środa, 9 kwietnia 2014

Jak nie ja, to kto?

     Całą noc nie mogłam zmrużyć oczy. Zmęczona i nieprzytomna, wlokłam się po kuchni. Chciałam zrobić sobie kawę, ale jakoś nie mogłam przypomnieć sobie gdzie postawiłam pudełko z kawą. Po prostu zmył się, a jeszcze pamiętałam jak wieczorem chowałam ją do dolnej półki... No właśnie!
Sięgnęłam
do półki, gdzie znalazłam niebieską puszkę. Na metalowym opakowaniu była przyczepiona mała żółta karteczka z napisem "Dzień dobry :)". Uśmiechnęłam się. Gabriel jak zwykle wiedział jak umilić mi dzień. Wyciągnęłam swój czerwony kubek i zaczęła go napełniać brązowym proszkiem. Po drugiej łyżeczce, kawa sama się wysypała, a pudełko z hukiem spadło na ziemie. Uświadomiłam sobie, że chowając ją Gabriela nie było w domu, ani żadnej kartki.
- Oni tu byli- wyszeptałam sama do siebie. Ten ktoś wszedł do mieszkania, gdy byłam na gorze, albo w łazience. Łzy zebrały się w okolicach moich oczów. Miałam ochotę się rozpłakać, jednak nie pozwoliłam sobie na żadne łzy, ani na to, żeby ktoś mnie zastraszał. Szybko się ogarnęłam i wyszłam z domu, uprzednio upewniając się czy nie ma żadnego auta w pobliżu. Gdy moje przekonania się utwierdziły, udałam się na kolejny kurs samoobrony.
      Zajęcia
trwały jakieś dwie godziny. Dawałam z siebie wszystko, gdyż chciałam opanować ją jak najlepiej i najszybciej, chociaż podstawowe chwyty. Wiązało się to z kolejnymi siniakami, ale było warto. Zapisałam się na kolejne lekcje z nowym trenerem, które jeszcze dzisiaj miały się odbyć. Ale to były lekcje pokazowe, więc były przeznaczone tylko dla chętnych.
     W drodze powrotnej wstąpiłam jeszcze do ciotki, która jak się okazało, wybierała się na kolejny wyjazd służbowy. Oczywiście Nathaniel jej w tym towarzyszył.
- All! No nareszcie! Wiesz jak za tobą tęskniłam? No i się martwiłam!- Krzyknęła do mnie, gdy wysiadałam z auta.
- Tak wiem, ciociu, ale ostatnio nie miałam czasu. Wiesz ile jest roboty z przeprowadzka?
Ujrzawszy moja minę, wybuchła śmiechem.
- Mamy lot za dwie godziny, a jeszcze musimy wstąpić do firmy, wiec niestety musimy już jechać. Chyba, że ty chciałabyś jechać z nami? Na parę dni do Berlina...
- Nie dziękuje. Chociaż bardzo bym chciała z wami jechać, mam przecież prace. Musze namalować kilka obrazów do domu jak i do galerii. Szykuje się kolejny wernisaż- pisnęłam z radości.
- No mała, jestem z ciebie dumna!
Pogadałyśmy
jeszcze przez chwile, a potem pojechałam. Dziwnie rozmawiało mi się z nią w towarzystwie Nathaniela. Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Tak, jakby analizował z zewnątrz mnie. Gdy zadzwonił jego telefon, od razu wyszłam z domu, uprzednio żegnając się z ciotką. Nie chciałam więcej patrzeć na niego, a tym bardziej się z nim żegnać. Był dziwny.
Wstąpiłam jeszcze do kawiarni, w której pracował Geba. Uśmiechnął się na mój widok. Ja na jego tez. Zwłaszcza, ze miał na sobie kelnerski fartuch w którym wyglądał komicznie.
- Taka niespodzianka z rana? Wpadaj częściej- złożył namiętny pocałunek na moich ustach.
- Miałam nadzieje, ze pójdziemy razem na lunch.
- W sumie możemy spędzić cale popołudnie. Zaraz mamy inwentaryzacje i nie jestem im już potrzebny.
- Ale mi owszem. Wiec co proponujesz?
- Oj nie mała! Zaraz masz trening, więc zjemy coś i zawiozę cię na zajęcia. Potem możemy pójść do ciebie...- zaproponował, a ja w zamian złożyłam namiętny pocałunek na jego ustach. Usłyszałam odchrząknięcie i oderwałam się od niego, spoglądając na mężczyznę obok nas.
- Gabrielu, myślę, że możesz już iść. Właśnie zamykamy i zaczynamy inwentaryzację- oznajmił i zniknął, wchodząc do zaplecza. Szatyn udał się w jego kierunku i po chwili wrócił gotowy do wyjścia.
Po zjedzeniu lunchu, Gabriel zawiózł mnie pod sale. Teraz jeszcze chętniej uczęszczałam na zajęcia. Bałam się, a to wspomagało mnie w treningach. Szczególnie, gdy wyobrażałam sobie, że mój partner podczas treningów jest tym, który mnie prześladuje, bądź tym, który zabił Mike.
Po skończonych zajęciach wyciągnęłam telefon z zamiarem powiadomienia Gabriela, że trening skończył się szybciej. Chłopak miał za niedługo być pod salą, więc po wzięciu szybkiego prysznicu, stałam odświeżona zaraz przy wyjściu. Czekając kupiłam sobie zimny napój w automacie.
- A ty co tak sama?- Usłyszałam głos trenera za sobą. Odwróciłam się. Mulat z uśmiechem szedł w moją stronę. Jego ciemne włosy nadal były wilgotne, a przez cienką koszulkę, można było dostrzec zarys jego umięśnionego torsu.
- Czekam na transport- odparłam, a następnie upiłam kilka łyków kupionego soku pomarańczowego.
- Może cię podwieźć?- Zaproponował.- Przy okazji wstąpilibyśmy na jakiegoś drinka?
- Nie, dziękuje- odparłam pewnie. Wiedziałam, że Dylan nie chciał mnie zaprosić „tylko” na drinka. Zresztą, ja miałam chłopaka, a jemu na pewno nie spodobałoby się, że wychodzę ze swoim trenerem.


