poniedziałek, 24 listopada 2014

PuBless

***Alison***
     - Nie, to pomyłka – uśmiechnęłam się. - Mój ojciec nazywał się inaczej. Może jest trochę podobny do tego człowieka, o którym mówisz, ale zapewne nawet o nim nie słyszał.
- Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to on. Twój ojciec jest najsłynniejszym gangsterem, nawet mój ojciec nie dorasta mu do pięt. Wiem, że miał kiedyś nawet z nim jakieś zatargi. Powiem ci tylko tyle, on jest bezwzględnym tyranem bez serca, który zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze do sukcesu – Tom patrzył się prosto w moje oczy.
     - Nie możliwe. Mój ojciec był dla mnie dobry. Z tego, co pamiętam, kochał mamę i mnie. Zawsze nosił mnie na barana... Nie jest możliwe, że mówimy o tej samej osobie.
- A jednak – powiedział Tom. - Powiedzmy, że twój ojciec prowadził podwójne życie.
To, co powiedział mój przyjaciel było ciężkie do przetrawienia. Mój ojciec największym gangsterem w okolicy? Jednym z największych na świecie? Przez ostatni czas byłam ścigana przez ojca Toma...       Uważałam go za jednego z najgroźniejszych ludzi na całym świecie. Był do tego nieprzewidywalny i patrzał tylko na siebie. Czułam, że nienawidzę tego człowieka, tak jak i nienawidzi go Tom... Teraz jednak okazywało się, że mój ojciec miał być o wiele gorszy... Nie to nie było możliwe.
     Nancy zawsze dobrze wyrażała się o moich rodzicach. Mojego tatę przedstawiała jako kochającego, dbającego o rodzinę mężczyznę, który mógłby oddać za nią życie, a moją mamę jako idealną matkę, która tak samo jak mąż kochała swoich najbliższych. Miałam z nimi same dobre wspomnienia – może i nieliczne, ale jednak nic złego w nich nie było.
     Z mamą piekłam babeczki. Byłam tak mała, że musiałam stać na krześle aby dosięgnąć wszędzie. Ozdabiałyśmy je różowym lukrem i kolorowymi kuleczkami. Oczywiście cała kuchnia była w mące, tak jak i my. Pamiętam tylko dużo śmiechu. Uśmiech. Moja mama miała piękny uśmiech. Wtedy tata przyszedł do kuchni, wziął mnie na ręce i okręcił dookoła siebie. „Witaj moja mała księżniczko”. Zawsze zwracał się do mnie tymi słowami, gdy tylko wchodził do domu.
     Zakuło mnie coś w klatce piersiowej i zdałam sobie sprawę, że stoję wpatrzona w zakurzone okno strychu i mam łzy w oczach. Chłopcy stali za moimi plecami i nic się nie odzywali. Odwróciłam się i przytuliłam do mojego chłopaka. Byłam mu bardzo wdzięczna, że jest przy mnie i, że mnie chroni przed całym światem, cokolwiek by on dla mnie nie szykował.
Na chwilę zamknęłam oczy i na ułamek sekundy poczułam się szczęśliwa. Gdy je otworzyłam znów powróciła rzeczywistość. Staliśmy tylko we dwoje.

***Tomas***
     Gdy wyszedłem przed dom, od razu wyciągnąłem papierosy i włożyłem jednego do ust. Moją żarową zapalniczką odpaliłem go, a następnie zaciągnąłem się dymem. Nie potrafiłem patrzeć na to, jak oni się przytulają. Myślałem, że pogodziłem się z tym, że są razem, ale w tym momencie zdałem sobie sprawę, że wcale tak nie było. Kochałem All. Bardzo. Zależało mi na niej jak na nikim innym, a musiałem oglądać to, jak kocha innego. Postanowiłem zachować się jak gówniarz i chociaż raz pomyśleć o sobie. Tylko i wyłącznie o sobie.
     Wyciągnąłem telefon komórkowy, zadzwoniłem po taksówkę, a następnie wyłączyłem aparat. Nie chciałem żadnych telefonów. Nie teraz.

