niedziela, 20 kwietnia 2014

Bracia Foster

***Tomas***
    - Co masz na myśli mówiąc jej ojciec? Co ona ma do tego? - zapytałem jednocześnie zaskoczony i zły.
- Sam się go będziesz mógł o to zapytać swojego ojca - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Nie zrozumiałem o co mu chodzi i podniosłem rękę w celu przyjacielskiego gestu. Zamkniętą dłonią. Po nosie. Jednak coś skutecznie mi to uniemożliwiało - czyjeś palce zacisnęły mi się z całej siły na nadgarstku. Syknąłem z bólu i odwróciłem się w celu zobaczenia, kto za mną stoi. W moich myślach pojawił się stek przekleństw, których nie byłem w stanie wypowiedzieć na głos.
- Bracia Foster... - wyszeptałem. - Jak dobrze was znów widzieć.
Było to kłamstwo. Każdy, kto ich znał i był przy zdrowych zmysłach NIGDY nie cieszył się ze spotkania z nimi. Mieli oni bowiem trochę ponad dwa metry wzrostu, prawie metr szerokości i byli silni jak niedźwiedzie. Jedyny szaleniec, który "zadawał się" z bliźniakami był mój ojciec. Jednak on mógł sobie na to pozwolić - płacił im czterokrotnie większą pensję niż komukolwiek innemu. Byli to jego główni ochroniarze i ludzie do czarnej roboty. Umieli załatwić wszystko, a ich wygląd odstraszał ciekawskich. Raz była sytuacja, gdzie musieli iść do gościa i grzecznie przypomnieć mu o oddaniu pieniędzy. Biedak krzyczał tak głośno, że sąsiedzi wezwali policję. Radiowóz przyjechał w momencie, gdy akurat opuszczali posesję i... nie zatrzymał się. Widząc ich po prostu przejechał i już się nie pojawił.
    - Też się cieszymy. Tym bardziej, że musieliśmy przejąć część twoich obowiązków, a szef wcale nie podniósł nam wynagrodzenia - wyszczerzyli zęby.
Nic się nie zmienili. Nadal byli łysi, a koszulka XXL była na nich za ciasna. Pierwszy raz w życiu widziałem, żeby wypowiedzieli aż tyle słów na raz. Współpracowałem z nimi kilkakrotnie, jednak nie wdawaliśmy się w rozmowy.
- Jak chcecie, to pogadam z nim na ten temat, jak tylko będę go widział... - zacząłem, co wywołało u nich napad śmiechu.
Wiedziałem, że z nimi się nie dyskutuje, więc nie mówiłem nic więcej. Olbrzym podniósł mnie jedną ręką za koszulkę jak szmacianą lalkę i po prostu zaniósł do samochodu. Wylądowałem na tylnym siedzeniu i wtedy błysnęła we mnie iskierka nadziei.
    Bracia Foster rozmawiali ze sobą po lewej stronie samochodu, podczas gdy ja siedziałem z prawej strony. Kluczyki były w stacyjce, a drzwi od kierowcy otwarte. Nie zamierzałem kraść samochodu, ponieważ mój ojciec nie był taki głupi i w każdym pojeździe swoich pracowników zamontował nadajnik, więc szybko by mnie znalazł. Wiedziałem jednak, że siła i wielkość siejących postrach braci ma swoją wadę - wcale nie umieją szybko biegać. Wyciszyłem wszystkie swoje myśli i oddech, bo chciałem usłyszeć ich mowę.
- ... tylko trzech... - odezwał się pierwszy.
- Przypomnij mi po co... Tom'a - kawałki zdania drugiego.
- Chce się dowiedzieć, gdzie ona jest.
Już wiedziałem, po co jestem mojemu ojcu. Chciał wyciągnąć od mnie informacje o Allis. Nie byłem pewny, czy aby na pewno o tym mówili moi porywacze, ale się domyślałem. Na sto procent wiedziałem natomiast, że mój ojciec mógłby kazać im mnie bić tak długo, aż by mnie nie zabili, gdybym nie powiedział tego, czego oczekiwał. Miałem teraz ostatnią szansę.
    Złapałem oburącz za siedzenia i jednym susem przeskoczyłem do przodu. Obrócili się, więc wiedziałem, że zaczynam toczyć swoją walkę o życie. Złapałem kluczyki i zacząłem biec. Szybko sprintem przed siebie. Poczułem się jak za starych czasów, gdy takie rzeczy były na porządku dziennym. Czułem adrenalinę i miałem nadzieję, że potem nie będę za nią tęsknić.


