niedziela, 20 kwietnia 2014

Bracia Foster

***Tomas***
    - Co masz na myśli mówiąc jej ojciec? Co ona ma do tego? - zapytałem jednocześnie zaskoczony i zły.
- Sam się go będziesz mógł o to zapytać swojego ojca - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Nie zrozumiałem o co mu chodzi i podniosłem rękę w celu przyjacielskiego gestu. Zamkniętą dłonią. Po nosie. Jednak coś skutecznie mi to uniemożliwiało - czyjeś palce zacisnęły mi się z całej siły na nadgarstku. Syknąłem z bólu i odwróciłem się w celu zobaczenia, kto za mną stoi. W moich myślach pojawił się stek przekleństw, których nie byłem w stanie wypowiedzieć na głos.
- Bracia Foster... - wyszeptałem. - Jak dobrze was znów widzieć.
Było to kłamstwo. Każdy, kto ich znał i był przy zdrowych zmysłach NIGDY nie cieszył się ze spotkania z nimi. Mieli oni bowiem trochę ponad dwa metry wzrostu, prawie metr szerokości i byli silni jak niedźwiedzie. Jedyny szaleniec, który "zadawał się" z bliźniakami był mój ojciec. Jednak on mógł sobie na to pozwolić - płacił im czterokrotnie większą pensję niż komukolwiek innemu. Byli to jego główni ochroniarze i ludzie do czarnej roboty. Umieli załatwić wszystko, a ich wygląd odstraszał ciekawskich. Raz była sytuacja, gdzie musieli iść do gościa i grzecznie przypomnieć mu o oddaniu pieniędzy. Biedak krzyczał tak głośno, że sąsiedzi wezwali policję. Radiowóz przyjechał w momencie, gdy akurat opuszczali posesję i... nie zatrzymał się. Widząc ich po prostu przejechał i już się nie pojawił.
    - Też się cieszymy. Tym bardziej, że musieliśmy przejąć część twoich obowiązków, a szef wcale nie podniósł nam wynagrodzenia - wyszczerzyli zęby.
Nic się nie zmienili. Nadal byli łysi, a koszulka XXL była na nich za ciasna. Pierwszy raz w życiu widziałem, żeby wypowiedzieli aż tyle słów na raz. Współpracowałem z nimi kilkakrotnie, jednak nie wdawaliśmy się w rozmowy.
- Jak chcecie, to pogadam z nim na ten temat, jak tylko będę go widział... - zacząłem, co wywołało u nich napad śmiechu.
Wiedziałem, że z nimi się nie dyskutuje, więc nie mówiłem nic więcej. Olbrzym podniósł mnie jedną ręką za koszulkę jak szmacianą lalkę i po prostu zaniósł do samochodu. Wylądowałem na tylnym siedzeniu i wtedy błysnęła we mnie iskierka nadziei.
    Bracia Foster rozmawiali ze sobą po lewej stronie samochodu, podczas gdy ja siedziałem z prawej strony. Kluczyki były w stacyjce, a drzwi od kierowcy otwarte. Nie zamierzałem kraść samochodu, ponieważ mój ojciec nie był taki głupi i w każdym pojeździe swoich pracowników zamontował nadajnik, więc szybko by mnie znalazł. Wiedziałem jednak, że siła i wielkość siejących postrach braci ma swoją wadę - wcale nie umieją szybko biegać. Wyciszyłem wszystkie swoje myśli i oddech, bo chciałem usłyszeć ich mowę.
- ... tylko trzech... - odezwał się pierwszy.
- Przypomnij mi po co... Tom'a - kawałki zdania drugiego.
- Chce się dowiedzieć, gdzie ona jest.
Już wiedziałem, po co jestem mojemu ojcu. Chciał wyciągnąć od mnie informacje o Allis. Nie byłem pewny, czy aby na pewno o tym mówili moi porywacze, ale się domyślałem. Na sto procent wiedziałem natomiast, że mój ojciec mógłby kazać im mnie bić tak długo, aż by mnie nie zabili, gdybym nie powiedział tego, czego oczekiwał. Miałem teraz ostatnią szansę.
    Złapałem oburącz za siedzenia i jednym susem przeskoczyłem do przodu. Obrócili się, więc wiedziałem, że zaczynam toczyć swoją walkę o życie. Złapałem kluczyki i zacząłem biec. Szybko sprintem przed siebie. Poczułem się jak za starych czasów, gdy takie rzeczy były na porządku dziennym. Czułem adrenalinę i miałem nadzieję, że potem nie będę za nią tęsknić.


