wtorek, 11 marca 2014

To nie moja wina.

   Wystawa okazała się wielkim sukcesem. Goście byli zachwyceni nowym odkryciem. Poznałam wielu właścicieli galerii, w których chcieli zaprezentować moje dzieła. Wzięłam od nich wizytówki, jednak nie zgodziłam się jeszcze. Moim jedynym warunkiem było to, abym stała się anonimowa. Chciałam malować pod pseudonimem Bella. Część z nich się zgodziła, inni zaś twierdzili, iż taki talent nie powinien być ukrywany i nie mogę się wstydzić tego kim jestem. Chociaż ja nie wstydziłam się. Po prostu nie chciałam być rozpoznawalna. Chciałam działać w ukryciu. Poznałam nawet Gustavo, który prowadził galerię, w której odbyła się moja ostatnia wystawa. Dziwny zbieg okoliczności, że się akurat tutaj znalazł, ale nie marudziłam. Nie rozpoznał mnie, przez co byłam szczęśliwa. Chciał mnie wypromować. Stwierdził, iż jako Bella, będę mogła zawładnąć światem sztuki. Nie powiem, że mi to schlebiało... Uwielbiałam słuchać, gdy ktoś zachwycał się moimi obrazami. Kochałam malować, a słysząc, że komuś się to podoba, miałam coraz większą wenę. Umówiłam się z Gustavem, iż odwiedzę go w Stanach. Nie powiedziałam, że tam mieszkam. Po zakończeniu wystawy, wszyscy bezpiecznie wróciliśmy do domu. Oprócz Jess, która postanowiła spędzić tę noc ze swoim chłopakiem.
   Przekraczając próg domu, pierwsze co zrobiłam, to ściągnęłam te cholerne szpilki. Mimo że pasowały do stroju i bosko w nich wyglądałam, to ich wprost nienawidziłam. Gabriel szybko podbiegł i mnie podniósł. Buty wyleciały mi z ręki i, z hukiem, spadały ze schodów.
– Och, Gabriel!– pisnęłam zła.– Puść mnie, jestem zmęczona...
  Mimo moich sprzeciwów, chłopak zaniósł mnie do naszej sypialni. Dopiero zamykając drzwi, delikatnie postawił mnie na podłogę, wbijając się ustami w moje. Objęłam dłonią jego kark, a jego ręce spoczęły na mojej talii, od czasu do czasu zjeżdżając w dół. Nawet nie zauważyłam, gdy sukienka po prostu zsunęła się z mojego ciała, obnażając mnie w czarnej, skąpej bieliźnie. Trochę się zdenerwowałam. Pomimo tego, że widział mnie owiniętą w samym ręczniku, czy stroju kąpielowym, to teraz czułam się skrępowana całą tą sytuacją. Chłopak podniósł mnie, a następnie położył na łóżko, przykrywając swoim ciałem. Jego usta powędrowały w dół mojego ciała. Delikatne muśnięcia przyprawiały mnie o zabój, jednak coś mnie blokowało.
– Gabe....– wyszeptałam, a on podniósł głowę.– Ja...ja nie...
– Jeszcze tego nie robiłaś? – zapytał cicho. Pokręciłam przecząco głową.
– Nie mogę – powiedziałam bardziej stanowczym głosem. – Nie teraz...
– Dobrze – uśmiechnął się, całując mnie w usta. – Poczekam aż będziesz gotowa. – Złożył jeszcze kilka pocałunków na moich ustach. Położył się obok i przytulił mnie do siebie. Czułam zapach jego perfum. Wyszeptał ciche dobranoc i czule pocałował mnie w usta.


