Mógłbyś mi pomóc, a nie tak siedzisz!
- Hm... Masz coś do żarcia?- rzucił jakby nigdy nic.- Nie jadłem śniadania...- zrobił minę przybitego psa.
- Lodówka jest tam- wskazałam palcem.- Zresztą ja idę sprzątać dom, a ty mógłbyś coś ugotować.
Otworzyłam szafkę pod zlewem, z której wyciągnęłam wiaderko i jakiś płyn do podłóg. Nalałam szybko wody do niego i wlałam kilka zakrętek tego płynu. Poczułam przyjemny zapach bzu. Postawiłam i zaczęłam zbierać wszystkie brudy. Wpadłam do łazienki i wrzuciłam wszystko do pralki, następnie ją włączając.
W ciągu godziny dom niemal lśnił czystością. Na dworze stało już wywieszone pranie, a cały salon, jak i kuchnia, pachniały bzem. Josh właśnie skończył robić obiad. Dostałam talerz pełny potrawki chińskiej. Ryż z mięsem i papryką, a do tego dość spora ilość przypraw. Tak jak lubię!
Wszystko zjadłam w ciągu pary minut, przez co rozśmieszyłam go.
Po obiedzie wszystko elegancko umył, przez co byłam zaskoczona. Znowu zasiedliśmy na kanapie i rozpoczęliśmy rozmowę.
        Po jakiś dwóch godzinach ponownie ktoś zapukał do drzwi. Tym razem wiedziałam kto to był. Josh zdążył już wyjść, więc zostałam sama z „szefem”. Otworzyłam drzwi i zostałam przywitana ciepłym uśmiechem starszego mężczyzny. Był po czterdziestce, a na jego głowie widniała już łysina. Po bokach miał ciemne włosy, a jego oczy były w kolorze szarym. Wyglądał sympatycznie. Zaprosiłam go do środka oczywiście proponując przy tym coś do picia.
- Widzę, że zdążyłaś się już urządzić- uśmiechnął się po czym wrócił do oglądania mieszkania.
- Nie miałam za wiele czasu. Jeszcze muszę dokupić parę rzeczy- przyznałam.
- No tak, ale to wszystko kosztuje. Nie chce zajmować ci dużo czasu więc przejdę do konkretów. Po pierwsze: to mieszkanie jest dla ciebie w prezencie jeśli, zgodzisz się wystawiać swoje obrazy w mojej galerii- zaproponował na co ja od razu przystałam. Nie dość, że dostanę w prezencie mieszkanie, to i moje obrazy będą publicznie wystawiane!- Po drugie: twoje wynagrodzenie będzie zależne od popularności prac. Chodzi mi o to ile w ciągu miesiąca odbędzie się wystaw, bądź ile obrazów wystawię. Ale dostaniesz podstawę, więc powinno starczyć ci na wszystkie potrzeby. No i po trzecie: materiały zostaną prawdopodobnie jutro dostarczone. Na dole w piwnicy jest niewielki magazyn, ale o nim dokładniej opowie ci Josh bo ja niestety muszę się już zbierać. Ważne, że w nim znajdują się potrzebne materiały, czyli płótna, farby i tym podobne- zrobił chwilę przerwy.- Dobra, więc to chyba wszystko co miałem powiedzieć. Zgadzasz się, czy masz jakieś zastrzeżenia?
- Nie oczywiście, że nie. Jestem panu bardzo wdzięczna, to więcej niż się w ogóle spodziewałam.
- Gustav, albo Gas, ale nigdy pan. Nie jestem aż tak stary- uśmiechnął się do mnie.- To ja już będę leciał. Tu masz mały prezencik na początek- podał mi czek. Spojrzałam na niego i wytrzeszczyłam oczy. Podziękowałam i odprowadziłam Gas'a do drzwi. Od razu po nim wpadł Josh.
- I jak?- zapytał wesoły. Pokazałam mu czek na co on się zaśmiał.- Każdy z nas tyle dostał. Wiesz już co chcesz zrobić z tymi pieniędzmi?
- Jak to co? ZAKUPY!- krzyknęłam.- Muszę jeszcze się urządzić, no i w końcu zaprosić ciotkę. Codziennie do mnie dzwoni i pyta kiedy może wpaść- sięgnęłam po bluzę.- Idziesz ze mną?
