sobota, 17 maja 2014

Oh no. Not You again.

***Gabriel***
     Miałem nadzieję, że uda mi się ochronić moją All. Kochałem ją ponad życie i szczerze powiedziawszy czułem się naprawdę strasznie, nie mogąc powiedzieć jej wszystkiego. Bardzo chciałem, aby prowadziła normalne życie wraz ze mną i Tomem, jednak wiedziałem, że jest to nie możliwe. Dlaczego? Przez naszą przeszłość, w którą wplątaliśmy moją ukochaną. Nawet nie chciałem myśleć, co może się stać, jeżeli ojciec Toma ją złapie. W ogóle sam do końca nie rozumiałem całej tej sytuacji, która była moim zdaniem chora.
     Bardzo chciałem, aby Tomas coś z tym zrobił, na przykład porozmawiał ze swoim rodzicem. Przecież byli rodziną i kochali się, a teraz się nienawidzili. Dla mnie to było trochę niepojęte. Z drugiej strony jednak mafia była niebezpieczna i może i dobrze, że mój przyjaciel się w to nie mieszał. Oddałbym naprawdę wszystko, aby prowadzić normalne życie...
     Ciszyłem się, że nie musimy się włóczyć po hotelach, tylko czekał nas przytulny domek z normalnymi pokojami. Oczywiście ja z Allis w jednym, a Tom z Sophie w drugim. Umówiłem się z nimi, że spotkamy się w połowie drogi w jakimś zajeździe i dalej będziemy jechać już razem.

***Alison***
     Coraz bardziej nie podobało mi się to. Szczerze powiedziawszy nie miałam najmniejszej ochoty nigdzie wyjeżdżać, ale udawałam, że wszystko jest w porządku, bo nie chciałam jeszcze bardziej dołować Gabriela. Najbardziej zdziwiła mnie jego reakcja, gdy zapytałam się, dlaczego nie pójdziemy na policje z tym, że ktoś mnie śledzi. Popatrzył się wtedy na mnie ze strachem w oczach jak na wariatkę i nie wiedział, co ma powiedzieć. W końcu zaczął wymyślać jakieś głupoty, że policja nic z tym nie zrobi i, żebym dała sobie spokój. Nie chciał słuchać tłumaczeń, że warto spróbować.
     Zaczęłam się zastanawiać, po co ja się w ogóle ich słucham. Mogłam iść na komisariat i złożyć zeznania, a oni nawet by o tym nie wiedzieli, jednak nie było czasu i szczerze, to bałam się gdzieś iść sama. Odpadało również wrócenie do ciotki, ponieważ ona już ułożyła sobie życie ze swoim chłopakiem i nie chciałam jej przeszkadzać. Oczywiście zawsze byłam tam mile widziana, ale czułam się naprawdę zbędna.
     Coraz bardziej zaczynało mi się wydawać, że wszystkie kłopoty są związane z chłopakami i ze śmiercią Mike'a. Gdy on żył, to wszystko było w porządku, a gdy zmarł i pojawili się oni, nagle wszystko wywróciło się do góry nogami. Oddałabym wszystko, aby tamte czasy wróciły. Oczywiście kochałam mojego chłopaka, ale zastanawiałam się, czy nie lepiej by było, jakbym go nigdy nie poznała...
     Nawet nie zauważyłam kiedy, a poczułam, jak się zatrzymujemy. Zobaczyłam duży budynek o nazwie „ zajazd pod króliczą łapą”, co mnie bardzo rozśmieszyło. Kto nazywa tak cokolwiek?
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską w głosie mój chłopak.
- Tak, a dlaczego miałoby nie być? - udawałam, że nie wiem o co mu chodzi i zaczęłam iść w kierunku wejścia.
     Poczułam rękę, która mocno chwyta mnie za ramie i obraca o 180 stopni.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Całą drogę nie odezwałaś się ani słowem, tylko w zamyśleniu patrzyłaś się gdzieś poza horyzont. Nie jestem głupi, przecież widzę, że coś cię trapi. Przecież wiesz, że to dla twojego dobra wyjeżdżamy. To ciebie śledzą i to przed nimi uciekamy. Myślisz, że ja nie chciałbym zostać w domu na kanapie?
- A ty myślisz, że mi jest tak łatwo? Właśnie, to nie ciebie prześladują. A jak tobie się nie podoba wyjazd, to po jaką cholerę wyjeżdżałeś? Jak ci się coś nie podoba, to wracaj sobie! - krzyczałam na niego, a on zaskoczony patrzył się prosto w moje oczy. Miałam ochotę się rozpłakać, ale obiecałam sobie, że tego nie zrobię.
- Przepraszam... - powiedział, ale ja wiedziałam, że jego przeprosiny nic nie dadzą.
- Chrzań się – powiedziałam, a następnie weszłam do środka nie obracając się.
     Ten jednak nie dał za wygraną i pobiegł za mną. Złapał mnie zaraz za drzwiami i przytulił do siebie.
- Przepraszam – wyszeptał mi do ucha.
- To ja przepraszam – powiedziałam ze smutkiem. - Nie kłóćmy się już więcej...

