środa, 28 maja 2014

Blog wstrzymany

Muszę z przykrością stwierdzić, że popsuł mi się komputer. Przez to jestem zmuszona wstrzymać prowadzenie bloga do czasu, aż będę miała nowy. Jeżeli ogarnę, aby pisać to w jakiś inny sposób, to rozdziały będą pojawiały się nadal. Teraz jednak nie chcę, abyście czekali na nowe rozdziały, ponieważ nie wiem kiedy będą się pojawiały. Bardzo przepraszam za komplikacje was i Seo.
Pozdrawiam,
Katarina
:c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c :c

wtorek, 20 maja 2014

"Och, Margaret..."

***ALISON***

   Przez chwilę stałam w miejscu i tępo wpatrywałam się w nich. Oszukali mnie. Znowu. Nie wierzyłam w żadne ich słowa. To było dla mojego bezpieczeństwa? Och, proszę! Co za brednie... Ale wahałam się, jeśli chodziło o dalsze plany. Byłam bezradna. W takiej sytuacji zawsze doradzał mi Mike. On wiedziałby co zrobić. Nawet w najtrudniejszej sytuacji znajdował światło nadziei. Przy nim wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. 
   Usłyszałam jego słodki śmiech rozprzestrzeniający się w mojej głowie. Tego było za wiele. Wszystkie wspomnienia wróciły. Widziałam nas wspólnie bawiących się w piaskownicy. To jak on wrzucał mi piasek za bluzkę, a potem uciekał przede mną, gdzie pieprz rośnie. Pamiętałam, także jak przychodził do mnie, gdy byłam chora. Zwykle nie mogłam spać po nocach, więc zakradał się późno w nocy i wchodził przez balkon. Potem uważał żeby ciotka go nie nakryła i w kuchni przygotowywał dla nas gorącą czekoladę, która rozpływała się w ustach. Kładliśmy się obok siebie, a on czekał póki nie usnęłam. Brakowało mi go. Nawet nie wiem kiedy, a po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Otarłam je i wybiegłam z domu, nim całkowicie dałam się ponieść emocjom. Dopiero gdy wbiegłam do lasu, pozwoliłam im się wydostać. Pierwszy raz płakałam tak od śmierci mojego przyjaciela. Usiadłam na trawie, patrząc na zamglony widok gór. Nie wiem jak długo tam siedziałam, póki nie usłyszałam jakiś szelest w krzakach.



***GABRIEL***


- Alison!- krzyknąłem, gdy ciemnowłosa wybiegła. Rozumiałem ją i jej reakcje. Ja też bym się wkurzył gdyby najbliższa mi osoba okłamała mnie. Ale co mogłem zrobić? Im mniej wie, tym lepiej. To było wszystko dla jej bezpieczeństwa. Poczułem silny uścisk na lewym ramieniu, który uniemożliwił mi dalszą drogę w jej stronę.
- Puść mnie - syknąłem zły.
- I co potem? Pobiegniesz do niej i powiesz jej co jest grane? Opowiesz o tym czym się zajmowaliśmy, jak zarabialiśmy? Może od razu jej podasz listę nazwisk, osób, które zabiliśmy? - puścił mnie, a ja zdziwiony jego reakcją spojrzałem na niego.- Kurwa- kontynuował- gdyby nie ja, to wszystko by się nie wydarzyło. Jej przyjaciel by żył, albo obydwoje byliby martwi. Przynajmniej nie musiałaby się ukrywać.

- I nie zakochałbyś się w niej- odparłem, a on momentalnie zbladł.- Wiem o twoim uczuciu do niej. Szczerze powiedziawszy, nie przeszkadza mi to, o ile trzymasz się na dystans. Widzę, że szanujesz nasz związek i nie próbujesz nas rozdzielić. Nawet przez jakiś czas sam się zastanawiałem, dlaczego nas wtedy poznałeś? Ale to już twoja sprawa. Mam przynajmniej nadzieję, że jeśli będzie jej coś zagrażać, będziesz zdolny, tak jak ja, poświęcić własne życie za nią.
- Ja... przepraszam- spuścił wzrok. Wiedziałem, że boi się spojrzeć mi teraz w oczy. Ja na jego miejscu też bym się bał.
- Tom. Mówiłem ci, że nie mam nic przeciwko temu. Jesteś moim przyjacielem i ciesze się, że potrafisz trzymać ręce od niej z daleka, ze względu na to, że jesteśmy razem.
- Nigdy bym wam nie przeszkodził- odparł stanowczym głosem.- Nie musisz się mnie obawiać. To, co do niej czuję, zostanie tylko między nami.
- Mam taką nadzieję. Wiesz, że ją by to zniszczyło. Załamałaby się po kolejnej stracie przyjaciela...
- Wiem. I obiecuję, że ją nie skrzywdzę.
Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Nikt z nas nie chciał się odezwać. Ta cisza robiła się już niezręczna, ale co mogłem zrobić? Uczucie jakim on ją darzył, trochę mnie zaskoczyło. Na początku nie byłem tego pewien, ale gdy zauważyłem jak on nam się przygląda, gdy rozmawiamy, bądź ją dotykam... Widziałem zazdrość mieszaną ze szczęściem. Oczywiście chciałem, aby była szczęśliwa. Nawet, gdyby oznaczałoby to zerwanie... ale nie mógłbym tego zrobić, chyba. Zbyt mocno ją kochałem i mi na niej zależało. Na szczęście ona nie była świadoma tego, iż to właśnie nasz z pozoru potulny Tom, zakochał się w niej. Gdyby się o tym dowiedziała, na pewno ich relacje się zmieniły. Ona już nie potrafiłaby go traktować jak przyjaciela. Świadomość, że on ją kocha, zniszczyłoby to.
Naszą ciszę przerwała radosna Soph, która wtargnęła między nas.
- Co się dzieje? Gdzie jest All?- Zapytała marszcząc brwi.
- Właśnie miałem po nią iść. Jedziemy na zakupy, bo w lodówce pustki. Jakieś szczególne życzenia?- Odparłem, kierując się do wyjścia. Kolejne kłamstwo...
- Mam ochotę na piwo- rzekła, rzucając się na łóżko.- Powiedz All, że nic nie wyszło!
- Dobra, kupie zgrzewkę piwa. To widzimy się wieczorem!- Trzasnąłem drzwiami i ruszyłem biegiem w stronę lasu. Musiałem ją jak najszybciej znaleźć. Zauważyłem, że jest wydeptana mała ścieżka, więc udałem się w niej kierunku.
   Nie trudno było ją znaleźć. A ja byłem specem, jeśli chodziło o to. Tak właśnie stworzyliśmy zespół z Tom'em. Ja znajdowałem jemu ofiary, które miał zlikwidować, po czym to robił. Zdarzało się nawet, że musieliśmy zmieniać kraje, czy też kontynenty. Ale zawsze ich znajdowałem.

