wtorek, 20 maja 2014

"Och, Margaret..."

***ALISON***

   Przez chwilę stałam w miejscu i tępo wpatrywałam się w nich. Oszukali mnie. Znowu. Nie wierzyłam w żadne ich słowa. To było dla mojego bezpieczeństwa? Och, proszę! Co za brednie... Ale wahałam się, jeśli chodziło o dalsze plany. Byłam bezradna. W takiej sytuacji zawsze doradzał mi Mike. On wiedziałby co zrobić. Nawet w najtrudniejszej sytuacji znajdował światło nadziei. Przy nim wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. 
   Usłyszałam jego słodki śmiech rozprzestrzeniający się w mojej głowie. Tego było za wiele. Wszystkie wspomnienia wróciły. Widziałam nas wspólnie bawiących się w piaskownicy. To jak on wrzucał mi piasek za bluzkę, a potem uciekał przede mną, gdzie pieprz rośnie. Pamiętałam, także jak przychodził do mnie, gdy byłam chora. Zwykle nie mogłam spać po nocach, więc zakradał się późno w nocy i wchodził przez balkon. Potem uważał żeby ciotka go nie nakryła i w kuchni przygotowywał dla nas gorącą czekoladę, która rozpływała się w ustach. Kładliśmy się obok siebie, a on czekał póki nie usnęłam. Brakowało mi go. Nawet nie wiem kiedy, a po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Otarłam je i wybiegłam z domu, nim całkowicie dałam się ponieść emocjom. Dopiero gdy wbiegłam do lasu, pozwoliłam im się wydostać. Pierwszy raz płakałam tak od śmierci mojego przyjaciela. Usiadłam na trawie, patrząc na zamglony widok gór. Nie wiem jak długo tam siedziałam, póki nie usłyszałam jakiś szelest w krzakach.



***GABRIEL***


- Alison!- krzyknąłem, gdy ciemnowłosa wybiegła. Rozumiałem ją i jej reakcje. Ja też bym się wkurzył gdyby najbliższa mi osoba okłamała mnie. Ale co mogłem zrobić? Im mniej wie, tym lepiej. To było wszystko dla jej bezpieczeństwa. Poczułem silny uścisk na lewym ramieniu, który uniemożliwił mi dalszą drogę w jej stronę.
- Puść mnie - syknąłem zły.
- I co potem? Pobiegniesz do niej i powiesz jej co jest grane? Opowiesz o tym czym się zajmowaliśmy, jak zarabialiśmy? Może od razu jej podasz listę nazwisk, osób, które zabiliśmy? - puścił mnie, a ja zdziwiony jego reakcją spojrzałem na niego.- Kurwa- kontynuował- gdyby nie ja, to wszystko by się nie wydarzyło. Jej przyjaciel by żył, albo obydwoje byliby martwi. Przynajmniej nie musiałaby się ukrywać.

