środa, 2 kwietnia 2014

Słodkich snów, dziecino.

  
     - Uważacie, że to naprawdę jest konieczne? - zapytałam z nadzieją, że mi odpuszczą.
- Jak najbardziej - usłyszałam w odpowiedzi.
Nerwowo przygryzłam wargę. Po ostatnim wydarzeniu moi chłopcy stwierdzili, że trzeba zapisać mnie na kurs samoobrony. Czy chciałam tego? Wcale nie. Jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie, która wykonuje kopnięcia, które powalają faceta na ziemię. Kiedyś mieliśmy takie zajęcia w szkole - zwykle z nich uciekałam. Nie podobały mi się i miałam wrażenie, że nic mi się nie uda. Tak samo teraz. To były pieniądze wyrzucone w błoto, a poza tym obiecałam sobie, że już nigdy w życiu nie będę tak lekkomyślna jak ostatnio. To był mój błąd, bo chciałam zrobić na złość mojemu facetowi, no i się skończyło, jak się skończyło. Nie potrafiłam sobie wyobrazić dalszy przebieg akcji, gdyby mnie nie uratowali. Zastanawiałam się też często, skąd oni wiedzieli gdzie ja jestem, jak mnie znaleźli i skąd wiedzieli, że jestem w niebezpieczeństwie. Poza tym, co zrobili z niejakim Ian'em? Tomas był bardzo wybuchowy i byłam ciekawa jak to się skończy...
    Chcąc nie chcąc weszłam do środka. Najpierw przeszliśmy przez wąski korytarz, z którego prowadziło kilka drzwi: szatnia damska, męska oraz toaleta oraz te z napisem sala. Ściany były w dwóch odcieniach niebieskiego, a na podłodze był gumoleum.
- Jeszcze możemy stąd iść... - podjęłam ostatnią, desperacką próbę.
- Ale tego nie zrobimy - odparł Gabriel otwierając drzwi.
    Zobaczyłam niecałe dwadzieścia osób w różnym wieku i płci. Wszyscy byli ubrani w luźne dresy i mieli uśmiechy na twarzach. Głowę podniósł przystojny chłopak, który miał ciemną karnację, jakby był mulatem, a do tego czarne, kręcone, krótko ścięte w irokeza włosy i brązowe oczy. Miło się uśmiechnął, po czym podszedł do nas.
- Czym mogę wam pomóc?
- Chcielibyśmy zapisać naszą przyjaciółkę na kurs samoobrony - Tom spojrzał na mnie znacząco.
- Już od dzisiaj czy na razie chcesz się przyjrzeć? - trener zwrócił się tym razem do mnie.
- Jeszcze się nie zdecydowałam...
- W takim razie usiądź i popatrz, ale gwarantuję, że ci się spodoba. Panom już podziękujemy - powiedział to, nawet się za nimi nie oglądając.
    Widziałam, jak mój chłopak zaciska ręce w pięści a jego oczy wyrażały złość. Czasami, gdy był zazdrosny i tak wyglądał bałam się go. Jego wzrok był błędny i wyglądał jak u jakiegoś psychopaty. Gabe wyszedł od razu, a Tom powiedział, że odbierze mnie potem i wyszedł.

***Gabriel***

    Nie wiem, dlaczego tak się zachowałem. Raz było między nami dobrze, a raz nie. Kiedy jakiś frajer patrzył się na nią, jakby była jakimś cholernym obiektem to miałem ochotę go zabić. Nie rozumiałem, co się we mnie działo. Wyszedłem z tego klubu jak jakiś idiota, zamiast przytulić ją i pocałować pokazując mu, że ona jest MOJA. Niestety nie mogłem teraz nic na to poradzić.
- Stary, mogę wiedzieć, co ci znowu odwala?! - przyjaciel wkurzony podszedł do mnie. - Jest jej przykro, jak tak robisz!
- Zamknij się - spławiłem go, nie chcąc jednak doprowadzić do ponownej bojki.
Nie miałem ochoty się mu tłumaczyć. Jedyne, co chciałem, to odejść jak najdalej. Szybkim krokiem oddaliłem się gdzieś głębiej w miasto. Chodziłem ulicami pełnymi ludzi i zastanawiałem się, czy trener jej nie podrywa i zamiast się uspokoić, wywarło to odwrotny efekt. Byłem zły na siebie, na nią, na Toma, a przede wszystkim na tego typka. W oddali zobaczyłem pub i chcąc nie chcąc wszedłem do środka. Wiedziałem już, jak spędzę resztę wieczoru.
    Do moich nozdrzy dobiegł zapach alkoholu zmieszanego z dymem papierosowym. Nie przeszkadzało mi to jednak; nie teraz. Podszedłem do baru i usiadłem na stare, podrapane krzesełko, które kiedyś miało chyba zielony kolor - teraz było raczej brązowe. Zamówiłem jedną kolejkę, która miała być pierwszą, ale nie ostatnią tego wieczoru.