***Alison***
    Z jednej strony cieszyłam się, że Tom pojechał z Sophie. Lepiej dla nich, bo w końcu mogłoby się z tego zrodzić coś poważnego i lepiej dla nas. Potrzebowałam tego beztroskiego czasu tylko we dwoje. Wiedziałam wtedy, że nikt nam nie przeszkodzi. Z drugiej zaś miałam jakieś złe przeczucia. Nie wiedziałam nawet z jakiego powodu, ale po prostu zdawało mi się, że Tom nie powinien nigdzie jechać. Pewniej bym się czuła, jakby siedział na miejscu u siebie w mieszkaniu. Wiedziałam, że to głupie, więc się nie odzywałam.
    Leżeliśmy u mnie na łóżku wtuleni w siebie, a promienie słońca padały na nasze ciała. Czułam sie naprawdę wspaniale. Gdy się całowaliśmy miałam motylki w brzuchu. Mogłam tak leżeć do końca swojego życia. Ręce mojego ukochanego błądziły po moich plechach, co było naprawdę przyjemne.
- Możemy nie wychodzić dzisiaj z łóżka? - zapytał mnie między pocałunkami.
- Yhym - wymruczałam.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - uśmiechnęłam się i przyssałam się do niego z powrotem.
    Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Usiadłam, aby pójść w tamtą stronę, ale zostałam przyciągnięta z powrotem.
- Obiecałaś - skarcił mnie wzrokiem.
- Ale... - nie dokończyłam, bo zatkał mi usta swoimi.
- Obiecałaś - wyszeptał.
Zrezygnowana opadłam obok niego. Pukanie jednak nie ustawało. Rozległo się znowu i znowu i znowu.
- All, wszystko w porządku? Mogę się mylić, ale wydawało mi się, że jesteś w środku. Nic się nie stało? - był to Josh, który martwił się o mnie. Nie wytrzymałam i wstałam. Kątem ona zdążyłam zauważyć rozczarowanie w oczach Gabriela.
    - Nie przeszkadzam? - zobaczyłam uśmiechniętą twarz sąsiada.
- Nie, właśnie wstałam.
- Chyba raczej my i wcale tak nie jest. Wracajmy - odezwał się mój zazdrosny facet patrząc się prosto na mnie.
- Daj spokój. Przesadzasz - skarciłam go mając nadzieję, że przestanie.
- Ja przesadzam? Dobra, jak chcesz.
No tak, jak zwykle. Gdy mu coś nie pasowało, to obrażał się jak małe dziecko. Tym razem postąpił tak samo. Ubrał się, po czym wyszedł z domu nie mówiąc mi gdzie, ani po co. Stwierdziłam, że nie będę za nim lecieć, przecież i tak wróci. Miałam już dosyć jego humorków. Kochałam go, ale naprawdę przesadzał.
- To czego się napijesz?

***Tomas***

    Wracałem do hotelu. Wyskoczyłem "na godzinkę do starych znajomych". W sumie była to prawda, gdyby nie to, że mój pobyt u nich przedłużył się po połowy dnia. Miałem nadzieję, że Sophie to zrozumie i nie rzuci się na mnie od wejścia z pięściami. Bardzo ją lubiłem i nie chciałem, żeby się bardzo denerwowała, tym bardziej z mojego powodu. Spojrzałem na siebie w lusterku, jednak nie zauważyłem żadnych zmian w swoim wyglądzie. Miałem to szczęście, że bracia nie zamierzali mi zrobić krzywdy, bo wtedy musiałbym wymyślić naprawdę porządną wymówkę, aby cała sytuacja nie wyszła na jaw. Zdałem sobie sprawę, że cały czas ściskam w ręce kluczyki do ich samochodu. Wyrzuciłem je szybko przez okno. Wątpiłem, żeby tam też było coś umieszczone, ale nie chciałem ryzykować. Ja byłem jak kot. Miałem dziewięć żyć - może nie dosłownie, ale prawie zawsze z misji wychodziłem w całości. Sophie za to, była tylko zwykłą dziewczyną, więc obawiałem się, że mogą ją wykorzystać do swoich celów.
    Podjechałem pod hotel. Przed wejściem do pokoju rzuciłem ostatni raz wzrokiem na siebie, po czym zapukałem. Usłyszałem otwierany zamek, jednak drzwi się nie ruszyły. Po chwili sam nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Dziewczyna siedziała na kanapie i wpatrywała się w telewizor, jednak wcale go nie oglądała, bo nie działał. Był włączony, ale śnieżył tak bardzo, że nie było nic widać. Zupełnie tak, jakby ktoś odłączył antenę.
- Cześć mała - rzuciłem na powitanie, mając kompletną pustkę w głowie. Miałem nadzieję, że wymyślę coś dobrego po drodze, jednak zbyt zająłem się rozmyślaniem o Allison. Musiałem więc zdać się na to, co mi ślina na język przyniesie.
- Nie działa - poskarżyła się jak mała dziewczynka.
Podszedłem do urządzenia i aż uśmiechnąłem się do siebie. To rzeczywiście była odłączona antena. Było to coś bardzo prostego, co nawet nie można było nazwać usterką. Nie powiedziałem jej jednak o tym - wolałem, żeby uważała mnie za złotą rączkę.
    - Nie jesteś zła? - zrobiłem minę zbitego psa.
- Nie Wiem jak to jest, jak długo nie widzisz się z kimś, kogo bardzo lubisz. Jednak strasznie mi się nudziło, a ten złom się popsuł - westchnęła, po czym oparła głowę o moje ramię.

***Alison***
    Po minie Jash'a widziałam, że coś jest nie tak. Niby był wesoły, ale jakoś nie tak jak zawsze.
- Co się stało? - zapytałam z nadzieją, że mi odpowie.
- Nic... - zabrzmiało to strasznie nieszczerze.
- Nie ściemniaj, tylko powiedz.
Westchnął. Widziałam, że chce się odezwać, ale nie wie od czego zacząć. Zobaczyłam także łzy w jego oczach.
- Chłopak ze mną zerwał - wyrzucił z siebie, po czym rozpłakał się jak małe dziecko.
    Była to strasznie niezręczna chwila, nie miałam najmniejszego pojęcia, jak mam mu pomóc. W końcu podeszłam do niego i przytuliłam do siebie. Odwzajemnił uścisk, po czym wypłakał mi się w ramię. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak to jest, kiedy dziewczyny płaczą po zerwaniach. Nie było to za ciekawe i nie po raz pierwszy postanowiłam sobie, że NIGDY nie będę płakała przez faceta.
    Zaproponowałam mu, że możemy obejrzeć jego ulubioną komedię, a on zgodził się od razu. Skoczyłam szybko do kuchni zrobić herbatkę i popcorn, po czym usiadłam obok niego. W głębi duszy cieszyłam się, że jest gejem. Gdyby nie to, czułabym się strasznie niezręcznie siedząc tak z nim, a za nic nie chciałam z tego zrezygnować. Wiedziałam, że Gabriel nie jest zazdrosny, tylko zdenerwował się, że popsuł nam plany. Miał on jednak do tego ważny powód. Przyjaźniłam się z nim, więc do kogo miał przyjść, jak nie do mnie?
- Znowu przeze mnie się pokłóciliście... - Josh zaczął rozmowę.
- Wcale nie przez ciebie. To on ma foszki foszki z byle powodu. Poza tym nie martw się, twój chłopak wróci do ciebie. Widziałam, że naprawdę cię kocha.