***Tomas***

     Gdy zahamowałem pojazd prześlizgnął się jeszcze parę centymetrów na żwirowym podłożu, a następnie zatrzymał się. Szczerze powiedziawszy byłem bardzo głodny i chciałem jak najszybciej zjeść coś dobrego, najlepiej ciepłego. Sophie na szczęście przestała się wściekać i nawet za bardzo nie marudziła. Jako kobieta bardzo mi odpowiadała. Była ładna bez siedzenia godzinami w łazience, ale dbała o siebie. W dodatku nie gadała zbyt dużo głupot i najważniejsze, była dobra w łóżku. Pociągała mnie jak diabli, ale nie mogłem powiedzieć, że ją kocham, bo tak nie było.
     Wiedziałem, że kiedyś będę musiał ją rzucić, jednak nie spieszyło mi się z tym. Nie zawadzała mi za bardzo i nie widziałem potrzeby kończyć tego teraz. Chciałem za to nacieszyć się nią bardzo, za nim mi się znudzi. Wiedziałem bowiem, że już niedługo tak będzie.
     Moje rozmyślania przerwał zapach jedzenia. „Zajazd pod Króliczą Łapą” słynął z najlepszych pieczeni w całym Idaho i miałem zamiar już za chwilę to sprawdzić. Mimo tego, że w pomieszczeniu było wiele stolików, to bez problemu ujrzałem szukaną parkę. Siedzieli przytuleni do siebie i najwyraźniej z zamówieniem czekali na nas.
- Witam gołąbeczki – rzuciłem do nich. - Jak się jechało?
- Dobrze. Wy chyba jechaliście okrężną drogą, bo czekamy na was już ponad pół godziny – powiedział Gabe przeciągając się.
- Nie przesadzaj – uśmiechnąłem się do nich.
     Dosiedliśmy się do nich i cala czwórka wzięła menu do ręki. Ja zrobiłem to oczywiście tylko, aby zobaczyć, co jeszcze posiadają, a następnie zamówiłem i tak to, co zamierzałem. Na jedzenie nie trzeba było długo czekać i już po chwili mogłem wgryźć się w pyszne mięsko. Okazało się, że jest naprawdę dobre, tak jak twierdzili wszyscy, co kiedykolwiek jedli w tamtym miejscu. Gabriel zamówił to samo co ja i nie żałował natomiast dziewczyny krzywo się na nas patrzyły podczas jedzenia swoich, zdrowych rzeczy.
- Co jest? - zapytałem, gdy już nie wytrzymałem ciążącego na mnie wzroku Sophie.
- To zwierzątko kiedyś żyło! Jak możecie to jeść! - powiedziała najwyraźniej obrażona na mnie.
- Może kiedyś, teraz natomiast jego zwłoki są niesamowicie dobre! Poza tym, skoro i tak nie żyje, to dlaczego ma się zmarnować – mrugnąłem do niej.
     Wiedziałem, że jeszcze za to zapłacę. Dziewczyna wstała, zmierzyła mnie wzrokiem i oświadczyła, że nie jest już głodna. Zostawiając swoją sałatkę i nas udała się do łazienki. Popatrzyłem znacząco na All, żeby poszła za nią. Wiedziałem, że tamta raczej nie potrzebuje pomocy, ale musiałem porozmawiać z przyjacielem.
     Gdy tylko zniknęła za rogiem, zacząłem mówić.
- Widziałeś ich?
- Niestety nie. Kazałem jej iść do Max'a, a sam czym prędzej biegłem w tym samym kierunku. Gdy zobaczyłem, że wszystko z nią w porządku, dopiero udałem się do jej mieszkania. Gdy wszedłem do środka to niby wszystko było na swoim miejscu, ale coś mi tam nie grało. Zauważyłem, że brakuje jej jednego zdjęcia i paru innych drobiazgów. Na ścianie zaś namalowali duże graffiti „Cześć All”.
- Popaprańcy. Ciężko jej będzie to wyjaśnić. A ten jej cały Josh coś widział, albo słyszał?
- Pytałem go, ale niestety. Przyszedł do niego jego chłopak i był bardzo zajęty. Pewnie ładował go w dupę.
- Ogarnij się, co? To przyjaciel Allis. Zaczynasz przesadzać.
- Masz rację, przepraszam. Powoli dostaję do głowy. Ale on już mnie zaczyna denerwować. Super dzień i w ogóle, mamy go spędzić razem, a tu się okazuje, że sąsiad potrzebuje pomocy i tak dalej. Wiesz co mnie jednak najbardziej boli? Że kłócimy się coraz częściej i to wcale nie jest jego wina. Tylko moja. Ostatnio jestem zazdrosny i coraz szybciej się denerwuję. Nie chcę, aby coś jej się stało. Nigdy sobie tego nie wybaczę...
     Cieszyłem się, że się otworzył. Powiedział mi, co go gryzie, jednak ja nadal nie potrafiłem mu pomóc. Zależało mi na Alison tak samo jak i jemu, a może nawet bardziej. Poza tym denerwowało mnie już to, że ona przez niego się wkurza. Po każdej kłótni była jak nie ona, a ja chciałem, żeby była szczęśliwa...
- Stary, ja cię rozumiem. Musisz się jednak opanować. Obiecaj mi to – spojrzałem mu prosto w oczy, oczekując słów przysięgi.
- Okej.
- Co? - chciałem, aby powiedział to na głos.
- Obiecuję ci, że będę się bardziej starał. Cholera, z całych swoich sił – ręce mu zadrżały.
- Cicho, idą – wyszeptałem. - Duże jest to jezioro?