***

– All! Pośpiesz się! Zaraz się spóźnimy! – usłyszałam wołanie szatyna. Szybko przerzuciłam torbę przez ramię i zbiegłam na dół. Stanęłam w progu, ostatni raz spoglądając na ten cudowny dom, i zamknęłam drzwi. Dziś wracaliśmy do Stanów. Prawie trzy tygodnie poza domem, spędzona w tak cudownym miejscu. Aż zachciało mi się płakać, ponieważ musiałam zostawić to wszystko. Mimo tego, że Tom obiecał mi, iż od teraz, w każde wakacje, będziemy tu przyjeżdżać, nie było mi lepiej. Niektórzy po prostu nie rozumieją tej więzi, która połączyła mnie z tym krajem. Na początku myślałam, że to przez szkołę, ponieważ chciałam wybrać się tu na studia, ale tak naprawdę, chciałam zobaczyć to państwo, tylko dlatego, że moja matka tam była. Wszystko wydawało się inne, lepsze. Mama miała rację, to wspaniały kraj, i ja również chciałabym spędzić tu resztę swojego życia. Jednak ona nie mogła tego spełnić. Pomomo, że chciała się tu przeprowadzić wraz z moim ojcem, los miał dla nich inne plany. Zginęli w wypadku, jadąc po mnie. Miałam wtedy trzy, może cztery latka, gdy obydwoje chcieli spędzić swoją rocznicę, w wyjątkowy sposób. I wyjątkowo skończyli...ale przecież każdego to czeka. Niektórych po prostu wcześniej.
       Pożegnałam się z tym widokiem. Ostatni raz spojrzałam na dom i, wsiadłszy do auta, przytuliłam się do szatyna. Jak zwykle siedział ze mną. I dobrze, gdyż ciężko było mi patrzeć na niego, bez możliwości dotykania go. Tak przynajmniej mogłam się z tyłu rozłożyć, opierając o ukochanego, który od czasu do czasu po prostu całował mnie czule w usta. Wyciągnęłam z torby aparat, i zaczęłam przeglądać zdjęcia naszej czwórki. Pierwsze z nich, a zarazem ostatnie jakie tu zrobiłam, to było moje zdjęcie z Jess. Zrobiłyśmy sobie małą sesję na pożegnanie. Dziewczyna obiecała, że mnie odwiedzi, a ja trzymałam ją za słowo.
Następnym zdjęciem, które przykuło moją uwagę, była fotografia przedstawiająca mnie i Gabriela. To było kilka dni po naszym przyjeździe. Z tyłu domu znajdował się niewielki basen. Gabriel leżał na dmuchanym materacu, dryfując na wodzie. Po cichu podpłynęłam do niego i zrzuciłam go. Obudził się, wpadając do wody. Szybko zaczął się otrząsać i ruszył w moją stronę. Śmiejąc się, wyszłam z basenu i pobiegłam w kierunku domu. Gabriel był ode mnie szybszy i złapał mnie po drodze. Wylądowaliśmy na ziemi, a chłopak usiadł na mnie okrakiem. Unieruchomił moje dłonie, i przyssał się do moich ust. Co chwile pytając czy go przeproszę. Gdy przeczyłam, kręcąc głową, on znów mnie całował. Dotyk jego warg był taki przyjemny... Nie chciałam, aby przestawał. Jednak on długo tak nie wytrzymał. Leżąc tak na ziemi, zdążyliśmy szybko wyschnąć. Gabriel wstał i mnie podniósł. W zemście, razem ze mną, wskoczył do basenu. Tom zrobił nam w tym momencie zdjęcie. Miłe wspomnienie...
Na kolejnej fotografii był Tom. W momencie robienia tego zdjęcia on słodko sobie spał... ssąc przy tym kciuk. Po imprezie, obydwoje byli schlani. Ja jednak ograniczyłam alkohol, i słusznie. Rano wstałam bez żadnych problemów. Chłopaki jeszcze spali... Zjadłam śniadanie, a tuż przed obiadem, postanowiłam ich w końcu obudzić. Najpierw weszłam aby obudzić Gabriela, który leżał plackiem rozłożony na łóżku. Dosłownie. Jego ciało ułożyło się w literę X, tak jak do robienia aniołków w śniegu. Trochę pomarudził, ale w końcu wstał. Następnie wpadłam do pokoju Toma. Spał jak niemowlę. Otulony kołdrą, gdzie można było dostrzec tylko jego głowę i rękę. Szybko wróciłam się po aparat, aby upamiętnić tę chwilę.
           Następne zdjęcia przedstawiały nas w różnych miejscach. Prawie na każdym śmialiśmy się, lub mieliśmy wesołe miny. Oprócz tych, na których byłam z Gabrielem, bo wtedy to zawsze się całowaliśmy. Oglądając to wszystko i przypominając sobie miłe chwile spędzone z nimi, nie zauważyłam, że na zewnątrz zrobiło się ciemno. Już nie bałam się lotu, więc przytulona do szatyna, usnęłam.