Chłopak bez większych pytań ruszył za mną. Po chwili znajdowaliśmy się w sklepie meblowym, gdzie zamówiłam ładny zestaw do sypialni. Stwierdziłam, że białe meble do szarego pokoju będą wyglądać idealnie. Kupiłam też telewizor. Wątpię aby bez tego można było przeżyć.
Oczywiście Josh pomógł wnieść moje nowe graty. Gdy już wszystko wypakowaliśmy i ustawiliśmy na miejscach, chłopak zaprosił mnie na spotkanie domowników. Miałam poznać resztę tej całej „rodzinki” i mieliśmy obgadać przygotowania do nowej wystawy. Niechętnie zgodziłam się. Chciałam wieczorem trochę odpocząć, ale trzeba w końcu ich poznać.
O ósmej pierwsi goście zaczęli przychodzić do mieszkania Josha. Ja siedziałam tam już od południa, więc pomogłam mu w przygotowaniach. Trzeba było załatwić coś do picia no i jakiś poczęstunek. Pierwszy przybył Ethan, który na mój widok wyszczerzył zęby w uśmiechu. Odwzajemniłam ten gest. Usiadł obok mnie na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać. Tematy same jakoś przychodziły. Głównie rozmawialiśmy o jego pracy. Opowiadał mi jak tworzy swoje dzieła. Po jakimś czasie wyciągnął telefon z kieszeni i pokazał swoje napisy, które znajdowały się na murze.
Widząc te piękne mazaje wpadłam na pomysł.
- Mam do ciebie prośbę- zaczęłam niepewnie. Chłopak poprawił swoją czapkę krasnala i skinął głową abym dalej mówiła.- Bo widzisz ja teraz maluję pokój i pomyślałam, że mógłbyś zrobić mi taki wielki napis na ścianie obok łóżka. Co ty na to?
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się.- Mam kilka wzorów, to wybierzesz sobie coś. Zresztą na pewno chciałabyś żebym zrobił to jak najszybciej, więc może wpadnę jutro? Zajmie mi to kilka godzin..
- Dzięki- opowiedziałam uradowana. Pokój w sumie był gotowy, ale strasznie ciemny. Chciałam aby jakieś rysunki go rozjaśniły tylko, że ja nie miałam bladego pomysłu jak to zrobić.
Zaraz po dwunastej wróciłam do siebie. Byłam kompletnie wyczerpana, ale i jednocześnie zadowolona. Nie dość, że poznałam tylu wspaniałych ludzi, to i miałam załatwionego grafficiarza na jutro. Wyczerpana rzuciłam się na łóżku uprzednio się rozbierając. Sięgnęłam po koszulkę na krześle i ubrałam ją. Poczułam męskie perfumy Gabriela. Od razu zatęskniłam za nim. Za jego zapachem, dotykiem, głosem... Cały dzień nie odzywałam się do nich. W sumie oni do mnie też, ale rozumieli, że chce trochę odetchnąć. Leżałam tak jeszcze chwilkę, rozmyślając nad tym wszystkim. W końcu wszystko zaczęło się układać. Mam pracę, mieszkanie, chłopaka i przyjaciół. No, ale ja oczywiście musiałam ich zaniedbywać. Po kilku minutach pogrążyłam się w snach, wciąż rozmyślając jak to wszystko naprawić.
Już od rana nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu. Wstałam przed ósmą, z czego byłam bardzo dumna, gdyż zwykle budziłam się po dziesiątej. Po zjedzeniu śniadaniu i szybkim ogarnięciu się, poszłam do „magazynu”. Wyciągnęłam z niego niego niewielkie płótno i zestaw pędzli oraz farb. Gdy już to wszystko przyniosłam, rozłożyłam sztalugę na której postawiłam płótno. Przebrałam się w biały roboczy fartuch i wzięłam się za malowanie. Narysowałam jeden z moich ulubionych szkiców. Obraz miał przedstawiać dziewczynę. Dodałam kilka dodatkowych elementów jak na przykład papieros w dłoniach. Od razu zachciało mi się palić, więc zrobiłam krótką przerwę. Rozsiadłam się na tarasie i odpaliłam jednego peta. Z każdym wdechem zaciągałam się trującym dymem. Chociaż wiedziałam, że powinna to rzucić. Tak dla bezpieczeństwa i oczywiście zdrowia. 