     Przekroczyłem próg znanego mi pomieszczenia. Zobaczyłem twarze dobrze znanych mi ludzi i zaskoczenie malujące się na nich. Po chwili widziałem już tylko uśmiechy na ich twarzach i słowa typu „gdzie się podziewałeś” i „dobrze cię widzieć”. Od razu ktoś poczęstował mnie blantem, a przy barze zamówiłem drinka. Z uśmiechem na ustach pomyślałem „Witaj na starych śmieciach Tom. To twoja melina”.
     - Proszę proszę, kogo tu widzę – barman przywitał mnie. - Ostatni raz, gdy się tutaj pojawiłeś, chodziło o dziewczynę. Tak jest i tym razem?
     Nie odpowiedziałem mu na to. Nie zamierzałem o tym gadać, tylko zgrywać twardziela i się po prostu nawalić. Wiedziałem, że robię bardzo źle wracając w to miejsce. Jednak uznałem to za najlepsze wyjście. Miałem tylko nadzieję, że się nie wciągnę. Znowu.
     Po kilku blantach i kilkunastu kieliszkach byłem już nieźle wstawiony. Słuchałem opowiadań wszystkich, którzy nagle mieli mi dużo do powiedzenia. Nawet nowi patrzyli się na mnie z całkowitą ufnością.
     - Stary! O tobie tutaj zaczęły już krążyć legendy – uśmiechnął się barman, polewając mi następnego.
- O mnie? Dlaczego? - udawałem kompletnie wyluzowanego.
- Jak to dlaczego. Jak ostatnio zwinął cię stąd kumpel, nie pojawiłeś się tutaj ani razu. Nikt nie wiedział, co się z tobą działo. Słyszałem już tyle wersji... Dorobiłeś się wielkiej kasy i wyjechałeś gdzieś na ciepłe wyspy; zbajerowałeś jakąś laskę i bawisz bachora; dawno nie żyjesz... To tylko kilka wersji ze wszystkich.
     Wysłuchałem tego w milczeniu i nie skomentowałem nawet słowem. Oni dobrze wiedzieli, że nie zamierzam z nikim gadać o moim życiu i to nadal pozostanie nie wyjaśnione. Lubiłem ich właśnie za to, że nie zadają pytań. Można było przyjść, posłuchać problemów, pośmiać się, powygłupiać napić naćpać.
     Lubiłem tych debili, ponieważ każdy z nich był dokładnie taki sam jak ja. Rozumieliśmy się doskonale. W momencie, gdy ktoś zaproponował mi kreskę zapomniałem, jak to miejsce potrafi uzależnić. Po piątej już nie pamiętałem nic.

***Gabriel***

     Gdy zeszliśmy na dół, okazało się, że Toma już nie ma. Wiedziałem, że jest dużym chłopcem i sobie poradzi, jednak martwiłem się o niego. Miał ciężką przeszłość i był genialnym kumplem. Jednak po pewnym czasie problemy zaczynały go przerastać. Nie chciałem, aby tak się stało. Miałem jednak nadzieję, że poradzi sobie ze wszystkim.
     Nie mówiąc mojej dziewczynie o własnych obawach, zadzwoniłem po taksówkę. Wiedziałem, że ma mnóstwo innych problemów na głowie i nie zamierzałem dokładać jej ich więcej. Owszem, obiecałem jej, że od tej pory będę ją informował o wszystkim, ale tak naprawdę jeszcze nic się nie wydarzyło. Nie mogłem mówić jej o własnych urojeniach i obawach. Bałem się, że to się znów zacznie dziać, że Tomas znów zacznie brać...
     Gdy podjechaliśmy pod szpital okazało się, że coś nie gra. Czułem to.
- Alison, posłuchaj mnie. Wydaje mnie się, że coś jest nie tak. Masz tu pieniądze na taksówkę – podałem jej banknoty. - Objedź miasto jeszcze raz. Gdy będę tutaj stał, możesz wysiąść. Gdy mnie tutaj nie będzie, jedź do Josh'a. Z nim będziesz bezpieczna.
- Gabriel... - All miała łzy w oczach. - Uważaj na siebie...
     Dałem jej buziaka na pożegnanie, a następnie przemykając koło głównych drzwi, wszedłem bocznym wejściem. Od razu zobaczyłem dziwnie przyczajonego gościa, który stał do mnie tyłem i się przyglądał wszystkiemu przez szybę w drzwiach. Od razu do niego podszedłem i popukałem go palcem po plecach. Na pierwszy rzut oka widziałem, że nie jest on profesjonalistą.
     Mężczyzna skoczył jak oparzony i popatrzył się na mnie przerażonym wzrokiem. Gdy mnie poznał, jego oczy zrobiły się dwa razy większe. Moje zaś wyrażały zadowolenie.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy – uśmiechnąłem się. - Czego chcesz?
- Ja tylko... - facet szukał słów. - Przyjechałem do... dziadka...
- Jaja sobie robisz? Do dziadka? W garniturze? - warknąłem. - Ciekawy jestem, dlaczego się tak czaiłeś i zaglądałeś za mną! Kto cię przysłał?
- Nikt... - zaczął się jąkać. - Przysięgam.
- W takim razie odpowiesz mi w domu. Nie chcesz po dobroci, to zobaczysz.
Złapałem za telefon.
- Max? - powiedziałem do słuchawki. - Podwieziesz mnie z przesyłką?
     Po rozmowie z kumplem, złapałem mężczyznę za szmaty i wyprowadziłem na zewnątrz. Już po chwili zobaczyłem pojazd hamujący z piskiem opon przed nami. Otworzyłem bagażnik i nie zważając na światków, wsadziłem go do środka. Sam zająłem miejsce pasażera.
- Dokąd jedziemy? - zapytał Max.
- Do mojego domu – odparłem dumnie. Czułem, że to przełom. - Jakieś pytania?
- Za długo Cię znam. Żadnych pytań – odpowiedział.