– Nareszcie! – krzyknęła wesoła Nancy.– Wiesz jak się za tobą stęskniłam? – Blondynka rzuciła mi się na szyję, ledwo pozwalając na przekroczenie progu. Gabriel zatrzymał się jeszcze na parę dni u Toma, ale wiedziałam, że za niedługo będziemy musieli się rozstać... On mieszkał dość daleko, ale wiedziałam, że będzie mnie odwiedzać. Tak często, jak będzie to możliwe. Przyjechałam taksówką, aby ich już nie męczyć. Chociaż lot odbył się bez żadnych komplikacji, to i tak byliśmy wszyscy padnięci. Jutro mieliśmy się widzieć. Chciałam spędzić jak najwięcej czasu z Gabe'm. Bolało mnie to, że nie będziemy mogli się już tak często widywać...
– Już spokojnie – Klepnęłam ją w plecy. Powoli brakowało mi powietrza...
– Przepraszam. Po prostu się za tobą stęskniłam.
– Ja przecież też tęskniłam! – Przytuliłam blondynkę do siebie.
– Na pewno jesteś głodna. Chodź, zrobiłam twoje ulubione naleśniki z serem – powiedziała, ciągnąc mnie do kuchni. Pomimo tego, że nie byłam głodna, nie chciałam robić jej przykrości, a na naleśniki zawsze znalazłabym miejsce!
       Rozpakowałam swoje rzeczy i ułożyłam czyste ubrania w szafie, a brudne wrzuciłam do prania. W międzyczasie zaniosłam ciotce prezent, za który była mi bardzo wdzięczna. Kupiłam jej sweterek, w jej ulubionym czerwonym kolorze. Z zaciekawieniem słuchała, co się tam działo. Oczywiście ominęłam przygodę z wystawą. Tylko chłopaki i Jess o tym wiedzieli. I tak miało pozostać. Chciałam wrócić do malowania, ale zdecydowałam się robić to anonimowo. Nikt nie będzie mnie znał. 
        Siedziałam w pokoju, zastanawiając się nad swoją przyszłością. Podczas mojej nieobecności dużo się zmieniło. Przede wszystkim Nathaniel, chłopak ciotki, zamieszkał u nas. Nie podobało mi się to, że nie skonsultowała tego wcześniej ze mną. Przecież ja jeszcze tu mieszkam! Właśnie. Jeszcze... Skończyłam już osiemnaście lat, więc mogłam się wyprowadzić. Znaleźć jakieś niewielkie mieszkanie. Kawalerkę, abym mogła w niej malować no i oczywiście, żebył miała miejsce gdzie się przespać. Zapewne Tom zaoferowałby u siebie pokój, ale ja chciałam być samodzielna. Nie cierpiałam, gdy ktoś mi pomagał. Wolałam się pomęczyć w samotności, niż skorzystać z czyjejś pomocy. Leżałam tak, myśląc nad tym. Na swoim koncie miałam odłożone pieniądze, do których dołączyłam te z wystawy. Umożliwiłyby mi one wynajęcie mieszkania. Utrzymywać się mogłam z malowania, no i oczywiście pozostała kwestia szkoły... Został mi ostatni rok, a nie chciałam go zawalić. Byłam przecież wzorową uczennicą, która starała się o stypendium... Z zamysłu obudził mnie dźwięk wiadomości. Sięgnęłam po telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Gabriela:
" Piękna, masz ochotę na wieczorny spacer?"
" Z Tobą zawsze :*"– odpisałam szybko.
" Czekam pod Twoim domem. Pośpiesz się, tęsknię..."
Chwyciłam cienką bluzę i po cichu zeszłam na dół, próbując nie obudzić ciotki. Nathaniel był na wyjeździe biznesowym, więc nie musiałam się o niego martwić. Denerwował mnie. Wiedziałam jak postępować z ciotką. Co zrobić, aby jej nie obudzić i jak ją udobruchać, gdy jest na mnie zła. Pojawienie się tego gościa w niczym mi nie pomagało. Wręcz przeciwnie. Ale każdy zasługuje na szczęście, więc nie chciałam go oceniać pochopnie. 
        Otworzyłam po cichu drzwi, a w progu stał mój ukochany. Zaraz po zamknięciu ich, Gabriel przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Staliśmy tak chwilę, nie odrywając się od siebie.
– Nawet nie wyobrażasz sobie, jak teraz jest pusto w łóżku, gdy ciebie nie ma...– powiedział, gdy oderwałam się od niego.
– Będziesz musiał się do tego przyzwyczaić – Posmutniałam.– Za niedługo przecież wracasz do... – Chłopak zamknął moje usta swoimi. Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. 
– Nie wracam – oznajmił uśmiechnięty.
– Jak to? – zmarszczyłam brwi.
– Rozmawiałem dzisiaj z Tomem i uzgodniliśmy, że zostaję. Wynajmę u niego pokój.
Rzuciłam się na niego uśmiechnięta. Nie mogłam w to uwierzyć... Wszystko powoli się układało. Nie przypuszczałabym, że kiedyś będę jeszcze szczęśliwa...
    Wraz z Gabrielem przeszliśmy się do pobliskiego parku. Opowiedziałam mu o tym, co się tutaj działo. O tym, że teraz będę mieszkać pod jednym dachem z facetem Nancy, a także o swoich planach na przyszłość. Tak jak przypuszczałam, gdy Gabriel dowiedział się o mojej wyprowadzce, od razu zaproponował miejsce u Toma. Wciąż mnie namawiał, wyszukując co rusz, nowego argumentu.
– Dobra!– zgodziłam się podirytowana.– Jeśli w ciągu dwóch tygodni nic nie znajdę, to przeprowadzę się do was.
– W ciągu tygodnia – poprawił chłopak, szczerząc się do mnie.
– Niech ci będzie – Naburmuszyłam się.
– Jesteś taka słodka, jak się denerwujesz...– wyszeptał, wpijając się w moje usta.
Kilka minut przed dwunastą znajdowałam się w swoim pokoju, machając chłopakowi z okna. Ten uśmiechnął się i wsiadł do swojego auta. Położyłam się do łóżka, uprzednio ubierając piżamę.
" Mam rozumieć, że koszulki już nie odzyskam?"– Otworzyłam oczy na dźwięk esemesa.
" Nie. Chyba, że w zamian dasz mi inną. Ta już przestała Tobą pachnąć :c "
" Zobaczę co da się zrobić".– Nie odpisałam. Byłam zmęczona i chciałam jak najszybciej usnąć. Obróciłam się na bok, ale sen nie przychodził. Wierciłam się na wszystkie możliwe strony i po pół godzinie, po prostu zrezygnowałam z zaśnięcia. Zapaliłam lampkę nocną, a z torby wyciągnęłam szkicownik. W dłoni już znajdował się ołówek, a moja ręka błądziła po papierze, kreśląc różne kształty. Słysząc jakieś dziwne odgłosy na zewnątrz, odłożyłam zeszyt i wstałam. Wyszłam na balkon, jednak nic nie zauważyłam. Gdy już miałam wchodzić do środka, znów rozległ się dźwięk, tym razem pod moim balkonem. Zaniepokojona wyjrzałam i zakryłam usta, próbując powstrzymać pisk. Chłopak wspinał się w moją stronę.
– Głupku! – Walnęłam go w ramię, gdy znalazł się obok mnie. – Omal nie dostałam przez ciebie zawału!
– Przepraszam. – Chłopak przyciągnął mnie do siebie i złożył delikatny pocałunek na skroni.
– Co ty tutaj robisz o tej porze?– zapytałam, ciągnąc go do swojego pokoju.
– Mówiłem, że coś z tym zrobię – powiedział, głupkowato się uśmiechając.
– Więc masz zamiar zostać dzisiaj tutaj na noc? – Uniosłam jedną brew ze zdziwienia. W sumie, to było słodkie...
– Tak – odparł stanowczo.
– A jeśli ciotka cie zobaczy?
– Nie zobaczy – zapewnił.– Rano wyjdę, więc nawet się nie dowie, że tu byłem.
 Usiadłam na łóżku, czekając aż się rozbierze. Starannie złożył swoje ubrania na krześle i w samych bokserkach, położył się obok mnie. Nie przypuszczałam nigdy, że można aż tak za kimś tęsknić. Przez te nasze wspólne noce, przyzwyczaiłam się do niego, więc nie powinnam być zdziwiona, że tak odczuwam jego braki.
         Budząc się rano, jego już nie było. Tak jak powiedział, zniknie nim zobaczy go ciotka. Otarłam zmęczone powieki i ruszyłam na balkon. Usiadłam na krześle, opierając swoje nogi o metalową barierkę. Sięgnęłam po paczkę papierosów znajdujących się na parapecie i wyciągnąwszy jednego z jego środka, odpaliłam a następnie zaciągnęłam się trującym dymem. Nie wiem czemu, ale w środku czułam dziwny smutek. Taką pustkę. Wyciągnęłam jeszcze jednego papierosa. Czułam, że bez dwóch teraz, nie podziałam zbyt długo. Wypalonego do filtra szluga, wrzuciłam do popielniczki i udałam się w stronę łazienki, czując smak  tytoniu w ustach.