***Gabriel***

      Zaparkowałem z tyłu, więc wszedłem drugimi drzwiami do środka budynku. Rozglądnąłem się w poszukiwaniu All i dostrzegłem ją w towarzystwie Mulata. Znowu krew się we mnie zagotowała. Wiedziałem, że wpadła mu w oko, ale to była moja dziewczyna i nie zawahałbym się przed niczym, aby to udowodnić. Zbliżałem się do nich, a oni wciąż mnie nie zauważyli. Nie miałem pretensji do ukochanej, która stała do mnie tyłem, tylko do tego idioty, który bezczelnie gapił się na jej biust.
-... wstąpilibyśmy na jakiegoś drinka?- Usłyszałem część jego słów. Jeszcze bardziej się wkurwiłem. Co to miało być? Chciałem się na niego rzucić. Rozwalić mu tą głupio szczerzącą się twarz i udowodnić, że nie jest takim „wspaniałym” trenerem za jakiego wszyscy go uważali. Szczególnie chciałem mu pokazać, że ona jest ze mną.
- Nie, dziękuje- odparła, a ja się uśmiechnąłem. Już nie był taki pewny siebie, a ja miałem niezbity dowód tego, że ona naprawdę coś do mnie czuje. Gdy ten Mulat na mnie spojrzał, All od razu powędrowała za jego wzrokiem i nasze spojrzenia się zetknęły. Pożegnała się ze swoim trenerem i rzuciła się na mnie. Splotła dłonie na mojej szyi, a ja wbiłem się swoimi ustami w jej. Malinowe wargi delikatnie muskały moje usta. Uwielbiałem ją całować.
- Ał!- Jęknęła, gdy objąłem ją w talii.
- Czy ty aby nie za bardzo się do tego przykładasz? All, coraz częściej słyszę, że coś cie boli, albo widzę, że masz coraz więcej siniaków na ciele. Może trochę przystopujesz?
- Nie martw się, ja po prostu mam delikatną skórę, więc po byle mocniejszym uścisku pojawiają się siniaki. Ale szybko znikają- zapewniła. Nie podobało mi się to, ale wiedziałem jakie delikatne potrafią być dziewczyny.
- Niech ci będzie. Musimy wstąpić jeszcze do Toma. Postanowił wyjechać do Nowego Yorku z Sophie.
- Czemu mi o tym nic nie wspomniał?
- Sam dowiedziałem się przed jakąś godziną, a do ciebie też dzwonił, tylko zapomniał o treningu. Dlatego powiedziałem, że ja cię przywiozę i razem się z nim pożegnamy.
    Dziewczyna niepewnie skinęła głową i udała się w stronę wyjścia. Wziąłem jej torbę i poszedłem za nią. Schowałem jej rzeczy na tylne siedzenie i wyciągnąłem reklamówkę z chińszczyzną, którą po drodze kupiłem. Podałem Alison, która z przyjemnością przyjęła jedzenie. Z doświadczenia wiedziałem, że takie treningi wspomagają apetyt.
Po kilkunastu minutach znajdowaliśmy się już w moim domu. Sophie była już spakowana, więc wraz z All udały się do salonu. Ja postanowiłem jeszcze raz pogadać z Tomem, który kończył pakować swoje rzeczy.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić?- Zapytałem opierając się o framugę. Ciemnowłosy pokręcił głową nim spojrzał na mnie.
- Słuchaj, nie robię tego z własnej woli, tylko dla Alison. Nie wiem czego ojciec od niej chce, ale muszę się tego dowiedzieć. Nie mogę pozwolić, żeby on wciąż ją szukał. Jeśli chce mnie, to dostanie, ale niech nie miesza w to ją.
- Myślę, że oni kłamią. On wcale cię nie szuka, tylko chce czegoś od niej, a oni byli tylko dla zmyłki. Posłuchaj, to nie jest gra w ciociu babkę, tylko poważna sprawa. Nie możemy pozwolić sobie na żaden błąd, a jeśli pójdziesz spotkać się ze swoim ojcem, istnieje duże ryzyko, że będzie cię śledził i znajdzie ją.
- Nie martw się. Ja nie spotkam się z nim bezpośrednio, tylko jak już to za pomocą jego pracownika. Najpierw wyciągnę od Marco wszystko co wie na ten temat, dopiero później jakoś to załatwię- powiedział zamykając torbę. Z hukiem odstawił ją na ziemię i posłał mi pocieszający uśmiech. Tomas nie zaliczał się do osób, które z łatwością wpadają w tarapaty lub popełniają jakieś błahe błędy. Już od lat zajmowaliśmy się tym, więc nie byliśmy amatorami.
     Wraz z Alison zawieźliśmy ich na lotnisku. Po kilku przytuleniach i piskach, w końcu oni weszli do samolotu. Wierzyłem Tomowi i miałem nadzieje, że nie zawiedzie. Zbyt dużo od tego zależało.
Gdy już wróciliśmy do domu, wziąłem szybki prysznic. Wychodząc z łazienki dostrzegłem, że dziewczyna leżała na kanapie, a jej powieki powoli się zamykały. Klęknąłem przed nią, a ona uśmiechnęła się.
- Odwieziesz mnie do domu?- Wychrypiała, a następnie słodko ziewnęła.
- Nie chcesz tu zostać?- Zaproponowałem. Przetarła dłonią zmęczone powieki i odmówiła.- Czemu?
- Bo mieszkam dopiero od kilku dni w swoim domu i nie mogę się nacieszyć nim- uśmiechnęła się.
- Mam być zazdrosny?- Spoważniałem co ją jeszcze bardziej rozśmieszyło.
- Już chyba wystarczająco jesteś zazdrosny o innych. Jeśli chcesz to możesz spać u mnie póki Tom nie wróci- czule ją pocałowałem i wróciłem do pokoju po jakieś swoje rzeczy. Miałem przez tydzień mieszkać z Alison pod jednym dachem? Żadnych nieproszonych gości, ani Toma, który miał uszy królika i zawszy gdy leżeliśmy całując się, wpadał do pokoju. Nikt nie musiał mi powtarzać tego dwa razy. Z przyjemnością skorzystałem z jej propozycji.
     Zbliżała się dziewiąta, gdy zaparkowałem pod jej blokiem. Omal nie usnęła w aucie, co wydało mi się takie słodkie. Widząc ją taką zmęczoną, miałem ochotę ją przytulić i pocałować na „dobranoc”. Powoli poczłapała do swojego mieszkania, a ja zająłem się torbami. Wchodząc do jej mieszkania zauważyłem kilka ubrań wyznaczających drogę do jej pokoju. Uśmiechnąłem się pod nosem. Była bardzo zmęczona, więc nie zamierzałem jej przeszkadzać. Pozbierałem ciuchy i zajrzałem do jej pokoju. Już spała, ubrana w moją koszulkę. Nie chciałem jej przeszkadzać, więc zostałem jeszcze chwilę na dole. Gdy już byłem wystarczająco zmęczony, udałem się do sypialni po drodze zerkając na okno. Czarne BMW stało na zewnątrz. Pomimo, że nie miałem mieć żadnych powodów do obaw, jeśli chodziło o to konkretnie auto, to w środku czułem niepokój. Zdawało mi się, że pominęliśmy bardzo ważny fakt, który już nie długo da o sobie znaki.



***TOMAS***

     Siedziałem w kawiarni czekając na mojego towarzysza. Sophie udała się na zakupy. Wiedząc, że nie przepadam za tym całym shoppingiem, odpuściła mi i postanowiła iść sama. Ja nie miałem nic przeciwko temu, chociaż nie zbyt pasowało mi to, że idzie sama. Ponownie spojrzałem na zegarek. Denerwowałem się tym, że on się spóźniał. Nie cierpiałem tego.
    Zamówiłem kolejną kawę, a następnie mój wzrok powędrował na drzwi, które zostały otwarte. Młody mężczyzna właśnie wszedł do lokalu. Rozejrzał się po stolikach i uśmiechnął, widząc mnie przy jednym z nich. Ściągnął czarne okulary i podszedł do mnie. Usiadł naprzeciwko mnie i ponownie się uśmiechnął. Na mojej twarzy zawitał grymas. Chciałem, aby ta rozmowa jak najszybciej się skończyła.
- Nie mam dla ciebie najlepszych informacji- zaczął, a ja ponownie się wkurzyłem.- Twój ojciec nie chce mi zbyt dużo powiedzieć. Jedynie co to kazał mi znaleźć Alison.
- Myślałem, że to właśnie mnie szuka...
- Nie. O tobie nie chce nic wspominać. Zbytnio zraniłeś go odchodząc. Ty wiesz co się w firmie działo? Gdyby się nie pozbierał, to pewnie teraz wszyscy bylibyśmy martwi, albo bezdomni. Wszystko po prostu by upadło.
- Wątpię- zaprzeczyłem.- Ojciec był zbyt wkurwiony na mnie, żeby opłakiwać mój wyjazd.
- Mylisz się. Słuchaj, jestem z nim bliżej niż ty, więc wiem lepiej.
- Dobra, nie przyjechałem tu, żeby zając się sprawami pomiędzy mną, a nim. Chce wiedzieć dlaczego właśnie wybrał All. Co ona mu zrobiła?
Coll spojrzał na mnie i głośno westchnął.
- Nie ona, tylko jej ojciec.



Hej, tak więc rozdział już jest! I według mnie... nudny. Wgl, nie miałam pojęcia co napisać. Nawał pracy w szkole + ( jak to ja mądra) postanowiłam założyć nowego bloga. 
Mam nadzieję, że aż tak was nie zanudziłam i liczę na jakieś komentarze :*
Pozdrawiam
Seo

6 komentarzy:

  1. Dum, dum, dum. :D
    Robi się tajemniczo.. Mrocznie? Rozdział świetny, podoba mi się, aczkolwiek wkradły się gdzieniegdzie małe literówki. Ale to nie ważne;)
    Jest cudowny! :)
    Jedyne, czego mi brakuje na tym blogu, to waszego przedstawienia bohaterów (jakieś zdjęcie, czy coś). :)
    Pozdrawiam, Ula. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. hej, hej ;)
    Znów się odzywam i moja odczucia trochę się zmieniły... Wcześniej bloga czytałam ciurkiem, bo chciałam go po prostu przeczytać, ale tak teraz zaczynam się naprawdę wczuwać i pewne rzeczy po prostu bolą mnie tak samo, jak bohaterów, to fajne.
    Znów nie chcę krytykować i nie bierz tego do siebie, to tylko dobre rady. Nie wiem, czy czytasz post przed dodaniem, ale staraj się to robić, bo pojawia się sporo błędów, tych najprostszych, językowych. Nie mówię o braku przecinków czy coś, bo nie zwracam na to uwagi, ale ''po wzięciu prysznicu (pop. prysznica)", "moich oczów (pop. oczu" itd. trochę razi. Po przeczytaniu tego chwilami bardziej zostają w pamięci te błędy niż sama treść.
    A tak poza tym, to czekam na kontynuację i szczerze nie mogę się już doczekać.
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + zapraszam do mnie na nowy ;) going-to-love.blogspot.com

      Usuń
    2. Ogólnie, to według mnie ten rozdział jest do dupy -.- Miałam kilka pomysłów jak go napisać, ale żaden nie został zrealizowany i wyszło to... coś. Męczyłam się trochę nad nim, więc po skończeniu nawet nie chciało mi się tego sprawdzać :c No, ale jutro przejrzę go jeszcze raz i poprawie :*
      Pozdrawiam
      Seo

      Usuń
    3. Nie, wcale nie jest zły. Rozdział jest naprawdę ciekawy i spoko, tylko wystarczy poprawić kilka błędów i będzie ok. Ja nadal nie mogę znieść przesłodkiego Gabriela, ale to wasza historia i jeśli naprawdę potraficie sobie wyobrazić takich facetów, to wam zazdroszczę ;D

      Usuń
    4. Gabriel nie jest taki bez powodów ;) Ma w tym jakiś cel i może za nie długo wszystko wyjdzie na jaw? :D

      Usuń