***Tomas***
    O dziwo, naprawdę nie była zła. Widziałem za to, że bardzo się za mną stęskniła. Włączyłem jakiś horror, ponieważ ona je uwielbiała. Ja patrzyłem się w ekran jak na każdy normalny film, podczas gdy ona przysuwała się coraz bardziej do mnie. Nie, żebym miał coś przeciwko oczywiście, i tak już leżała przytulona do mnie. Nie rozumiałem za to, po co chcieć oglądać jakiś film, a potem oglądać go przez palce. Było to dla mnie wręcz śmieszne, ale nie powiedziałem jej tego. Wiedziałem, że może się na mnie obrazić, a tego chciałem bardzo uniknąć.
    Gdy pojawiły się napisy końcowe, Sophie nadal siedziała w tej samej pozycji co przy napisach początkowych i ani myślała się ruszyć.
- Wstajesz, czy zamierzasz tak spać? - wyszeptałem jej do ucha.
- Ja się boję.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Wypowiadała te słowa po każdym horrorze. Wstałem, a ona złapała poduszkę i przytuliła ją do siebie.
- Nie wolisz mnie? - spojrzałem na nią swoim uwodzicielskim wzrokiem.
Puściła poduszkę i przyciągnęła mnie do siebie. Całowała bardzo zachłannie, po czym ściągnęła koszulkę.
- Co ci się stało w ramię?
    Spojrzałem na rękę i zobaczyłem wielkiego siniaka. Pieprzyć braci Foster, zaraz będzie pieprzenie czegoś innego - pomyślałem.
- Nie uwierzysz. Byłem dzisiaj u mojego kumpla. On ma takiego dużego psa, bernardyna...

***
Przepraszam, że takie spóźnienie, ale to nie zależało ode mnie. Mniej niż chciałam, w ogóle nie mam weny ostatnio na nic. Cały czas boli mnie głowa, ale spięłam dupę i napisałam rozdział w jeden dzień. Nie jestem jednak z siebie dumna, bo mi się to nie podoba. Jeżeli będzie coś źle to z góry przepraszam, ale nie mam siły tego czytać. Seoanaa się na mnie fochła, więc raczej też tego dzisiaj nie przeczyta, a jak przeczyta to nie skomentuje. Spadam spać, dobrej nocy życzę i wesołych świąt.
Tak w ogóle to zapraszam do siebie smiertelnapasja.blogspot.com
Pozdrawiam,
Katarina

środa, 9 kwietnia 2014

Jak nie ja, to kto?

     Całą noc nie mogłam zmrużyć oczy. Zmęczona i nieprzytomna, wlokłam się po kuchni. Chciałam zrobić sobie kawę, ale jakoś nie mogłam przypomnieć sobie gdzie postawiłam pudełko z kawą. Po prostu zmył się, a jeszcze pamiętałam jak wieczorem chowałam ją do dolnej półki... No właśnie!
Sięgnęłam
do półki, gdzie znalazłam niebieską puszkę. Na metalowym opakowaniu była przyczepiona mała żółta karteczka z napisem "Dzień dobry :)". Uśmiechnęłam się. Gabriel jak zwykle wiedział jak umilić mi dzień. Wyciągnęłam swój czerwony kubek i zaczęła go napełniać brązowym proszkiem. Po drugiej łyżeczce, kawa sama się wysypała, a pudełko z hukiem spadło na ziemie. Uświadomiłam sobie, że chowając ją Gabriela nie było w domu, ani żadnej kartki.
- Oni tu byli- wyszeptałam sama do siebie. Ten ktoś wszedł do mieszkania, gdy byłam na gorze, albo w łazience. Łzy zebrały się w okolicach moich oczów. Miałam ochotę się rozpłakać, jednak nie pozwoliłam sobie na żadne łzy, ani na to, żeby ktoś mnie zastraszał. Szybko się ogarnęłam i wyszłam z domu, uprzednio upewniając się czy nie ma żadnego auta w pobliżu. Gdy moje przekonania się utwierdziły, udałam się na kolejny kurs samoobrony.
      Zajęcia
trwały jakieś dwie godziny. Dawałam z siebie wszystko, gdyż chciałam opanować ją jak najlepiej i najszybciej, chociaż podstawowe chwyty. Wiązało się to z kolejnymi siniakami, ale było warto. Zapisałam się na kolejne lekcje z nowym trenerem, które jeszcze dzisiaj miały się odbyć. Ale to były lekcje pokazowe, więc były przeznaczone tylko dla chętnych.
     W drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do ciotki, która jak się okazało, wybierała się na kolejny wyjazd służbowy. Oczywiście Nathaniel jej w tym towarzyszył.
- All! No nareszcie! Wiesz jak za tobą tęskniłam? No i się martwiłam!- Krzyknęła do mnie, gdy wysiadałam z auta.
- Tak wiem, ciociu, ale ostatnio nie miałam czasu. Wiesz ile jest roboty z przeprowadzka?
Ujrzawszy moja minę, wybuchła śmiechem.
- Mamy lot za dwie godziny, a jeszcze musimy wstąpić do firmy, wiec niestety musimy już jechać. Chyba, że ty chciałabyś jechać z nami? Na parę dni do Berlina...
- Nie dziękuje. Chociaż bardzo bym chciała z wami jechać, mam przecież prace. Musze namalować kilka obrazów do domu jak i do galerii. Szykuje się kolejny wernisaż- pisnęłam z radości.
- No mała, jestem z ciebie dumna!
Pogadałyśmy
jeszcze przez chwile, a potem pojechałam. Dziwnie rozmawiało mi się z nią w towarzystwie Nathaniela. Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Tak, jakby analizował z zewnątrz mnie. Gdy zadzwonił jego telefon, od razu wyszłam z domu, uprzednio żegnając się z ciotką. Nie chciałam więcej patrzeć na niego, a tym bardziej się z nim żegnać. Był dziwny.
Wstąpiłam jeszcze do kawiarni, w której pracował Geba. Uśmiechnął się na mój widok. Ja na jego tez. Zwłaszcza, ze miał na sobie kelnerski fartuch w którym wyglądał komicznie.
- Taka niespodzianka z rana? Wpadaj częściej- złożył namiętny pocałunek na moich ustach.
- Miałam nadzieje, ze pójdziemy razem na lunch.
- W sumie możemy spędzić cale popołudnie. Zaraz mamy inwentaryzacje i nie jestem im już potrzebny.
- Ale mi owszem. Wiec co proponujesz?
- Oj nie mała! Zaraz masz trening, więc zjemy coś i zawiozę cię na zajęcia. Potem możemy pójść do ciebie...- zaproponował, a ja w zamian złożyłam namiętny pocałunek na jego ustach. Usłyszałam odchrząknięcie i oderwałam się od niego, spoglądając na mężczyznę obok nas.
- Gabrielu, myślę, że możesz już iść. Właśnie zamykamy i zaczynamy inwentaryzację- oznajmił i zniknął, wchodząc do zaplecza. Szatyn udał się w jego kierunku i po chwili wrócił gotowy do wyjścia.
Po zjedzeniu lunchu, Gabriel zawiózł mnie pod sale. Teraz jeszcze chętniej uczęszczałam na zajęcia. Bałam się, a to wspomagało mnie w treningach. Szczególnie, gdy wyobrażałam sobie, że mój partner podczas treningów jest tym, który mnie prześladuje, bądź tym, który zabił Mike.
Po skończonych zajęciach wyciągnęłam telefon z zamiarem powiadomienia Gabriela, że trening skończył się szybciej. Chłopak miał za niedługo być pod salą, więc po wzięciu szybkiego prysznicu, stałam odświeżona zaraz przy wyjściu. Czekając kupiłam sobie zimny napój w automacie.
- A ty co tak sama?- Usłyszałam głos trenera za sobą. Odwróciłam się. Mulat z uśmiechem szedł w moją stronę. Jego ciemne włosy nadal były wilgotne, a przez cienką koszulkę, można było dostrzec zarys jego umięśnionego torsu.
- Czekam na transport- odparłam, a następnie upiłam kilka łyków kupionego soku pomarańczowego.
- Może cię podwieźć?- Zaproponował.- Przy okazji wstąpilibyśmy na jakiegoś drinka?
- Nie, dziękuje- odparłam pewnie. Wiedziałam, że Dylan nie chciał mnie zaprosić „tylko” na drinka. Zresztą, ja miałam chłopaka, a jemu na pewno nie spodobałoby się, że wychodzę ze swoim trenerem.