           Od dobrej godziny siedziałam sama w kawiarni, popijając swoją ulubioną kawę z mlekiem. Akurat w tym lokalu robili najlepszą. Siedząc i delektując się napojem, czytałam gazetę. Otwarta była w strefie ogłoszeń. Szukałam wolnych mieszkań do wynajęcia. Nie drogich, ale i też nie tanich. Wiedziałam, że zbyt tanie oferty, kończyły się wilgocią na ścianach i w obskurnym budynku. Miałam pieniądze, więc mogłam sobie pozwolić na wynajęcie ładniejszego mieszkania. Znalazłam nawet kilka interesujących ofert. Zakreśliłam je kółeczkiem i zostawiłam gazetę na stole, idąc zamówić sobie kolejną porcję picia.
– Kawa z mlekiem – powiedziałam do sprzedawcy, który zalotnie się do mnie uśmiechał. Zignorowałam to, wiedząc, że Gabriel byłby zazdrosny, gdybym z wyłącznej grzeczności odwzajemniła ten gest. – I sernik – dodałam. Zapłaciłam za zamówienie i ruszyłam w stronę swojego stolika.
– Bella? – usłyszałam znany mi męski głos. Odwróciłam się z niedowierzaniem.
– Josh? Co ty tu robisz?– zapytałam, gapiąc się na niego. Chłopak podszedł i przytulił mnie.
– Mieszkam tu – zaśmiał się. – Zresztą, mógłbym zadać ci dokładnie to samo pytanie.
– Szukam mieszkania. – Uśmiechnęłam się. Usiedliśmy przy moim, wcześniej wybranym, stoliku.
– Ale tak ogólnie się pytam. Nie powinnaś być teraz w Australii?
– Nie – pokręciłam głową. – Jeśli chodzi o to, to ja też tu mieszkam, ale właśnie jestem w trakcie przeprowadzki, więc szukam nowego lokum – wyznałam.
– Li kbir!– krzyknął uradowany.– Masz szczęście, że mnie spotkałaś. – Puścił mi oczko.– Obok mnie jest wolne mieszkanie. Jest dość ładne i czynsz nie jest za duży. Na pewno ci się spodoba to miejsce!
– No nie wiem...
– Oj nie marudź! Chodź zaprowadzę cię tam. To tylko dwie ulice dalej – powiedział wesoły. Zgodziłam się, a po chwili znajdowaliśmy się już w drodze do budynku.