***Alison***

    Zdziwiło mnie zachowanie mojego chłopka, ale nie chciałam nad tym zbyt dużo rozmyślać, miałam inne rzeczy na głowie. Siedziałam w sali i obserwowałam przebieg treningu. Okazało się, że przyszłam na sam początek, więc miałam okazję zobaczyć, jak to wygląda w całości. Przebrani w sportowe stroje zrobili zwykłą rozgrzewkę. Potem uczyli się na sobie, co należy zrobić, jak ktoś zajdzie ich od tyłu. Nawet nie wiedziałam kiedy, a te dwie godziny minęły i trzeba było iść do domu.
- I jak, podoba się? - zawołał mulat, idąc w moim kierunku.
- Jest lepiej, niż myślałam - przyznałam zgodnie z prawdą. - Chcę się zapisać.
- Wiedziałem, że podejmiesz dobrą decyzję - puścił do mnie oczko. - Od kiedy chcesz zaczynać?
- Od jutra - odparłam ucieszona.
- Od jutro to może nie, bo najbliższy trening jest w czwartek. Przychodź też we wtorek, a jak będziesz się ładnie spisywać, to pozwolę trenować ci także w soboty. Pasuje ci?
- Jak najbardziej! - miałam ochotę rzucić mu się na szyję.
    Gdy wyszłam na zewnątrz, czekał na mnie przyjaciel.
- Gdzie Gabe? - zapytałam go, chociaż wcale nie chciałam tego wiedzieć.
- Musiał coś załatwić, przyjedzie później.
Wiedziałam, że coś jest nie tak, jednak nic nie mówiłam. Chciałam pojechać o siebie i tak się stało. Cały wieczór spędziłam na malowaniu obrazu. Przedstawiał on anioła. Anioła śmierci. Malowidło było czarno - białe, a większość miejsca zajmowały wielkie, ciemne skrzydła. Prawie skończyłam, gdy usłyszałam powtarzający się dźwięk.
    Lekko podenerwowana podeszłam do drzwi balkonowych. Wyjrzałam delikatnie zza firanki nie wiedząc, co lub kto tam na mnie czeka. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam, że na dole stoi mój chłopak i rzuca kamieniami po oknie. Wyszłam na zewnątrz uważając, aby przypadkiem nie dostać w głowę.
- Gabriel? Co ty tu robisz? Czy coś się stało? - krzyknęłam do niego mając złe przeczucie.
- All, kocham cię! - krzyknął do mnie. Zrozumiałam, że jest pijany. - Jestem idiotą, a mam taką wspaniałą dziewczynę!
- Jesteś pijany, idź do domu! - powtarzałam wciąż, ale on zdawał się mnie nie słyszeć. Wykrzykiwał miłosne hasła lub śpiewał głupie piosenki o miłości. - Wejdź chociaż na górę!
    Miałam nadzieję, że mnie posłucha zanim pobudzi wszystkich sąsiadów i na moje nieszczęście posłuchał. Podszedł do ściany i zaczął się wspinać po rynnie.
- Złaź! Co ty robisz?! - w panice próbowałam go odwieźć od tego pomysłu, niestety w ogóle mnie nie słuchał.
- Kocham cię! Sama kazałaś mi wejść na górę! - miał uśmiech na twarzy.
- Ale schodami!
    Nie wszedł jednak schodami, ale kontynuował wspinaczkę po rynnie. Byłam pewna, że spadnie - przynajmniej ja bym spadła na jego miejscu nie wypiwszy nawet kropelki. On jednak był silny i najwyraźniej miał to opanowane, bo doskonale sobie radził i udało mu się to bez przeszkód. Nie minęła chwila, a znalazł się na balkonie i zaczął dawać mi buzi.
- Śmierdzi od ciebie - powiedziałam jednocześnie zła i rozbawiona tą sytuacją. - Ale się załatwiłeś.
- Przepraszam, jestem idiotą - mina mu posmutniała. - Ale ten idiota cię kocha. Najbardziej na świecie.
Gdy usłyszałam te słowa, to przestałam być zła. Cieszyłam się, że go mam, że przyszedł, cieszyłam się ze wszystkiego. Spoglądał na mnie wzrokiem małego pieska i wyglądał przy tym naprawdę słodko. Chciałam, aby nocował u mnie i już nigdzie nie łaził. Obiecałam sobie, że jutro rozprawie się z nim za tą akcje, ale teraz chciałam iść już spać.
- Dobra, możesz zostać, ale najpierw weź prysznic, mój ty kochany idioto - dałam mu buziaka.