***Gabriel***

      Zaparkowałem z tyłu, więc wszedłem drugimi drzwiami do środka budynku. Rozglądnąłem się w poszukiwaniu All i dostrzegłem ją w towarzystwie Mulata. Znowu krew się we mnie zagotowała. Wiedziałem, że wpadła mu w oko, ale to była moja dziewczyna i nie zawahałbym się przed niczym, aby to udowodnić. Zbliżałem się do nich, a oni wciąż mnie nie zauważyli. Nie miałem pretensji do ukochanej, która stała do mnie tyłem, tylko do tego idioty, który bezczelnie gapił się na jej biust.
-... wstąpilibyśmy na jakiegoś drinka?- Usłyszałem część jego słów. Jeszcze bardziej się wkurwiłem. Co to miało być? Chciałem się na niego rzucić. Rozwalić mu tą głupio szczerzącą się twarz i udowodnić, że nie jest takim „wspaniałym” trenerem za jakiego wszyscy go uważali. Szczególnie chciałem mu pokazać, że ona jest ze mną.
- Nie, dziękuje- odparła, a ja się uśmiechnąłem. Już nie był taki pewny siebie, a ja miałem niezbity dowód tego, że ona naprawdę coś do mnie czuje. Gdy ten Mulat na mnie spojrzał, All od razu powędrowała za jego wzrokiem i nasze spojrzenia się zetknęły. Pożegnała się ze swoim trenerem i rzuciła się na mnie. Splotła dłonie na mojej szyi, a ja wbiłem się swoimi ustami w jej. Malinowe wargi delikatnie muskały moje usta. Uwielbiałem ją całować.
- Ał!- Jęknęła, gdy objąłem ją w talii.
- Czy ty aby nie za bardzo się do tego przykładasz? All, coraz częściej słyszę, że coś cie boli, albo widzę, że masz coraz więcej siniaków na ciele. Może trochę przystopujesz?
- Nie martw się, ja po prostu mam delikatną skórę, więc po byle mocniejszym uścisku pojawiają się siniaki. Ale szybko znikają- zapewniła. Nie podobało mi się to, ale wiedziałem jakie delikatne potrafią być dziewczyny.
- Niech ci będzie. Musimy wstąpić jeszcze do Toma. Postanowił wyjechać do Nowego Yorku z Sophie.
- Czemu mi o tym nic nie wspomniał?
- Sam dowiedziałem się przed jakąś godziną, a do ciebie też dzwonił, tylko zapomniał o treningu. Dlatego powiedziałem, że ja cię przywiozę i razem się z nim pożegnamy.
    Dziewczyna niepewnie skinęła głową i udała się w stronę wyjścia. Wziąłem jej torbę i poszedłem za nią. Schowałem jej rzeczy na tylne siedzenie i wyciągnąłem reklamówkę z chińszczyzną, którą po drodze kupiłem. Podałem Alison, która z przyjemnością przyjęła jedzenie. Z doświadczenia wiedziałem, że takie treningi wspomagają apetyt.
Po kilkunastu minutach znajdowaliśmy się już w moim domu. Sophie była już spakowana, więc wraz z All udały się do salonu. Ja postanowiłem jeszcze raz pogadać z Tomem, który kończył pakować swoje rzeczy.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić?- Zapytałem opierając się o framugę. Ciemnowłosy pokręcił głową nim spojrzał na mnie.
- Słuchaj, nie robię tego z własnej woli, tylko dla Alison. Nie wiem czego ojciec od niej chce, ale muszę się tego dowiedzieć. Nie mogę pozwolić, żeby on wciąż ją szukał. Jeśli chce mnie, to dostanie, ale niech nie miesza w to ją.
- Myślę, że oni kłamią. On wcale cię nie szuka, tylko chce czegoś od niej, a oni byli tylko dla zmyłki. Posłuchaj, to nie jest gra w ciociu babkę, tylko poważna sprawa. Nie możemy pozwolić sobie na żaden błąd, a jeśli pójdziesz spotkać się ze swoim ojcem, istnieje duże ryzyko, że będzie cię śledził i znajdzie ją.
- Nie martw się. Ja nie spotkam się z nim bezpośrednio, tylko jak już to za pomocą jego pracownika. Najpierw wyciągnę od Marco wszystko co wie na ten temat, dopiero później jakoś to załatwię- powiedział zamykając torbę. Z hukiem odstawił ją na ziemię i posłał mi pocieszający uśmiech. Tomas nie zaliczał się do osób, które z łatwością wpadają w tarapaty lub popełniają jakieś błahe błędy. Już od lat zajmowaliśmy się tym, więc nie byliśmy amatorami.
