wtorek, 2 września 2014

To już jest koniec...

***Alison***    
Obudziłam się, ale wcale nie miałam ochoty otwierać oczu. Nienawidziłam całego świata. Dlaczego mnie musiało to spotykać? Już nie myślałam tak jak poprzednio. Teraz czułam się jak pokrzywdzone dziecko. Było mi już wszystko obojętne. Fala wściekłości i rozpaczy minęła. Postanowiłam, że nie wyjdę z łóżka, dopóki nie będę miała dobrego powodu do tego. Postanowiłam, że niech się dzieje co chce, ja mam to po prostu w dupie. Mogą się nawet wszyscy pozabijać. Mnie przy okazji też. Byleby szybko i bez zbędnego zużywania energii. Nie chciało mi się nawet obrócić na drugi bok. Z resztą było mi obojętne, czy leże wygodnie, czy nie.
Usłyszałam, jak ktoś wchodzi do pokoju. Nie miałam siły nawet zobaczyć kto to jest. Poza tym to nie interesowało mnie to zbytnio. Ten ktoś usiadł obok mnie i czule pogłaskał po ramieniu, a następnie pocałował w skroń. Był to Gabriel.
- Wszystko w porządku kochanie? - mówił do mnie jak do dziecka. - Może zrobię ci herbatkę? Poczujesz się trochę lepiej.
Ja jednak nie chciałam żadnej herbaty. Nie odpowiedziałam mu nic, ponieważ nie chciało mi się. Wolałam, aby sobie poszedł. Mógł zostać, ale nie robić niczego, co by zmusiło mnie do czegokolwiek. Cały czas coś do mnie mówił, ale ja go w ogóle nie słuchałam. Chyba nawet głaskał mnie pocieszająco, ale tego też nie czułam. Przestałam cokolwiek widzieć. Wyłączyłam po prostu swoje zmysły i miałam gdzieś wszystko, co się wokół mnie działo.

***Tomas***
- Co z nią? - zapytałem.
- Jest strasznie apatyczna. Nie odzywa się, nie rusza, nawet nie mruga. Gdyby nie to, że ma otwarte oczy pomyślałbym, że śpi. Zupełnie tak, jakby mnie nie widziała - Gabriel wyglądał na bardzo smutnego.
- Nie dziwię się jej – przyznałem. - To wszystko już ją przerosło.
- Ale ona nie może tak cały czas! To już cała noc minęła, a ona nic wczoraj nie zjadła, ani nie wypiła. Rozchoruje się – załamał ręce.
- Wiem – powiedziałem. - Jednak na razie jest bezpieczna, tym bardziej, że nie wychodzi z pokoju, ani nie wychyla się. Nawet jej nie słychać. Teraz musimy się zastanowić nad sprawą poważniejszą. Od wczoraj zadaję sobie pytanie. Czy wypadek Nancy był po prostu wypadkiem, czy ktoś zadziałał celowo, aby do tego doszło?
Poprzedniego dnia Allison próbowała dodzwonić się do swojej ciotki Nancy, jednak nikt po drugiej stronie nie chciał odebrać. All jednak nie poddawała się, ponieważ zaczęła coś przeczuwać. W końcu ktoś odebrał. Była to lekarka, która powiadomiła moją przyjaciółkę, że jej ciotka przechodziła przez ulicę i wjechał w nią rozpędzony samochód. Przeżyła, ale jest w ciężkim stanie. Podobno walczą o jej życie.
Biedna dziewczyna załamała się tą wiadomością i popadła nam w depresję. Zastanawiałem się, czy to jest kolejna sztuczka ze strony mojego ojca, czy to zdarzenie naprawdę się wydarzyło. Bo jeżeli tak, to znów są dwie możliwości. Albo był to wypadek, albo ktoś zrobił to celowo. Próbowałem się dodzwonić pod numer, na który dzwoniła Alison, ale okazało się, że komórka jest wyłączona. Dziewczyna, gdy usłyszała, co się stało, była w takim szoku, że nawet nie zapytała o nazwę szpitala lub miejscowości. Poza tym zdziwiło mnie, że lekarze odbierają telefony pacjentów i jeszcze informują o ich stanie zdrowia osoby, które dzwonią. Wiedziałem, że muszę to sprawdzić, jednak obawiałem się, że będzie to jak szukanie igły w stogu siana. Poza tym, nie mogłem wozić wszędzie ze sobą dziewczyny i narażać jej na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Musiał ją ktoś pilnować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Już na chwilę spuściłem z oka Soph i skończyło się to tragicznie. Jej nie kochałem, a jakbym stracił All, to byłby koniec mojego świata.
Postanowiłem sobie, że dopadnę mojego ojca, zanim on dopadnie ją. To była chyba jedyna szansa, aby ją uratować. Mojego ojca ciężko dopaść, ale jeszcze gorzej przed nim uciec. Nie miałem jeszcze pojęcia, jak to zrobię, ale wiedziałem, że to konieczność.
Postanowiłem, że sam zobaczę, jak ona się czuje. Wysłałem Gabriela na mały patrol, a sam do niej poszedłem. Leżała w tej samej pozycji od dnia poprzedniego i to mnie strasznie martwiło. Była blada jak ściana i najwyraźniej nie miała zamiaru niczego ze sobą robić.
- Posłuchaj. Wiem, że nawaliłem, ale postaram się to naprawić – obiecałem jej. - Od tej pory wszystko będzie się układać dobrze i będzie tylko lepiej. Musisz tylko mieć ochotę żyć. Spójrz na mnie – wydałem jej polecenie.
Dziewczyna jednak nie zareagowała. Obróciłem ją na drugi bok, a ona poddała się jak szmaciana lalka. Gdyby nie to, że widać było, że oddycha oraz od czasu do czasu mrugnie powiekami, pomyślałbym, że nie żyje. Położyłem sobie jej głowę na kolanach i czule pogłaskałem po włosach. Ona jednak nadal nie reagowała. Miałem ochotę wykrzyczeć jej oraz całemu światu, że ją kocham, jednak nie zrobiłem tego. Powiedziałem za to po cichu.
- Wiesz, to wszystko wyszło nie tak, jak powinno. Podobałaś mi się od chwili, w której cię ujrzałem. Jednak nie chciałem ci tego okazywać, ponieważ niebezpieczne życie jakie prowadzę zagrażałoby tobie. Myślałem, że jeżeli pozostaniemy przyjaciółmi, to ochroni cię. Wiedziałem, że gdybyśmy byli razem, to moi wrogowie chcieliby cię dopaść. Poznałem cię za to z Gabrielem. Cieszyłem się, że jesteście razem, ponieważ on cię miał chronić, a raczej pomagać mi w tym. Okazało się jednak, że to nie jest takie proste... - powoli brakowało mi słów. - Obiecuję, że odkręcę to wszystko, a potem zniknę z twojego życia.