***ALISON***

    Krzyknęłam, gdy poczułam silną dłoń na ramieniu. Mogłam się tego spodziewać. Przecież tam w krzakach słyszałam kogoś, ale jak zwykle- nierozważna ja- zignorowałam to. Jak ja miałam zająć się samą sobą, jak nie potrafiłam uważać? A co dopiero zadbać o swoje bezpieczeństwo... Byłam lekkomyślna. To było pewne.
   Zaczęłam się wyrywać z jego uścisku, po czym wyładowywałam swoją złość i bezradność, bijąc go pięściami po piersi. Nie przeszkodził mi w tym. Wiedział, że potrzebuje teraz tej chwili, aby moje emocje opadły. W końcu się wyrwałam i ostatni raz moja pięść go dotknęła. Opadłam na kolana, gdy moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Gabriel oczywiście uchronił mnie przed upadkiem, powoli kładąc na zimną ziemię. Odgarnął mi włosy sprzed twarzy, a kciukiem otarł łzy.
Nie potrafiłam opanować swojej złości. Ale również miałam do nich żal o to.
- Dlaczego to robicie...- wyszeptałam zrezygnowana.
- All, to dla twojego bezpieczeństwa. Chcemy cię...
- Chronić? Daruj to sobie. Jeśli chcesz to robić to przynajmniej mnie nie okłamuj!
Usiadł obok mnie. Przez chwile milczał, zapewne obmyślając kolejne kłamstwo, które mógłby mi podać.
- Znam tych ludzi i wiem do czego są zdolni. Kiedyś miałem już z nimi do czynienia i nie skończyło to się za dobrze. To są niebezpieczni ludzie, a ja nie wiem co bym im zrobił, gdyby cię skrzywdzili.
Zamurowało mnie to. Zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę go nie znam. Nie wiedziałam nic o jego przeszłości, chociaż jemu same wspomnienia o tym sprawiało ból. Widziałam, że chce zapomnieć o tym, pomimo tego, że teraz był zupełnie innym człowiekiem, to ona nie dawała o sobie zapomnieć. To właśnie ona nas ukształtowała. To kim teraz jesteśmy, to zasługa naszych dawnych czynów.
- Dlaczego on mnie ściga? Przecież ja nikomu nigdy nic nie zrobiłam.
- To nie o to chodzi. Nie wiem co on chce od ciebie. Może nawet to moja wina... Chce się na mnie zemścić i próbuje skrzywdzić osobę, którą kocham.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Wiedziałam, że czeka na moją reakcje. Nie wiem czemu, ale jego słowa wywołały u mnie pozytywne emocje.
- Powtórz to- zażądałam. Odwrócił się do mnie twarzą. Poczułam jego dłoń na swoim policzku. Opuszkiem kciuka gładził go.
- Alison. Jesteś dla mnie wszystkim. Nie wiem co bym zrobił gdybyś nie pojawiła się w moim życiu. Dałaś mi szanse, dzięki której zrozumiałem, że można się zmienić. Dziękuje, że jesteś przy mnie, chociaż każdy na twoim miejscu odpuściłby sobie takiego dupka jak ja. Kocham cię i przepraszam, że sprawiłem ci tyle przykrości. Przepraszam, że to przeze mnie musisz się teraz ukrywać.
Dzisiaj chyba przeżyłam więcej szoków niż w całym swoim życiu. Gdzieś w głębi wiedziałam, że mu na mnie zależy, ale dopiero po jego słowach, utwierdziłam się w tym przekonaniu.
- Ja też cię kocham- wyszeptałam, po czym nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Cała złość na niego i Tom'a wyparowała. Ufałam mu, pomimo tego, że tyle razy mnie okłamał. Byłam pewna, że robi to dla mojego dobra, a ja nie powinnam mu w tym utrudniać. Zwłaszcza, że obwinia się za to, co się ze mną dzieje. To, że jestem w niebezpieczeństwie, to tylko i wyłącznie jego wina- przynajmniej on tak twierdził.
Naszą chwile sielanki przerwał deszcz, który ni stąd ni zowąd się pojawił. Zaczęliśmy się śmiać po czym pobiegliśmy w stronę domku. Gdy już znajdowaliśmy się niedaleko niego, chmury zostały zastąpione słońcem. Po deszczu nie było ani śladu. Ale za to pojawił się piękny widok. Trawa mieniła się złocistym kolorem, przez odbijające się promienie słońca w kroplach wody. Powietrze było rześkie. Mały wodospad szumiał w dali, a ja spoglądałam na jezioro, do którego naszła mnie ochota wskoczyć. Jednak wiedziałam, że gdybym to zrobiła, od razu bym tego pożałowała. Dlatego też, nawet nie zabierałam się za to. Nie mówiłam też o tym Gabrielowi, gdyż on od razu spełniłby moją prośbę. Oczywiście z nieudawaną radością. Gdy już miałam wejść do domku, chłopak podbiegł do mnie i chwycił, nim zdążyłam wejść do środka.
- Sophi myśli, że pojechaliśmy do miasta na zakupy.
- Gabe...- pokręciłam zrezygnowana głową i wsiadłam do samochodu.


***TOMAS***





        Odprowadziłem go wzrokiem, póki nie zniknął za drzwiami. Automatycznie odwróciłem się spoglądając na dziewczynę. Leżała brzuchem na łóżku, machając gołymi nogami. Zastanowiłem się nad słowami Gabriela. Czy rzeczywiście kochałem All? Czy może to było zwykłe zauroczenie, które z czasem minie... Kogo ja oszukuje? Oczywiście, że ją kocham! Od pierwszego dnia, gdy ją zobaczyłem. Taką samotną i niewinną. Może i ją wtedy wykorzystałem, ale chyba w słusznej sprawie... Ona potrzebowała w tamtym momencie kogoś, a ja? Chyba chciałem zmienić swoje życie. Myślałem, że w końcu się ustatkuje, zamieszkam w jednym miejscu, a nie całe życie poświęcę na zwiedzaniu świata. Z czasem moje poglądy się zmieniły. Im bardziej poznawałem ją, tym bardziej moje przekonania się sprawdzały. Nie zasługiwałem na nią. Byłem potworem. Skrzywdziłem ją tak, jak nikt inny. Zmieniłem całe jej życie i pozbawiłem marzeń.
            Może i teraz spełnia je, ale gdyby nie ja, już dawno odniosłaby sukces. Ale najgorsze było patrzenie na nią, gdy cierpiała. Cały czas obwiniała się za śmierć swojego przyjaciela, a ja nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Zniszczyłoby to nas obydwoje. Może właśnie dlatego postanowiłem zostać i być przy niej, chociażby jako jej nowy przyjaciel? Przynajmniej miała jakieś wsparcie, a ja cieszyłem się z wspólnie spędzonych chwil. Nawet postanowiłem iść do szkoły, aby mieć ją cały czas na oku. Sprowadziłem Gabriela, wiedząc, że może między nimi zaiskrzyć, znając ich. To wszystko było dla jej szczęścia. Pragnąłem zobaczyć ją uśmiechniętą, nie przejmującą się przeszłością, która często nas męczyła. Ją z podwójną siłą.
Chociaż to była moja zasługa, nie mogłem pogodzić się, że oni są razem. Przecież sam do tego doprowadziłem! Ale kurwa... ja ją kochałem!
Więc dla czego byłem z Soph? Bo była ładna i pociągała mnie. Miałem także nadzieję, że dzięki niej moje uczucia do Alison znikną. Może z czasem...
- Co nic nie wyszło?- Wymruczałem jej do ucha, gładząc dłonią nagą skórek jej uda.
- Madd dzwoniła do mnie. Miała rozmowę o pracę, ale nic z tego nie wyszło, a Alison prosiła, aby ją poinformować o tym- odparła beztrosko, nie zważając na moje poczynania. Wsunąłem dłoń pod jej sukienkę, chwytając za jędrne pośladki. Dziewczyna przewróciła stronę magazynu, którego akurat czytała.
- Wiesz... Nie będzie ich przez jakiś czas, więc moglibyśmy jakoś pożyteczniej spędzić ten czas...
- Na przykład? - udała minimalne zainteresowanie moimi poczynaniami, ale ja wiedziałem, że w środku jest już cała rozpalona.
- Moglibyśmy iść się wykąpać- spojrzała na mnie zdziwiona, a ja uśmiechnąłem się, kontynuując swoją wypowiedź.- Wiesz, tu wanna jest dość duża, więc zmieścilibyśmy się obydwoje. A przy okazji zaoszczędzimy wodę, więc to chyba pożyteczne, nie?
- Och, Tom. Powiedz po prostu, że masz ochotę na seks w wannie i tyle- powiedziała, na co ja uśmiechnąłem się pod nosem.
- Moja kochana Sophie. Mam ochotę na seks w wannie, więc ściągaj tą swoją ładną sukieneczkę, przez którą mogę zobaczyć twoje prawie nagie ciało i za minutę widzę cię w łazience, bo te spodnie robią się coraz ciaśniejsze- oznajmiłem wstając. Nim się dobrze obróciłem, zauważyłem, że dziewczyna trzyma w dłoni ubranie, które po chwili zajęło miejsce na podłodze. Uśmiechnąłem się pod nosem, kierując się do niej. Zapowiadał się bardzo przyjemny dzień.