     Wraz z Alison zawieźliśmy ich na lotnisku. Po kilku przytuleniach i piskach, w końcu oni weszli do samolotu. Wierzyłem Tomowi i miałem nadzieje, że nie zawiedzie. Zbyt dużo od tego zależało.
Gdy już wróciliśmy do domu, wziąłem szybki prysznic. Wychodząc z łazienki dostrzegłem, że dziewczyna leżała na kanapie, a jej powieki powoli się zamykały. Klęknąłem przed nią, a ona uśmiechnęła się.
- Odwieziesz mnie do domu?- Wychrypiała, a następnie słodko ziewnęła.
- Nie chcesz tu zostać?- Zaproponowałem. Przetarła dłonią zmęczone powieki i odmówiła.- Czemu?
- Bo mieszkam dopiero od kilku dni w swoim domu i nie mogę się nacieszyć nim- uśmiechnęła się.
- Mam być zazdrosny?- Spoważniałem co ją jeszcze bardziej rozśmieszyło.
- Już chyba wystarczająco jesteś zazdrosny o innych. Jeśli chcesz to możesz spać u mnie póki Tom nie wróci- czule ją pocałowałem i wróciłem do pokoju po jakieś swoje rzeczy. Miałem przez tydzień mieszkać z Alison pod jednym dachem? Żadnych nieproszonych gości, ani Toma, który miał uszy królika i zawszy gdy leżeliśmy całując się, wpadał do pokoju. Nikt nie musiał mi powtarzać tego dwa razy. Z przyjemnością skorzystałem z jej propozycji.
     Zbliżała się dziewiąta, gdy zaparkowałem pod jej blokiem. Omal nie usnęła w aucie, co wydało mi się takie słodkie. Widząc ją taką zmęczoną, miałem ochotę ją przytulić i pocałować na „dobranoc”. Powoli poczłapała do swojego mieszkania, a ja zająłem się torbami. Wchodząc do jej mieszkania zauważyłem kilka ubrań wyznaczających drogę do jej pokoju. Uśmiechnąłem się pod nosem. Była bardzo zmęczona, więc nie zamierzałem jej przeszkadzać. Pozbierałem ciuchy i zajrzałem do jej pokoju. Już spała, ubrana w moją koszulkę. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc zostałem jeszcze chwilę na dole. Gdy już byłem wystarczająco zmęczony, udałem się do sypialni po drodze zerkając na okno. Czarne BMW stało na zewnątrz. Pomimo, że nie miałem mieć żadnych powodów do obaw, jeśli chodziło o to konkretnie auto, to w środku czułem niepokój. Zdawało mi się, że pominęliśmy bardzo ważny fakt, który już nie długo da o sobie znaki.



***TOMAS***

     Siedziałem w kawiarni czekając na mojego towarzysza. Sophie udała się na zakupy. Wiedząc, że nie przepadam za tym całym shoppingiem, odpuściła mi i postanowiła iść sama. Ja nie miałem nic przeciwko temu, chociaż nie zbyt pasowało mi to, że idzie sama. Ponownie spojrzałem na zegarek. Denerwowałem się tym, że on się spóźniał. Nie cierpiałem tego.
    Zamówiłem kolejną kawę, a następnie mój wzrok powędrował na drzwi, które zostały otwarte. Młody mężczyzna właśnie wszedł do lokalu. Rozejrzał się po stolikach i uśmiechnął, widząc mnie przy jednym z nich. Ściągnął czarne okulary i podszedł do mnie. Usiadł naprzeciwko mnie i ponownie się uśmiechnął. Na mojej twarzy zawitał grymas. Chciałem, aby ta rozmowa jak najszybciej się skończyła.
- Nie mam dla ciebie najlepszych informacji- zaczął, a ja ponownie się wkurzyłem.- Twój ojciec nie chce mi zbyt dużo powiedzieć. Jedynie co to kazał mi znaleźć Alison.
- Myślałem, że to właśnie mnie szuka...
- Nie. O tobie nie chce nic wspominać. Zbytnio zraniłeś go odchodząc. Ty wiesz co się w firmie działo? Gdyby się nie pozbierał, to pewnie teraz wszyscy bylibyśmy martwi, albo bezdomni. Wszystko po prostu by upadło.
- Wątpię- zaprzeczyłem.- Ojciec był zbyt wkurwiony na mnie, żeby opłakiwać mój wyjazd.
- Mylisz się. Słuchaj, jestem z nim bliżej niż ty, więc wiem lepiej.
- Dobra, nie przyjechałem tu, żeby zając się sprawami pomiędzy mną, a nim. Chce wiedzieć dlaczego właśnie wybrał All. Co ona mu zrobiła?
Coll spojrzał na mnie i głośno westchnął.
- Nie ona, tylko jej ojciec.