- I nie zakochałbyś się w niej- odparłem, a on momentalnie zbladł.- Wiem o twoim uczuciu do niej. Szczerze powiedziawszy, nie przeszkadza mi to, o ile trzymasz się na dystans. Widzę, że szanujesz nasz związek i nie próbujesz nas rozdzielić. Nawet przez jakiś czas sam się zastanawiałem, dlaczego nas wtedy poznałeś? Ale to już twoja sprawa. Mam przynajmniej nadzieję, że jeśli będzie jej coś zagrażać, będziesz zdolny, tak jak ja, poświęcić własne życie za nią.
- Ja... przepraszam- spuścił wzrok. Wiedziałem, że boi się spojrzeć mi teraz w oczy. Ja na jego miejscu też bym się bał.
- Tom. Mówiłem ci, że nie mam nic przeciwko temu. Jesteś moim przyjacielem i ciesze się, że potrafisz trzymać ręce od niej z daleka, ze względu na to, że jesteśmy razem.
- Nigdy bym wam nie przeszkodził- odparł stanowczym głosem.- Nie musisz się mnie obawiać. To, co do niej czuję, zostanie tylko między nami.
- Mam taką nadzieję. Wiesz, że ją by to zniszczyło. Załamałaby się po kolejnej stracie przyjaciela...
- Wiem. I obiecuję, że ją nie skrzywdzę.
Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Nikt z nas nie chciał się odezwać. Ta cisza robiła się już niezręczna, ale co mogłem zrobić? Uczucie jakim on ją darzył, trochę mnie zaskoczyło. Na początku nie byłem tego pewien, ale gdy zauważyłem jak on nam się przygląda, gdy rozmawiamy, bądź ją dotykam... Widziałem zazdrość mieszaną ze szczęściem. Oczywiście chciałem, aby była szczęśliwa. Nawet, gdyby oznaczałoby to zerwanie... ale nie mógłbym tego zrobić, chyba. Zbyt mocno ją kochałem i mi na niej zależało. Na szczęście ona nie była świadoma tego, iż to właśnie nasz z pozoru potulny Tom, zakochał się w niej. Gdyby się o tym dowiedziała, na pewno ich relacje się zmieniły. Ona już nie potrafiłaby go traktować jak przyjaciela. Świadomość, że on ją kocha, zniszczyłoby to.
Naszą ciszę przerwała radosna Soph, która wtargnęła między nas.
- Co się dzieje? Gdzie jest All?- Zapytała marszcząc brwi.
- Właśnie miałem po nią iść. Jedziemy na zakupy, bo w lodówce pustki. Jakieś szczególne życzenia?- Odparłem, kierując się do wyjścia. Kolejne kłamstwo...
- Mam ochotę na piwo- rzekła, rzucając się na łóżko.- Powiedz All, że nic nie wyszło!
- Dobra, kupie zgrzewkę piwa. To widzimy się wieczorem!- Trzasnąłem drzwiami i ruszyłem biegiem w stronę lasu. Musiałem ją jak najszybciej znaleźć. Zauważyłem, że jest wydeptana mała ścieżka, więc udałem się w niej kierunku.
   Nie trudno było ją znaleźć. A ja byłem specem, jeśli chodziło o to. Tak właśnie stworzyliśmy zespół z Tom'em. Ja znajdowałem jemu ofiary, które miał zlikwidować, po czym to robił. Zdarzało się nawet, że musieliśmy zmieniać kraje, czy też kontynenty. Ale zawsze ich znajdowałem.