***GABRIEL***



- Gabe! On nas dogania!- Krzyknęła spanikowanym głosem, na co ja wybuchłem śmiechem.
- Spokojnie. Dam radę.
- Zwolnij! Zaraz wypadnę stąd!
- Już prawie jesteśmy przy...-nie dokończyłem, gdyż przed nami wyrósł kolejny ochroniarz. Nie chcąc w niego przywalić, w ostatniej chwili skręciłem, przez co zahaczyłem o jakiś regał. Wózek w którym siedziała, niebezpiecznie się przechylił, jednak jej nic się nie stało, gdyż nim on się przewrócił, Alison wstała i skoczyła mi w ramiona. Upadliśmy, śmiejąc się. Niestety tylko dla nas ta sytuacja wydała się zabawna. Jeździliśmy po całym sklepie omijając i uciekając przed ochroniarzami. No, a teraz wózek, który zabraliśmy ze sobą, wylądował w regale, wywalając i niszcząc część jego zawartości. Lepka maź wraz z płatkami zmieszała się na podłodze. Mężczyźni podeszli do nas. Podnieśli Alison, która leżała na mnie. Nie potrzebowałem więcej motywacji, więc od razu poderwałem się na równe nogi. Odepchnąłem ich od dziewczyny i nim się obejrzałem, zostałem otoczony.

Obezwładniony, leżałem na ziemi, czując jego chłód na prawym policzku. Słyszałem protesty All, gdy prowadzili mnie na tył sklepu.

- Przestań marudzić Kochanie- puściłem do niej oczko, odrywając wzrok od drogi. Odkąd mnie wypuścili, a ona naskoczyła na nich, oskarżając o napaść, a kończąc na porwaniu, musiałem wysłuchiwać jej kazanie i prośb o zgłoszenie tego na komendę. Tak i przy okazji dowiedzieliby się, że jestem tu na fałszywych papierach...
- Słuchaj, to tylko głupie zdjęcie- przewróciłem teatralnie oczami, po czym wypuściłem głośno powietrze.
- Które teraz wisi w tym sklepie. Przez nich już nigdy nie będziemy mogli iść tam zrobić zakupy!
- Tylko ja, bo ty młoda damo działałaś pod wpływem mojego psychopatycznego bytu i uroku, którym zmuszam cię do ulegania mi we wszystkim- zacytowałem łysola, który wstawił się za All, aby tej nie umieszczono na czarnej liście. Widziałem jak się na nią gapi. Omal wzrokiem ją nie rozebrał. I myślał, że puszcze ją samą do tego sklepu, mając świadomość, że ten zbok tam będzie. Pieprzony pedofil. Chyba złoże mu osobistą wizytę tuż przed wyjazdem stąd.
- To nie jest śmieszne- fuknęła udając obrażoną. - Oni mogli ci coś zrobić!
- Prędzej to ja bym im coś zrobił. All, gdybym zaczął im się stawiać to nie skończyłoby się to za dobrze.
- Potraktowali cię jak jakieś zwierze... Mogli cię skrzywdzić...
- Ale tego nie zrobili. I przynajmniej się ubawiliśmy. Będziemy mieli co wspominać.
- Taak! Szczególnie tego dziadka zza rogu. Myślałam, że dostanie zawału, gdy nas zobaczył.
Po jej słowach wybuchliśmy śmiechem. W końcu mogłem zobaczyć ją wesołą. Brakowało mi tego. Nie chciałem tego przerywać, wracając do poprzedniej rozmowy. Musiałem ją o coś zapytać, ale później. Teraz była szczęśliwa.
  Zaparkowałem auto na podjeździe i wspólnie wnosiliśmy zakupy. Zawołałem Toma, który zjawił się cały zdyszany. Jego włosy były nieco zmierzwione, a spodnie...
- Stary, masz ubrane spodnie na lewą stronę- mruknąłem, omal nie wybuchając śmiechem.
Tom otarł ręką twarz i wyszedł na chwilę. Gdy już wrócił, razem z Soph byli ogarnięci. Tak, nie ma nas zaledwie cztery godziny, a oni już musieli zająć się sobą!

   Chowając ostatnią paczkę w szafce, chwyciłem przygotowaną tacę z jedzeniem i wyszedłem na dwór. Trzeba było zrobić jakąś kolacje, a ognisko wydało się najlepszym rozwiązaniem. Wziąłem kilka klocków drewna, które ułożyłem na dawnym miejscu paleniska. Dorzuciłem parę papierów i gałęzi po czym wszystko podpaliłem. Zauważyłem Alison, stojącą przy jeziorze. Podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu. Wtuliła swoją twarz w moje zagłębienie od szyi przez co oparłem głowę o jej. Poczułem przyjemny zapach jej perfum. Nie potrafiłem określić czym dokładnie pachniała, ale były delikatne. Wprawiały mnie w przyjemny spokój, przenosząc do świata, w którym panowała harmonia. Zamknąłem oczy odpływając. Nasze ciała lekko kołysały się do niegrającej muzyki.
- Pięknie tu- odezwała się, wyrywając mnie z tego błogiego stanu. Złożyłem delikatny pocałunek na jej policzku i pociągnąłem ją w kierunku ogniska, przypominając sobie jednocześnie o nim. Alison zajęła miejsce na belce, a ja wróciłem do domu by zabrać potrzebne rzeczy. Zawołałem także Toma i Soph, aby dołączyli do nas.


      Ogień już powoli przygaszał, a my wciąż siedzieliśmy na dworze popijając zimne piwo. Dużo wspominaliśmy. Śmialiśmy się i cieszyliśmy się naszym towarzystwem. Tego potrzebowaliśmy. Kilka dni wolnego od tego całego bajzlu. To wyjdzie nam na dobre.
- Teraz ty- powiedziała Alis dźgając mnie palcem w brzuch.- Jaka była twoja najgłupsza sytuacja w życiu.
Zastanowiłam się przez chwilę, po czym uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem opowiadać.
- Kiedyś wróciłem najarany do domu. Byłem sam, a ktoś zadzwonił do drzwi...
- Pamiętam to!- Wtrącił rozbawiony Tom.- Zadzwonił do mnie wystraszony. Powiedział, że w łazience zamknął elfa. Wiedziałem, że jest zjarany, więc stwierdziłem, że zmyśla. Ale trzymało go długo. Następnego dnia przyjechałem do niego, gdy zamęczał mnie telefonami. Gdybyście go widziały! Wyglądał jakby zobaczył ducha! Poszedłem do łazienki, gdzie były zaryglowane drzwi. Wszystkie meble z salonu tam stały, nawet pościągał kwiatki z parapetu. Otworzyłem je, a tam patrze rzeczywiście był elf- chłopak przerwał na chwilę. Spojrzał na mnie i roześmiał się.- Gabe zamknął karła przebranego za elfa, który roznosił gazety. Był nieźle wkurwiony, gdy nas zobaczył.
- I nieźle nas wtedy pobił...- mruknąłem pod nosem.
- Ale to i tak nic! Kiedyś zjarał się tak, że biegał nago po mieście. Nie mogłem go dogonić. Szczególnie, gdy wbiegł na stadion, gdzie akurat grali mecz. Dorwałem skurwiela, gdy wsiadł na kozę- maskotkę drużyny. Krzyczał " Margaret! Włączaj drugi bieg! Murzyny nas doganiają!". Wtedy znowu dostaliśmy niezły wpierdol, a ten idiota, gdy się wydostał, zabrał im piłkę i znowu spierdolił. Następne kilka godzin spędziłem na szukaniu go po mieście, aż w końcu znalazłem jak płakał, tuląc się do lampy. Modlił się, żeby nikt go nie zabierał. Co chwilę unosił piłkę do góry i wołał: „Boże, dziękuje ci za ten dar. Obiecuję, że wychowam tego pingwina jak własnego syna! Tylko oddaj mi moją Margaret....”. Albo gdy...
- Dobra!-przerwałem.- Już wszyscy wiedzą, że mi strasznie odwala, gdy się zjaram. Dlatego już od prawie roku nic nie biorę.
- Bo nie ma kto cie pilnować- odburknął chłopak.
- Wiem- roześmiałem się, a oni również dołączyli do mnie po chwili. Poprawiłem się na niewygodnej ziemi, będąc opartym plecami na belce i pocałowałem Alis, która była do mnie przytulona.
- Teraz twoja kolej- mruknąłem jej do ucha. Wszyscy momentalnie przycichli czekając na jej historię. W dłoniach obracała butelkę piwa. Widziałem, że wstydzi się tego, ale właśnie o to chodziło! Zresztą, nikt mnie nie przebije... Zwłaszcza, gdyby usłyszeli o innych moich poczynaniach. Szczególnie, gdy będąc najarany, nabierałem ochoty do zwiedzania różnych dziwnych miejsc, a ubranie wtedy strasznie wadziło...
- Gdy byłam dzieckiem usłyszałam część rozmowy ciotki i jej faceta Miałam wtedy... sześć lat? Podeszłam potem do niej i zapytałam co to znaczy uprawiać seks. Nancy zbladła, ale wytłumaczyła mi to. Powiedziała, że tak się mówi, gdy chcesz z kimś bardziej się zaprzyjaźnić. Następnego dnia poleciałam do ciotki Marry i zapytałam się jej czy mogę uprawiać seks z Micheal'em, a ta po prostu zemdlała. - Gdy dziewczyna skończyła, popłakałem się ze śmiechu. Wyobraziłem sobie widok małej, słodkiej Alison, a także tej dużej, która cała skrępowana tuliła się do mnie. Uniosłem jej podbródek, zmuszając aby na mnie spojrzała. Złączyłem nasze usta w pocałunku. Napawaliśmy się to chwilą, aż w końcu oderwaliśmy się od siebie, gdy usłyszeliśmy odchrząknięcie Tom'a.
- No gołąbeczki- zaczął.- My się zbieramy. Soph chce pojechać jeszcze do clubu, a taksówka zaraz powinna przyjechać, więc zostawiamy was samych- wstał, a następnie podał rękę dziewczynie.

- Nie jest za późno? Wy, sami w obcym mieście...- widziałem jak ciemnowłosa marszczy swój mały nosek w śmieszny sposób. Martwiła się o nich, ja zresztą też.
- Ja już tu byłem i znam okolicę- zapewnił chłopak.
- Ale...
- Oj All, daj im się zabawić- wtrąciłem roześmiany.
- No dobra, ale nie wracajcie za późno. Nie będę mogła spać w nocy, jeśli nie będę miała pewności, że jesteście cali.
- Dobrze mamo...- odburknęli obydwoje.
- Będziemy się meldować co jakiś czas.- Tom chwycił w pasie swoją dziewczynę, po czym skierowali się na podjazd, gdzie zauważyłem kawałek taksówki. Gdy samochód odjechał, chwyciłem Alison i podniosłem ją, na co ona krzyknęła.
- Chodźmy do domu. Robi się coraz zimniej- powiedziałem, kierując się do środka. Ułożyłem dziewczynie wygodnie na kanapie i zabrałem się za rozpalanie w kominku. Dałem jej bluzę, gdy zauważyłem gęsią skórkę na jej ramionach. Zanim się w domu nagrzeje, na pewno trochę potrwa. Aby nie latać co chwilę na dwór, przyniosłem kosz drewna, który postawiłem przy kominku. Alison w tym czasie wybrała jakiś film z pozostawionych przez Jess płyt. Ku mojemu szczęściu- to nie był żaden romantyczny film, tylko science- fiction. Chociaż i tak bardziej zajmowaliśmy się sobą niż oglądali film. Dziewczyna oparła dłonie na mojej piersi, całując mnie namiętnie. Chwyciłem ją w pasie, następnie podniosłem jej drobne ciało i usadowiłem ją na swoich kolanach. Czułem dłonie Alison lekko ciągnące mnie za włosy. Złapałem ją pod kolana, bliżej przyciągając do siebie. Wsadziłem dłoń pod jej bluzkę, czując nagość skóry na plecach. Była ciepła i delikatna. Nasze języki zaczęły prowadzić wojnę o dominację. W pewnym momencie poczułem drobne palce, próbujące ściągnąć ze mnie koszulkę. Chwyciłem ją za nadgarstek, przerywając tym pocałunek. Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy, obydwoje głośno dysząc.
- Alison... Jesteś pijana. Nie chce cię wykorzystać...- zacząłem niechętnie.
- Wypiłam tylko jedno piwo! A zresztą, ja chce tego Gabriel.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
      Wszelkie słowa były już zbędne. Ustami błądziłem po jej szyi całując ją, a także lekko przygryzając skórę. Byliśmy jak dwie rozpalone iskry, które podczas wspólnego dotyku, jeszcze bardziej świeciły. Położyłem ją na wielkiej skórze zwierzęcia, prawdopodobnie niedźwiedzia polarnego, który robił za dywan przed kominkiem. Nasze pocałunki stały się intensywniejsze i czulsze. Przykryłem ją swoim ciałem, a następnie nasze ubrania zostały niemal z nas zerwane.


Hej Misiaki :*
Jak mówiłam ostatnio- ten rozdział punktualnie i myślę, że jest on w miarę dobry. 
Chyba najlepsze, jaki dotychczas tu napisałam.
Jedyny minus- mało opisów...
Ale to musi wystarczyć ;*
Tak więc, mam zamiar w końcu zabrać się za tego bloga i trochę o niego zadbać.
Nowy szablon, zakładka z bohaterami itp. Tylko muszę jeszcze obgadać to z Katariną ;*
Już nie będę przynudzać ;) Mam nadzieję, że za nie długo zobaczycie rezultaty mojej pracy.
Pozdrawiam
Seo

sobota, 17 maja 2014

Oh no. Not You again.

***Gabriel***
     Miałem nadzieję, że uda mi się ochronić moją All. Kochałem ją ponad życie i szczerze powiedziawszy czułem się naprawdę strasznie, nie mogąc powiedzieć jej wszystkiego. Bardzo chciałem, aby prowadziła normalne życie wraz ze mną i Tomem, jednak wiedziałem, że jest to nie możliwe. Dlaczego? Przez naszą przeszłość, w którą wplątaliśmy moją ukochaną. Nawet nie chciałem myśleć, co może się stać, jeżeli ojciec Toma ją złapie. W ogóle sam do końca nie rozumiałem całej tej sytuacji, która była moim zdaniem chora.
     Bardzo chciałem, aby Tomas coś z tym zrobił, na przykład porozmawiał ze swoim rodzicem. Przecież byli rodziną i kochali się, a teraz się nienawidzili. Dla mnie to było trochę niepojęte. Z drugiej strony jednak mafia była niebezpieczna i może i dobrze, że mój przyjaciel się w to nie mieszał. Oddałbym naprawdę wszystko, aby prowadzić normalne życie...
     Ciszyłem się, że nie musimy się włóczyć po hotelach, tylko czekał nas przytulny domek z normalnymi pokojami. Oczywiście ja z Allis w jednym, a Tom z Sophie w drugim. Umówiłem się z nimi, że spotkamy się w połowie drogi w jakimś zajeździe i dalej będziemy jechać już razem.