         No, ale cóż... W końcu kiedyś musiałam się uzależnić i teraz było to trudne do wykonania. Zgasiłam fajkę i wróciła do środka. Upiłam kilka łyków kawy i ze zdziwieniem odwróciłam się w stronę drzwi z których dochodziło ciche pukanie. Powoli i niepewnie ruszyłam w ich kierunku. Gdy je otworzyłam ujrzałam Gabriela, który nieśmiało mi się przyglądał. Widziałam jak niepewnie tu przyszedł. Chciałam kilka dni od nich odpocząć, a tu proszę! Zaprosiłam go do środka, a następnie czule pocałowałam w usta. Gdy się od niego oderwałam ujrzałam... niedowierzanie?
- Już wszystko między nami dobrze?- zapytał cicho.
- A przyniosłeś coś do jedzenia? - uśmiechnęłam się, a następnie spoglądnęłam na papierową torbę, którą trzymał w drugiej ręce.
- Kupiłem pączki- położył paczkę i wpił się w moje usta. Brakowało mi tego. Tej czułości i delikatności. Po prostu tęskniłam za nim.
Przygarnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Objęłam go za szyję, a on wplótł mi dłoń we włosy. Po chwili przerwałam to wszystko, wybuchając śmiechem. Gabriel spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Ubrudziłam cię farbą- dźgnęłam go w brzuch. Na jego niebieskiej koszulce widniały szaro- czarne plamy. Pokręcił przecząco głową i ściągnął ją ukazując swój nagi i umięśniony tors.
- Masz może jakąś koszulkę?- zapytał rozbawiony.
- A nie możesz tak chodzić?-uśmiechnął się słysząc moje pytanie.
- Może jeszcze spodnie też mam ściągnąć?
- W zasadzie, je też masz brudne- wskazałam na uda, gdzie znajdowały się niewielkie plamy farby. Gabe spojrzał na siebie i po chwili stał już w samych bokserkach. Wzięłam brudy i poszłam do łazienki. Kilka minut pod wodą i trochę płynu zmyły wszelkie ślady mojej działalności. Wywiesiłam mokre ubrania na zewnątrz i sama się przebrałam. Usiadłam obok chłopaka i wtuliłam się w jego nagą pierś.
- Więc co robimy?- zapytał gładząc moje włosy dłonią. Oparłam brodę o jego klatkę piersiową i spojrzałam w jego oczy. Uśmiechnął się.
- Za niedługo przyjdzie Ethan pomóc mi malować pokój, więc przydałoby się ubrać- wstałam delikatnie się przy tym ociągając. Nie chciałam za bardzo go zostawiać. Malowanie pokoju czy leżenie z moim chłopakiem na jednej kanapie?
Odpowiedź była jasna.
Spojrzałam na niego i zauważyłam delikatny grymas na jego twarzy.
- Wciąż jesteś zazdrosny?
- Nie- pokręcił głową.- Jestem zły na siebie. Powinienem być przy tobie. Pomagać, a nie jacyś obcy ludzie mnie w tym wyręczają. To ja jestem twoim chłopakiem, a nie oni- odparł nadąsany. Wybuchła śmiechem widząc jego minę. Wydawał się taki urażony... Usiadłam rozkrokiem na jego kolanach i czule pocałowałam w usta. Gabe od razu odwzajemnił pocałunki. Po kilku minutach oderwałam się od niego i zmusiłam do wstania. Chłopak choć nie zadowolony, postanowił mi pomóc. Pojechaliśmy do sklepu, uprzednio wstępując do Tom'a aby ten mógł się przebrać.
          Wróciliśmy do domu z dwoma puszkami szarej farby. Przełożyłam malowanie z Ethan'em na przyszły tydzień, gdyż najpierw chciałam pomalować pokój. Oczywiście Gabriel mi w tym pomógł. Malowaliśmy wygłupiając się prawie cały czas. W końcu po czterech godzinach męki i sprzątania, mój pokój był nareszcie gotowy! Otworzyłam okno aby wywietrzyć pomieszczenie i przysunęliśmy meble w odpowiednie dla nich miejsca. Zastanawiałam się nad czarnymi dodatkami, ale stwierdziłam, że najwyżej coś domaluję potem. Wieczorem wraz z szatynem zamówiliśmy chińskie żarcie i rozsiedliśmy się przed nowiutkim telewizorem. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w krainie snów.