***ALISON***

    Krzyknęłam, gdy poczułam silną dłoń na ramieniu. Mogłam się tego spodziewać. Przecież tam w krzakach słyszałam kogoś, ale jak zwykle- nierozważna ja- zignorowałam to. Jak ja miałam zająć się samą sobą, jak nie potrafiłam uważać? A co dopiero zadbać o swoje bezpieczeństwo... Byłam lekkomyślna. To było pewne.
   Zaczęłam się wyrywać z jego uścisku, po czym wyładowywałam swoją złość i bezradność, bijąc go pięściami po piersi. Nie przeszkodził mi w tym. Wiedział, że potrzebuje teraz tej chwili, aby moje emocje opadły. W końcu się wyrwałam i ostatni raz moja pięść go dotknęła. Opadłam na kolana, gdy moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Gabriel oczywiście uchronił mnie przed upadkiem, powoli kładąc na zimną ziemię. Odgarnął mi włosy sprzed twarzy, a kciukiem otarł łzy.
Nie potrafiłam opanować swojej złości. Ale również miałam do nich żal o to.
- Dlaczego to robicie...- wyszeptałam zrezygnowana.
- All, to dla twojego bezpieczeństwa. Chcemy cię...
- Chronić? Daruj to sobie. Jeśli chcesz to robić to przynajmniej mnie nie okłamuj!
Usiadł obok mnie. Przez chwile milczał, zapewne obmyślając kolejne kłamstwo, które mógłby mi podać.
- Znam tych ludzi i wiem do czego są zdolni. Kiedyś miałem już z nimi do czynienia i nie skończyło to się za dobrze. To są niebezpieczni ludzie, a ja nie wiem co bym im zrobił, gdyby cię skrzywdzili.
Zamurowało mnie to. Zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę go nie znam. Nie wiedziałam nic o jego przeszłości, chociaż jemu same wspomnienia o tym sprawiało ból. Widziałam, że chce zapomnieć o tym, pomimo tego, że teraz był zupełnie innym człowiekiem, to ona nie dawała o sobie zapomnieć. To właśnie ona nas ukształtowała. To kim teraz jesteśmy, to zasługa naszych dawnych czynów.
- Dlaczego on mnie ściga? Przecież ja nikomu nigdy nic nie zrobiłam.
- To nie o to chodzi. Nie wiem co on chce od ciebie. Może nawet to moja wina... Chce się na mnie zemścić i próbuje skrzywdzić osobę, którą kocham.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Wiedziałam, że czeka na moją reakcje. Nie wiem czemu, ale jego słowa wywołały u mnie pozytywne emocje.
- Powtórz to- zażądałam. Odwrócił się do mnie twarzą. Poczułam jego dłoń na swoim policzku. Opuszkiem kciuka gładził go.
- Alison. Jesteś dla mnie wszystkim. Nie wiem co bym zrobił gdybyś nie pojawiła się w moim życiu. Dałaś mi szanse, dzięki której zrozumiałem, że można się zmienić. Dziękuje, że jesteś przy mnie, chociaż każdy na twoim miejscu odpuściłby sobie takiego dupka jak ja. Kocham cię i przepraszam, że sprawiłem ci tyle przykrości. Przepraszam, że to przeze mnie musisz się teraz ukrywać.
Dzisiaj chyba przeżyłam więcej szoków niż w całym swoim życiu. Gdzieś w głębi wiedziałam, że mu na mnie zależy, ale dopiero po jego słowach, utwierdziłam się w tym przekonaniu.
- Ja też cię kocham- wyszeptałam, po czym nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Cała złość na niego i Tom'a wyparowała. Ufałam mu, pomimo tego, że tyle razy mnie okłamał. Byłam pewna, że robi to dla mojego dobra, a ja nie powinnam mu w tym utrudniać. Zwłaszcza, że obwinia się za to, co się ze mną dzieje. To, że jestem w niebezpieczeństwie, to tylko i wyłącznie jego wina- przynajmniej on tak twierdził.
Naszą chwile sielanki przerwał deszcz, który ni stąd ni zowąd się pojawił. Zaczęliśmy się śmiać po czym pobiegliśmy w stronę domku. Gdy już znajdowaliśmy się niedaleko niego, chmury zostały zastąpione słońcem. Po deszczu nie było ani śladu. Ale za to pojawił się piękny widok. Trawa mieniła się złocistym kolorem, przez odbijające się promienie słońca w kroplach wody. Powietrze było rześkie. Mały wodospad szumiał w dali, a ja spoglądałam na jezioro, do którego naszła mnie ochota wskoczyć. Jednak wiedziałam, że gdybym to zrobiła, od razu bym tego pożałowała. Dlatego też, nawet nie zabierałam się za to. Nie mówiłam też o tym Gabrielowi, gdyż on od razu spełniłby moją prośbę. Oczywiście z nieudawaną radością. Gdy już miałam wejść do domku, chłopak podbiegł do mnie i chwycił, nim zdążyłam wejść do środka.
- Sophi myśli, że pojechaliśmy do miasta na zakupy.
- Gabe...- pokręciłam zrezygnowana głową i wsiadłam do samochodu.