Hej, tak więc rozdział już jest! I według mnie... nudny. Wgl, nie miałam pojęcia co napisać. Nawał pracy w szkole + ( jak to ja mądra) postanowiłam założyć nowego bloga. 
Mam nadzieję, że aż tak was nie zanudziłam i liczę na jakieś komentarze :*
Pozdrawiam
Seo

środa, 2 kwietnia 2014

Słodkich snów, dziecino.

  
     - Uważacie, że to naprawdę jest konieczne? - zapytałam z nadzieją, że mi odpuszczą.
- Jak najbardziej - usłyszałam w odpowiedzi.
Nerwowo przygryzłam wargę. Po ostatnim wydarzeniu moi chłopcy stwierdzili, że trzeba zapisać mnie na kurs samoobrony. Czy chciałam tego? Wcale nie. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie, która wykonuje kopnięcia, które powalają faceta na ziemię. Kiedyś mieliśmy takie zajęcia w szkole - zwykle z nich uciekałam. Nie podobały mi się i miałam wrażenie, że nic mi się nie uda. Tak samo teraz. To były pieniądze wyrzucone w błoto, a poza tym obiecałam sobie, że już nigdy w życiu nie będę tak lekkomyślna jak ostatnio. To był mój błąd, bo chciałam zrobić na złość mojemu facetowi, no i się skończyło, jak się skończyło. Nie potrafiłam sobie wyobrazić dalszy przebieg akcji, gdyby mnie nie uratowali. Zastanawiałam się też często, skąd oni wiedzieli gdzie ja jestem, jak mnie znaleźli i skąd wiedzieli, że jestem w niebezpieczeństwie. Poza tym, co zrobili z niejakim Ian'em? Tomas był bardzo wybuchowy i byłam ciekawa jak to się skończy...
    Chcąc nie chcąc weszłam do środka. Najpierw przeszliśmy przez wąski korytarz, z którego prowadziło kilka drzwi: szatnia damska, męska oraz toaleta oraz te z napisem sala. Ściany były w dwóch odcieniach niebieskiego, a na podłodze był gumoleum.
- Jeszcze możemy stąd iść... - podjęłam ostatnią, desperacką próbę.
- Ale tego nie zrobimy - odparł Gabriel otwierając drzwi.
    Zobaczyłam niecałe dwadzieścia osób w różnym wieku i płci. Wszyscy byli ubrani w luźne dresy i mieli uśmiechy na twarzach. Głowę podniósł przystojny chłopak, który miał ciemną karnację, jakby był mulatem, a do tego czarne, kręcone, krótko ścięte w irokeza włosy i brązowe oczy. Miło się uśmiechnął, po czym podszedł do nas.
- Czym mogę wam pomóc?
- Chcielibyśmy zapisać naszą przyjaciółkę na kurs samoobrony - Tom spojrzał na mnie znacząco.
- Już od dzisiaj czy na razie chcesz się przyjrzeć? - trener zwrócił się tym razem do mnie.
- Jeszcze się nie zdecydowałam...
- W takim razie usiądź i popatrz, ale gwarantuję, że ci się spodoba. Panom już podziękujemy - powiedział to, nawet się za nimi nie oglądając.
    Widziałam, jak mój chłopak zaciska ręce w pięści a jego oczy wyrażały złość. Czasami, gdy był zazdrosny i tak wyglądał bałam się go. Jego wzrok był błędny i wyglądał jak u jakiegoś psychopaty. Gabe wyszedł od razu, a Tom powiedział, że odbierze mnie potem i wyszedł.

***Gabriel***

    Nie wiem, dlaczego tak się zachowałem. Raz było między nami dobrze, a raz nie. Kiedy jakiś frajer patrzył się na nią, jakby była jakimś cholernym obiektem to miałem ochotę go zabić. Nie rozumiałem, co się we mnie działo. Wyszedłem z tego klubu jak jakiś idiota, zamiast przytulić ją i pocałować pokazując mu, że ona jest MOJA. Niestety nie mogłem teraz nic na to poradzić.
- Stary, mogę wiedzieć, co ci znowu odwala?! - przyjaciel wkurzony podszedł do mnie. - Jest jej przykro, jak tak robisz!
- Zamknij się - spławiłem go, nie chcąc jednak doprowadzić do ponownej bojki.
Nie miałem ochoty się mu tłumaczyć. Jedyne, co chciałem, to odejść jak najdalej. Szybkim krokiem oddaliłem się gdzieś głębiej w miasto. Chodziłem ulicami pełnymi ludzi i zastanawiałem się, czy trener jej nie podrywa i zamiast się uspokoić, wywarło to odwrotny efekt. Byłem zły na siebie, na nią, na Toma, a przede wszystkim na tego typka. W oddali zobaczyłem pub i chcąc nie chcąc wszedłem do środka. Wiedziałem już, jak spędzę resztę wieczoru.
    Do moich nozdrzy dobiegł zapach alkoholu zmieszanego z dymem papierosowym. Nie przeszkadzało mi to jednak; nie teraz. Podszedłem do baru i usiadłem na stare, podrapane krzesełko, które kiedyś miało chyba zielony kolor - teraz było raczej brązowe. Zamówiłem jedną kolejkę, która miała być pierwszą, ale nie ostatnią tego wieczoru.

***Alison***

    Zdziwiło mnie zachowanie mojego chłopka, ale nie chciałam nad tym zbyt dużo rozmyślać, miałam inne rzeczy na głowie. Siedziałam w sali i obserwowałam przebieg treningu. Okazało się, że przyszłam na sam początek, więc miałam okazję zobaczyć, jak to wygląda w całości. Przebrani w sportowe stroje zrobili zwykłą rozgrzewkę. Potem uczyli się na sobie, co należy zrobić, jak ktoś zajdzie ich od tyłu. Nawet nie wiedziałam kiedy, a te dwie godziny minęły i trzeba było iść do domu.
- I jak, podoba się? - zawołał mulat, idąc w moim kierunku.
- Jest lepiej, niż myślałam - przyznałam zgodnie z prawdą. - Chcę się zapisać.
- Wiedziałem, że podejmiesz dobrą decyzję - puścił do mnie oczko. - Od kiedy chcesz zaczynać?
- Od jutra - odparłam ucieszona.
- Od jutro to może nie, bo najbliższy trening jest w czwartek. Przychodź też we wtorek, a jak będziesz się ładnie spisywać, to pozwolę trenować ci także w soboty. Pasuje ci?
- Jak najbardziej! - miałam ochotę rzucić mu się na szyję.
    Gdy wyszłam na zewnątrz, czekał na mnie przyjaciel.
- Gdzie Gabe? - zapytałam go, chociaż wcale nie chciałam tego wiedzieć.
- Musiał coś załatwić, przyjedzie później.
Wiedziałam, że coś jest nie tak, jednak nic nie mówiłam. Chciałam pojechać o siebie i tak się stało. Cały wieczór spędziłam na malowaniu obrazu. Przedstawiał on anioła. Anioła śmierci. Malowidło było czarno - białe, a większość miejsca zajmowały wielkie, ciemne skrzydła. Prawie skończyłam, gdy usłyszałam powtarzający się dźwięk.
    Lekko podenerwowana podeszłam do drzwi balkonowych. Wyjrzałam delikatnie zza firanki nie wiedząc, co lub kto tam na mnie czeka. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że na dole stoi mój chłopak i rzuca kamieniami po oknie. Wyszłam na zewnątrz uważając, aby przypadkiem nie dostać w głowę.
- Gabriel? Co ty tu robisz? Czy coś się stało? - krzyknęłam do niego mając złe przeczucie.
- All, kocham cię! - krzyknął do mnie. Zrozumiałam, że jest pijany. - Jestem idiotą, a mam taką wspaniałą dziewczynę!
- Jesteś pijany, idź do domu! - powtarzałam wciąż, ale on zdawał się mnie nie słyszeć. Wykrzykiwał miłosne hasła lub śpiewał głupie piosenki o miłości. - Wejdź chociaż na górę!
    Miałam nadzieję, że mnie posłucha zanim pobudzi wszystkich sąsiadów i na moje nieszczęście posłuchał. Podszedł do ściany i zaczął się wspinać po rynnie.
- Złaź! Co ty robisz?! - w panice próbowałam go odwieźć od tego pomysłu, niestety w ogóle mnie nie słuchał.
- Kocham cię! Sama kazałaś mi wejść na górę! - miał uśmiech na twarzy.
- Ale schodami!
    Nie wszedł jednak schodami, ale kontynuował wspinaczkę po rynnie. Byłam pewna, że spadnie - przynajmniej ja bym spadła na jego miejscu nie wypiwszy nawet kropelki. On jednak był silny i najwyraźniej miał to opanowane, bo doskonale sobie radził i udało mu się to bez przeszkód. Nie minęła chwila, a znalazł się na balkonie i zaczął dawać mi buzi.
- Śmierdzi od ciebie - powiedziałam jednocześnie zła i rozbawiona tą sytuacją. - Ale się załatwiłeś.
- Przepraszam, jestem idiotą - mina mu posmutniała. - Ale ten idiota cię kocha. Najbardziej na świecie.
Gdy usłyszałam te słowa, to przestałam być zła. Cieszyłam się, że go mam, że przyszedł, cieszyłam się ze wszystkiego. Spoglądał na mnie wzrokiem małego pieska i wyglądał przy tym naprawdę słodko. Chciałam, aby nocował u mnie i już nigdzie nie łaził. Obiecałam sobie, że jutro rozprawie się z nim za tą akcje, ale teraz chciałam iść już spać.
- Dobra, możesz zostać, ale najpierw weź prysznic, mój ty kochany idioto - dałam mu buziaka.

    - Gabriel... - zaczęłam wkładać naczynia po obiedzie do zmywarki. Było już popołudnie, słonce za oknem ładnie grzało przez szyby.
- Hm? - zapytał zza gazety, nawet na mnie nie patrząc.
- Widzisz ten samochód? - wskazałam na czarne BMW stojące za oknem.
- Okej, jak zarobię, to ci kupię takie - rzucił widocznie na odczepne nie przerywając czytania.
- Nie o to chodzi. Mógłbyś na mnie spojrzeć?
    Odłożył czasopismo na stolik i wykonał moje polecenie.
- Co się stało? - zapytał całkiem poważnie.
- Ale obiecujesz, że nie będziesz się śmiał?
- Ach, kobiety. Obiecuję, mów, co się stało.
W tej chwili cała odwaga mnie opuściła i chciałam nic nie mówić. Wiedziałam jednak, że jeżeli teraz się wycofam, to i tak nie da mi spokoju. Bałam się, że mnie wyśmieje i nazwie wariatką lub powie, że mi się nudzi. Ja jednak bałam się. Wiedziałam jednak, że mogę się do niego zwrócić w każdej sytuacji - nawet mi to kiedyś powiedział.
- Ten samochód zza okna widzę już któryś raz... Mam takie głupie wrażenie, że... on mnie śledzi... - poczułam, jak głupio zabrzmiały moje słowa, jednak on odebrał je bardzo poważnie. Widziałam po jego minie, że coś jest nie tak. Wyjrzał przez okno.
- Jeżeli zdarzy się to jeszcze kiedykolwiek, obiecaj mi, że od razu mi o tym powiesz - spojrzał mi głęboko w oczy. Wystraszyła mnie jego reakcja. - Poza tym, nic tam nie ma.
    Wyjrzałam przez okno i zmarszczyłam brwi. Rzeczywiście - przed domem stało tylko jedno auto, które należało do chłopaka Josh'a i Gabe o tym wiedział. Mój facet siadł na fotel w celu dokończenia lektury, jednak prędzej posłał mi uśmiech. Pomyślałam, że może naprawdę wpadam w paranoję i wariuję. Naprawdę działo się ze mną coś złego. Wpadłam na pomysł, jak mogłabym się trochę wyluzować.