***Alison***
     Coraz bardziej nie podobało mi się to. Szczerze powiedziawszy nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wyjeżdżać, ale udawałam, że wszystko jest w porządku, bo nie chciałam jeszcze bardziej dołować Gabriela. Najbardziej zdziwiła mnie jego reakcja, gdy zapytałam się, dlaczego nie pójdziemy na policje z tym, że ktoś mnie śledzi. Popatrzył się wtedy na mnie ze strachem w oczach jak na wariatkę i nie wiedział, co ma powiedzieć. W końcu zaczął wymyślać jakieś głupoty, że policja nic z tym nie zrobi i, żebym dała sobie spokój. Nie chciał słuchać tłumaczeń, że warto spróbować.
     Zaczęłam się zastanawiać, po co ja się w ogóle ich słucham. Mogłam iść na komisariat i złożyć zeznania, a oni nawet by o tym nie wiedzieli, jednak nie było czasu i szczerze, to bałam się gdzieś iść sama. Odpadało również wrócenie do ciotki, ponieważ ona już ułożyła sobie życie ze swoim chłopakiem i nie chciałam jej przeszkadzać. Oczywiście zawsze byłam tam mile widziana, ale czułam się naprawdę zbędna.
     Coraz bardziej zaczynało mi się wydawać, że wszystkie kłopoty są związane z chłopakami i ze śmiercią Mike'a. Gdy on żył, to wszystko było w porządku, a gdy zmarł i pojawili się oni, nagle wszystko wywróciło się do góry nogami. Oddałabym wszystko, aby tamte czasy wróciły. Oczywiście kochałam mojego chłopaka, ale zastanawiałam się, czy nie lepiej by było, jakbym go nigdy nie poznała...
     Nawet nie zauważyłam kiedy, a poczułam, jak się zatrzymujemy. Zobaczyłam duży budynek o nazwie „ zajazd pod króliczą łapą”, co mnie bardzo rozśmieszyło. Kto nazywa tak cokolwiek?
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską w głosie mój chłopak.
- Tak, a dlaczego miałoby nie być? - udawałam, że nie wiem o co mu chodzi i zaczęłam iść w kierunku wejścia.
     Poczułam rękę, która mocno chwyta mnie za ramie i obraca o 180 stopni.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Całą drogę nie odezwałaś się ani słowem, tylko w zamyśleniu patrzyłaś się gdzieś poza horyzont. Nie jestem głupi, przecież widzę, że coś cię trapi. Przecież wiesz, że to dla twojego dobra wyjeżdżamy. To ciebie śledzą i to przed nimi uciekamy. Myślisz, że ja nie chciałbym zostać w domu na kanapie?
- A ty myślisz, że mi jest tak łatwo? Właśnie, to nie ciebie prześladują. A jak tobie się nie podoba wyjazd, to po jaką cholerę wyjeżdżałeś? Jak ci się coś nie podoba, to wracaj sobie! - krzyczałam na niego, a on zaskoczony patrzył się prosto w moje oczy. Miałam ochotę się rozpłakać, ale obiecałam sobie, że tego nie zrobię.
- Przepraszam... - powiedział, ale ja wiedziałam, że jego przeprosiny nic nie dadzą.
- Chrzań się – powiedziałam, a następnie weszłam do środka nie obracając się.
     Ten jednak nie dał za wygraną i pobiegł za mną. Złapał mnie zaraz za drzwiami i przytulił do siebie.
- Przepraszam – wyszeptał mi do ucha.
- To ja przepraszam – powiedziałam ze smutkiem. - Nie kłóćmy się już więcej...

***Tomas***

     Gdy zahamowałem pojazd prześlizgnął się jeszcze parę centymetrów na żwirowym podłożu, a następnie zatrzymał się. Szczerze powiedziawszy byłem bardzo głodny i chciałem jak najszybciej zjeść coś dobrego, najlepiej ciepłego. Sophie na szczęście przestała się wściekać i nawet za bardzo nie marudziła. Jako kobieta bardzo mi odpowiadała. Była ładna bez siedzenia godzinami w łazience, ale dbała o siebie. W dodatku nie gadała zbyt dużo głupot i najważniejsze, była dobra w łóżku. Pociągała mnie jak diabli, ale nie mogłem powiedzieć, że ją kocham, bo tak nie było.
     Wiedziałem, że kiedyś będę musiał ją rzucić, jednak nie spieszyło mi się z tym. Nie zawadzała mi za bardzo i nie widziałem potrzeby kończyć tego teraz. Chciałem za to nacieszyć się nią bardzo, za nim mi się znudzi. Wiedziałem bowiem, że już niedługo tak będzie.
     Moje rozmyślania przerwał zapach jedzenia. „Zajazd pod Króliczą Łapą” słynął z najlepszych pieczeni w całym Idaho i miałem zamiar już za chwilę to sprawdzić. Mimo tego, że w pomieszczeniu było wiele stolików, to bez problemu ujrzałem szukaną parkę. Siedzieli przytuleni do siebie i najwyraźniej z zamówieniem czekali na nas.
- Witam gołąbeczki – rzuciłem do nich. - Jak się jechało?
- Dobrze. Wy chyba jechaliście okrężną drogą, bo czekamy na was już ponad pół godziny – powiedział Gabe przeciągając się.
- Nie przesadzaj – uśmiechnąłem się do nich.
     Dosiedliśmy się do nich i cala czwórka wzięła menu do ręki. Ja zrobiłem to oczywiście tylko, aby zobaczyć, co jeszcze posiadają, a następnie zamówiłem i tak to, co zamierzałem. Na jedzenie nie trzeba było długo czekać i już po chwili mogłem wgryźć się w pyszne mięsko. Okazało się, że jest naprawdę dobre, tak jak twierdzili wszyscy, co kiedykolwiek jedli w tamtym miejscu. Gabriel zamówił to samo co ja i nie żałował natomiast dziewczyny krzywo się na nas patrzyły podczas jedzenia swoich, zdrowych rzeczy.
- Co jest? - zapytałem, gdy już nie wytrzymałem ciążącego na mnie wzroku Sophie.
- To zwierzątko kiedyś żyło! Jak możecie to jeść! - powiedziała najwyraźniej obrażona na mnie.
- Może kiedyś, teraz natomiast jego zwłoki są niesamowicie dobre! Poza tym, skoro i tak nie żyje, to dlaczego ma się zmarnować – mrugnąłem do niej.
     Wiedziałem, że jeszcze za to zapłacę. Dziewczyna wstała, zmierzyła mnie wzrokiem i oświadczyła, że nie jest już głodna. Zostawiając swoją sałatkę i nas udała się do łazienki. Popatrzyłem znacząco na All, żeby poszła za nią. Wiedziałem, że tamta raczej nie potrzebuje pomocy, ale musiałem porozmawiać z przyjacielem.
     Gdy tylko zniknęła za rogiem, zacząłem mówić.
- Widziałeś ich?
- Niestety nie. Kazałem jej iść do Max'a, a sam czym prędzej biegłem w tym samym kierunku. Gdy zobaczyłem, że wszystko z nią w porządku, dopiero udałem się do jej mieszkania. Gdy wszedłem do środka to niby wszystko było na swoim miejscu, ale coś mi tam nie grało. Zauważyłem, że brakuje jej jednego zdjęcia i paru innych drobiazgów. Na ścianie zaś namalowali duże graffiti „Cześć All”.
- Popaprańcy. Ciężko jej będzie to wyjaśnić. A ten jej cały Josh coś widział, albo słyszał?
- Pytałem go, ale niestety. Przyszedł do niego jego chłopak i był bardzo zajęty. Pewnie ładował go w dupę.
- Ogarnij się, co? To przyjaciel Allis. Zaczynasz przesadzać.
- Masz rację, przepraszam. Powoli dostaję do głowy. Ale on już mnie zaczyna denerwować. Super dzień i w ogóle, mamy go spędzić razem, a tu się okazuje, że sąsiad potrzebuje pomocy i tak dalej. Wiesz co mnie jednak najbardziej boli? Że kłócimy się coraz częściej i to wcale nie jest jego wina. Tylko moja. Ostatnio jestem zazdrosny i coraz szybciej się denerwuję. Nie chcę, aby coś jej się stało. Nigdy sobie tego nie wybaczę...
     Cieszyłem się, że się otworzył. Powiedział mi, co go gryzie, jednak ja nadal nie potrafiłem mu pomóc. Zależało mi na Alison tak samo jak i jemu, a może nawet bardziej. Poza tym denerwowało mnie już to, że ona przez niego się wkurza. Po każdej kłótni była jak nie ona, a ja chciałem, żeby była szczęśliwa...
- Stary, ja cię rozumiem. Musisz się jednak opanować. Obiecaj mi to – spojrzałem mu prosto w oczy, oczekując słów przysięgi.
- Okej.
- Co? - chciałem, aby powiedział to na głos.
- Obiecuję ci, że będę się bardziej starał. Cholera, z całych swoich sił – ręce mu zadrżały.
- Cicho, idą – wyszeptałem. - Duże jest to jezioro?