***TOMAS***





        Odprowadziłem go wzrokiem, póki nie zniknął za drzwiami. Automatycznie odwróciłem się spoglądając na dziewczynę. Leżała brzuchem na łóżku, machając gołymi nogami. Zastanowiłem się nad słowami Gabriela. Czy rzeczywiście kochałem All? Czy może to było zwykłe zauroczenie, które z czasem minie... Kogo ja oszukuje? Oczywiście, że ją kocham! Od pierwszego dnia, gdy ją zobaczyłem. Taką samotną i niewinną. Może i ją wtedy wykorzystałem, ale chyba w słusznej sprawie... Ona potrzebowała w tamtym momencie kogoś, a ja? Chyba chciałem zmienić swoje życie. Myślałem, że w końcu się ustatkuje, zamieszkam w jednym miejscu, a nie całe życie poświęcę na zwiedzaniu świata. Z czasem moje poglądy się zmieniły. Im bardziej poznawałem ją, tym bardziej moje przekonania się sprawdzały. Nie zasługiwałem na nią. Byłem potworem. Skrzywdziłem ją tak, jak nikt inny. Zmieniłem całe jej życie i pozbawiłem marzeń.
            Może i teraz spełnia je, ale gdyby nie ja, już dawno odniosłaby sukces. Ale najgorsze było patrzenie na nią, gdy cierpiała. Cały czas obwiniała się za śmierć swojego przyjaciela, a ja nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Zniszczyłoby to nas obydwoje. Może właśnie dlatego postanowiłem zostać i być przy niej, chociażby jako jej nowy przyjaciel? Przynajmniej miała jakieś wsparcie, a ja cieszyłem się z wspólnie spędzonych chwil. Nawet postanowiłem iść do szkoły, aby mieć ją cały czas na oku. Sprowadziłem Gabriela, wiedząc, że może między nimi zaiskrzyć, znając ich. To wszystko było dla jej szczęścia. Pragnąłem zobaczyć ją uśmiechniętą, nie przejmującą się przeszłością, która często nas męczyła. Ją z podwójną siłą.
Chociaż to była moja zasługa, nie mogłem pogodzić się, że oni są razem. Przecież sam do tego doprowadziłem! Ale kurwa... ja ją kochałem!
Więc dla czego byłem z Soph? Bo była ładna i pociągała mnie. Miałem także nadzieję, że dzięki niej moje uczucia do Alison znikną. Może z czasem...
- Co nic nie wyszło?- Wymruczałem jej do ucha, gładząc dłonią nagą skórek jej uda.
- Madd dzwoniła do mnie. Miała rozmowę o pracę, ale nic z tego nie wyszło, a Alison prosiła, aby ją poinformować o tym- odparła beztrosko, nie zważając na moje poczynania. Wsunąłem dłoń pod jej sukienkę, chwytając za jędrne pośladki. Dziewczyna przewróciła stronę magazynu, którego akurat czytała.
- Wiesz... Nie będzie ich przez jakiś czas, więc moglibyśmy jakoś pożyteczniej spędzić ten czas...
- Na przykład? - udała minimalne zainteresowanie moimi poczynaniami, ale ja wiedziałem, że w środku jest już cała rozpalona.
- Moglibyśmy iść się wykąpać- spojrzała na mnie zdziwiona, a ja uśmiechnąłem się, kontynuując swoją wypowiedź.- Wiesz, tu wanna jest dość duża, więc zmieścilibyśmy się obydwoje. A przy okazji zaoszczędzimy wodę, więc to chyba pożyteczne, nie?
- Och, Tom. Powiedz po prostu, że masz ochotę na seks w wannie i tyle- powiedziała, na co ja uśmiechnąłem się pod nosem.
- Moja kochana Sophie. Mam ochotę na seks w wannie, więc ściągaj tą swoją ładną sukieneczkę, przez którą mogę zobaczyć twoje prawie nagie ciało i za minutę widzę cię w łazience, bo te spodnie robią się coraz ciaśniejsze- oznajmiłem wstając. Nim się dobrze obróciłem, zauważyłem, że dziewczyna trzyma w dłoni ubranie, które po chwili zajęło miejsce na podłodze. Uśmiechnąłem się pod nosem, kierując się do niej. Zapowiadał się bardzo przyjemny dzień.







