sobota, 29 listopada 2014

Kochasz ich. Obu. Ale boisz się wybrać właściwego.


 - Gabe... To oni - powiedziała drżącym głosem. - Widziałam ich pod blokiem.
Byłem cały spięty. Szczególnie gdy przed sobą miałem widok dobrze bawiącego się Toma w towarzystwie naszych wrogów.
 - Wracaj do domu - lekko okręciłem ją delikatnie popychając w stronę wyjścia. Widziałem protest w jej oczach, ale posłusznie udała się do wyjścia. Podszedłem do baru i stanąłem tuż za swoim przyjacielem. Położyłem mu dłoń na ramieniu.
 - Ha! - krzyknął na mój widok. - Wygrałem! Wyskakiwać z chajsu, cioty - zwrócił się do swoich towarzyszy.
 Na blacie pojawiły się dwa dwudziestodolarowe banknoty, które Tomas zaraz schował do kieszeni. Uniósł rękę na znak barmanowi, aby ten ponownie polał.
- Co cię sprowadza w moje skromne progi, Gabrielu?
- Ty, idioto. Przyszedłem po ciebie - chwyciłem go za koszulkę, jednak zanim podniosłem go, bracia Foster wstali i przytrzymali mnie uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- Spokojnie, chłopaki - odezwał się Tom. - Mów czego chcesz - tym razem zwrócił się do mnie.
Zająłem miejsce tuż obok przyjaciela.  Spojrzałem na niego, czując jednocześnie ulgę i rozczarowanie.
- Co oni tutaj robią?
- Dotrzymują mi towarzystwa - wzruszył ramionami. - No wiesz... Mój przyjaciel był zajęty pieprzeniem MOJEJ przyjaciółki, więc musiałem znaleźć sobie kogoś innego.
 Wypił kolejnego drinka i ponownie złożył kolejne zamówienie. Spojrzałem na Pablo, który potulnie wycofał się do tyłu, unosząc do góry ręce w geście kapitulacji.
- Więc mamy problem - mruknąłem pod nosem. - Mówiłeś, że ci to nie przeszkadza. Sam nas, kurwa, ze sobą poznałeś! Tomas! O co ci chodzi?!
- O co mi chodzi? - zakpił. - I ty się jeszcze pytasz o co mi kurwa chodzi?!
Spojrzał na mnie z mordem w oczach. Przeczuwałem, że ten wieczór nie skończy się tak dobrze, jak przypuszczałem.
- Tak - warknąłem. - Nie wiem w co ty grasz, ale stawką jest życie Alison. I może ty masz ochotę bawić się z naszymi wrogami, ale mi na niej cholernie zależy. Więc wybacz, że nie wiem o co ci chodzi.
Chłopak poprawił się na stołku.
- Siedząc tutaj, miałem trochę czasu na przemyślenie kilka spraw - wyznał już łagodniejszym głosem. - Jeśli Rayan rzeczywiście był ojcem Alison, to mamy przejebane. Będą chcieli aby ona zajęła miejsce swojego ojca.
- Wiem - przyznałem niechętnie. - Nie chcę, aby i ona została wciągnięta w to gówno.
- Chociaż nie wiem jakbyśmy tego nie chcieli, ona ma to we krwi. Podejrzewam, że jakbym dał jej broń bez trudu umiałaby się nią posługiwać. Ona jest stworzona do takiego życia. A jak już raz zasmakuje krwi, tak łatwo nie odpuści...
- O nie! Alison nie jest taka! Ona nigdy nikogo by nie skrzywdziła - zaprotestowałem.
- Wiem co mówię, Gabe. Widziałem to w jej oczach. Najlepszym rozwiązaniem byłoby dla niej wyjechanie stąd jak najdalej. Nowe miejsce, nowe życie. Proste.
- Ale tu jest jej życie - westchnąłem. - Tu się wychowała, ma pracę i mieszkanie... Nie wiem, czy ot tak będzie chciała wyjechać.
 Tomas jakimś cudem dorwał kolejnego drinka, którego bez skrupułów wypił. Rękawem wytarł krople alkoholu spływające mu po brodzie. Dziwiłem się, że po wypiciu takiej ilości i wzięciu Bóg wie czego jeszcze, on potrafił tak dobrze się trzymać.
- Ale nadal mi nie wyjaśniłeś jakim cudem pojawili się tu bracia Foster - mruknąłem.
- Bo...- zaczął, po czym rozejrzał się po sali. Gdy jego przerażony wzrok skupił się na mnie, wiedziałem co chciał mi przekazać. Bracia Foster zniknęli.
Wybiegłem jak najszybciej z pubu. W głowie miałem tylko jedno słowo, które mną kierowało.
Alison.