***Gabriel***
Byłem zły na Toma. Alison była moja i gówno mnie obchodziło, że to on mi ją przedstawił. Skoro była ze mną, to nie miał prawa jej kochać. Nie powinien także mówić jej takich rzeczy. Miałem szczęście, że szybko mi poszło i usłyszałem jego monolog. Miałem ochotę wejść i wyrzucić go przez okno, ale zamiast tego stałem za drzwiami i słuchałem. Mimo tego, że mówił szeptem, to rozumiałem każde słowo.
Wyznaczyłem sobie nowy cel. Postanowiłem, że muszę razem z Tomasem jak najszybciej zakończyć to wszystko. Miałem nadzieję, że po tym całym piekle da nam spokój i pozwoli żyć we dwójkę. Lubiłem go, ale bardziej zależało mi na dziewczynie.
Od zawsze widziałem w nim kogoś, kogo powinienem naśladować. Miał każdą laskę jaką zapragnął, a podczas akcji był najlepszym zabójcą. Na dodatek był pewny siebie i miał to coś. Mogłem się założyć, że gdybyśmy zamienili się rolami i to on stałby pod drzwiami, to wszedłby do środka, a następnie obił mi pysk. A ja co zrobiłem? Stałem wściekły na niego z zaciśniętymi pięściami i nie zrobiłem nic. Nawet odszedłem po cichu, aby nie wiedział, że wszystko słyszałem. Czułem się tak, jakbym to ja zrobił coś złego: podsłuchiwał, a następnie chciał wejść między nich. A ja tylko chciałem spokoju ze swoją dziewczyną.
Z rozmyślań wyrwał mnie jego głos.
- Mam pomysł, co możemy zrobić dalej. - Ty weźmiesz ją i pojedziecie poszukać szpitala, w którym może leżeć Nancy, a ja spróbuję dopaść mojego ojca. Musisz jednak bardzo uważać, ponieważ pewnie się tam nas spodziewają. Jeżeli nam się uda, to bardzo dobrze. Jeżeli nie, to wszyscy zginiemy. Nie możemy się jednak poddać.
Tak też się stało. Spakowaliśmy się w ciągu godziny i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Na szczęście to ja miałem przy sobie moją All i postanowiłem sobie, że nic tego nie zmieni. Ułożyłem ją na tylnym siedzeniu samochodu, a następnie przykryłem kocem. Wiedziałem, że bezpieczniej byłoby, gdyby siedziała zapięta w pasach, ale ona nie chciała siedzieć. Powiedziała tylko tyle, że woli zostać w łóżku. Nie potrafiłem jej przekonać, że jedziemy do jej ciotki i musi włożyć w siebie trochę energii. Zrozumiałem, że moja gadanina nic nie da. Postanowiłem działać, już po raz ostatni, z polecenia Tom'a.

Podróż była długa i męcząca, ale w końcu udało nam się bezpiecznie dojechać. Siedziałem w samochodzie jak na szpilkach i co chwila gapiłem się w lusterko. Okazało się, że jednak nikt nas nie śledzi, ani nic z tych rzeczy. Cieszyłem się z tego powodu, ponieważ nie wiem, czy dałbym radę podołać im sam, bez pomocy Tomas'a.
- All, naprawdę powinnaś wysiąść. Pójdziemy do twojej ciotki.
Zero reakcji.
- Nie chcesz jej zobaczyć? Znalazłem ją. Jest w szpitalu.
Nic.
- Proszę cię. Musisz wstać. Musisz zacząć żyć!
Jakby mnie nie słyszała.
- Do cholery! Tom by wiedział, jak cię z tego wyciągnąć... - powiedziałem bardziej do siebie. - Co by Mike na to powiedział?
- Mike? - zapytała, podnosząc głowę. Strzał w dziesiątkę!
- Tak, Mike. Na pewno nie jest z ciebie zadowolony.

***Alison***
Gdy usłyszałam imię mojego zmarłego przyjaciela, podniosłam głowę. Próbowałam zrozumieć sens słów Gabe'a, ale nie potrafiłam. Gadał za dużo, a ja chciałam tylko spokoju. Jednak coś chyba we mnie ruszyło. Zrozumiałam tyle, że jeżeli się poddam to zawiodę Mike'a. Miał rację. Podniosłam się i zobaczyłam, że jesteśmy pod szpitalem.
- Nancy! - zawołałam, ale próbując pobiec w tamtą stronę prawie się przewróciłam. W ostatnim momencie złapał mnie mój facet.
- Ale najpierw koleżanko musisz coś zjeść – powiedział z troską.
Nie chciałam tego, ale wiedziałam, że to konieczne. Okazało się, że w samochodzie mamy kanapki, pączki i wodę. Nie miałam pojęcia, jaka jestem głodna, dopóki nie ugryzłam pierwszego kawałka. W bardzo szybkim tempie pochłonęłam cztery kanapki i trzy pączki. Do tego wypiłam dużą ilość wody i byłam pełna. Nie miałam pojęcia, że potrafię zjeść aż tyle. To jednak przecież nic dziwnego, skoro o prawie doby nie miałam niczego w ustach.
Gdy zjadłam, wraz z Gabrielem weszliśmy do recepcji. Miła pani, po usłyszeniu, że jestem z rodziny powiedziała mi, w której sali leży ciotka. Jej wzrok pokazał mi jednak, że wcale nie jest dobrze.
Puściłam się biegiem po korytarzu. Musiałam wyglądać bardzo śmiesznie, ale nie interesowało mnie to. Chciałam się jak najszybciej dostać pod odpowiedni pokój. Gdy już mi się to udało, zamarłam z przerażenia. Ciotka bowiem miała wszędzie powpinane rurki różnej grubości i długości. W gardle miała jedną, w żyłach miała kilka, a zza szpitalnej koszulki wystawały jej kabelki. Do tego nad jej głową był mały ekranik, na którym było widać bicie jej serca i to, czy żyje.
Już próbowałam się dostać do środka, kiedy zatrzymał mnie wychodzący stamtąd lekarz.
- Tu nie wolno wchodzić! Kim pani jest!? - warknął na mnie i wyprowadził na korytarz.
- To jest moja ciotka – wytłumaczyłam mu. - Jestem jej jedyną rodziną. A ona moją – dodałam po chwili.
- Rozumiem. Proszę do mojego gabinetu – powiedziawszy to, odszedł nawet nie oglądając się, czy idę za nim. Poszłam.
- Jak poważny jest jej stan? - zapytałam już na miejscu.
- Podczas wypadku miała dużo szczęścia. Samochód jechał ze znaczną prędkością, a ona cudem uniknęła obrażeń. Jednak organizm był bardzo osłabiony przez nowotwór wątroby i...
- Nancy miała nowotwór wątroby?! - przerwałam mu.
- Nie wiedziała pani? Przykro mi. Musimy jak najszybciej znaleźć dawce organu i przeprowadzić zabieg przeszczepu. Przepraszam, że pytam, ale to jest bardzo ważne i może uratować jej życie. Czy pani, albo któryś z krewnych mógłby zostać dawcą? Wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że organ zostanie przyjęty przez organizm.
- Już mówiłam, nie mam żadnych krewnych... - odparłam smutno. - Ale dam się przebadać nawet teraz. Jeżeli będzie taka potrzeba... to zostanę dawcą – decyzję podęłam bardzo szybko.
Nie minęło dużo czasu, a już było po wszystkim. Po pobraniu paru próbek i sprawdzeniu mojego ogólnego stanu zdrowia znów siedziałam przyklejona przed szybą sali Nancy i przez łzy streszczałam Gabrielowi wszystko, co powiedział mi ordynator.
Już po chwili zza rogu wyłonił się lekarz z wynikami badań. To, co powiedział, załamało mnie jeszcze bardziej.
- Nie są panie spokrewnione.

***Tomas***

Znalezienie mojego ojca nie było ciężko. Gorzej było się do niego dostać. Jeszcze nie zdążyłem niczego zrobić, dopiero zacząłem obserwację budynku, w którym był, a już dopadli mnie jego ludzie. Oczywiście od razu zostałem do niego zawleczony.
- Proszę, proszę! Kogo moje piękne oczy widzą? - rozłożył ręce i uśmiechnął się zupełnie tak, jakby za mną tęsknił.
- Nie schlebiaj sobie – rzuciłem.
- Jak wyrażasz się do ojca – po tych słowach dostałem z otwartej ręki w twarz. - Nie tak cię wychowałem!
Od razu splunąłem na ziemię. Mimo, że był moim ojcem, nie miałem do niego za grosz szacunku. Gdy pomyślałem o tym, jak jego ludzie w podły sposób straszą moją All, to miałem ochotę rzucić mu się do gardła. On doskonale o tym wiedział, ale lubił odstawiać cyrki. Nigdy go nie rozumiałem, ale uważałem za samego Boga. Jednak już dawno to się zmieniło.
- Przychodzisz do mojego domu, ja witam cię z otwartymi ramionami, a ty co robisz? Pyskujesz do ojca! Wiesz, co zrobiłbym komuś ze służby, gdyby tak do mnie powiedział? - kontynuował swoje nudne wypowiedzi.
- Związanie mnie, zaciągnięcie po ziemi i rzucenie pod twoje stopy nazywasz witaniem z otwartymi ramionami?- prychnąłem. - W takim razie nie chcę wiedzieć, jak traktujesz wrogów.
- Synu kochany! Nie jesteś moim wrogiem. Boli mnie jedynie to, że odwróciłeś się ode mnie. Poza tym, dobrze wiesz, jak traktuję wrogów. Takich rzeczy się nie zapomina! - lekko się zdenerwował.
- To był sarkazm – powiedziałem.
- Co? - było to „co” spowodowane raczej gniewem, a nie niedosłyszeniem.
- Sarkazm. Mam przeliterować?
- Nie ważne – teraz był już naprawdę zły. - Po co tu przyjechałeś?
- Żeby prosić cię, abyś zostawił All w spokoju – skłamałem.
- Nie mam nic do twojej przyjaciółki, ani do ciebie.
Miałem ochotę parsknąć śmiechem, jednak nie chciałem popsuć sobie planu. Postanowiłem, że załatwię to bardzo szybko. Już dawno nie byłem związany. Sługusy ojca zostawiły nas samych, a on nie mógł widzieć więzów. W trakcie krótkiej rozmowy udało mi się wyciągnąć scyzoryk i uwolnić się.
W jednej chwili wstałem i rzuciłem się na niego. Był świetny w walce, ale już stary i szybko się męczył. Wyciągnął broń, jednak szybko mu go odebrałem. W dodatku w trakcie naszej krótkiej szamotaniny coś wpadło do kominka wysypując żar z kominka. W rezultacie wszystko stanęło w płomieniach. Nie czekając ani chwili wpakowałem własnemu ojcu kulkę w pierś. Jak czułem się z tym, że go zabiłem? Wolny. Czułem, że w końcu All będzie bezpieczna. Nie miałem czasu sprawdzić, czy on żyje, ponieważ musiałem uciekać.

***
Moi kochani. Powróciłam :D Przeżyłam naprawdę dużo przez te wakacje i nie zmarnowałam absolutnie ani minuty czasu :D Zapamiętam ten czas do końca swojego życia :D Niestety, po powrocie złapałam anginę i zapalenie oskrzeli :c Poza tym, chyba jest okej :P Mam nadzieję, że rozdziały na obu moich blogach będą pojawiały się regularnie :P
Witajcie z powrotem! :D
Pozdrawiam,
Katarina