niedziela, 6 lipca 2014

Żegnaj, mała...

ALISON


          Siedziałam w towarzystwie Gabe i Soph, którzy śmiali się w najlepsze. Ja nie pozostawałam im dłużna, Kolejna fala melodyjnego śmiechu, wydostała się z moich ust, słysząc dowcip dziewczyny. Ona na prawdę potrafiła rozbawić nas do łez. Nie nudzono się przy niej. Za to też chyba ją kochałam. Zawsze potrafiła mnie rozweselić, gdzie zapominałam o wszelkich problemach.
- Alison!- Usłyszałam wołanie Toma. Zapewne utknął w toalecie, co mnie jeszcze bardziej rozbawiło.
- Zaraz wracam- mruknęłam, idąc w stronę łazienki. Usłyszałam za sobą ich wesołe głosy. Cieszyłam, że ta dwójka się dogadywała. Zależało mi na nich. Szczególnie teraz, gdy chciałam się ustatkować. Nie chodziło mi o związek, tylko po prostu chciałam znaleźć swoje własne miejsce w tym popapranym świecie.
- Tom? Wszystko w porządku?- Zapytałam, wchodząc powoli do pomieszczenia.
Stał, tyłem odwróconym do mnie. Widziałam jego głowę, pochylającą się nad moją kosmetyczką. Zmarszczyłam brwi i spoglądnęłam na nią. Leżała na ziemi. Rozsypana.
Nie udam, że trochę spanikowałam tą sytuacją. Wszystkie rzeczy, codziennego użytku, dodatkowe lub po prostu moje prywatne, które wiedziałam, że Gabe nie znajdzie. Moja kosmetyczka była moim jedynym sejfem, do którego tylko ja miałam dostęp. Zebrałam wszystko, zdenerwowanym wzrokiem szukając karteczki. Nie wiem czemu ją zachowałam. Może dlatego, żeby mieć pewność, że to nie są żarty?
- Gdzie...?- Mruknęłam do siebie. Dostrzegłam ją. Znajdowała się w dłoni ciemnowłosego. Teraz także zauważyłam, że nie ruszył się nawet na milimetr. Chyba nawet nie dostrzegł mojej obecności.- Tom, wszystko w porządku?
- Nie, kurwa. Nic nie jest w porządku!- Wrzasnął, podając mi kartkę. Rozprostowałam ją i przeleciałam wzrokiem po jej treści.

                                         "Najpierw Mike, teraz Twoja kolej"

- Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś, All? Przecież wiesz, że jestem tu, aby ci pomóc- powiedział pochylając się nade mną. Jego głos diametralnie się zmienił. Złość ulotniła się, ustępując miejscu łagodności. Może dlatego, że zaczęłam płakać?
- Tt...to nic...- wymamrotałam, otulając się ramionami. Zaczęłam się trząść. Nie wiem czemu, ale to mnie rozkleiło. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawę. Zabójstwo, włamanie, atak, wszystko zdawało się zbyt odległe, żeby jakoś się tym przejąć. Ale prawda była taka, że nie zważałam na swoje życie. Czy będę żyć, czy też zostanę zabita, to nie było dla mnie ważne. Powinnam już dawno temu umrzeć. Ja, nie Mike.
- Jak to nic?! Alison, jesteśmy tu, aby cię chronić. Przecież nie wyjechaliśmy na wczasy dla naszego kaprysu, tylko po to, abyś była bezpieczna. Kiedy dostałaś tą wiadomość?
- Zanim tu wyjechaliśmy. Chyba...- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.- Ona już tu była, gdy rozpakowywałam swoje rzeczy. Sprawdziłam resztę i nie dostałam więcej żadnych liścików.
- Czyli to już się zdarzyło? Matko... Ile?
- Tom, to nie...
- Ile- przerwał mi. Jego głos stał się bardziej stanowczy, a czułość i troska po prostu się ulotniły.
- Nie wiem- przyznałam.- Przestałam liczyć, gdy znalazłam ją u ciotki. Wcześniej zostawiali w szafkach, ale odkąd znalazłam taką groźbę u Nancy, przestałam liczyć. Było ich zbyt wiele, nawet gdy się wyprowadziłam...
- Wyjeżdżamy- oznajmił beznamiętnym głosem.- Pakuj się, za godzinę widzimy się wszyscy przed domem.
- Nie możemy!- Zaprotestowałam.- Każdy coś wypił, a zresztą, co powiemy Sophie?
- Myślisz, że obchodzi mnie to, co ona sobie pomyśli? Jesteś w niebezpieczeństwie! My wszyscy jesteśmy, więc dla naszego dobra, jak i jej, powinniśmy wyjechać- powoli wycofał się z pomieszczenia, jednak zatrzymał się w bezruchu. Spojrzałam za siebie. Zapewne wyglądałam okropnie. Trochę pijana, zapłakana, a do tego rozmazany makijaż nie pomagał. Jednak pewnie wyglądałam lepiej od mojej przyjaciółki, która musiała wszystko usłyszeć. Soph stała w progu drzwi i z rozdziawionymi ustami patrzyła na nas.
- Wszystko w porządku?- Zapytał Gabe, dołączając do nas. Dziewczyna wycofała się powoli do tyłu i ruszyła do swojego pokoju. Bardzo chciałam z nią porozmawiać. To musiało być straszne... Jeśli słyszała wszystko, dowiedziała się także, że Tom nic do niej nie czuje, co mnie bardzo z dziwiło, gdyż dla mnie wyglądali jak idealna, zakochana para. Chciałam iść, ale byłam zbyt słaba na wykonanie jakiegokolwiek gestu.
- Alison, co się stało?- Zapytał szatyn, podchodząc do mnie. Odepchnęłam jego dłoń i spojrzałam w zimne kafelki pod moim ciałem.
- Wyjdź- wychrypiałam. Jednak nikt się nie poruszył.- Wynoście się stąd! Obaj!- To poskutkowało... Wynieśli się z łazienki, zostawiając mnie samą, w tym całym gównie. Może i chciałam, żeby mnie zostawili, ale potrzebowałam także kogoś, kto mnie przytuli i powie, że wszystko będzie już dobrze.
Roztrzęsioną dłonią wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam dobrze znany mi numer. Jeszcze raz przemyślałam to i doszłam do wniosku, że powinnam z kimś o tym porozmawiać. Ja byłam zbyt młoda, oni także, więc potrzebowaliśmy pomocy kogoś, kto mógłby trzeźwo myśleć w takiej sytuacji.
Po kilku sygnałach odezwał się kobiecy głos, a ja wybuchłam płaczem.
- Nancy...