Alison


 Wychodząc z pubu nie wiedziałam gdzie mam się udać. Tak naprawdę byłam strasznie wkurzona na Gabe'a i chciałam na niego zaczekać. Chociaż obiecał mi, że nic nie będzie przede mną ukrywał, a tym bardziej odsuwał od sprawy, czułam, że tym razem powinnam iść. I w żadnym wypadku nie czekać na chłopaków.
 Jedyne miejsce, które przyszło mi do głowy było moje mieszkanie. Zamówiłam taksówkę i już po paru minutach byłam na miejscu.
 Budynek nie zmienił się w ogóle. Wciąż był kolorowy i piękny. Tym razem odpuściłam sobie schody i postanowiłam jechać windą. Usłyszałam tylko kilka pisków, po czym znalazłam się na swoim piętrze. Otworzyłam drzwi zapasowym kluczem, schowanym pod gaśnicą.
 Od razu zapaliłam światło, gdy weszłam do środka. Wszystko było prawie na swoim miejscu. Te same meble, kolory ścian i dodatki... Uchyliłam okno, aby do środka napłynęło świeże powietrze. Ściągnęłam płaszcz i rzuciłam go na kanapę. Byłam zmęczona i miałam ochotę się położyć, chociaż wiedziałam, że nie mam na to czasu.
 W moim pokoju także wszystko wydawało się normalne. Chwyciłam czyste ubrania i udałam się do łazienki, aby wziąć ciepły prysznic i zmyć z siebie te wszystkie brudy. Chciałam chociaż przez chwilę udać, że wszystko jest tak jak dawniej.
 Przez kilkanaście minut tak się czułam. Wyobraziłam sobie, że wciąż mieszkam z Nancy. Mike siedział w kuchni i podjadał naleśniki, które dla nas przygotowała. Właśnie wchodziłam do kuchni gdy on oberwał drewnianą łyżką. Pomasował obolałe miejsce, po czym uśmiechnął się do mnie. Brakowało mi naszych wspólnych wypadów. Tego, że przesiadywał całe dni u mnie, albo ja u niego. Nie mogłam już do niego wydzwaniać w nocy i prosić, aby do mnie przyszedł - co robił zawsze, gdy źle się czułam.
 Związałam włosy w kitkę, gdy usłyszałam jak ktoś dobijał się do drzwi. Uprzedzona ostatnimi wydarzeniami, ostrożnie wyjrzałam przez judasza. Wypuściłam głośno powietrze czując ulgę i wpuściłam swojego sąsiada do środka. Josh od razu przytulił mnie do siebie, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- No dobra, kolego. Możesz mnie już puścić, bo tak jakby brakuje mi trochę powietrze - jęknęłam. Chłopak zaśmiał się, a następnie mnie wypuścił.
- Gdzieś ty się podziewała? Wiesz jak się martwiłem?
- Byłam... - zaczęłam.
 Właściwie co ja miałam mu powiedzieć?
- Miałam parę spraw do załatwienia. Wróciłam na chwilę, ale za niedługo i tak muszę wyjeżdżać.
- No nie! - oburzył się.- Znowu nas zostawiasz?
- Wybacz... Nie wszystko jest takie piękne jak się wydaje. A co u ciebie?
- Nie podoba mi się to, że odwracasz moją uwagę od siebie, ale niech ci będzie. Mam ci bardzo dużo do opowiedzenia! Tak ogólnie to wszyscy byli zadowoleni z naszej ostatniej wystawy. Miałaś strasznie dużo obrazów do wykorzystania, więc stworzyliśmy wystawę czterech pór roku. Właśnie... Dlaczego wszystkie twoje dzieła są takie smutne? Mniejsza, zajęłaś zimę, ja lato - w końcu na chwilę się zamknął i rozsiadł na kanapie. - No więc podczas mojej mowy Andree stanął koło mnie i mi się oświadczył! Rozumiesz to? Wychodzę za mąż!- zaczął skakać i cieszyć się jak jakieś małe dziecko. - O Boże! Jak to dziwnie brzmi...
