środa, 7 maja 2014

Never more

***Alison***
     Po długiej i wyczerpującej nocy, Josh w końcu usnął. Stwierdziłam, że na smutek najlepszy jest alkohol, dlatego też teraz strasznie bolała mnie głowa. Ale czego nie robi się dla przyjaciół?
Gabriel oczywiście się nie odzywał. Czekałam, aż schowa swoją dumę do kieszeni i zrozumie, jak głupia i bezsensowna była nasza kłótnia, o ile można nazwać to kłótnią.
     Ubrałam się i uczesałam, a następnie wyszłam z mieszkania, zostawiając śpiącego chłopaka na kanapie. Weszłam do pobliskiej kawiarni, urządzonej w stylu lat osiemdziesiątych i zamówiłam śniadanie oraz kawę dla dwojga. Nie chciałam go budzić swoją krzątaniną po kuchni, więc stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli coś kupię. Stanęłam na chodniku z zakupami i rozglądnęłam się po bokach, upewniając się, że żaden samochód nie jedzie.
Kiedy już chciałam przejść, zauważyłam czarne BMW, które ponownie stało przed budynkiem. Zastygłam w bezruchu. Wiedziałam, że mi się nie przywidziało. Wycofałam się w bezpieczną odległość i obserwowałam go. Dwaj umięśnieni mężczyźni wyszli z jego wnętrza, kierując się do budynku, w którym mieszkam. Chwyciłam telefon i wybrałam numer Gabe'a, tak jak on mi kazał.
- All? - odezwał się ochrypły głos. - Mam nadzieję, że...
- Oni przyszli po mnie! - przerwałam mu. - To czarne auto...
- Allis, gdzie jesteś?! - wykrzyczał do słuchawki zdenerwowany.
- Koło O'Dies.
- Teraz słuchaj mnie uważnie – rozkazał. - Widzisz to studio tatuaży obok? Wejdź do niego.
     Bez namysłu zrobiłam to, co chciał, jednak zatrzymałam się przed wejściem.
- Gabiel, boję się...
- Kochanie, nie martw się, jestem już w drodze. Spotkamy się tam za pięć minut, powiedz Max'owi, że ja cię przysłałem.
    Tak też zrobiłam. Wchodząc do środka rozłączyłam się. Ufałam mu i wiedziałam, że mogę na nim polegać. Chociaż zastanawiało mnie, dlaczego akurat teraz mi uwierzył? Wcześniej jakoś niezbyt "kupił" moją historyjkę, więc co teraz się zmieniło?
***Tomas***
     To wszystko było chore. Leżałem na plecach ze wzrokiem utkwionym w suficie, jedną dłonią gładząc plecy śpiącej i wtulonej w moje ciało dziewczyny. Zastanawiałem się nad ostatnimi wydarzeniami. Co on kurwa planował? I na co była mu potrzebna Allison? Aż tak jej nienawidził, że chciał się zemścić na mnie dręcząc ją. To musiało być coś poważniejszego, gdyż z byle powodu nie brudził by sobie rąk. Ba! On przecież ma od tego ludzi.
     Jego ostatnie zabójstwo odbyło się pięć lat temu. Po prostu zastrzelił jednego ze swoich wspólników. Pamiętam, że byłem wtedy przy tym. Nigdy nie widziałem go tak wkurzonego, chociaż nawet nie wiedziałem, o co poszło. W sumie nie obchodziło mnie to, jednak teraz musiałem znaleźć coś na niego. Musiałem być o krok przed nim, by widzieć każdy jego ruch. Tylko wszystkiego, czego nauczyłem się w tym zawodzie, wiedziałem od niego. Byłem marnym robakiem w porównaniu z wielkim mistrzem. Dlatego też potrzebowałem pomocy. No i cóż... Nasz pobyt tutaj musiał się skrócić. W grę wchodziła zbyt duża stawka.
***Gabriel***
     Biegłem ile sił w nogach. Nie mogłem dopuścić, aby oni jej coś zrobili. Boże... Jak mogłem być aż tak głupi, żeby zostawić ją samą? No, ale wielmożny pan musiał pokazać swoją dumę. Nigdy więcej tego nie zrobię. Obiecuję ci to kochanie, tylko proszę... Niech nie będzie za późno.
     Wyleciałem na ulicę, na której znajdowało się jej mieszkanie i zobaczyłem to samo auto, tylko tym razem były inne tablice. Kierowałem się do studia, bez zbędnych słów wszedłem na zaplecze. Max obsługiwał klienta, więc nie chciałem mu przeszkadzać. Chociaż prawda była taka, że chciałem czym prędzej zobaczyć się z All.