– To tutaj?– zapytałam zdziwiona.
– Nie podoba się? – Chłopak posmutniał.
– Nie! Skądże! Jest piękny. – Znów zmierzyłam wzrokiem budynek. Niby zwykły blok, jednak rysunki na ścianie temu przeczyły. Budynek składał się z trzech pięter. Każdy z nich przedstawiał jakąś scenę. Na parterze namalowane było piekło – dominowały ciemne, a w rogu siedział upadły anioł, gapiąc się w naszą stronę z nienawiścią. Pierwsze piętro ukazywało życie ludzkie. Typowa rodzinka, składająca się z czterech osób, właśnie urządziło sobie piknik pod drzewem.  Na drugim piętrze znajdowało się niebo. Kilka aniołów wpatrywało się w tą rodzinę, leżąc na chmurach.
– Wygląda, jakby mieszkali tu sami artyści. – Ten blok bardzo mi się podobał. Był niezwykły, inny i to było najważniejsze. Nie przypominał żadnego szarego budynku, który już z daleka wiał nudą.
– Bo mieszkają – stwierdził Josh, ciągnąc mnie do środka. – Tu na parterze są rzeźbiarze, a na pierwszym graficy. My zajmujemy ostatnie piętro. – Stanęliśmy przed windą, czekając aż metalowe drzwi otworzą się, wpuszczając nas do środka.
– My? – spojrzałam niepewnie na chłopaka.
– Tak my. Malarze. Ten blok został specjalnie dla nas stworzony. Już od kilku lat mieszkają tu artyści z różnych dziedzin. Gustavo zaplanował to wszystko. Wiesz, tak jesteśmy bardziej twórczy. Gdy otacza cię sztuka, twoja wyobraźnia rozszerza się, odkrywając nowe horyzonty. – śmiechnął się.
– Skoro to należy do Gustava, to chyba powinnam z nim porozmawiać?
– Niekoniecznie. Kazał mi znaleźć malarza do tego domu, więc znalazłem. Jeśli ci się spodoba to jest twoje.
Zatrzymaliśmy się na ostatnim piętrze. Znajdowały się tam cztery mieszkania. Dwa z nich, jak wytłumaczył mi chłopak, były zajmowane przez jakieś kapryśne divy. Już wiedziałam, że powinnam się trzymać od nich jak najdalej, a jego opisy o nich, wcale w tym nie pomagały. Dlatego też chciałam pozostać anonimowa. Sława potrafi dobić człowieka, robiąc z jego mózgu wodę sodową.
– Tutaj ja mieszkam, a ty tam – wskazał chłopak. Drzwi do mieszkań znajdywały się zaledwie dwa kroki od siebie. Ucieszyłam się. Wydawał się być sympatyczny, a zresztą, jeszcze nie wiadomo było czy wynajmę akurat to lokum. Josh otworzył wolne mieszkanie, a następnie wpuścił mnie do środka. Ze względu na cenę, która była śmiesznie niska, zaniemówiłam. Gotowa byłam ujrzeć jakąś spelunę, a tu proszę! Mieszkanie jakby nowe! Wielka przestrzeń przywitała mnie od progu. Na dole nie było żadnych pokoi. Wszystko było ze sobą złączone. Kuchnia, salon i hol, tworzyły jeden wielki pokój. Weszłam w głąb mieszkania. Po lewej znajdował się taras, a przed nim kręcone schody, prowadzące do góry. Po prawej nowoczesna kuchnia. Nic jej nie brakowało. Zlew, lodówka, piekarnik i zmywarka! Stół znajdujący się obok blatów, odgradzał kuchnię od salonu. Dwie czerwone kanapy, stojące tuż obok regału, skierowane były w stronę półki, na której zapewne stał telewizor. Pobiegłam obejrzeć resztę pokoi. Znalazłam pustę pomieszczenie, który z chęcią przerobiłabym na moją pracownie malarską. Dalej była łazienka i mały pokój, z podwójnym łóżkiem i szafą. Na górze też był jeden pokój, ale wielki. Po bokach znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne kierowały do łazienki, drugie zaś do garderoby. Czyli z tego zrobię swoją sypialnię.
– Kiedy będę mogła się wprowadzić?– krzyknęłam do bruneta.
– Jutro? Dzisiaj, teraz? Kiedy chcesz!– odparł wesoły.
– Więc dzisiaj się jeszcze wprowadzę – powiedziałam, schodząc na dół.
– Nie ma sprawy. Więc tak, czynsz płacisz Gustavo, ale to się jeszcze dogadacie, bo jeśli będziesz u niego wystawiać swoje dzieła, może nawet wynająć ci ten dom za darmo. – Mimowolnie uśmiechnęłam się. Darmowe mieszkanie? – Większość z nas właśnie działa na takiej zasadzie. Praktycznie co tydzień się spotykamy u kogoś w domu, obmyślając nową wystawę, czy gadając o różnych bzdetach, ale jeśli nie chcesz, nie musisz przychodzić. Po prostu oprócz tych dwóch laleczek, traktujemy siebie jak rodzinę, a ty jesteś w niej mile widziana.
– Dziękuje. – Uśmiechnęłam się.
– No więc, tu masz umowę najmu na trzy miesiące. – Podpisałam kartkę, którą wręczył mi chłopak. – Resztę załatwimy innym razem, a teraz witaj w nowym domu – z uśmiechem na twarzy podał mi klucz do mojego domu.
      Pierwsze co zrobiłam, to pojechałam zawiadomić o tym chłopaków. No i poprosić ich o pomoc w przeprowadzce... Zaparkowałam przed ich blokiem i szczęśliwa wbiegłam na górę. Zapukałam i grzecznie czekałam, aż mi ktoś otworzy. Zrobił to przerażony Gabriel.
– All? A co ty tu robisz? – zapytał dziwnym głosem.
– Przyjechałam was odwiedzić. To już nie można wpaść bez zapowiedzi? – zaśmiałam się. Tom jednak zawsze kazał uprzedzać o swoich wizytach tak jak i on to robił, ale ja po prostu byłam zbyt zajęta mieszkaniem, aby o tym pomyśleć.
– Jestem teraz zajęty – odparł chłodnym głosem.