***GABRIEL***



- Gabe! On nas dogania!- Krzyknęła spanikowanym głosem, na co ja wybuchłem śmiechem.
- Spokojnie. Dam radę.
- Zwolnij! Zaraz wypadnę stąd!
- Już prawie jesteśmy przy...-nie dokończyłem, gdyż przed nami wyrósł kolejny ochroniarz. Nie chcąc w niego przywalić, w ostatniej chwili skręciłem, przez co zahaczyłem o jakiś regał. Wózek w którym siedziała, niebezpiecznie się przechylił, jednak jej nic się nie stało, gdyż nim on się przewrócił, Alison wstała i skoczyła mi w ramiona. Upadliśmy, śmiejąc się. Niestety tylko dla nas ta sytuacja wydała się zabawna. Jeździliśmy po całym sklepie omijając i uciekając przed ochroniarzami. No, a teraz wózek, który zabraliśmy ze sobą, wylądował w regale, wywalając i niszcząc część jego zawartości. Lepka maź wraz z płatkami zmieszała się na podłodze. Mężczyźni podeszli do nas. Podnieśli Alison, która leżała na mnie. Nie potrzebowałem więcej motywacji, więc od razu poderwałem się na równe nogi. Odepchnąłem ich od dziewczyny i nim się obejrzałem, zostałem otoczony.

Obezwładniony, leżałem na ziemi, czując jego chłód na prawym policzku. Słyszałem protesty All, gdy prowadzili mnie na tył sklepu.

- Przestań marudzić Kochanie- puściłem do niej oczko, odrywając wzrok od drogi. Odkąd mnie wypuścili, a ona naskoczyła na nich, oskarżając o napaść, a kończąc na porwaniu, musiałem wysłuchiwać jej kazanie i prośb o zgłoszenie tego na komendę. Tak i przy okazji dowiedzieliby się, że jestem tu na fałszywych papierach...
- Słuchaj, to tylko głupie zdjęcie- przewróciłem teatralnie oczami, po czym wypuściłem głośno powietrze.
- Które teraz wisi w tym sklepie. Przez nich już nigdy nie będziemy mogli iść tam zrobić zakupy!
- Tylko ja, bo ty młoda damo działałaś pod wpływem mojego psychopatycznego bytu i uroku, którym zmuszam cię do ulegania mi we wszystkim- zacytowałem łysola, który wstawił się za All, aby tej nie umieszczono na czarnej liście. Widziałem jak się na nią gapi. Omal wzrokiem ją nie rozebrał. I myślał, że puszcze ją samą do tego sklepu, mając świadomość, że ten zbok tam będzie. Pieprzony pedofil. Chyba złoże mu osobistą wizytę tuż przed wyjazdem stąd.
- To nie jest śmieszne- fuknęła udając obrażoną. - Oni mogli ci coś zrobić!
- Prędzej to ja bym im coś zrobił. All, gdybym zaczął im się stawiać to nie skończyłoby się to za dobrze.
- Potraktowali cię jak jakieś zwierze... Mogli cię skrzywdzić...
- Ale tego nie zrobili. I przynajmniej się ubawiliśmy. Będziemy mieli co wspominać.
- Taak! Szczególnie tego dziadka zza rogu. Myślałam, że dostanie zawału, gdy nas zobaczył.
Po jej słowach wybuchliśmy śmiechem. W końcu mogłem zobaczyć ją wesołą. Brakowało mi tego. Nie chciałem tego przerywać, wracając do poprzedniej rozmowy. Musiałem ją o coś zapytać, ale później. Teraz była szczęśliwa.
  Zaparkowałem auto na podjeździe i wspólnie wnosiliśmy zakupy. Zawołałem Toma, który zjawił się cały zdyszany. Jego włosy były nieco zmierzwione, a spodnie...
- Stary, masz ubrane spodnie na lewą stronę- mruknąłem, omal nie wybuchając śmiechem.
Tom otarł ręką twarz i wyszedł na chwilę. Gdy już wrócił, razem z Soph byli ogarnięci. Tak, nie ma nas zaledwie cztery godziny, a oni już musieli zająć się sobą!