***Alison***
     Weszłam do łazienki zaraz za Sophie. Rozumiałam, że nie je mięsa, ale nie powinna prać do siebie słów swojego faceta.
- Wszystko okej? - zapukałam w drzwi kabiny.
Modliłam się, żeby w środku była ona, a nie ktoś inny, ponieważ mogła to być niezła wpadka. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła dziewczyna. Nie wyglądała najlepiej.
- Nie przejmuj się. Wiesz, jaki jest Tomas, lubi sobie pożartować. Nie musisz brać tego do siebie. On... - urwałam, widząc, że z nią jest coś naprawdę nie w porządku. - Dobrze się czujesz?
     Zobaczyłam, że ma łzy w oczach, ale szybko je przełknęła. Wystraszyłam się nie na żarty. Soph podeszła do umywalki i przemyła twarz. Nie przejęła się nawet tym, że ma nałożony na twarz makijaż.
- Jestem w ciąży.
     Te słowa były dla mnie niezłym szokiem. Popatrzyłam się na nią wzrokiem, jakbym nie zrozumiała tego, co powiedziała. Dopiero po chwili te słowa dotarły do mojej wiadomości. Zaczęłam skakać i śmiać się, po czym przytuliłam ją do siebie.
- To wspaniale! Jezu, cieszę się! Dlaczego ty się nie cieszysz? To naprawdę cudowna wiadomość! - gadałam to, co mi ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się nawet na ich znaczeniem. - Byłaś u ginekologa?
- Nie – powiedziała przez łzy, ale się uśmiechała. - Okres spóźnia mi się już tydzień i wymiotowałam kilkakrotnie.
- A test? - pokiwała przecząco głową. - Kupimy w drodze nad jezioro. Może lepiej nie mówić nic chłopakom, póki się nie upewnimy. Chociaż na pewno by się bardzo ucieszyli.
     Pomogłam jej się poprawić i wróciłyśmy do stołu. Siadając miałam uśmiech na twarzy, natomiast moja wyraz twarzy mojej przyjaciółki był ciężki do odgadnięcia.
- O czym gadacie?
- O jeziorze. Podobno jest piękne – rzucił Gabe.
    Wiedziałam, że kłamie, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Widziałam, że prowadzili poważną, męską rozmowę, jednak byłam zbyt szczęśliwa nową wiadomością, aby się tym przejąć chociaż trochę. Miałam bardzo wielką ochotę, żeby się wygadać, jednak specjalnie ugryzłam się w język, by odciągnąć się od tej myśli.
     Po skończonym jedzeniu wszystkim poprawił się humor. Udaliśmy się do samochodu i, uprzednio umieszczając wszystkie bagaże w jednym samochodzie, pojechaliśmy w stronę zamierzonego miejsca.
     Po godzinie jazdy zaczęłam marudzić, że chce mi się siku. Reszta ignorowała mnie i nie przerywała rozmów.
- Jeżeli nie zatrzymamy się gdzieś, to zesikam się na siedzenie w samochodzie – oświadczyłam, z nutą groźby w głosie. Oczywiście zatrzymaliśmy się przy drodze, a nie o to mi chodziło. - Nie będę sikała w krzakach! Zwariowaliście? Poza tym, chcę kupić sobie picie.
- Od picia znów będzie ci się chciało sikać – powiedział mój chłopak.
     Normalnie nie miałabym problemu z załatwieniem potrzeby gdzieś w krzakach, jednak musiałam kupić koleżance test ciążowy. Nie mogłam im jednak tego przecież powiedzieć.
- Albo zawieziecie mnie gdzieś do sklepu, albo odwieźcie mnie prosto do domu – oznajmiłam.
- I tak musimy zatankować samochód. Pojedziemy na stację benzynową – oznajmił kierowca, a ja modliłam się, aby testy były CPN'ie.
     Gdy faceci tankowali samochód, ja złapałam Soph i pognałam jak najszybciej do środka. Zapytałam o to, czego potrzebowałam, a sprzedawca tylko się uśmiechnął i wyciągnął trzy rodzaje. Koleżanka popatrzyła się na mnie pytającym wzrokiem. Ja jednak chciałam mieć pewność, więc wzięłam wszystkie trzy. Dla wiarygodności wzięłam dwa kartony soku bananowego i jakieś kanapki. Do łazienki jednak już mi się nie chciało iść, więc poszliśmy do auta.
     Widoki z okna powoli mi się znudziły. Bardzo się cieszyłam, gdy Tomas oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Dom okazał się naprawdę duży. Miał czerwone drzwi i miętowy kolor ścian. Cały podjazd wysypany był drobnymi kamyczkami, a na ganek prowadził chodnik z szarej kostki kończący się trzema schodkami. Zarówno po lewej, jak i po prawej stronie budynku rosły drzewka i krzewy różnego rodzaju, a pomiędzy nimi kolorowe kwiatki. Ganek zaś był zrobiony z drewnianych belek i listewek obrośniętych zielonym bluszczem z tęczowymi kwiatami.
     Spojrzałam na resztę – była ona tak samo pozytywnie zaskoczona, jak ja. Nikt z nas się nie odzywał, tylko gapił na dom. Tom pierwszy zrobił krok na przód, więc wszyscy podeszliśmy do drzwi. W ganku wisiała huśtawka na łańcuchach, stały kanapy i stół. Mój przyjaciel wyciągnął klucze, a następnie przekręcił je w zamku. Mogliśmy wejść do środka.
     Nawet korytarz był ładny. Ściany były w dwóch kolorach. Do połowy brąz, a powyżej biały. Stały tam szafki w kolorze dużych, kręconych schodów i lustra, obłożone prawdziwymi kamieniami. Na podłodze położone były panele, a na nie długi, czerwony dywan. Najlepsza była jednak wycieraczka. Zamiast powszechnego w każdym domu napisu „Welcome”, wyszyte było „Oh no! Not you again”. Rozbawiło mnie to. W pamięci zanotowałam, żeby kupić do siebie takie same.
     Zarówno na dole jak i na górze znajdowała się sypialnia i łazienka, tyle że na dole była jeszcze kuchnia i jadalnia. Umówiliśmy się, że ja z Gabrielem bierzemy górę, a Tomas z Sophie dół. Zaczęło się rozpakowywanie. Kazałam mojemu chłopakowi wnieść walizki na górę, a sama podążyłam za nim, uprzednio wysyłając Sophie z testami do łazienki.
     Otworzyłam szafę i okazało się, że jest pusta. Uśmiechnęłam się pod nosem i otworzyłam torbę. Zmarszczyłam brwi nie poznając swoich ubrań. Zastanawiałam się o jest grane. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to nie jest moja walizka, tylko Toma. Już chciałam ją zamknąć, gdy zauważyłam czarną kolbę broni.

***Tomas***
     Najpierw usłyszałem krzyk z góry, a następnie wołanie.
- Tom!
- Tom, chodź tu natychmiast!!
- Tomas!
     Wiedziałem, że to All, więc czym prędzej pobiegłem na górę pieprzonymi, kręconymi schodami. Oczywiście potknąłem się na nich i boleśnie uderzyłem w piszczel, jednak nie zważając na to pobiegłem na górę. Szybko odnalazłam sypialnie i wszedłem do środka.
     Najpierw zmarszczyłem brwi, ponieważ zobaczyłem ją całą i zdrową. Potem jednak zauważyłem, że w ręce trzyma mojego Colta kaliber 45, a przed nią leży moja otwarta walizka.
- Co to ma być?! Po co ci pistolet?! - krzyczała. Otworzyłem usta, aby coś powiedzieć, jednak nie dała mi dojść do słowa. - Nawet nie próbuj mówić, że on nie jest twój, albo, że nie masz pojęcia, skąd on się tam wziął!
- All..
- Żadne All! Skąd ty to masz?!
- Co się dzieje? - zaniepokojony krzykami Gabriel wszedł do pokoju.
     Widząc, co jego dziewczyna trzyma w dłoni zrobił minę mówiącą „Tylko nie to. Znowu?”. Podszedł do niej i zabrał jej pistolet z ręki, a następnie podał go mi. Ona zmroziła go wzrokiem.
- Wiedziałeś, że on to ma? Masz z tym coś wspólnego?!
- Allis, nie krzycz tak, bo wystraszysz Soph. Uspokój się, co? - powiedział do niej spokojnym głosem.
- Jak mam być spokojna, jak – urwała, ponieważ ten zatkał jej usta.
- Mam go do obrony. Załatwił mi go kolega, gdy powiedziałaś, że ktoś cię śledzi – wytłumaczyłem się. - Bałem się, że coś ci się stanie, więc go kupiłem. Żeby cię chronić.
     Wiedziałem, że nie za bardzo mi uwierzyła. Jednak nagle z łazienki dobiegło wołanie nieświadomej dziewczyny.
- Allis! Po jednej kresce na każdym!