– Aha... – mruknęłam. – Chciałam prosić was o pomoc w przeprowadzce, ale widzę, że macie ważniejsze rzeczy na głowie, więc nie będę zawracać wam dupy – warknęłam i odeszłam. Gabriel nawet nie ruszył za mną, tylko wrócił do mieszkania. Zła wsiadłam do auta. Z torebki wyciągnęłam telefon i wybrałam nowo zapisany numer. Po kilku sygnałach odezwał się brunet.
– Słucham?
– Josh? Mam sprawę. Mógłbyś pomóc mi w przeprowadzce? Gabriel z Tomem pracują, a ja chce załatwić to jak najszybciej.
– Nie ma sprawy. Dużo masz rzeczy?
– Nie, kilka mebli i parę kartonów. Chłopak mojej ciotki na pewno nam pomoże, więc szybko się uwiniemy.
– Dobra, to ja za chwilę podjadę do ciebie. Zadzwonię jeszcze do Gustava. W garażu stoi jego auto do przewozu obrazów, więc przyda nam się – usłyszałam jego zadowolony głos.
– Dzięki – odparłam.– Zaraz wyślę ci esemesa z adresem – rozłączyłam się. Wystukałam adres i wysłałam chłopakowi, a następnie ruszyłam w stronę do domu.
    Tak jak przypuszczałam, Nathaniel nam pomógł. Przy okazji trochę go poznałam, ale wciąż za mało, aby wysłowić się o nim dobrze. Nancy ciągle się nim zachwycała, gdy byłyśmy same, a ja jej przytakiwałam. Była wystarczająco smutna moją wyprowadzką, dlatego też nie chciałam mówić złego słowa o nim. Z moimi rzeczami uwinęliśmy się w pół godziny. Nie było ich za wiele. Łóżko, dwie szafy, biurko i kilka półek. Do tego parę kartonów z zawartością szafy. Ze strychu zabrałam swoje stare prace. Na miejscu Josh zawołał kilka lokatorów, którzy z chęcią pomogli mi wnieść te rzeczy. Poznała Logana i Ethana, którzy byli grafikami, a także Alex, młodą rzeźbiarkę, wiekiem zbliżonym do mojego. Każdy z nich miał wyróżniającą go cechę. Dziewczyna miała pofarbowane na różowo włosy z blond końcówkami. Logana były przyciemniane, a ręce Ethana były całe wytatuowane. To właśnie mi się podobało w artystach, że każdy z nich czymś się wyróżniał, był inny, jednakże coś nas łączyło. Miłość do sztuki. Skoro teraz byłam tajemniczą Bellą, musiałam także zmienić swój image. Tym postanowiłam się zając innym razem. Po wniesieniu wszystkiego, Josh pojechał ze mną jeszcze do hurtowni, gdzie kupiłam komplet ładnej, białej sofy z fotelem. W tej hali rzeczy nie były nowe, ale w dobrym stanie. Nie stać mnie było teraz na kupno nowych, więc musiałam się tymi zadowolić. Kupiłam jeszcze brązowe meble, kolorem zbliżone do kuchennych i pojechaliśmy do sklepu meblowego. Potrzebowałam łóżka, a nie chciałam spać w używanym, przez jakąś obcą osobę. Ku mojemu szczęściu, wybrany przeze mnie model był w sklepie, więc nie musiałam czekać. Kupiłam także komplet nowych talerzy i sztućców, a także ręczniki i inne najpotrzebniejsze rzeczy. Z kolejną pomocą grafików, wnieśliśmy to wszystko na górę. Alex pomogła mi wyczyścić mieszkanie, więc wyglądało jak nowe. Wynieśliśmy starą kanapę na balkon. Okazało się, że jest on połączony z balkonem Josh'a, więc i sąsiad na tym skorzysta. Wystarczyło kupić jeszcze jakiś okap, na wypadek gdyby zaczęło padać. Nowy komplet idealnie prezentował się w mieszkaniu. Z kartonów wyciągnęłam książki i zaczęłam układać je na regale, który postawiłam tam, gdzie znajdował się poprzedni. Miałam w planie dokupić jeszcze jakiś mięciutki włochaty dywan, ale nie teraz. Musiałam nacieszyć się tym, co miałam. Zmęczona, opadłam na kanapę. Na dworze było już ciemno, a moi nowi sąsiedzi, już sobie poszli. Palnęłam się w głowę, uświadamiając sobie, że zapomniałam kupić jedzenie. Lodówka była pusta! Nie miałam nawet nic do picia, oprócz wody z kranu. Sięgnęłam po telefon i zamówiłam pizzę. Na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie o ośmiu nieodebranych połączeń od Gabe i trzech od Toma. Miałam także kilka wiadomości, w których prosił abym oddzwoniła. Napisałam, że nie mam czasu zajmować się bzdetami, gdyż jestem zajęta urządzaniem się. Chłopak szybko odpisał, żebym podała adres, to przyjdzie mi pomóc, a gdy ja nic nie odpisałam, telefon znowu zaczął dzwonić. Nie odebrałam. Wstałam, słysząc pukanie do drzwi. Stał w nich młody chłopak z dwoma pudełkami pizzy w dłoni. Zapłaciłam za swoje i już chciałam wejść, gdy zauważyłam, że druga jest dla mojego sąsiada. Weszłam do środka, zamykając drzwi. Usadowiłam się na kanapie, gdy pukanie znowu rozniosło się po domu. W progu stał Josh z białym pudełkiem, na którym namalowany był kawałek pizzy.
– Pomyślałem, że na pewno jesteś głodna, więc zamówiłem coś do jedzenia – wskazał dłonią na pudełko. Wybuchłam śmiechem.
– Wiesz, właśnie miałam wziąć się za swoją, ale jak już tu jesteś, to może masz coś do picia? U mnie tylko woda. – Zrobiłam minę kota ze Shreka, a chłopak uśmiechnął się. Po chwili wszedł do mojego mieszkania z czteropakiem jakiegoś nieznanego mi piwa. Włączyłam jakiś horror na laptopie i razem zajadając się pizzą i popijając piwem, oglądaliśmy.