 Roześmiałam się, a następnie mu pogratulowałam. Niestety, nie dane nam było cieszyć się z jego szczęścia, gdyż ponownie ktoś zapukał do drzwi. W progu stanął Max, który uśmiechnął się na mój widok.
- Czekaj... - zawołał mój sąsiad. - Ty jesteś Max? Ten tatuażysta?
- Jedyny w swoim rodzaju - uśmiechnął się w odpowiedzi. - Wybacz, ale muszę pogadać na osobności z Alison. Czy mógłbyś nas zostawić?
 Josh zrobił naburmuszoną minę. Spojrzał na mnie, a gdy ja przytaknęłam, opuścił mieszkanie.
- O co chodzi? - zwróciłam się od razu do Maxa, który wzrokiem błądził po moim mieszkaniu.
- Gdybym wiedział, że jesteś jednym z tych bufoniastych artystów, od razu zatrudniłbym cię u siebie! Ty to namalowałaś? - wskazał na malowidła na ścianie. Przytaknęłam. - Jesteś niesamowita!
- Bez przesady, Max... - poczułam się głupio słysząc jego słowa. - Po co tu przyszedłeś?
- Mam się tobą zająć póki chłopaki nie wrócą. Chodź. Musimy iść w jakieś bezpieczniejsze miejsce.
Spakowałam szybko do torby kilka rzeczy, a następnie zeszłam na dół. Max czekał na mnie przed blokiem. Zaprowadził mnie na tyły, gdzie prawdopodobnie stało jego auto. W pewnym momencie po prostu się zatrzymał.
- Max? - zwróciłam się do niego. Dostrzegłam ból malujący się w jego oczach.
- Powiedz mi jedną rzecz, Alison. Odpowiada ci takie życie przy nich? - zapytał, na co ja pokręciłam przecząco głową. - Ale nie chcesz ich zostawiać... Bo ich kochasz. Obu.
- To nie tak...
- Nie, Alison. Widziałem cię kiedyś jak byłaś tylko z Tomem, a także ciebie przy Gabrielu. Kochasz ich obu, ale jesteś z Gabrielem... Jestem pewny, że często masz wątpliwości czy rzeczywiście dobrze wybrałaś.
- Max, to raczej nie jest odpowiednia pora na takie rozmowy. Chodźmy do chłopaków, a później możemy to omówić.
- Nie, to jest odpowiednia pora. Chcę po prostu wiedzieć, dlaczego wybrałaś jego.
- Bo go kocham! - krzyknęłam, chociaż nie zamierzałam się tak unosić. - Tak! Kocham też Tomasa, ale to co czuję do Gabriela jest... - urwałam, gdyż nie potrafiłam to dokończyć.
- Jestem ciekaw kogo wybierzesz tym razem. Chłopaka, który zabił twojego najlepszego przyjaciela, czy przyjaciela, który zabił twoją przyjaciółkę - mężczyzna wyszczerzył się do mnie. Przez ułamek sekundy dostrzegłam dumę w jego oczach, a następnie poczułam jak ktoś przytyka mi gazę do ust. Zanim zdążyłam właściwie zareagować, byłam zbyt słaba na jakikolwiek ruch. Osuwałam się powoli na ziemię, a w głowie huczały mi jego ostatnie słowa. Nie... Oni nie byliby do tego zdolni. Chociaż tak naprawdę, jak dobrze ich znałam?


Wena jest, no i rozdział też :D
Cudem wstawiam teraz ten rozdział... Życzę wszystkim miłej zabawy na Andrzejki :D Dużo zabawy przy alkoholu i bez niego! Życzę Wam także miłego towarzystwa i żeby nie wiało nudą!
Pozdrawiam
Seo <3

poniedziałek, 24 listopada 2014

PuBless

***Alison***
     - Nie, to pomyłka – uśmiechnęłam się. - Mój ojciec nazywał się inaczej. Może jest trochę podobny do tego człowieka, o którym mówisz, ale zapewne nawet o nim nie słyszał.
- Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to on. Twój ojciec jest najsłynniejszym gangsterem, nawet mój ojciec nie dorasta mu do pięt. Wiem, że miał kiedyś nawet z nim jakieś zatargi. Powiem ci tylko tyle, on jest bezwzględnym tyranem bez serca, który zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze do sukcesu – Tom patrzył się prosto w moje oczy.
     - Nie możliwe. Mój ojciec był dla mnie dobry. Z tego, co pamiętam, kochał mamę i mnie. Zawsze nosił mnie na barana... Nie jest możliwe, że mówimy o tej samej osobie.
- A jednak – powiedział Tom. - Powiedzmy, że twój ojciec prowadził podwójne życie.
To, co powiedział mój przyjaciel było ciężkie do przetrawienia. Mój ojciec największym gangsterem w okolicy? Jednym z największych na świecie? Przez ostatni czas byłam ścigana przez ojca Toma...       Uważałam go za jednego z najgroźniejszych ludzi na całym świecie. Był do tego nieprzewidywalny i patrzał tylko na siebie. Czułam, że nienawidzę tego człowieka, tak jak i nienawidzi go Tom... Teraz jednak okazywało się, że mój ojciec miał być o wiele gorszy... Nie to nie było możliwe.
     Nancy zawsze dobrze wyrażała się o moich rodzicach. Mojego tatę przedstawiała jako kochającego, dbającego o rodzinę mężczyznę, który mógłby oddać za nią życie, a moją mamę jako idealną matkę, która tak samo jak mąż kochała swoich najbliższych. Miałam z nimi same dobre wspomnienia – może i nieliczne, ale jednak nic złego w nich nie było.
     Z mamą piekłam babeczki. Byłam tak mała, że musiałam stać na krześle aby dosięgnąć wszędzie. Ozdabiałyśmy je różowym lukrem i kolorowymi kuleczkami. Oczywiście cała kuchnia była w mące, tak jak i my. Pamiętam tylko dużo śmiechu. Uśmiech. Moja mama miała piękny uśmiech. Wtedy tata przyszedł do kuchni, wziął mnie na ręce i okręcił dookoła siebie. „Witaj moja mała księżniczko”. Zawsze zwracał się do mnie tymi słowami, gdy tylko wchodził do domu.
     Zakuło mnie coś w klatce piersiowej i zdałam sobie sprawę, że stoję wpatrzona w zakurzone okno strychu i mam łzy w oczach. Chłopcy stali za moimi plecami i nic się nie odzywali. Odwróciłam się i przytuliłam do mojego chłopaka. Byłam mu bardzo wdzięczna, że jest przy mnie i, że mnie chroni przed całym światem, cokolwiek by on dla mnie nie szykował.
Na chwilę zamknęłam oczy i na ułamek sekundy poczułam się szczęśliwa. Gdy je otworzyłam znów powróciła rzeczywistość. Staliśmy tylko we dwoje.

***Tomas***
     Gdy wyszedłem przed dom, od razu wyciągnąłem papierosy i włożyłem jednego do ust. Moją żarową zapalniczką odpaliłem go, a następnie zaciągnąłem się dymem. Nie potrafiłem patrzeć na to, jak oni się przytulają. Myślałem, że pogodziłem się z tym, że są razem, ale w tym momencie zdałem sobie sprawę, że wcale tak nie było. Kochałem All. Bardzo. Zależało mi na niej jak na nikim innym, a musiałem oglądać to, jak kocha innego. Postanowiłem zachować się jak gówniarz i chociaż raz pomyśleć o sobie. Tylko i wyłącznie o sobie.
     Wyciągnąłem telefon komórkowy, zadzwoniłem po taksówkę, a następnie wyłączyłem aparat. Nie chciałem żadnych telefonów. Nie teraz.

     Przekroczyłem próg znanego mi pomieszczenia. Zobaczyłem twarze dobrze znanych mi ludzi i zaskoczenie malujące się na nich. Po chwili widziałem już tylko uśmiechy na ich twarzach i słowa typu „gdzie się podziewałeś” i „dobrze cię widzieć”. Od razu ktoś poczęstował mnie blantem, a przy barze zamówiłem drinka. Z uśmiechem na ustach pomyślałem „Witaj na starych śmieciach Tom. To twoja melina”.
     - Proszę proszę, kogo tu widzę – barman przywitał mnie. - Ostatni raz, gdy się tutaj pojawiłeś, chodziło o dziewczynę. Tak jest i tym razem?
     Nie odpowiedziałem mu na to. Nie zamierzałem o tym gadać, tylko zgrywać twardziela i się po prostu nawalić. Wiedziałem, że robię bardzo źle wracając w to miejsce. Jednak uznałem to za najlepsze wyjście. Miałem tylko nadzieję, że się nie wciągnę. Znowu.
     Po kilku blantach i kilkunastu kieliszkach byłem już nieźle wstawiony. Słuchałem opowiadań wszystkich, którzy nagle mieli mi dużo do powiedzenia. Nawet nowi patrzyli się na mnie z całkowitą ufnością.
     - Stary! O tobie tutaj zaczęły już krążyć legendy – uśmiechnął się barman, polewając mi następnego.
- O mnie? Dlaczego? - udawałem kompletnie wyluzowanego.
- Jak to dlaczego. Jak ostatnio zwinął cię stąd kumpel, nie pojawiłeś się tutaj ani razu. Nikt nie wiedział, co się z tobą działo. Słyszałem już tyle wersji... Dorobiłeś się wielkiej kasy i wyjechałeś gdzieś na ciepłe wyspy; zbajerowałeś jakąś laskę i bawisz bachora; dawno nie żyjesz... To tylko kilka wersji ze wszystkich.
     Wysłuchałem tego w milczeniu i nie skomentowałem nawet słowem. Oni dobrze wiedzieli, że nie zamierzam z nikim gadać o moim życiu i to nadal pozostanie nie wyjaśnione. Lubiłem ich właśnie za to, że nie zadają pytań. Można było przyjść, posłuchać problemów, pośmiać się, powygłupiać napić naćpać.
     Lubiłem tych debili, ponieważ każdy z nich był dokładnie taki sam jak ja. Rozumieliśmy się doskonale. W momencie, gdy ktoś zaproponował mi kreskę zapomniałem, jak to miejsce potrafi uzależnić. Po piątej już nie pamiętałem nic.

***Gabriel***

     Gdy zeszliśmy na dół, okazało się, że Toma już nie ma. Wiedziałem, że jest dużym chłopcem i sobie poradzi, jednak martwiłem się o niego. Miał ciężką przeszłość i był genialnym kumplem. Jednak po pewnym czasie problemy zaczynały go przerastać. Nie chciałem, aby tak się stało. Miałem jednak nadzieję, że poradzi sobie ze wszystkim.
     Nie mówiąc mojej dziewczynie o własnych obawach, zadzwoniłem po taksówkę. Wiedziałem, że ma mnóstwo innych problemów na głowie i nie zamierzałem dokładać jej ich więcej. Owszem, obiecałem jej, że od tej pory będę ją informował o wszystkim, ale tak naprawdę jeszcze nic się nie wydarzyło. Nie mogłem mówić jej o własnych urojeniach i obawach. Bałem się, że to się znów zacznie dziać, że Tomas znów zacznie brać...
     Gdy podjechaliśmy pod szpital okazało się, że coś nie gra. Czułem to.
- Alison, posłuchaj mnie. Wydaje mnie się, że coś jest nie tak. Masz tu pieniądze na taksówkę – podałem jej banknoty. - Objedź miasto jeszcze raz. Gdy będę tutaj stał, możesz wysiąść. Gdy mnie tutaj nie będzie, jedź do Josh'a. Z nim będziesz bezpieczna.
- Gabriel... - All miała łzy w oczach. - Uważaj na siebie...
     Dałem jej buziaka na pożegnanie, a następnie przemykając koło głównych drzwi, wszedłem bocznym wejściem. Od razu zobaczyłem dziwnie przyczajonego gościa, który stał do mnie tyłem i się przyglądał wszystkiemu przez szybę w drzwiach. Od razu do niego podszedłem i popukałem go palcem po plecach. Na pierwszy rzut oka widziałem, że nie jest on profesjonalistą.
     Mężczyzna skoczył jak oparzony i popatrzył się na mnie przerażonym wzrokiem. Gdy mnie poznał, jego oczy zrobiły się dwa razy większe. Moje zaś wyrażały zadowolenie.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy – uśmiechnąłem się. - Czego chcesz?
- Ja tylko... - facet szukał słów. - Przyjechałem do... dziadka...
- Jaja sobie robisz? Do dziadka? W garniturze? - warknąłem. - Ciekawy jestem, dlaczego się tak czaiłeś i zaglądałeś za mną! Kto cię przysłał?
- Nikt... - zaczął się jąkać. - Przysięgam.
- W takim razie odpowiesz mi w domu. Nie chcesz po dobroci, to zobaczysz.
Złapałem za telefon.
- Max? - powiedziałem do słuchawki. - Podwieziesz mnie z przesyłką?
     Po rozmowie z kumplem, złapałem mężczyznę za szmaty i wyprowadziłem na zewnątrz. Już po chwili zobaczyłem pojazd hamujący z piskiem opon przed nami. Otworzyłem bagażnik i nie zważając na światków, wsadziłem go do środka. Sam zająłem miejsce pasażera.
- Dokąd jedziemy? - zapytał Max.
- Do mojego domu – odparłem dumnie. Czułem, że to przełom. - Jakieś pytania?
- Za długo Cię znam. Żadnych pytań – odpowiedział.


***Alison***


     Robiłam już piąte koło taksówką, kiedy w końcu dostałam esemesa.
Kochanie, jestem w moim mieszkaniu. Przyjedź.
     Zrobiłam, tak jak powiedział. Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Miałam tylko nadzieję, że Tomas jest w środku.
      Zamiast przyjaciela, zauważyłam Max'a oraz nieznajomego mi mężczyznę lekko pobitego i przywiązanego do krzesła w kuchni.
- Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? - zmarszczyłam brwi.
- Chciałaś być o wszystkim informowana, więc proszę bardzo. Informacja 4D – zażartowałem.
- Bardzo śmieszne. Lepiej mi powiedz, co on tutaj robi.
- Siedzi i korzysta z mojej gościny. Powiedz mi... Tom się czasami do ciebie nie odzywał? - usłyszałam.
- Myślałam, że ty wiesz, gdzie on jest – zdenerwowałam się.
- Domyślam się, ale staram się nie dopuścić do siebie tej informacji... - przyznał.

      Gdy po czterech godzinach Tomas nie pojawił się w domu, Gabrielowi wzięło się na wyznania.
- Wiem, gdzie on może być – odparł.
- Więc słucham.
- Jest taki pub. Nazywa się PuBless, ponieważ barman to Pablo. Jego właścicielem jest Tom. Jednak nie jest to zwykły bar – przychodzą do niego tylko ludzie z niebezpiecznej branży. Seryjni mordercy, gangsterzy, byli zabójcy... Każdy jest dokładnie sprawdzany i jeżeli stwierdza się, że się nadaje to zostaje wpuszczony. Każdy jest tak jakby „po pracy”, więc nie ma zatargów. Każdy może opowiedzieć śmieszną historyjkę o pracy lub o czymś spoza tego. Można się napić, pograć w bilarda albo w karty. Jest jednak jeden problem. Tomas miał problemy z narkotykami, a tam takie rzeczy są na porządku dziennym. Gdyby nie wysoki dochód, już dawno by to sprzedał. A tak zawsze może tam wrócić...
- Dlaczego jeszcze nas tam nie ma? - zapytałam.
     Jechaliśmy małymi uliczkami, aż w końcu trafiliśmy w odpowiednie miejsce. Z zewnątrz budynek wyglądał niepozornie, jednak w środku był bajeczny. Wszystko przyciemnione i w niebieskich barwach. Stoły do bilarda, do kart, stoliki do picia. Na podłodze przepiękne kafelki w ciekawy i nietypowy wzór. Ściany pomalowane niebieską farbą, podobnie jak sufit, a na nim żyrandole z milionem małych diamencików. W dodatku wszędzie byli ludzie: kobiety, mężczyźni, różnie ubrani, o różnym wyglądzie, w różnym wieku i z różnych środowisk.
     Spojrzałam w stronę baru i ujrzałam słynnego Pablo, który mieszał alkohole. Przed nim siedziało trzech mężczyzn. Pijany i naćpany Tomas śmiejący się wraz z Braćmi Foster.