***
Na pewno spóźnienie, no ale pewnie się do tego przyzwyczailiście. Mam nadzieję, że nie ma zbyt dużo błędów językowych, bo nie chce mi się tego czytać. Mam także nadzieję, że Seo mnie nie zabije, bo nie wysłałam jej tego uprzednio i nie wiem, czy jej się spodoba.
P.S. Nie wiem, czy na Pasji rozdział pojawi się dzisiaj, czy jutro, czy w ogóle za tydzień, ponieważ nie mam jeszcze nic napisanego :c
Pozdrawiam,
Katarina

środa, 7 maja 2014

Never more

***Alison***
     Po długiej i wyczerpującej nocy, Josh w końcu usnął. Stwierdziłam, że na smutek najlepszy jest alkohol, dlatego też teraz strasznie bolała mnie głowa. Ale czego nie robi się dla przyjaciół?
Gabriel oczywiście się nie odzywał. Czekałam, aż schowa swoją dumę do kieszeni i zrozumie, jak głupia i bezsensowna była nasza kłótnia, o ile można nazwać to kłótnią.
     Ubrałam się i uczesałam, a następnie wyszłam z mieszkania, zostawiając śpiącego chłopaka na kanapie. Weszłam do pobliskiej kawiarni, urządzonej w stylu lat osiemdziesiątych i zamówiłam śniadanie oraz kawę dla dwojga. Nie chciałam go budzić swoją krzątaniną po kuchni, więc stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli coś kupię. Stanęłam na chodniku z zakupami i rozglądnęłam się po bokach, upewniając się, że żaden samochód nie jedzie.
Kiedy już chciałam przejść, zauważyłam czarne BMW, które ponownie stało przed budynkiem. Zastygłam w bezruchu. Wiedziałam, że mi się nie przywidziało. Wycofałam się w bezpieczną odległość i obserwowałam go. Dwaj umięśnieni mężczyźni wyszli z jego wnętrza, kierując się do budynku, w którym mieszkam. Chwyciłam telefon i wybrałam numer Gabe'a, tak jak on mi kazał.
- All? - odezwał się ochrypły głos. - Mam nadzieję, że...
- Oni przyszli po mnie! - przerwałam mu. - To czarne auto...
- Allis, gdzie jesteś?! - wykrzyczał do słuchawki zdenerwowany.
- Koło O'Dies.
- Teraz słuchaj mnie uważnie – rozkazał. - Widzisz to studio tatuaży obok? Wejdź do niego.
     Bez namysłu zrobiłam to, co chciał, jednak zatrzymałam się przed wejściem.
- Gabiel, boję się...
- Kochanie, nie martw się, jestem już w drodze. Spotkamy się tam za pięć minut, powiedz Max'owi, że ja cię przysłałem.
    Tak też zrobiłam. Wchodząc do środka rozłączyłam się. Ufałam mu i wiedziałam, że mogę na nim polegać. Chociaż zastanawiało mnie, dlaczego akurat teraz mi uwierzył? Wcześniej jakoś niezbyt "kupił" moją historyjkę, więc co teraz się zmieniło?
***Tomas***
     To wszystko było chore. Leżałem na plecach ze wzrokiem utkwionym w suficie, jedną dłonią gładząc plecy śpiącej i wtulonej w moje ciało dziewczyny. Zastanawiałem się nad ostatnimi wydarzeniami. Co on kurwa planował? I na co była mu potrzebna Allison? Aż tak jej nienawidził, że chciał się zemścić na mnie dręcząc ją. To musiało być coś poważniejszego, gdyż z byle powodu nie brudził by sobie rąk. Ba! On przecież ma od tego ludzi.
     Jego ostatnie zabójstwo odbyło się pięć lat temu. Po prostu zastrzelił jednego ze swoich wspólników. Pamiętam, że byłem wtedy przy tym. Nigdy nie widziałem go tak wkurzonego, chociaż nawet nie wiedziałem, o co poszło. W sumie nie obchodziło mnie to, jednak teraz musiałem znaleźć coś na niego. Musiałem być o krok przed nim, by widzieć każdy jego ruch. Tylko wszystkiego, czego nauczyłem się w tym zawodzie, wiedziałem od niego. Byłem marnym robakiem w porównaniu z wielkim mistrzem. Dlatego też potrzebowałem pomocy. No i cóż... Nasz pobyt tutaj musiał się skrócić. W grę wchodziła zbyt duża stawka.
***Gabriel***
     Biegłem ile sił w nogach. Nie mogłem dopuścić, aby oni jej coś zrobili. Boże... Jak mogłem być aż tak głupi, żeby zostawić ją samą? No, ale wielmożny pan musiał pokazać swoją dumę. Nigdy więcej tego nie zrobię. Obiecuję ci to kochanie, tylko proszę... Niech nie będzie za późno.
     Wyleciałem na ulicę, na której znajdowało się jej mieszkanie i zobaczyłem to samo auto, tylko tym razem były inne tablice. Kierowałem się do studia, bez zbędnych słów wszedłem na zaplecze. Max obsługiwał klienta, więc nie chciałem mu przeszkadzać. Chociaż prawda była taka, że chciałem czym prędzej zobaczyć się z All.

    Siedziała  na kanapie, trzymając w dłoni kubek z którego lekko unosiła się para. Trzęsła się. Pomimo, że do niczego nie doszło, była cała roztrzęsiona. Więc jak miałbym jej powiedzieć o całej zaistniałej sytuacji? O tym, że ja i Tom po części jesteśmy zabójcami? I jak miałem jej powiedzieć, że teraz jakiś idiota poluje na nią. W zasadzie to ojciec jej najlepszego przyjaciela, ale nie możemy być tego pewni.
     Gdy w końcu na mnie spojrzała, dostrzegłem łzy w jej oczach. Podszedłem, a ona wtuliła się we mnie jak małe dziecko i wybuchła płaczem. Mocniej ją objąłem.
- Jesteś już bezpieczna - wyszeptałem twarzą schowaną w jej włosy. - All, powiedz co się tam stało.
Odsunęła się ode mnie i wytarła łzy.
- Mówiłam ci, że ktoś mnie śledzi. Już od dawna czułam to i widziałam. Zobaczyłam jak z auta wychodzą dwaj mężczyźni i zrozumiałam, że ich znam. Widziałam ich kiedyś u ciotki w domu. Kazała mi się schować. Zauważyłam jak chowają broń i...i... - ponownie wybuchła płaczem. Moja mała All...
- Kochanie, jest już dobrze. Jestem przy tobie i obiecuje, że nic ci się nie stanie.
- Dlaczego oni to robią? Co ja im takiego zrobiłam?
- Nie wiem, ale się dowiem.
     Zostawiłem ją śpiącą na kanapie. Potrzebowała teraz dużo odpoczynku i jakieś wakacje. Nie mogła tutaj zostać. Tym bardziej, że oni wiedzą gdzie ona mieszka.
- Gabriel! - zawołał blondyn, gdy właśnie wychodziłem z toalety. Podszedłem do niego, czekając na naganę. - Słuchaj, tak nie może dalej być! To, że mam dług u ciebie, nie znaczy, że jestem na każde wasze zawołanie. W ciągu godziny macie obydwoje stąd zniknąć. Nie mam zamiaru stracić kolejne studio- fuknął zły.
    Bez słowa wszedłem na zaplecze. Musiałem ją obudzić i zabrać stąd. To, że raz spalił się jego zakład, nie znaczyło, że mógł tak reagować. Kurwa, w końcu uratowałem mu życie, więc jego interes to nic w porównaniu z tym! 
     Niestety, ona już nie spała. Tępo patrzyła się w swoje dłonie, a jej twarz stała się blada, jak by zobaczyła ducha.
- Idę do mieszkania sprawdzić czy wszystko w porządku. Mam ci coś przynieść?
Milczała przez chwilę. Zmarszczyłem brwi i gdy miałem się jej zapytać co się stało, odezwała się.
- Josh był w moim mieszkaniu gdy wychodziłam.
***Tomas***
     Właśnie wychodziliśmy z lotniska. Soph wsiadła do taksówki, a ja wraz z taksówkarzem zajęliśmy się jej bagażem. Blondynka nie odzywała się do mnie. W sumie nie dziwie się jej. Obiecałem jej tygodniową wyprawę do NY i oczywiście zawiodłem. Ale szczerze? To niezbyt mi na niej zależało. Jedynie to umówiłem się z nią, dlatego, że prosiła mnie o to Alison, a ja oczywiście nie potrafiłem jej odmówić. Zresztą nie chciałem. Uwielbiałem, gdy była szczęśliwa, a Soph... Po prostu była dobra w łóżku i to mi wystarczyło. Jednak trzeba było udobruchać ją, gdyż w tej sytuacji  nie wiadomo kiedy znowu pójdziemy do łóżka. Wsiadłem do taksówki i objąłem ją ramieniem. Oczywiście zrzuciła ją i odwróciła wzrok ode mnie.
- Oj Soph... Nie przesadzaj - powiedziałem, a ta odsunęła się ode mnie.
    Westchnąłem i złapałam ją w talii przyciągając do siebie. Zamknąłem ją w uścisku i zacząłem całować po szyi. Wargi spoczęły obok jej ucha, a następnie delikatnie go przygryzłem. Zachichotała.
-Dalej jesteś na mnie zła?
- Tak. I nie wybaczę ci tego tak łatwo.
- Więc będę musiał zasłużyć sobie na twoje przebaczenie? - przytaknęła. - Co powiesz na romantyczny wyjazd nad jezioro? Na tydzień?
- Nuda! Nie chce mieszkać w jakimś buszu. Zresztą, co my tam będziemy robić?
- Moje towarzystwo ci nie wystarcza? Jeśli chcesz to mogę zapytać Gabriela czy nie pojedzie z nami z All.
- Już lepiej - złożyła namiętny pocałunek na moich ustach. Uśmiechnąłem się. - To kiedy jedziemy?
- Dzisiaj w nocy możemy wyjechać i jutro rano będziemy na miejscu. Bądź gotowa na ósmą - powiedziałem gdy taksówka zatrzymała się przed jej domem.
    No, jedna sprawa załatwiona. Teraz zostało tylko... Sięgnąłem po dzwoniący telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imie mojego przyjaciela, o którym właśnie myślałem.
- Dobrze, że dzwonisz, bo właśnie...
- Było włamanie u All. Na szczęście jej nie było w mieszkaniu. Tom, myliliśmy się. To się robi zbyt niebezpieczne.
- Trzeba ją wywieź stąd jak najszybciej. Spakuj ją. Lepiej żeby nie wracała tam. Wieczorem wyjedziemy do Sandpoint.
- A co z Jess?
- Rozmawiałem z nią i zgodziła się wynająć nam ten domek w sumie na dwa tygodnie bo sama wraca tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego.
- Dobra, za godzinę będę z nią u nas. Sprawdź czy nikogo nie ma w pobliżu- rozłączył się, gdy zgodziłem się.
    Miał racje, to zrobiło się zbyt niebezpieczne abyśmy tak lekkomyślnie się zachowywali. Czas zebrać wszystkich ludzi i wdrążyć nasz plan w życie.