                                                            **GABRIEL**

      Patrzyłem tępo na wyświetlacz, czekając na jakąkolwiek wiadomość od All. Głupio zrobiłem, zbywając ją wtedy, ale nie chciałem, by dowiedziała się o moim spotkaniu i żeby Jack i Erick ją zobaczyli. Nie wiedzieli, że osoba, której szukają tu mieszka. Zadbaliśmy o to z Tomem. Jedyne, co usłyszeli, to słowa mojej nowej dziewczyny, które wściekła mi wykrzyczała. Przecież obiecałem jej, że pomogę przy przeprowadzce. I głupi nie dotrzymałem słowa, ale jej bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze. Chłopaki nie znaleźli żadnego jej śladu – na szczęście –, więc zrezygnowali z dalszych poszukiwań. To było jak szukanie igły w stogu siana. Omal telefon nie wyleciał mi z ręki, gdy dostałem wiadomość. Od All!
Nie mam czasu na głupoty. Jakbyś nie wiedział, jestem w trakcie urządzania się w nowym mieszkaniu, więc trochę jest przy tym roboty". – Pomimo tego, że nie wypowiedziała tych słów, czytając to, słyszałem jej zły i zawiedziony głos...
Powiedz gdzie jesteś, to przyjadę pomóc. Przepraszam All... głupio wyszło, ale ja na prawdę nie mogłem wtedy wyjść" – odpisałem.
Dwie minuty minęły. Pięć – dalej nic. Żadnej odpowiedzi. Coraz bardziej zamartwiałem się o nią. Było już ciemno, a przecież ją ścigają.
– Tom!– krzyknąłem.– Dzwoń do jej ciotki! Chce adres jej nowego domu. – Czarnowłosy wychylił głowę z pokoju i pokiwał, zgadzając się. Po kilku minutach wyszedł ubrany w nowe ciuchy.
– Nancy nie wie gdzie się przeprowadziła. Nie chciała jej powiedzieć, póki całkowicie się tam nie urządzi, ale rozmawiała z nią kilka minut temu i jest wszystko w porządku.
– Ja muszę z nią porozmawiać! – warknąłem zły na niego.
– Stary, ogarnij się! Ona się na ciebie wkurzyła, ale do jutra jej to przejdzie, więc wyluzuj! Dobra ja spadam, Soph na mnie czeka, a ty nie rób nic głupiego! – zastrzegł, wychodząc.
Patrzyłem jak odjeżdża. Zazdrościłem mu, gdyż ja też chciałem być w drodze do ukochanej... Wkurzony wyciągnąłem telefon i wybrałem numer.
– Mark? Tu Drou. Mam do ciebie sprawę. Musisz znaleźć mi kogoś...