- Pojedziemy na basen?
Po jego reakcji widziałam, że chyba popsułam mu plany, bo nie był zbytnio zadowolony moją propozycją.
- Miałem się spotkać z Tomem... - na te słowa ogarnęła mnie złość.
- Jesteś z Tomem, czy ze mną?! Kto jest ważniejszy, ja czy on?! Wczoraj odwaliłeś taką akcję, a ja powinnam być na ciebie zła, a tobie powinno być przykro z tego powodu! Więc jeżeli pytam się, czy idziesz ze mną na basen, masz się zgodzić, rozumiesz?!

    Sama zaskoczyłam się swoją reakcją. Wyszłam z kuchni zostawiając go samego, z otwartymi ustami i poszłam do swojego pokoju. Rozebrałam się do naga, a następnie włożyłam swój dwu-częściowy strój. Na to z powrotem założyłam swoje ubrania. Do torby włożyłam ręcznik, balsam do ciała, klapki, czystą bieliznę i portfel. Gdy wróciłam do kuchni, Gabe'a tam nie było. Zastanawiałam się, czy wolał Tomas'a ode mnie, ale na szczęście tylko był w łazience. Do pływalni mieliśmy niedaleko, więc już po chwili byliśmy na miejscu. Cieszyłam się, że mogę sobie popływać. Przemierzyłam basen parę razy, aż w końcu znudziło mi się to. Wtedy zaczęłam ścigać sie z moim chłopakiem oraz grać z nim piłką plażową. Nawet nie zauważyłam kiedy, a minęły trzy godziny i trzeba było wychodzić.

***Tomas***

    Usłyszałem, jak ktoś wchodzi do domu. Domyśliłem się, że to Gabriel, bo w końcu kto inny mógłby to być. Wszedł do pokoju szybkim krokiem, a twarz miał zmartwioną. Miałem ochotę strzelić mu w pysk.
- Stary, mogę wiedzieć, gdzie byłeś całą noc? - stanąłem tuż przed nim.
- Napiłem się, a potem poszedłem do All. To znaczy wspiąłem się do niej, ale to jest szczegół. Mamy ważniejsze sprawy na głowie - próbował mnie zbyć, ale ja przysiągłem sobie, że tym razem pożałuje, że odwala takie akcje.
- Właśnie, że to jest ważne. Istnieje taka mała, prostokątna rzecz o nazwie telefon - próbowałem mu przerwać.

- Zgubiłem, albo mi ukradli. Słuchaj. Alison jest przekonana, że śledzi ją czarne BMW. Powiedziałem jej, że nic tam nie ma, ale tak naprawdę zdążyłem zauważyć ten samochód. Zapamiętałem numery. Sprawdź je.
    Szybko zapomniałem o wcześniejszych pretensjach i sięgnąłem po telefon. Bardzo martwiłem się o przyjaciółkę, nawet bardziej, niż powinienem. Chciałem ją chronić, a nasłałem na nią takiego debila jakim jest Gabriel. Nie wiem, jak mogłem zrobić coś tak głupiego. Wydawał mi się bardziej odpowiedni, niż jest teraz. Nie mogłem tego jednak odkręcić. Poza tym, musiałem się skupić na jej chronieniu przed innymi, Gabe nie zrobiłby jej nigdy krzywdy. Chyba, że niechcący. Kamień spadł mi z serca, gdy od kolegi usłyszałem, że samochód należy w połowie do osiemdziesięcioloetniego staruszka, a w połowie do jego wnuczki.
- Jednak jej podejrzenia są bezpodstawne. Jest przewrażliwiona po wydarzeniu z niejakim Ian'em. Poza tym, to co z nim zrobiłeś? Bo jakoś do tej pory mi tego nie powiedziałeś.
- Nie dowiesz się - uśmiechnął się w sposób, który nie wróżył nic dobrego.

***Alison***
    Na dworze zrobiło się ciemno, a ja wykąpana leżałam w łóżku. Czułam, jak powoli ogarnia mnie sen. Bardzo zmęczyłam się pływaniem, a zmęczenie zawsze pozytywnie działało na sen. Wiedziałam, że dobrze mi to zrobi, tak jak dobrze przespana noc. Zamknęłam oczy i w chwili, gdy zapadłam w lekki sen, poczułam wibracje telefonu. Będąc przekonana, że to Tom lub Gabe z telefonu przyjaciela i sięgnęłam po komórkę.
 Zdziwiłam się bardzo, gdy okazało się, że jest to numer mojego chłopaka. Czyżby znalazł telefon? Odczytałam treść sms'a.

Słodkich snów dziecino. Twoi chłopcy nie zawsze będą w stanie cię obronić.

***
Dzisiaj miałam swoje pierwsze praktyki! :D Bardzo się z tego powodu cieszę. Jutro sprawdzian z przedmiotu zawodowego. Powiem wam tylko tyle, ekonomia jest nienormalna :D Spadam trochę poćwiczyć i się pouczyć... Ciężki dzień :P Jutro czeka mnie jeszcze sprzątanie i malowanie korytarza... Ale dam radę :3
Pozdrawiam,
Katarina
P.S. Seoanaa, Nira została jako ostatnia, reszta pisków poszła jak świeże bułeczki. Zaklepałam ją specjalnie, podziękujesz mi później :3