***Alison***
    Z jednej strony cieszyłam się, że Tom pojechał z Sophie. Lepiej dla nich, bo w końcu mogłoby się z tego zrodzić coś poważnego i lepiej dla nas. Potrzebowałam tego beztroskiego czasu tylko we dwoje. Wiedziałam wtedy, że nikt nam nie przeszkodzi. Z drugiej zaś miałam jakieś złe przeczucia. Nie wiedziałam nawet z jakiego powodu, ale po prostu zdawało mi się, że Tom nie powinien nigdzie jechać. Pewniej bym się czuła, jakby siedział na miejscu u siebie w mieszkaniu. Wiedziałam, że to głupie, więc się nie odzywałam.
    Leżeliśmy u mnie na łóżku wtuleni w siebie, a promienie słońca padały na nasze ciała. Czułam sie naprawdę wspaniale. Gdy się całowaliśmy miałam motylki w brzuchu. Mogłam tak leżeć do końca swojego życia. Ręce mojego ukochanego błądziły po moich plechach, co było naprawdę przyjemne.
- Możemy nie wychodzić dzisiaj z łóżka? - zapytał mnie między pocałunkami.
- Yhym - wymruczałam.
- Obiecujesz?
- Obiecuję - uśmiechnęłam się i przyssałam się do niego z powrotem.
    Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Usiadłam, aby pójść w tamtą stronę, ale zostałam przyciągnięta z powrotem.
- Obiecałaś - skarcił mnie wzrokiem.
- Ale... - nie dokończyłam, bo zatkał mi usta swoimi.
- Obiecałaś - wyszeptał.
Zrezygnowana opadłam obok niego. Pukanie jednak nie ustawało. Rozległo się znowu i znowu i znowu.
- All, wszystko w porządku? Mogę się mylić, ale wydawało mi się, że jesteś w środku. Nic się nie stało? - był to Josh, który martwił się o mnie. Nie wytrzymałam i wstałam. Kątem ona zdążyłam zauważyć rozczarowanie w oczach Gabriela.
    - Nie przeszkadzam? - zobaczyłam uśmiechniętą twarz sąsiada.
- Nie, właśnie wstałam.
- Chyba raczej my i wcale tak nie jest. Wracajmy - odezwał się mój zazdrosny facet patrząc się prosto na mnie.
- Daj spokój. Przesadzasz - skarciłam go mając nadzieję, że przestanie.
- Ja przesadzam? Dobra, jak chcesz.
No tak, jak zwykle. Gdy mu coś nie pasowało, to obrażał się jak małe dziecko. Tym razem postąpił tak samo. Ubrał się, po czym wyszedł z domu nie mówiąc mi gdzie, ani po co. Stwierdziłam, że nie będę za nim lecieć, przecież i tak wróci. Miałam już dosyć jego humorków. Kochałam go, ale naprawdę przesadzał.
- To czego się napijesz?