   Chowając ostatnią paczkę w szafce, chwyciłem przygotowaną tacę z jedzeniem i wyszedłem na dwór. Trzeba było zrobić jakąś kolacje, a ognisko wydało się najlepszym rozwiązaniem. Wziąłem kilka klocków drewna, które ułożyłem na dawnym miejscu paleniska. Dorzuciłem parę papierów i gałęzi po czym wszystko podpaliłem. Zauważyłem Alison, stojącą przy jeziorze. Podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu. Wtuliła swoją twarz w moje zagłębienie od szyi przez co oparłem głowę o jej. Poczułem przyjemny zapach jej perfum. Nie potrafiłem określić czym dokładnie pachniała, ale były delikatne. Wprawiały mnie w przyjemny spokój, przenosząc do świata, w którym panowała harmonia. Zamknąłem oczy odpływając. Nasze ciała lekko kołysały się do niegrającej muzyki.
- Pięknie tu- odezwała się, wyrywając mnie z tego błogiego stanu. Złożyłem delikatny pocałunek na jej policzku i pociągnąłem ją w kierunku ogniska, przypominając sobie jednocześnie o nim. Alison zajęła miejsce na belce, a ja wróciłem do domu by zabrać potrzebne rzeczy. Zawołałem także Toma i Soph, aby dołączyli do nas.