    - Gabriel... - zaczęłam wkładać naczynia po obiedzie do zmywarki. Było już popołudnie, słonce za oknem ładnie grzało przez szyby.
- Hm? - zapytał zza gazety, nawet na mnie nie patrząc.
- Widzisz ten samochód? - wskazałam na czarne BMW stojące za oknem.
- Okej, jak zarobię, to ci kupię takie - rzucił widocznie na odczepne nie przerywając czytania.
- Nie o to chodzi. Mógłbyś na mnie spojrzeć?
    Odłożył czasopismo na stolik i wykonał moje polecenie.
- Co się stało? - zapytał całkiem poważnie.
- Ale obiecujesz, że nie będziesz się śmiał?
- Ach, kobiety. Obiecuję, mów, co się stało.
W tej chwili cała odwaga mnie opuściła i chciałam nic nie mówić. Wiedziałam jednak, że jeżeli teraz się wycofam, to i tak nie da mi spokoju. Bałam się, że mnie wyśmieje i nazwie wariatką lub powie, że mi się nudzi. Ja jednak bałam się. Wiedziałam jednak, że mogę się do niego zwrócić w każdej sytuacji - nawet mi to kiedyś powiedział.
- Ten samochód zza okna widzę już któryś raz... Mam takie głupie wrażenie, że... on mnie śledzi... - poczułam, jak głupio zabrzmiały moje słowa, jednak on odebrał je bardzo poważnie. Widziałam po jego minie, że coś jest nie tak. Wyjrzał przez okno.
- Jeżeli zdarzy się to jeszcze kiedykolwiek, obiecaj mi, że od razu mi o tym powiesz - spojrzał mi głęboko w oczy. Wystraszyła mnie jego reakcja. - Poza tym, nic tam nie ma.
    Wyjrzałam przez okno i zmarszczyłam brwi. Rzeczywiście - przed domem stało tylko jedno auto, które należało do chłopaka Josh'a i Gabe o tym wiedział. Mój facet siadł na fotel w celu dokończenia lektury, jednak prędzej posłał mi uśmiech. Pomyślałam, że może naprawdę wpadam w paranoję i wariuję. Naprawdę działo się ze mną coś złego. Wpadłam na pomysł, jak mogłabym się trochę wyluzować.

- Pojedziemy na basen?
Po jego reakcji widziałam, że chyba popsułam mu plany, bo nie był zbytnio zadowolony moją propozycją.
- Miałem się spotkać z Tomem... - na te słowa ogarnęła mnie złość.
- Jesteś z Tomem, czy ze mną?! Kto jest ważniejszy, ja czy on?! Wczoraj odwaliłeś taką akcję, a ja powinnam być na ciebie zła, a tobie powinno być przykro z tego powodu! Więc jeżeli pytam się, czy idziesz ze mną na basen, masz się zgodzić, rozumiesz?!

    Sama zaskoczyłam się swoją reakcją. Wyszłam z kuchni zostawiając go samego, z otwartymi ustami i poszłam do swojego pokoju. Rozebrałam się do naga, a następnie włożyłam swój dwu-częściowy strój. Na to z powrotem założyłam swoje ubrania. Do torby włożyłam ręcznik, balsam do ciała, klapki, czystą bieliznę i portfel. Gdy wróciłam do kuchni, Gabe'a tam nie było. Zastanawiałam się, czy wolał Tomas'a ode mnie, ale na szczęście tylko był w łazience. Do pływalni mieliśmy niedaleko, więc już po chwili byliśmy na miejscu. Cieszyłam się, że mogę sobie popływać. Przemierzyłam basen parę razy, aż w końcu znudziło mi się to. Wtedy zaczęłam ścigać sie z moim chłopakiem oraz grać z nim piłką plażową. Nawet nie zauważyłam kiedy, a minęły trzy godziny i trzeba było wychodzić.