***Tomas***

    Wracałem do hotelu. Wyskoczyłem "na godzinkę do starych znajomych". W sumie była to prawda, gdyby nie to, że mój pobyt u nich przedłużył się po połowy dnia. Miałem nadzieję, że Sophie to zrozumie i nie rzuci się na mnie od wejścia z pięściami. Bardzo ją lubiłem i nie chciałem, żeby się bardzo denerwowała, tym bardziej z mojego powodu. Spojrzałem na siebie w lusterku, jednak nie zauważyłem żadnych zmian w swoim wyglądzie. Miałem to szczęście, że bracia nie zamierzali mi zrobić krzywdy, bo wtedy musiałbym wymyślić naprawdę porządną wymówkę, aby cała sytuacja nie wyszła na jaw. Zdałem sobie sprawę, że cały czas ściskam w ręce kluczyki do ich samochodu. Wyrzuciłem je szybko przez okno. Wątpiłem, żeby tam też było coś umieszczone, ale nie chciałem ryzykować. Ja byłem jak kot. Miałem dziewięć żyć - może nie dosłownie, ale prawie zawsze z misji wychodziłem w całości. Sophie za to, była tylko zwykłą dziewczyną, więc obawiałem się, że mogą ją wykorzystać do swoich celów.
    Podjechałem pod hotel. Przed wejściem do pokoju rzuciłem ostatni raz wzrokiem na siebie, po czym zapukałem. Usłyszałem otwierany zamek, jednak drzwi się nie ruszyły. Po chwili sam nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Dziewczyna siedziała na kanapie i wpatrywała się w telewizor, jednak wcale go nie oglądała, bo nie działał. Był włączony, ale śnieżył tak bardzo, że nie było nic widać. Zupełnie tak, jakby ktoś odłączył antenę.
- Cześć mała - rzuciłem na powitanie, mając kompletną pustkę w głowie. Miałem nadzieję, że wymyślę coś dobrego po drodze, jednak zbyt zająłem się rozmyślaniem o Allison. Musiałem więc zdać się na to, co mi ślina na język przyniesie.
- Nie działa - poskarżyła się jak mała dziewczynka.
Podszedłem do urządzenia i aż uśmiechnąłem się do siebie. To rzeczywiście była odłączona antena. Było to coś bardzo prostego, co nawet nie można było nazwać usterką. Nie powiedziałem jej jednak o tym - wolałem, żeby uważała mnie za złotą rączkę.
    - Nie jesteś zła? - zrobiłem minę zbitego psa.
- Nie Wiem jak to jest, jak długo nie widzisz się z kimś, kogo bardzo lubisz. Jednak strasznie mi się nudziło, a ten złom się popsuł - westchnęła, po czym oparła głowę o moje ramię.

***Alison***
    Po minie Jash'a widziałam, że coś jest nie tak. Niby był wesoły, ale jakoś nie tak jak zawsze.
- Co się stało? - zapytałam z nadzieją, że mi odpowie.
- Nic... - zabrzmiało to strasznie nieszczerze.
- Nie ściemniaj, tylko powiedz.
Westchnął. Widziałam, że chce się odezwać, ale nie wie od czego zacząć. Zobaczyłam także łzy w jego oczach.
- Chłopak ze mną zerwał - wyrzucił z siebie, po czym rozpłakał się jak małe dziecko.
    Była to strasznie niezręczna chwila, nie miałam najmniejszego pojęcia, jak mam mu pomóc. W końcu podeszłam do niego i przytuliłam do siebie. Odwzajemnił uścisk, po czym wypłakał mi się w ramię. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak to jest, kiedy dziewczyny płaczą po zerwaniach. Nie było to za ciekawe i nie po raz pierwszy postanowiłam sobie, że NIGDY nie będę płakała przez faceta.
    Zaproponowałam mu, że możemy obejrzeć jego ulubioną komedię, a on zgodził się od razu. Skoczyłam szybko do kuchni zrobić herbatkę i popcorn, po czym usiadłam obok niego. W głębi duszy cieszyłam się, że jest gejem. Gdyby nie to, czułabym się strasznie niezręcznie siedząc tak z nim, a za nic nie chciałam z tego zrezygnować. Wiedziałam, że Gabriel nie jest zazdrosny, tylko zdenerwował się, że popsuł nam plany. Miał on jednak do tego ważny powód. Przyjaźniłam się z nim, więc do kogo miał przyjść, jak nie do mnie?
- Znowu przeze mnie się pokłóciliście... - Josh zaczął rozmowę.
- Wcale nie przez ciebie. To on ma foszki foszki z byle powodu. Poza tym nie martw się, twój chłopak wróci do ciebie. Widziałam, że naprawdę cię kocha.