       Zaparkowałem pod jakimś kolorowym budynkiem. Zauważyłem jej auto niedaleko niego, zatem uradowany wszedłem do środka. Stanąłem przed skrzynką na listy, mając nadzieję, że będzie napisane jej nazwisko. Niestety, nic. Chociaż jedna plakietka była pusta, dlatego domyśliłem się, że właśnie tam zamieszkała. Drugie piętro, 12 B. Szczęśliwy wjechałem windą na górę. Stanąłem przed drzwiami, z którego dochodził wspaniały śmiech ciemnowłosej. Zapukałem, i czekałem aż ktoś mi otworzy. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność. Drzwi się uchyliły, a w ich progu stanęła dziewczyna. Mimowolnie uśmiechnąłem się na jej widok, jednak ona nie odwzajemniała mojej radości.
– Co ty tutaj robisz? – warknęła zła. Nie miałem jej tego za złe, też bym się na jej miejscu wkurzył.
– All, chciałem cię przeprosić... – Drzwi zatrzasnęły się przed moim nosem. Jeszcze kilka centymetrów i mógłbym się z nim pożegnać... – All, proszę. Pogadaj ze mną.
– Nie mam teraz ochoty. – Otworzyła je na chwilę, a gdy chciała zamknąć, podstawiłem nogę i wślizgnąłem się do środka. Zauważyłem, że na kanapie siedzi jakiś facet. Podszedł do nas, a ja rozpoznałem go. To ten sam idiota, który podwalał się do niej na wystawie.
– Co on tu robi?! – zapytałem wściekły.
– Mieszka obok – odparła beztrosko.
– To niech lepiej wraca do swojego mieszkania, bo chciałbym porozmawiać ze swoją dziewczyną. – Otworzyłem mu drzwi, ten jednak nie ruszył się. – Mam ci to przeliterować? Czy może pomóc w trafieniu do swojego domu?
– Ej ogarnij się koleś – odezwał się, chcąc załagodzić sytuację.
 Koleś? Serio? Podszedłem do niego, chcąc wywalić go z mieszkania, a on się wyrwał. Pomimo tego, że był starszy o jakieś dwa lata i wyższy ode mnie, to ja wiedziałem, że dam sobie z nim radę. Przywaliłem mu w mordę, a moja ukochana pisnęła. Złapałem go za bluzę i wywaliłem z mieszkania.
– Wynoś się stąd! – krzyknęła. – Nie chce cię więcej widzieć! – Po jej policzkach spłynęły łzy, a ja nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. Wyszedłem, głośno trzaskając drzwiami. Tego dupka już nie było na korytarzu. Miał szczęście. Gdybym go spotkał, to pewnie pobiłbym go na śmierć.

                                                         ***TOM***

         Po jakieś godzinie od opuszczenia domu, dostałem esemesa od Gabriela, że znalazł naszą małą dziewczynkę. Uśmiechnąłem się pod nosem, wiedząc, że już nie muszę się o nią martwić. Teraz w pełni mogłem zająć się Sophie. Leżała już naga na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jej ciele, przygryzając od czasu do czasu jej skórę. Dziewczyna jęczała pod wpływem moich ust. Na mojej twarzy zawitał łobuzerski uśmieszek. Dalej kontynuowałem pieszczoty...
– Możesz to w końcu odebrać? – zapytała zirytowana blondynka.
Niechętnie wstałem i spojrzałem na wyświetlacz. Alison dzwoniła do mnie kilka razy, ale przecież był z nią Gabe, więc czego mogła ode mnie chcieć? Wyłączając telefon, zauważyłem wiadomość. Zapewne od niej. Rzuciłem go na siedzenie i wróciłem do dziewczyny. Cały aż wrzałem w środku przez nią. Była strasznie pociągająca. Wszedłem w nią i zacząłem od kilku płynnych ruchów...

Tom, proszę odbierz... Potrzebuję Cię. Pomóż mi..."– Tak brzmiała wiadomość, którą z niedowierzaniem rano przeczytałem.



Rozdział zbetowany przez Pamę, za co serdecznie dziękujemy!
Akcja powoli się rozkręca :)
Mam nadzieję, że wam się podoba : *
Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
seoanaa

2 komentarze:

  1. Rozdział jest super, wygląd bloga także. Świetnie piszesz, podoba mi się.
    Prosiłaś bym cię informowała a więc: nowy rozdział--> w końcu :D
    http://przed-miloscia-nie-ma-ucieczki.blogspot.co.at/

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. :)
    Rozdział podoba mi się bardzo. Przyjemnie się go czytało, jest świetny. Szkoda tylko, że się pomiędzy nimi popieprzyło. :c
    No i oczywiście, że nic się nie stanie All.
    Mam nadzieję, że będzie dobrze i że w końcu będą jakieś wyjaśnienia, bo nie ogarniam na razie pewnych rzeczy... :D
    Tak więc, czekam na następny, życzę weny, bo to dość ważne i pozdrawiam. Ula. :)

    OdpowiedzUsuń