***Alison***
     Weszłam do łazienki zaraz za Sophie. Rozumiałam, że nie je mięsa, ale nie powinna prać do siebie słów swojego faceta.
- Wszystko okej? - zapukałam w drzwi kabiny.
Modliłam się, żeby w środku była ona, a nie ktoś inny, ponieważ mogła to być niezła wpadka. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła dziewczyna. Nie wyglądała najlepiej.
- Nie przejmuj się. Wiesz, jaki jest Tomas, lubi sobie pożartować. Nie musisz brać tego do siebie. On... - urwałam, widząc, że z nią jest coś naprawdę nie w porządku. - Dobrze się czujesz?
     Zobaczyłam, że ma łzy w oczach, ale szybko je przełknęła. Wystraszyłam się nie na żarty. Soph podeszła do umywalki i przemyła twarz. Nie przejęła się nawet tym, że ma nałożony na twarz makijaż.
- Jestem w ciąży.
     Te słowa były dla mnie niezłym szokiem. Popatrzyłam się na nią wzrokiem, jakbym nie zrozumiała tego, co powiedziała. Dopiero po chwili te słowa dotarły do mojej wiadomości. Zaczęłam skakać i śmiać się, po czym przytuliłam ją do siebie.
- To wspaniale! Jezu, cieszę się! Dlaczego ty się nie cieszysz? To naprawdę cudowna wiadomość! - gadałam to, co mi ślina na język przyniosła, nie zastanawiając się nawet na ich znaczeniem. - Byłaś u ginekologa?
- Nie – powiedziała przez łzy, ale się uśmiechała. - Okres spóźnia mi się już tydzień i wymiotowałam kilkakrotnie.
- A test? - pokiwała przecząco głową. - Kupimy w drodze nad jezioro. Może lepiej nie mówić nic chłopakom, póki się nie upewnimy. Chociaż na pewno by się bardzo ucieszyli.
     Pomogłam jej się poprawić i wróciłyśmy do stołu. Siadając miałam uśmiech na twarzy, natomiast moja wyraz twarzy mojej przyjaciółki był ciężki do odgadnięcia.
- O czym gadacie?
- O jeziorze. Podobno jest piękne – rzucił Gabe.
    Wiedziałam, że kłamie, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Widziałam, że prowadzili poważną, męską rozmowę, jednak byłam zbyt szczęśliwa nową wiadomością, aby się tym przejąć chociaż trochę. Miałam bardzo wielką ochotę, żeby się wygadać, jednak specjalnie ugryzłam się w język, by odciągnąć się od tej myśli.
     Po skończonym jedzeniu wszystkim poprawił się humor. Udaliśmy się do samochodu i, uprzednio umieszczając wszystkie bagaże w jednym samochodzie, pojechaliśmy w stronę zamierzonego miejsca.
     Po godzinie jazdy zaczęłam marudzić, że chce mi się siku. Reszta ignorowała mnie i nie przerywała rozmów.
- Jeżeli nie zatrzymamy się gdzieś, to zesikam się na siedzenie w samochodzie – oświadczyłam, z nutą groźby w głosie. Oczywiście zatrzymaliśmy się przy drodze, a nie o to mi chodziło. - Nie będę sikała w krzakach! Zwariowaliście? Poza tym, chcę kupić sobie picie.
- Od picia znów będzie ci się chciało sikać – powiedział mój chłopak.
     Normalnie nie miałabym problemu z załatwieniem potrzeby gdzieś w krzakach, jednak musiałam kupić koleżance test ciążowy. Nie mogłam im jednak tego przecież powiedzieć.
- Albo zawieziecie mnie gdzieś do sklepu, albo odwieźcie mnie prosto do domu – oznajmiłam.
- I tak musimy zatankować samochód. Pojedziemy na stację benzynową – oznajmił kierowca, a ja modliłam się, aby testy były CPN'ie.
     Gdy faceci tankowali samochód, ja złapałam Soph i pognałam jak najszybciej do środka. Zapytałam o to, czego potrzebowałam, a sprzedawca tylko się uśmiechnął i wyciągnął trzy rodzaje. Koleżanka popatrzyła się na mnie pytającym wzrokiem. Ja jednak chciałam mieć pewność, więc wzięłam wszystkie trzy. Dla wiarygodności wzięłam dwa kartony soku bananowego i jakieś kanapki. Do łazienki jednak już mi się nie chciało iść, więc poszliśmy do auta.
     Widoki z okna powoli mi się znudziły. Bardzo się cieszyłam, gdy Tomas oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Dom okazał się naprawdę duży. Miał czerwone drzwi i miętowy kolor ścian. Cały podjazd wysypany był drobnymi kamyczkami, a na ganek prowadził chodnik z szarej kostki kończący się trzema schodkami. Zarówno po lewej, jak i po prawej stronie budynku rosły drzewka i krzewy różnego rodzaju, a pomiędzy nimi kolorowe kwiatki. Ganek zaś był zrobiony z drewnianych belek i listewek obrośniętych zielonym bluszczem z tęczowymi kwiatami.
     Spojrzałam na resztę – była ona tak samo pozytywnie zaskoczona, jak ja. Nikt z nas się nie odzywał, tylko gapił na dom. Tom pierwszy zrobił krok na przód, więc wszyscy podeszliśmy do drzwi. W ganku wisiała huśtawka na łańcuchach, stały kanapy i stół. Mój przyjaciel wyciągnął klucze, a następnie przekręcił je w zamku. Mogliśmy wejść do środka.
     Nawet korytarz był ładny. Ściany były w dwóch kolorach. Do połowy brąz, a powyżej biały. Stały tam szafki w kolorze dużych, kręconych schodów i lustra, obłożone prawdziwymi kamieniami. Na podłodze położone były panele, a na nie długi, czerwony dywan. Najlepsza była jednak wycieraczka. Zamiast powszechnego w każdym domu napisu „Welcome”, wyszyte było „Oh no! Not you again”. Rozbawiło mnie to. W pamięci zanotowałam, żeby kupić do siebie takie same.
     Zarówno na dole jak i na górze znajdowała się sypialnia i łazienka, tyle że na dole była jeszcze kuchnia i jadalnia. Umówiliśmy się, że ja z Gabrielem bierzemy górę, a Tomas z Sophie dół. Zaczęło się rozpakowywanie. Kazałam mojemu chłopakowi wnieść walizki na górę, a sama podążyłam za nim, uprzednio wysyłając Sophie z testami do łazienki.
     Otworzyłam szafę i okazało się, że jest pusta. Uśmiechnęłam się pod nosem i otworzyłam torbę. Zmarszczyłam brwi nie poznając swoich ubrań. Zastanawiałam się o jest grane. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to nie jest moja walizka, tylko Toma. Już chciałam ją zamknąć, gdy zauważyłam czarną kolbę broni.

***Tomas***
     Najpierw usłyszałem krzyk z góry, a następnie wołanie.
- Tom!
- Tom, chodź tu natychmiast!!
- Tomas!
     Wiedziałem, że to All, więc czym prędzej pobiegłem na górę pieprzonymi, kręconymi schodami. Oczywiście potknąłem się na nich i boleśnie uderzyłem w piszczel, jednak nie zważając na to pobiegłem na górę. Szybko odnalazłam sypialnie i wszedłem do środka.
     Najpierw zmarszczyłem brwi, ponieważ zobaczyłem ją całą i zdrową. Potem jednak zauważyłem, że w ręce trzyma mojego Colta kaliber 45, a przed nią leży moja otwarta walizka.
- Co to ma być?! Po co ci pistolet?! - krzyczała. Otworzyłem usta, aby coś powiedzieć, jednak nie dała mi dojść do słowa. - Nawet nie próbuj mówić, że on nie jest twój, albo, że nie masz pojęcia, skąd on się tam wziął!
- All..
- Żadne All! Skąd ty to masz?!
- Co się dzieje? - zaniepokojony krzykami Gabriel wszedł do pokoju.
     Widząc, co jego dziewczyna trzyma w dłoni zrobił minę mówiącą „Tylko nie to. Znowu?”. Podszedł do niej i zabrał jej pistolet z ręki, a następnie podał go mi. Ona zmroziła go wzrokiem.
- Wiedziałeś, że on to ma? Masz z tym coś wspólnego?!
- Allis, nie krzycz tak, bo wystraszysz Soph. Uspokój się, co? - powiedział do niej spokojnym głosem.
- Jak mam być spokojna, jak – urwała, ponieważ ten zatkał jej usta.
- Mam go do obrony. Załatwił mi go kolega, gdy powiedziałaś, że ktoś cię śledzi – wytłumaczyłem się. - Bałem się, że coś ci się stanie, więc go kupiłem. Żeby cię chronić.
     Wiedziałem, że nie za bardzo mi uwierzyła. Jednak nagle z łazienki dobiegło wołanie nieświadomej dziewczyny.
- Allis! Po jednej kresce na każdym!