***Alison***
     Siedziałam jak na szpilkach. Nie mogłam wytrzymać do powrotu Gabriela. Co on tak długo tam robił? Ile jest sprawdzenie mieszkania znajdującego się zaledwie kilkanaście kroków stąd? O Boże... Jaka ja byłam głupia, zostawiając Josha samego tam. A co jeśli teraz coś stanie się Gabrielowi?! Ich było dwóch... Wstałam kierując się do wyjścia, gdy w progu, gdzie zamiast drzwi zwisały kolorowe koraliki, zderzyłam się z kimś. Gdyby nie to, że mnie złapał, pewnie leżałabym plackiem na podłodze. Szok wywołany ich wizytą, nadal mnie nie opuścił.
- Dlaczego tak długo? - zapytałam oburzona. - Gdzie Josh?
- Zostawił kartkę, że wychodzi i dziękuje za wsparcie. A i masz do niego zadzwonić, jak wrócisz.
     Kamień spadł mi z serca. Już wyciągałam telefon, gdy Gabe chwycił moją dłoń. Zapytałam go o co chodzi widząc jego zmartwiony wzrok.
- Musimy wyjechać na parę dni.
- Nie mogę. Co powiem ciotce? Przecież za nie długo mam wystawę i nie mogę wszystkiego od tak rzucić.
- Nie będę ryzykować, że coś ci się stanie.
- Ja na prawdę nie mogę...
- Już cie spakowałem. A resztę jakoś załatwię.
- Gabriel...
- Nie daj się prosić bo inaczej to ja cię porwę i wywiozę w bagażniku.
- Dobra, tylko zadzwonię do Josha i upewnię się, że wszystko z nim w porządku.
- Będę czekać w aucie.
    Wybrałam numer przyjaciela i po dwóch sygnałach odezwał się ochrypły męski głos.
- Josh! Wszystko w porządku?
- Tak! Nie uwierzysz co się stało! Zaraz po tym jak wyszłaś zadzwonił Andree. Wróciliśmy do siebie, rozumiesz?! Nie wierze... Tyle jazgotu i płaczu o nic.
- Ciesze się, że jesteście razem. Słuchaj  Josh, ja muszę wyjechać na parę dni. Moja ciotka z Sandpoint zachorowała, a Nancy nie może do niej jechać, więc zostałam tylko ja. Powinnam wrócić w przyszłym tygodniu.
- A co z wystawą? Przecież to miał być twój nowy debiut!
- Wszystkie obrazy już są gotowe. Zaniosłam je do magazynu. Pod szarą płachtą w mojej części. Przeproś w moim imieniu Gustava i chciałam aby wszystko było podpisane Bella, dobrze?
- Właśnie przeglądam twoje obrazy. Wow, dziewczyno ty rzeczywiście masz talent! Żałuj, że nie będziesz na wystawie! Ja sam nie mogę doczekać się ich min. Boże... Czemu ja nie mam takich zdolności?
- Oj nie marudź. Uważaj bo cię uduszę jeśli je zniszczysz!
- Dobra, spokojnie... - usłyszałam dźwięk tłuczącego się szkła i krzyknęłam jego imię. - To tylko słoik z pędzlami - pocieszył mnie.
    Pożegnałam się z nim i rozłączyłam. Podziękowałam za pomoc Maxowi, który uśmiechnął się.
- Wiesz, tyle razy im pomagałem i jeszcze ani razu nikt mi nie podziękował. Jesteś tu mile widziana w przeciwieństwie do nich. - zarumieniłam się słysząc jego słowa. - Lubie cię. Może chciałabyś machnąć sobie tatuaż? Oczywiście na koszt firmy.
- To chyba zły pomysł.
- W takim razie w razie coś możesz na mnie liczyć. A ja zaprojektuje ci zajebisty tatuaż, gdybyś chciała kiedyś sobie zrobić- puścił do mnie oczko po czym przytulił na pożegnanie.
- Uważaj na nich. Są niebezpieczni, chociaż nie wyglądają na takich. Szczególnie Tom- wyszeptał, po czym ponownie się uśmiechnął. Jego poważny wyraz zniknął i nie pozostawił po sobie żadnego śladu. Ja też nie dałam po sobie niczego poznać. Wróciłam z fałszywym uśmiechem do auta i zajęłam miejsce pasażera. Czułam, że to nie wszystko. Coś ciągle umykało mojej uwadze, przez co byłam bezbronna. Najważniejsze było to, że byłam pewna, że ma to związek ze śmiercią Mika. Ja przeżyłam i dlatego też, teraz to ja miałam zginąć.
- Gotowa?- odezwał się chłopak spoglądając na mnie wzrokiem przepełnionym troską.
- Jeśli i ty jesteś gotów...

Hej Kochani! Tak, wiem. NAWALIŁAM. Rozdział już dawno powinien być dodany, ale niestety. Ostatnio miałam dużo na głowie i strasznie mało czasu... Nie wiem nawet jaki długi on jest, bo pisałam go na telefonie i wysyłałam częściami Katarinie. Gdyby nie ona, zapewne poczekalibyście jeszcze sobie... W następnym postaram Wam to wynagrodzić długością i akcją.
Pozdrawiam i przepraszam za zwłokę ;*
Seo