***Tomas***

    Usłyszałem, jak ktoś wchodzi do domu. Domyśliłem się, że to Gabriel, bo w końcu kto inny mógłby to być. Wszedł do pokoju szybkim krokiem, a twarz miał zmartwioną. Miałem ochotę strzelić mu w pysk.
- Stary, mogę wiedzieć, gdzie byłeś całą noc? - stanąłem tuż przed nim.
- Napiłem się, a potem poszedłem do All. To znaczy wspiąłem się do niej, ale to jest szczegół. Mamy ważniejsze sprawy na głowie - próbował mnie zbyć, ale ja przysiągłem sobie, że tym razem pożałuje, że odwala takie akcje.
- Właśnie, że to jest ważne. Istnieje taka mała, prostokątna rzecz o nazwie telefon - próbowałem mu przerwać.

- Zgubiłem, albo mi ukradli. Słuchaj. Alison jest przekonana, że śledzi ją czarne BMW. Powiedziałem jej, że nic tam nie ma, ale tak naprawdę zdążyłem zauważyć ten samochód. Zapamiętałem numery. Sprawdź je.
    Szybko zapomniałem o wcześniejszych pretensjach i sięgnąłem po telefon. Bardzo martwiłem się o przyjaciółkę, nawet bardziej, niż powinienem. Chciałem ją chronić, a nasłałem na nią takiego debila jakim jest Gabriel. Nie wiem, jak mogłem zrobić coś tak głupiego. Wydawał mi się bardziej odpowiedni, niż jest teraz. Nie mogłem tego jednak odkręcić. Poza tym, musiałem się skupić na jej chronieniu przed innymi, Gabe nie zrobiłby jej nigdy krzywdy. Chyba, że niechcący. Kamień spadł mi z serca, gdy od kolegi usłyszałem, że samochód należy w połowie do osiemdziesięcioloetniego staruszka, a w połowie do jego wnuczki.
- Jednak jej podejrzenia są bezpodstawne. Jest przewrażliwiona po wydarzeniu z niejakim Ian'em. Poza tym, to co z nim zrobiłeś? Bo jakoś do tej pory mi tego nie powiedziałeś.
- Nie dowiesz się - uśmiechnął się w sposób, który nie wróżył nic dobrego.

***Alison***
    Na dworze zrobiło się ciemno, a ja wykąpana leżałam w łóżku. Czułam, jak powoli ogarnia mnie sen. Bardzo zmęczyłam się pływaniem, a zmęczenie zawsze pozytywnie działało na sen. Wiedziałam, że dobrze mi to zrobi, tak jak dobrze przespana noc. Zamknęłam oczy i w chwili, gdy zapadłam w lekki sen, poczułam wibracje telefonu. Będąc przekonana, że to Tom lub Gabe z telefonu przyjaciela i sięgnęłam po komórkę.
 Zdziwiłam się bardzo, gdy okazało się, że jest to numer mojego chłopaka. Czyżby znalazł telefon? Odczytałam treść sms'a.

Słodkich snów dziecino. Twoi chłopcy nie zawsze będą w stanie cię obronić.

***
Dzisiaj miałam swoje pierwsze praktyki! :D Bardzo się z tego powodu cieszę. Jutro sprawdzian z przedmiotu zawodowego. Powiem wam tylko tyle, ekonomia jest nienormalna :D Spadam trochę poćwiczyć i się pouczyć... Ciężki dzień :P Jutro czeka mnie jeszcze sprzątanie i malowanie korytarza... Ale dam radę :3
Pozdrawiam,
Katarina
P.S. Seoanaa, Nira została jako ostatnia, reszta pisków poszła jak świeże bułeczki. Zaklepałam ją specjalnie, podziękujesz mi później :3

1 komentarz:

  1. Dziękuje!!!!
    Oj nawet nie wiesz, jak już bym chciała ją mieć :<
    A tak wgl, to już rozdaliście je? Bo były dwie suki, a na zdjęciu widziałam takiego fajnego pieska z brązowymi łapkami : * ( to suka?)
    Nie no, jakbym nie mogła wysłać Ci sms'a xd
    No, ale skoro już tu pisze... To jak praktyki? :D Ty sb dzisiaj ciężko pracowałaś, a ja relaksowałam się w kinie <3
    Skomentowałabym rozdział, ale nagadam o nim jak do Ciebie zadzwonię :*
    Pozdrawiam
    Seo

    OdpowiedzUsuń