***
Na pewno spóźnienie, no ale pewnie się do tego przyzwyczailiście. Mam nadzieję, że nie ma zbyt dużo błędów językowych, bo nie chce mi się tego czytać. Mam także nadzieję, że Seo mnie nie zabije, bo nie wysłałam jej tego uprzednio i nie wiem, czy jej się spodoba.
P.S. Nie wiem, czy na Pasji rozdział pojawi się dzisiaj, czy jutro, czy w ogóle za tydzień, ponieważ nie mam jeszcze nic napisanego :c
Pozdrawiam,
Katarina

2 komentarze:

  1. Jeju, jaki rozdział! Ten wyjazd to jakaś jedna wielka maskara, bo mam przeczucie, że bardzo źle się skończy. Mam jednak nadzieję, że to tylko moje wymysły.
    Ciąża Sophie mnie mega zaskoczyła, a raczej jej przypuszczenia, bo w końcu okazało się, że jednak nie jest w ciąży. Mimo wszystko nieźle mnie wystraszyłaś, że niezależny Tom będzie do końca życia przywiązany do tej, jak mi się wydaje, płytkiej i lekko głupiutkiej laski.
    Jeśli chodzi o błędy, to nie zwróciłam na nie uwagi, a prawdopodobnie może dlatego nie zwróciłam, że być może wcale ich nie było.
    Rozdział mi się podobał, czekam na kolejny.
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też ta ciąża zaskoczyła i nawet nie wiesz jakiego narobiła stracha... No, ale wszystko dobrze się skończyło. W zasadzie nie do końca... bo teraz moja kolej na rozdział, a z takim zakończeniem to będzie trudno -.-

    OdpowiedzUsuń