***Tomas***
    O dziwo, naprawdę nie była zła. Widziałem za to, że bardzo się za mną stęskniła. Włączyłem jakiś horror, ponieważ ona je uwielbiała. Ja patrzyłem się w ekran jak na każdy normalny film, podczas gdy ona przysuwała się coraz bardziej do mnie. Nie, żebym miał coś przeciwko oczywiście, i tak już leżała przytulona do mnie. Nie rozumiałem za to, po co chcieć oglądać jakiś film, a potem oglądać go przez palce. Było to dla mnie wręcz śmieszne, ale nie powiedziałem jej tego. Wiedziałem, że może się na mnie obrazić, a tego chciałem bardzo uniknąć.
    Gdy pojawiły się napisy końcowe, Sophie nadal siedziała w tej samej pozycji co przy napisach początkowych i ani myślała się ruszyć.
- Wstajesz, czy zamierzasz tak spać? - wyszeptałem jej do ucha.
- Ja się boję.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Wypowiadała te słowa po każdym horrorze. Wstałem, a ona złapała poduszkę i przytuliła ją do siebie.
- Nie wolisz mnie? - spojrzałem na nią swoim uwodzicielskim wzrokiem.
Puściła poduszkę i przyciągnęła mnie do siebie. Całowała bardzo zachłannie, po czym ściągnęła koszulkę.
- Co ci się stało w ramię?
    Spojrzałem na rękę i zobaczyłem wielkiego siniaka. Pieprzyć braci Foster, zaraz będzie pieprzenie czegoś innego - pomyślałem.
- Nie uwierzysz. Byłem dzisiaj u mojego kumpla. On ma takiego dużego psa, bernardyna...

***
Przepraszam, że takie spóźnienie, ale to nie zależało ode mnie. Mniej niż chciałam, w ogóle nie mam weny ostatnio na nic. Cały czas boli mnie głowa, ale spięłam dupę i napisałam rozdział w jeden dzień. Nie jestem jednak z siebie dumna, bo mi się to nie podoba. Jeżeli będzie coś źle to z góry przepraszam, ale nie mam siły tego czytać. Seoanaa się na mnie fochła, więc raczej też tego dzisiaj nie przeczyta, a jak przeczyta to nie skomentuje. Spadam spać, dobrej nocy życzę i wesołych świąt.
Tak w ogóle to zapraszam do siebie smiertelnapasja.blogspot.com
Pozdrawiam,
Katarina

4 komentarze:

  1. Po pierwsze stara: Sed? Skąd Ci się tu wziął Sedric z śmiertelnej pasji? :D
    Po drugie... Jak oni mogli zerwać?! Przecież... kurde xd
    Teraz to ja bd miała przejebanie pisać kolejny rozdział :D
    No nic, myślę, że dam jakoś rade. A tak wgl, to uduszę Cię kiedyś za ten telefon :*
    I nie fochłam się na Ciebie!
    No może troszkę <3
    Pozdrawiam
    Seo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że się obraziłaś, ale co ja Ci poradzę, że patrzę dzwonisz, a klawiatura mi nie działa ;/ potem działa, a potem znowu O.o Z resztą nie ważne :D Wskazówki co do dalszego ciągu wyślę Ci z bramki. Tylko nie wiem, kiedy odczytam twoją odpowiedź, bo na razie tele ma focha :O A Sed'a niechcący tam umieściłam, pewnie miał być Gabe. Już poprawiam.
      Pozdrawiam,
      Katarina

      Usuń
  2. czeemu tak długo nie ma rozdziału? ;c codziennie wchodzę i patrze czy przypadkiem coś się nie pojawi, ale to opowiadanie jest tak cudowne że warto czekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział jest w trakcie pisania ;) Niestety mam ograniczony dostęp do komputera, dlatego też musicie tyle czekać :*

      Usuń