TOMAS



- Co ty sobie, kurwa wyobrażasz?!- Nawrzeszczał na mnie szatyn, gdy zniknęliśmy za drzwiami jakiegoś pomieszczenia.- Co tam się stało?!
- Ktoś groził Alison- powiedziałem beznamiętnym głosem. Nie miałem ochoty odpowiadać na jakiekolwiek jego pytania, zwłaszcza, że teraz pragnąłem jedynie porozmawiać z Soph.
- Przecież po coś się tu przeprowadziliśmy! -Wrzasnął, po czym złapał mnie za koszulkę, aby zwrócił na niego swoją uwagę.
- Dostawała karteczki z groźbami, a ja właśnie jedną znalazłem! Zadowolony?
- Ale jak...- jęknął.- Pilnowaliśmy ją. Była bezpieczna...- opadł na kanapę. Mnie też ta sytuacja dobiła. Najchętniej zamknąłbym się w jakimś pomieszczeniu, odizolowanym od całej ludzkości. Ale niestety... W moim życiu nie było miejsca na przyjemności...
- Idź i spakuj siebie i ją. Zaraz wyjedziemy... Nie wypiłem aż tak dużo...- dodałem, widząc jego zdziwioną minę.
- A co z Sophie? Jedzie z nami?
- Nie. Zaraz załatwię jej jakiś transport do domu i pomyślę nad jakąś kryjówką dla nas.
Chłopak skinął głową i wyszedł, dając mi do zrozumienia, że muszę z nią pogadać. Zresztą, miałem jakieś wyjście?
        Zapukałem do drzwi naszej sypialni, jednak nikt nie odpowiedział. Ponowiłem delikatny stukot, ale i tym razem odpowiedziała mi cisza. Złapałem za klamkę, i z ulgą stwierdziłem, że drzwi są otwarte.
W pomieszczeniu panowała ciemność, choć byłem pewny, że ona tu weszła. Przejechałem dłonią po zmęczonej twarzy. Potrzebowałem odpoczynku. Nie mogłem wiecznie czatować i ich pilnować. Musiałem znaleźć kogoś na zmianę. Najlepiej kilka osób, aby zapewnić jej, i nam, bezpieczeństwo.
- Sophie? Przepraszam... Wiem, że zachowałem się jak ostatni palant, ale ja na prawdę nie chciałem- wyznałem, sięgając dłonią po włącznik. Momentalnie w pomieszczeniu zrobiło się jasno, a fala światła ukazała otwarte okno. Na dworze wiał wiatr, lekko targając zasłonami. Czy zostawiłem otwarte okno? Czy może Soph....
- Gabriel!- Wrzasnąłem, gdy spostrzegłem ją, leżącą na ziemi. Nie ruszała się.
- Co się stało?- Zapytał, wpadając do mojego pokoju.- Czy to...?
- Ona nie żyje, Gabrielu.
Dziewczyna bezwładnie leżała na podłodze, między łóżkiem a ścianą. Na pierwszy rzut oka, nic jej nie było. Jednak przez to, że leżała na boku, nie dostrzegłem tej drobnej rany na jej czole. Był to ślad po strzale.
- Ktoś ją zabił- przyznał chłopak.
Podszedłem do niej bliżej. To stało się zaledwie kilka sekund temu. Sprawca na pewno zdążył uciec, ale miał czas na zostawienie nam wiadomości. Byłem przerażony, czego nie sposób było można ukryć. Pomimo łączącego nas seksu, w jakiś sposób coś do niej czułem. A teraz tylko pustka. I może ulga?
      Na je białej bluzce, namalowano krwią 72h. Wiedziałem, że ta wiadomość kierowana jest do nas. Zostały nam trzy dni. Trzy pieprzone dni, zanim mój ojciec nas pozabija i zabierze to, co chce tak bardzo dostać.




Heeejka :*
Przepraszam, za to spóźnienie... Wiem, że nawaliłam. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.... Po prostu, jakoś nie mogę sobie ułożyć wszystko. Mam opracowany pewien zarys rozdziału, ale niektóre momenty, jakoś mnie przerosły. Chyba nie daje sobie radę z prowadzeniem trzech blogów na raz i albo któryś zawieszę, albo rozdziały będą dodawane co dwa tygodnie, jeśli nie dłużej... :c
 Pozdrawiam
Seo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz