wtorek, 14 października 2014

Powrót do przeszłości


TOMAS




 Zabiłem go. Zabiłem, kurwa własnego ojca!- ta myśl w końcu do mnie napłynęła. Chyba powinienem czuć jakąś skruchę, prawda? To był mój ojciec. Osoba, która mnie wychowała, po czym zniszczyła. Czy ktoś kiedyś widział może ośmiolatka, który bez problemu trafia do celu, z odległości sześciuset metrów? Albo, zamiast pójść do podstawówki, uczyłem się podstawy anatomii człowieka. Nie byłoby to nic strasznego, gdyby nie to, że poznawałem wtedy najczulsze punkty i rozmieszczenie wszystkich tętnic. Tak, żebym wiedział, którą przeciąć, aby moja ofiara wykrwawiła się w ciągu paru sekund, albo którą użyć, aby zadać im najwięcej cierpienia. No i nauczyłem się przy okazji, jak skręcić komuś kark za pomocą trzech ruchów. To tak, jakbym zamiast "Moby Dick'a", czytał "Podstawy zabijania" i " Pięć prostych kroków, aby wykończyć swoją ofiarę". Chore, ale przydatne.
 Upewniwszy się, że nikt za mną nie jedzie, udałem się w stronę hotelu. Jeszcze parę dni i mogłem zniknąć. Oczywiście, że tego nie chciałem, ale już wystarczająco uprzykrzyłem życie swojej przyjaciółki. Alison nie zasługiwała na to. Gdybym został, ludzie mojego ojca w końcu by mnie dopadli. A największą karą dla mnie, byłoby cierpienie Alis. Tak jak teraz, tylko że ona cierpi psychicznie, a nie fizycznie. Musiałem chociaż trochę naprawić jej życie.
Poczułem wibrację w kieszeni i sięgnąłem po telefon. Zdziwiłem się, widząc imię swojego przyjaciela na wyświetlaczu. Nie spodziewałem się, że do mnie zadzwoni. To ja miałem się do niego zameldować, gdy będę bezpieczny. 
- Słuchaj Gabe, właśnie wjeżdżam do...- zacząłem, ale przerwano mi.
- Wracaj tu. Alison cię potrzebuje- powiedział.
Przełknąłem głośno ślinę. Czy jej ciotka...?- Czy Nancy...
- Żyje. Chociaż nie są pewni czy długo pożyje. Ma raka, Tom. Umiera, a Al... Alison nie może zostać dawcą. Ona nie była jej ciotką. Nie są spokrewnione.
Cholera! Tego się kurwa nie spodziewałem. Przecież znałem Nancy... Znałem Alis i wcześniej sprawdziłem wszystko, aby mieć pewność, że będę tu bezpieczny. Sprawdziłem wszystkie powiązania moich wrogów z tym miastem i nic nie znalazłem! Ale... może Alison jednak była przypadkową ofiarą? 
Boże, Tomas! Pomyśl!- skarciłem się w duchu. To w ogóle nie miało sensu!
- Jak się ona trzyma?
- Nancy jeszcze się nie obudziła, a Alison... Nie wiem. Ja tak dłużej nie wytrzymam- wyżalił się.- Nie mam na nią żadnego wpływu. Boli mnie to, że cierpi, a ja nie mogę jej pomóc. Jak długo tak wytrzyma? Kiedy i ona w końcu zacznie zdawać sobie sprawę, że sama siebie niszczy? Nie chcę, aby skończyła tak jak Shannon...
Shannon. To imię było jak zakazany owoc. Od lat nie wspominaliśmy o niej. Nie mieliśmy prawo w ogóle wymawiać jej imienia. I to wszystko dlatego, że nasz przyjaciel zakochał się. Obdarzył uczuciem dziewczynę, która nie była w żaden sposób z nami powiązana. Nie należała do naszego świata, tak jak Alis. Zwykła dziewczyna z marzeniami, która skończyła szybciej niż myśleliśmy. Nasz świat jest brutalny. Osoby spoza naszego kręgu tego nie rozumieją i... niezbyt dobrze reagują.
- Alison to nie Shannon- warknąłem.- Idź do niej i ją nie opuszczaj póki ja nie przyjadę. Rozumiesz? 
- Pośpiesz się- powiedział, po czym się rozłączył.


ALISON

 Siedziałam na kanapie, przytulona do ciała chłopaka. Jego dłonie głaskały mnie po plecach. Wiedziałam, że ta sytuacja jest trudna dla mnie i dla niego. Ja straciłam... Właściwie, kim ona dla mnie była? Straciłam ciotkę. Osobę, której bezgranicznie ufałam i powierzałam wszystkie tajemnice. A ona mnie oszukała. Nie była tą osobą, za którą się podawała. Więc kim dla mnie była? 
- Gabe...- szepnęłam. Chłopak wzdrygnął się. Wiedziałam, że od dawna wyczekuje jakieś reakcji ode mnie. Przez te kilka dni miałam czas by wszystko sobie przemyśleć.- Co ja teraz zrobię?- mówiąc to, czułam jak łzy pieką mnie w oczach. Na samą myśl o przyszłości robiło mi się słabo i miałam ochotę zniknąć, czy też schować się przed całym światem.
- Nie martw się, kochanie. Zajmę się tobą- zapewnił, po czym złożył delikatny pocałunek na moim czole. 
- Ale ty nie rozumiesz!- jęknęłam i odsunęłam się od niego. Spojrzałam na łóżko, w którym leżała Nancy. Nie mogłam do niej wejść, ale mogłam patrzeć na nią przez przeźroczyste drzwi czy też wielkie okno. Kobieta wciąż spała, a do jej ciała poprzyczepiane były różne ustrojstwa. Miało to jej pomóc, gdyż jej stan nadal nie był stabilny. W ciągu 24 godzin mieliśmy się dowiedzieć czy z tego wyjdzie. - Gabe. Wyjechaliśmy z mojego powodu. Myślę, że ten wypadek też był z mojej winy. Gdzie jest Tom? Pewnie został, gdyż szuka jakiegoś rozwiązania. Musimy wspólnie się zastanowić co dalej, a nie tylko wy. To wszystko jest spowodowane przeze mnie i to ja powinnam brać udział w planach. Sama też powinnam decydować o kolejnym krokach. 
- Wiem, kochanie. Ale to nie jest takie proste. Ja i Tom już w tym trochę siedzimy i wiemy jak to załatwić. Musimy myśleć tak jak oni i być krok przed nimi- powiedział. Jego słowa odbijały się echem w moim umyśle. Wstałam i ruszyłam jak najszybciej w stronę domu Nancy. Chyba w końcu wiedziałam co należy zrobić.
- Al?- zawołał za mną.- Gdzie idziesz?
- Tam, gdzie wszystko się zaczęło- odparłam. Wybiegłam z budynku i złapałam taksówkę. Nie oglądałam się za siebie, sprawdzając czy chłopak idzie za mną. Byłam pewna, że jest tuż przy mnie. 

 Jej dom nie zmienił się w żaden sposób. Wszystko było prawie na swoim miejscu. Tak, jak zapamiętałam. W moim byłym pokoju panowała pustka. Wszystkie rzeczy wyniesiono na strych. Oprócz tych, które zabrałam ze sobą.
- Mogłabyś mi wyjaśnić, co my tu robimy? - dobiegł mnie jego głos z dołu. Wyjrzałam ze swojego pokoju na Gabe'a, który stał oparty o ścianę w korytarzu. 
- Gdy byłam mała, tato często zabierał mnie do różnych miejsc. Zostawiał różne zagadki i mówił: Alison, czasami musisz myśleć jak inni, aby przewidzieć ich ruch. Stać się poszukiwanym, a nie poszukiwaczem. Chciał, żebym myślała jak on, zanim wykona ruch. Zagadki były dość proste. Zwykle po dwóch wiedziałam czego się spodziewać. 
- Dlaczego robił ci to twój ojciec? Myślałem, że byłaś dzieckiem...
- Gdy doszło do wypadku? Tak. Ale tego się nie zapomina, a on się o to postarał. Kiedyś dostałam od niego książkę, aby dalej się w tym zagłębiać, ale wrzuciłam ją do skrzynki- wzruszyłam ramionami, po czym ruszyłam w stronę strychu. 
- Alison. Takie rzeczy... To co ty mówiłaś to są ćwiczenia taktyczne- powiedział.- Szkolono je dziećmi w gangach, aby w przyszłości stali się dowódcami. Tomas przeszedł takie szkolenie. Najpierw taktyczne, a później bojowe. Wychodzi na to... że ty jednak masz jakieś powiązanie z tym gangiem. Mogliśmy się mylić i... Jesteś pewna, że twoi rodzice nie należeli do gangu?
Zamarłam na chwilę.- Nie, Gabe- powiedziałam.- Nie jestem tego pewna. W zasadzie niczego teraz nie jestem pewna... Może w tej szkatułce coś jeszcze ukryłam? Nie chciałam zaglądać do środka, gdyż to wciąż bolało...
- Rozumiem cię, kochanie. I obiecuję, że od dzisiaj będziesz o wszystkim wiedziała. Przykro mi, ale jeśli Nancy nie obudzi się, będziemy musieli sami się tym zająć i dojść do powiązania między tobą, a ojcem Tomas'a. Może to nie być tak trudne jak myśleliśmy. 
Chłopak pomógł mi otworzyć drzwi na strych, które stawiały opór. Wchodząc do tego pomieszczenia, uderzył mnie nieprzyjemny zapach stęchlizny. Kurz prawdopodobnie zagościł tu już na stałe, tak jak pająki. Gabe otworzył okno, przez co do środka wlało się trochę świeżego powietrza. Zapaliłam światło, odsłaniając ukryte w mroku pudła. Nie wiedzieć czemu, ciotka... to znaczy Nancy, nigdy nie pozwalała mi wyrzucać żadne rzeczy. Twierdziła, iż to zawsze jeszcze może się do czegoś przydać. W lewym rogu stały moje stare płótna i sztaluga. Wokół niej ułożyłam kilka drewnianych pudełek, w których trzymałam farby. Puste tubki również walały się po całym strychu. Minęłam moje gotowe prace i udałam się do stosu kartonów, ustawionych tuż przy sobie. Ściągnęłam kilka z nich i odstawiłam na bok. Wiedziałam, że w nich znajdują się moje rzeczy, które gromadziłam wraz z Mikiem.  Chciałam je schować, aby za bardzo mnie nie dołowały.
Pokazałam Gabe'owi pudło, które potrzebowałam. Wspólnie, w końcu się do niego dogrzebaliśmy. Był w najgorszym stanie, ze wszystkich obecnych tu kartonów. I to tylko dlatego, że stało tu najdłużej. Chłopak ostrożnie mi go podał, a ja usiadłam z nim na podłodze. Czułam jak moje ręce drżą. Bałam się tego, co mogłabym znaleźć w środku. Jakby nie patrząc, nie zaglądałam tam przez prawie piętnaście lat.
- Spokojnie, kochanie- powiedział Gabriel, siadając tuż przy mnie, Jego dłoń spoczęła na moich plecach, dodając mi trochę otuchy.
Zamknęłam na chwilę powieki, po czym je otworzyłam, jednocześnie głośno wydychając powietrze. Otworzyłam karton zaglądając do środka. Wyciągnęłam z jego wnętrza szkatułkę, wykonaną z białego drewna. Przedmiot był w bardzo dobrym stanie. Chyba Nancy zaraz po ich śmierci go tu wyniosła. Otworzyłam wieko, odsłaniając lusterko znajdujące się po wewnętrznej stronie. Kilka listów wyleciało z jego wnętrza. Wyciągnęłam resztę i odstawiłam je na bok. Nie miałam zamiaru teraz je czytać. Sięgnęłam do środka wyciągając jakieś zdjęcie. Ujrzałam na nim mnie i moich rodziców. Miałam wtedy cztery latka i wracaliśmy z jednego z naszych wspólnych pikników. Tato usadził mnie na swoich ramionach. Krzyczałam i piszczałam, ponaglając go przed goniącą nas kobietą. Moja mama chciała posmarować mi twarz kremem, czego strasznie nie cierpiałam. Pamiętałam, że z nimi zawsze dużo się śmiałam. Odłożyłam zdjęcie i sięgnęłam po medalion. Nancy dała mi go kilka lat temu. Należał do mojej matki i nie chciałam go mieć przy sobie. Kazałam jej wrzucić go tutaj. Tym razem postanowiłam go zabrać ze sobą.
- To ta książka?- zapytał chłopak. Pokręciłam przecząco głową.
- Nie, to notatnik taty. Tutaj nie ma tej książki. Może wpadła do któregoś z tamtych pudeł- wzruszyłam ramionami. Otworzyłam skórzany notatnik na pierwszej lepszej stronie. Widniały na nich jakieś schematy i obliczenia, których nie rozumiałam. Gabriel wyciągnął go z moich dłoni i sam rzucił na niego okiem. Słyszałam jak przewraca kartkami, jednak ja byłam czymś innym zajęta. Patrząc na te rzeczy, ponownie za nimi zatęskniłam. Brakowało mi ich cholernie.
- Rozumiesz coś z tego?- zapytałam go.
- Masz może zdjęcie swoich rodziców? Najlepiej gdyby to były portrety...
Ponownie sięgnęłam po szkatułkę i, po chwili, znalazłam ich zdjęcie. Mieli wtedy zaledwie dwadzieścia kilka lat.  Mama była blondynką. Jej rozpromieniona twarz zawsze wywoływała u mnie radość. W jej niebieskich oczach także można było dostrzec iskrę wesołości. Zarażała nią na kilometr. Ojciec zaś był ciemnym brunetem. Na zdjęciu wyglądał surowo i poważnie, jednak pamiętałam, że nigdy nie spotkałam bardziej czulszego od niego mężczyzny. A ja byłam jego oczkiem w głowie. Podałam fotografię Gabriel'owi. Czułam, jak jego mięśnie twardnieją a oddech staje się płytszy.
- Kiedy ich ostatni raz widziałaś?- zapytał ochrypłym głosem.
- Przed piątymi urodzinami- odparłam.- Coś nie tak?
- Al, widziałaś ich przed siódmymi urodzinami- powiedział, na co ja pokręciłam przecząco głową.- Tak, kochanie. Ostatni wpis w jego notatniku na to wskazuje.
- Ale przecież bym to pamiętała- zaprzeczyłam.
- Byłaś w szoku, to zrozumiałe, że zapomniałaś. Czasami tak się dzieje, gdy człowiek przechodzi przez taki szok. Niektóre wydarzenia mogły się zamazać...- jego telefon zabrzęczał w kieszeni. Odebrał.- Tak, na górze- powiedział, po czym się rozłączył.
- Czegoś jeszcze się dowiedziałeś?- zapytałam z ciekawości.
- Tak, ale nie jestem pewien. Muszę najpierw pokazać to Tomas'owi.
- Gabe!- krzyknęłam wkurzona.- Obiecałeś, że o wszystkim będziesz mnie teraz informować!
- Alison?- usłyszałam znajomy głos, dobiegający z dołu.- Jesteście tam?
- Tak!- odkrzyknął.- Tomas ci o wszystkim opowie- zwrócił się do mnie.
- Co wy tu robicie?- zapytał kruczowłosy, wchodząc na strych.- I, do diabła, dlaczego ściągnąłeś mnie z drugiego końca kraju?!
- Masz- Gabriel podał przyjacielowi zdjęcie.- To są rodzice Al.
- Jasna cholera!- odkrzyknął, spoglądając na fotografię. Przeczesał włosy dłonią, po czym z jego ust wydobył się ciąg przekleństw.
- Coś... Coś nie tak? - zapytałam niepewnie.
- Wiedziałem, że jest coś nie tak, gdy nie mogłem dokopać się do twoich rodziców- powiedział chłopak.- Ale nigdy... Kurwa! Nigdy nie przypuszczałbym, że twój ojciec to Rayan Smaldone!