         Następnego dnia zaczęłam od podstawowych czynności. To właśnie był minus mieszkania samemu. Trzeba było zrobić zakupy, ugotować obiad i posprzątać... Na szczęście mieszkanie było prawie gotowe. Miałam w planach jeszcze narysowanie paru obrazów, no i musiałam zrobić coś z tą pustą ścianą w salonie. Niestety nie miałam bladego pojęcia co mogłoby się na niej znaleźć. Popołudniu zadzwoniła ciotka, że wpada do mnie z wizytą. No i kolejny problem... Nie chciałam żeby narzekała, więc musiałam się udać na te pieprzone zakupy. W sumie mogłabym zadzwonić do Gabriela aby ten wracając z pracy je zrobił, ale za nim on wróci, to ciotka zdąży przyjść. Sięgnęłam po kluczyki i zeszłam na dół.
       Na dworze zauważyłam czarne BMW, które stało naprzeciw mojego bloku. Miał przyciemniane szyby. Gdyby nie wyglądał tak nowo, to pewnie nie zwróciłabym na niego mojej uwagi. Wsiadłam do auta i pojechałam do supermarketu. Po dziesięciu minutach zaparkowałam na parkingu przed sklepem, a czarne auto zrobiło to samo.



Przepraszam za spóźnienie :c 
Ostatnio nie nadążam ze wszystkim xd Nie dość, że tyle nauki to i teraz kolejne problemy... Mam nadzieję, że się spodoba, a jeśli nie to wierzę, że Katarinie uda się napisać lepszy rozdział niż te moje bazgroły na szybko. Aż sama nie mogę się doczekać, aby przeczytać jej dzieło :D 
Pozdrawiam 
Seo 

2 komentarze:

  1. cześć ;) skorzystałam z zaproszenia na moim blogu i jestem... trochę mi zajęło przebrnięcie przez te okropnie długie rozdziały, ale już skończyłam ;)
    To tak może od początku... Fabuła ciekawa, podoba mi się to wszystko, bohaterowie ok. Ale mam jedno zastrzeżenie... Alison powinna być z Tomem. Ja w ogóle zakochałam się w tym człowieku i skoro ja nie mogę go mieć to niech będzie z nim Ali. Proszę was!
    Kiedy przeczytałam imię Gabriel po raz pierwszy od razu go znienawidziłam. Nie chodzi oczywiście o imię, po prostu bohater mi nie przypadł. To jaki jest słodki wywołuje u mnie- wyobraźcie sobie co. W całkowicie złym słowa tego znaczeniu. Tylko to żadna krytyka. Czuję się jakbym czytała książkę i nie lubiła jakiegoś bohatera- tak mam z Gabrielem. Wkurza mnie krytyka Toma, a wielkie wyolbrzymianie jego. To nadal nie jest krytyka. Ugh! Dlaczego Alison nie jest z Tomem? Przecież oni się kochają, ja to wiem. Nie ma tu znaczenia nic więcej. A Gabriel jest chory na jej punkcie i to już się nie zmieni, będzie tylko gorzej, wiem to. 0 krytyki.
    Naprawdę nie krytykuję, opowiadanie mi się podoba, tylko nie lubię Gabriela i chciałam się tym podzielić ;DD chcę sobie po cichu kochać Toma i chcę żeby Alison też go kochała. Tylko proszę, nie piszcie mi w odpowiedzi, że to tylko jej przyjaciel, bo pójdę po sznur.
    Czekam na kontynuację, ale mam nadzieję, że zacznie się bardziej rozwijać akcja kryminalna no i oczywiście nie wiem który raz to powtórzę- Alison będzie kochać Toma.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie,
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie chcesz, abym pisała, że on jest tylko jej przyjacielem, to napiszę, że go kocha. Ale jak brata :D
      Może będą razem? Kto wie? ( ja tam wiem :D) No, ale każdy z nich ma już swoją drugą połówkę i nie szykuje się na żadne zerwanie ^^
      Pozdrawiam
      Seo

      Usuń