      Ogień już powoli przygaszał, a my wciąż siedzieliśmy na dworze popijając zimne piwo. Dużo wspominaliśmy. Śmialiśmy się i cieszyliśmy się naszym towarzystwem. Tego potrzebowaliśmy. Kilka dni wolnego od tego całego bajzlu. To wyjdzie nam na dobre.
- Teraz ty- powiedziała Alis dźgając mnie palcem w brzuch.- Jaka była twoja najgłupsza sytuacja w życiu.
Zastanowiłam się przez chwilę, po czym uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem opowiadać.
- Kiedyś wróciłem najarany do domu. Byłem sam, a ktoś zadzwonił do drzwi...
- Pamiętam to!- Wtrącił rozbawiony Tom.- Zadzwonił do mnie wystraszony. Powiedział, że w łazience zamknął elfa. Wiedziałem, że jest zjarany, więc stwierdziłem, że zmyśla. Ale trzymało go długo. Następnego dnia przyjechałem do niego, gdy zamęczał mnie telefonami. Gdybyście go widziały! Wyglądał jakby zobaczył ducha! Poszedłem do łazienki, gdzie były zaryglowane drzwi. Wszystkie meble z salonu tam stały, nawet pościągał kwiatki z parapetu. Otworzyłem je, a tam patrze rzeczywiście był elf- chłopak przerwał na chwilę. Spojrzał na mnie i roześmiał się.- Gabe zamknął karła przebranego za elfa, który roznosił gazety. Był nieźle wkurwiony, gdy nas zobaczył.
- I nieźle nas wtedy pobił...- mruknąłem pod nosem.
- Ale to i tak nic! Kiedyś zjarał się tak, że biegał nago po mieście. Nie mogłem go dogonić. Szczególnie, gdy wbiegł na stadion, gdzie akurat grali mecz. Dorwałem skurwiela, gdy wsiadł na kozę- maskotkę drużyny. Krzyczał " Margaret! Włączaj drugi bieg! Murzyny nas doganiają!". Wtedy znowu dostaliśmy niezły wpierdol, a ten idiota, gdy się wydostał, zabrał im piłkę i znowu spierdolił. Następne kilka godzin spędziłem na szukaniu go po mieście, aż w końcu znalazłem jak płakał, tuląc się do lampy. Modlił się, żeby nikt go nie zabierał. Co chwilę unosił piłkę do góry i wołał: „Boże, dziękuje ci za ten dar. Obiecuję, że wychowam tego pingwina jak własnego syna! Tylko oddaj mi moją Margaret....”. Albo gdy...
- Dobra!-przerwałem.- Już wszyscy wiedzą, że mi strasznie odwala, gdy się zjaram. Dlatego już od prawie roku nic nie biorę.
- Bo nie ma kto cie pilnować- odburknął chłopak.
- Wiem- roześmiałem się, a oni również dołączyli do mnie po chwili. Poprawiłem się na niewygodnej ziemi, będąc opartym plecami na belce i pocałowałem Alis, która była do mnie przytulona.
- Teraz twoja kolej- mruknąłem jej do ucha. Wszyscy momentalnie przycichli czekając na jej historię. W dłoniach obracała butelkę piwa. Widziałem, że wstydzi się tego, ale właśnie o to chodziło! Zresztą, nikt mnie nie przebije... Zwłaszcza, gdyby usłyszeli o innych moich poczynaniach. Szczególnie, gdy będąc najarany, nabierałem ochoty do zwiedzania różnych dziwnych miejsc, a ubranie wtedy strasznie wadziło...
- Gdy byłam dzieckiem usłyszałam część rozmowy ciotki i jej faceta Miałam wtedy... sześć lat? Podeszłam potem do niej i zapytałam co to znaczy uprawiać seks. Nancy zbladła, ale wytłumaczyła mi to. Powiedziała, że tak się mówi, gdy chcesz z kimś bardziej się zaprzyjaźnić. Następnego dnia poleciałam do ciotki Marry i zapytałam się jej czy mogę uprawiać seks z Micheal'em, a ta po prostu zemdlała. - Gdy dziewczyna skończyła, popłakałem się ze śmiechu. Wyobraziłem sobie widok małej, słodkiej Alison, a także tej dużej, która cała skrępowana tuliła się do mnie. Uniosłem jej podbródek, zmuszając aby na mnie spojrzała. Złączyłem nasze usta w pocałunku. Napawaliśmy się to chwilą, aż w końcu oderwaliśmy się od siebie, gdy usłyszeliśmy odchrząknięcie Tom'a.
- No gołąbeczki- zaczął.- My się zbieramy. Soph chce pojechać jeszcze do clubu, a taksówka zaraz powinna przyjechać, więc zostawiamy was samych- wstał, a następnie podał rękę dziewczynie.