    Siedziała  na kanapie, trzymając w dłoni kubek z którego lekko unosiła się para. Trzęsła się. Pomimo, że do niczego nie doszło, była cała roztrzęsiona. Więc jak miałbym jej powiedzieć o całej zaistniałej sytuacji? O tym, że ja i Tom po części jesteśmy zabójcami? I jak miałem jej powiedzieć, że teraz jakiś idiota poluje na nią. W zasadzie to ojciec jej najlepszego przyjaciela, ale nie możemy być tego pewni.
     Gdy w końcu na mnie spojrzała, dostrzegłem łzy w jej oczach. Podszedłem, a ona wtuliła się we mnie jak małe dziecko i wybuchła płaczem. Mocniej ją objąłem.
- Jesteś już bezpieczna - wyszeptałem twarzą schowaną w jej włosy. - All, powiedz co się tam stało.
Odsunęła się ode mnie i wytarła łzy.
- Mówiłam ci, że ktoś mnie śledzi. Już od dawna czułam to i widziałam. Zobaczyłam jak z auta wychodzą dwaj mężczyźni i zrozumiałam, że ich znam. Widziałam ich kiedyś u ciotki w domu. Kazała mi się schować. Zauważyłam jak chowają broń i...i... - ponownie wybuchła płaczem. Moja mała All...
- Kochanie, jest już dobrze. Jestem przy tobie i obiecuje, że nic ci się nie stanie.
- Dlaczego oni to robią? Co ja im takiego zrobiłam?
- Nie wiem, ale się dowiem.
     Zostawiłem ją śpiącą na kanapie. Potrzebowała teraz dużo odpoczynku i jakieś wakacje. Nie mogła tutaj zostać. Tym bardziej, że oni wiedzą gdzie ona mieszka.
- Gabriel! - zawołał blondyn, gdy właśnie wychodziłem z toalety. Podszedłem do niego, czekając na naganę. - Słuchaj, tak nie może dalej być! To, że mam dług u ciebie, nie znaczy, że jestem na każde wasze zawołanie. W ciągu godziny macie obydwoje stąd zniknąć. Nie mam zamiaru stracić kolejne studio- fuknął zły.
    Bez słowa wszedłem na zaplecze. Musiałem ją obudzić i zabrać stąd. To, że raz spalił się jego zakład, nie znaczyło, że mógł tak reagować. Kurwa, w końcu uratowałem mu życie, więc jego interes to nic w porównaniu z tym! 
     Niestety, ona już nie spała. Tępo patrzyła się w swoje dłonie, a jej twarz stała się blada, jak by zobaczyła ducha.
- Idę do mieszkania sprawdzić czy wszystko w porządku. Mam ci coś przynieść?
Milczała przez chwilę. Zmarszczyłem brwi i gdy miałem się jej zapytać co się stało, odezwała się.
- Josh był w moim mieszkaniu gdy wychodziłam.
***Tomas***
     Właśnie wychodziliśmy z lotniska. Soph wsiadła do taksówki, a ja wraz z taksówkarzem zajęliśmy się jej bagażem. Blondynka nie odzywała się do mnie. W sumie nie dziwie się jej. Obiecałem jej tygodniową wyprawę do NY i oczywiście zawiodłem. Ale szczerze? To niezbyt mi na niej zależało. Jedynie to umówiłem się z nią, dlatego, że prosiła mnie o to Alison, a ja oczywiście nie potrafiłem jej odmówić. Zresztą nie chciałem. Uwielbiałem, gdy była szczęśliwa, a Soph... Po prostu była dobra w łóżku i to mi wystarczyło. Jednak trzeba było udobruchać ją, gdyż w tej sytuacji  nie wiadomo kiedy znowu pójdziemy do łóżka. Wsiadłem do taksówki i objąłem ją ramieniem. Oczywiście zrzuciła ją i odwróciła wzrok ode mnie.
- Oj Soph... Nie przesadzaj - powiedziałem, a ta odsunęła się ode mnie.
    Westchnąłem i złapałam ją w talii przyciągając do siebie. Zamknąłem ją w uścisku i zacząłem całować po szyi. Wargi spoczęły obok jej ucha, a następnie delikatnie go przygryzłem. Zachichotała.
-Dalej jesteś na mnie zła?
- Tak. I nie wybaczę ci tego tak łatwo.
- Więc będę musiał zasłużyć sobie na twoje przebaczenie? - przytaknęła. - Co powiesz na romantyczny wyjazd nad jezioro? Na tydzień?
- Nuda! Nie chce mieszkać w jakimś buszu. Zresztą, co my tam będziemy robić?
- Moje towarzystwo ci nie wystarcza? Jeśli chcesz to mogę zapytać Gabriela czy nie pojedzie z nami z All.
- Już lepiej - złożyła namiętny pocałunek na moich ustach. Uśmiechnąłem się. - To kiedy jedziemy?
- Dzisiaj w nocy możemy wyjechać i jutro rano będziemy na miejscu. Bądź gotowa na ósmą - powiedziałem gdy taksówka zatrzymała się przed jej domem.
    No, jedna sprawa załatwiona. Teraz zostało tylko... Sięgnąłem po dzwoniący telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się imie mojego przyjaciela, o którym właśnie myślałem.
- Dobrze, że dzwonisz, bo właśnie...
- Było włamanie u All. Na szczęście jej nie było w mieszkaniu. Tom, myliliśmy się. To się robi zbyt niebezpieczne.
- Trzeba ją wywieź stąd jak najszybciej. Spakuj ją. Lepiej żeby nie wracała tam. Wieczorem wyjedziemy do Sandpoint.
- A co z Jess?
- Rozmawiałem z nią i zgodziła się wynająć nam ten domek w sumie na dwa tygodnie bo sama wraca tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego.
- Dobra, za godzinę będę z nią u nas. Sprawdź czy nikogo nie ma w pobliżu- rozłączył się, gdy zgodziłem się.
    Miał racje, to zrobiło się zbyt niebezpieczne abyśmy tak lekkomyślnie się zachowywali. Czas zebrać wszystkich ludzi i wdrążyć nasz plan w życie.

***Alison***
     Siedziałam jak na szpilkach. Nie mogłam wytrzymać do powrotu Gabriela. Co on tak długo tam robił? Ile jest sprawdzenie mieszkania znajdującego się zaledwie kilkanaście kroków stąd? O Boże... Jaka ja byłam głupia, zostawiając Josha samego tam. A co jeśli teraz coś stanie się Gabrielowi?! Ich było dwóch... Wstałam kierując się do wyjścia, gdy w progu, gdzie zamiast drzwi zwisały kolorowe koraliki, zderzyłam się z kimś. Gdyby nie to, że mnie złapał, pewnie leżałabym plackiem na podłodze. Szok wywołany ich wizytą, nadal mnie nie opuścił.
- Dlaczego tak długo? - zapytałam oburzona. - Gdzie Josh?
- Zostawił kartkę, że wychodzi i dziękuje za wsparcie. A i masz do niego zadzwonić, jak wrócisz.
     Kamień spadł mi z serca. Już wyciągałam telefon, gdy Gabe chwycił moją dłoń. Zapytałam go o co chodzi widząc jego zmartwiony wzrok.
- Musimy wyjechać na parę dni.
- Nie mogę. Co powiem ciotce? Przecież za nie długo mam wystawę i nie mogę wszystkiego od tak rzucić.
- Nie będę ryzykować, że coś ci się stanie.
- Ja na prawdę nie mogę...
- Już cie spakowałem. A resztę jakoś załatwię.
- Gabriel...
- Nie daj się prosić bo inaczej to ja cię porwę i wywiozę w bagażniku.
- Dobra, tylko zadzwonię do Josha i upewnię się, że wszystko z nim w porządku.
- Będę czekać w aucie.
    Wybrałam numer przyjaciela i po dwóch sygnałach odezwał się ochrypły męski głos.
- Josh! Wszystko w porządku?
- Tak! Nie uwierzysz co się stało! Zaraz po tym jak wyszłaś zadzwonił Andree. Wróciliśmy do siebie, rozumiesz?! Nie wierze... Tyle jazgotu i płaczu o nic.
- Ciesze się, że jesteście razem. Słuchaj  Josh, ja muszę wyjechać na parę dni. Moja ciotka z Sandpoint zachorowała, a Nancy nie może do niej jechać, więc zostałam tylko ja. Powinnam wrócić w przyszłym tygodniu.
- A co z wystawą? Przecież to miał być twój nowy debiut!
- Wszystkie obrazy już są gotowe. Zaniosłam je do magazynu. Pod szarą płachtą w mojej części. Przeproś w moim imieniu Gustava i chciałam aby wszystko było podpisane Bella, dobrze?
- Właśnie przeglądam twoje obrazy. Wow, dziewczyno ty rzeczywiście masz talent! Żałuj, że nie będziesz na wystawie! Ja sam nie mogę doczekać się ich min. Boże... Czemu ja nie mam takich zdolności?
- Oj nie marudź. Uważaj bo cię uduszę jeśli je zniszczysz!
- Dobra, spokojnie... - usłyszałam dźwięk tłuczącego się szkła i krzyknęłam jego imię. - To tylko słoik z pędzlami - pocieszył mnie.
    Pożegnałam się z nim i rozłączyłam. Podziękowałam za pomoc Maxowi, który uśmiechnął się.
- Wiesz, tyle razy im pomagałem i jeszcze ani razu nikt mi nie podziękował. Jesteś tu mile widziana w przeciwieństwie do nich. - zarumieniłam się słysząc jego słowa. - Lubie cię. Może chciałabyś machnąć sobie tatuaż? Oczywiście na koszt firmy.
- To chyba zły pomysł.
- W takim razie w razie coś możesz na mnie liczyć. A ja zaprojektuje ci zajebisty tatuaż, gdybyś chciała kiedyś sobie zrobić- puścił do mnie oczko po czym przytulił na pożegnanie.
- Uważaj na nich. Są niebezpieczni, chociaż nie wyglądają na takich. Szczególnie Tom- wyszeptał, po czym ponownie się uśmiechnął. Jego poważny wyraz zniknął i nie pozostawił po sobie żadnego śladu. Ja też nie dałam po sobie niczego poznać. Wróciłam z fałszywym uśmiechem do auta i zajęłam miejsce pasażera. Czułam, że to nie wszystko. Coś ciągle umykało mojej uwadze, przez co byłam bezbronna. Najważniejsze było to, że byłam pewna, że ma to związek ze śmiercią Mika. Ja przeżyłam i dlatego też, teraz to ja miałam zginąć.
- Gotowa?- odezwał się chłopak spoglądając na mnie wzrokiem przepełnionym troską.
- Jeśli i ty jesteś gotów...

Hej Kochani! Tak, wiem. NAWALIŁAM. Rozdział już dawno powinien być dodany, ale niestety. Ostatnio miałam dużo na głowie i strasznie mało czasu... Nie wiem nawet jaki długi on jest, bo pisałam go na telefonie i wysyłałam częściami Katarinie. Gdyby nie ona, zapewne poczekalibyście jeszcze sobie... W następnym postaram Wam to wynagrodzić długością i akcją.
Pozdrawiam i przepraszam za zwłokę ;*
Seo

2 komentarze:

  1. jeeju to się robi już konkretna masakra XD z tych pozytywów to beka ze "sprytnego Toma" i jego bardzo praktycznego podejścia do Soph, chociaż to wcale nie jest śmieszne, że się nią bawi, ale dziewczyna jest taka głupia, że na to pozwala, ale cóż, tacy ludzie też się zdarzają...
    Ogólnie super, że Ali zaczyna się już wszystkiego domyślać i może w końcu dowie się całej prawdy. Tom też ma super plan, żeby wyprzedzić ojca o krok, ale ciekawe jak z realizacją.
    Jakoś to oczekiwanie na rozdział minęło mi w miarę szybko, więc jest ok ;)
    A i przeprasza, ale jest kilka błędów, ale skoro pisane na telefonie, to całkiem zrozumiałe. ( nie wybuchła, tylko wybuchnęła + pomocna wskazówka co do odmiany imion anglojęzycznych- nie odmieniamy ich jak polskich tylko przez apostrof Gabe'a, Mike'a itp ;) )
    Poza tym wszystko ok, a i te błędy też nie są jakieś rażące, ale zwracam uwagę, żebyście zapamiętały, bo czyta się dużo lepiej, kiedy ich po prostu nie ma ;D
    Pozdrawiam i czekam na next ;)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, genialne! <3
    http://s3condbreathe.blogspot.com/2014/05/rozdzia-18.html rozdział 18 zmieniony! :)

    OdpowiedzUsuń