- Nie jest za późno? Wy, sami w obcym mieście...- widziałem jak ciemnowłosa marszczy swój mały nosek w śmieszny sposób. Martwiła się o nich, ja zresztą też.
- Ja już tu byłem i znam okolicę- zapewnił chłopak.
- Ale...
- Oj All, daj im się zabawić- wtrąciłem roześmiany.
- No dobra, ale nie wracajcie za późno. Nie będę mogła spać w nocy, jeśli nie będę miała pewności, że jesteście cali.
- Dobrze mamo...- odburknęli obydwoje.
- Będziemy się meldować co jakiś czas.- Tom chwycił w pasie swoją dziewczynę, po czym skierowali się na podjazd, gdzie zauważyłem kawałek taksówki. Gdy samochód odjechał, chwyciłem Alison i podniosłem ją, na co ona krzyknęła.
- Chodźmy do domu. Robi się coraz zimniej- powiedziałem, kierując się do środka. Ułożyłem dziewczynie wygodnie na kanapie i zabrałem się za rozpalanie w kominku. Dałem jej bluzę, gdy zauważyłem gęsią skórkę na jej ramionach. Zanim się w domu nagrzeje, na pewno trochę potrwa. Aby nie latać co chwilę na dwór, przyniosłem kosz drewna, który postawiłem przy kominku. Alison w tym czasie wybrała jakiś film z pozostawionych przez Jess płyt. Ku mojemu szczęściu- to nie był żaden romantyczny film, tylko science- fiction. Chociaż i tak bardziej zajmowaliśmy się sobą niż oglądali film. Dziewczyna oparła dłonie na mojej piersi, całując mnie namiętnie. Chwyciłem ją w pasie, następnie podniosłem jej drobne ciało i usadowiłem ją na swoich kolanach. Czułem dłonie Alison lekko ciągnące mnie za włosy. Złapałem ją pod kolana, bliżej przyciągając do siebie. Wsadziłem dłoń pod jej bluzkę, czując nagość skóry na plecach. Była ciepła i delikatna. Nasze języki zaczęły prowadzić wojnę o dominację. W pewnym momencie poczułem drobne palce, próbujące ściągnąć ze mnie koszulkę. Chwyciłem ją za nadgarstek, przerywając tym pocałunek. Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy, obydwoje głośno dysząc.
- Alison... Jesteś pijana. Nie chce cię wykorzystać...- zacząłem niechętnie.
- Wypiłam tylko jedno piwo! A zresztą, ja chce tego Gabriel.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
      Wszelkie słowa były już zbędne. Ustami błądziłem po jej szyi całując ją, a także lekko przygryzając skórę. Byliśmy jak dwie rozpalone iskry, które podczas wspólnego dotyku, jeszcze bardziej świeciły. Położyłem ją na wielkiej skórze zwierzęcia, prawdopodobnie niedźwiedzia polarnego, który robił za dywan przed kominkiem. Nasze pocałunki stały się intensywniejsze i czulsze. Przykryłem ją swoim ciałem, a następnie nasze ubrania zostały niemal z nas zerwane.


Hej Misiaki :*
Jak mówiłam ostatnio- ten rozdział punktualnie i myślę, że jest on w miarę dobry. 
Chyba najlepsze, jaki dotychczas tu napisałam.
Jedyny minus- mało opisów...
Ale to musi wystarczyć ;*
Tak więc, mam zamiar w końcu zabrać się za tego bloga i trochę o niego zadbać.
Nowy szablon, zakładka z bohaterami itp. Tylko muszę jeszcze obgadać to z Katariną ;*
Już nie będę przynudzać ;) Mam nadzieję, że za nie długo zobaczycie rezultaty mojej pracy.
Pozdrawiam
Seo

2 komentarze:

  1. Hej miśku ;) Jak przeczytałam tekst o tym, że Tom kocha Alison autentycznie krzyknęłam 'Boże, tak!!!' ;D To był sens tego opowiadania, w sensie to, że on ją kocha. Mówiłam już to dawno, takie rzeczy się wie! Oni są dla siebie stworzeni. To nie taka przyjaźń, jak ta Michaelem, to coś więcej. Skoro już jesteśmy przy Tomie, to powiem też o Gabrielu, który oczywiście się w ogóle nie zmienia i albo jest chorobliwie zazdrosny i zaborczy, albo super kochany. Ten człowiek nadal działa mi na nerwy, jednak tym, że rzekomo nie przeszkadza mu uczucie Toma, mnie zaskoczył. Powinien się bać! Myślę, że on w końcu konkretnie zamiesza w ich związku i szczerze na to liczę. To będzie wspaniała para, bo innej opcji nie ma. Alison musi być z Tomem.
    Dziękuję za uwagę ;D
    Rozdział jak zawsze ok, czekam na następny.
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki cudowny rozdział *.* Nadal jestem w lekkim szoku, że Tom kocha Alison, ale czekam na ten dzień aż oni będą razem. Byłoby wręcz idealnie :D
    A tak z innej beczki, cudowny szablon!

    OdpowiedzUsuń