***Alison***


     Robiłam już piąte koło taksówką, kiedy w końcu dostałam esemesa.
Kochanie, jestem w moim mieszkaniu. Przyjedź.
     Zrobiłam, tak jak powiedział. Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Miałam tylko nadzieję, że Tomas jest w środku.
      Zamiast przyjaciela, zauważyłam Max'a oraz nieznajomego mi mężczyznę lekko pobitego i przywiązanego do krzesła w kuchni.
- Mogę wiedzieć, co to ma znaczyć? - zmarszczyłam brwi.
- Chciałaś być o wszystkim informowana, więc proszę bardzo. Informacja 4D – zażartowałem.
- Bardzo śmieszne. Lepiej mi powiedz, co on tutaj robi.
- Siedzi i korzysta z mojej gościny. Powiedz mi... Tom się czasami do ciebie nie odzywał? - usłyszałam.
- Myślałam, że ty wiesz, gdzie on jest – zdenerwowałam się.
- Domyślam się, ale staram się nie dopuścić do siebie tej informacji... - przyznał.

      Gdy po czterech godzinach Tomas nie pojawił się w domu, Gabrielowi wzięło się na wyznania.
- Wiem, gdzie on może być – odparł.
- Więc słucham.
- Jest taki pub. Nazywa się PuBless, ponieważ barman to Pablo. Jego właścicielem jest Tom. Jednak nie jest to zwykły bar – przychodzą do niego tylko ludzie z niebezpiecznej branży. Seryjni mordercy, gangsterzy, byli zabójcy... Każdy jest dokładnie sprawdzany i jeżeli stwierdza się, że się nadaje to zostaje wpuszczony. Każdy jest tak jakby „po pracy”, więc nie ma zatargów. Każdy może opowiedzieć śmieszną historyjkę o pracy lub o czymś spoza tego. Można się napić, pograć w bilarda albo w karty. Jest jednak jeden problem. Tomas miał problemy z narkotykami, a tam takie rzeczy są na porządku dziennym. Gdyby nie wysoki dochód, już dawno by to sprzedał. A tak zawsze może tam wrócić...
- Dlaczego jeszcze nas tam nie ma? - zapytałam.
     Jechaliśmy małymi uliczkami, aż w końcu trafiliśmy w odpowiednie miejsce. Z zewnątrz budynek wyglądał niepozornie, jednak w środku był bajeczny. Wszystko przyciemnione i w niebieskich barwach. Stoły do bilarda, do kart, stoliki do picia. Na podłodze przepiękne kafelki w ciekawy i nietypowy wzór. Ściany pomalowane niebieską farbą, podobnie jak sufit, a na nim żyrandole z milionem małych diamencików. W dodatku wszędzie byli ludzie: kobiety, mężczyźni, różnie ubrani, o różnym wyglądzie, w różnym wieku i z różnych środowisk.
     Spojrzałam w stronę baru i ujrzałam słynnego Pablo, który mieszał alkohole. Przed nim siedziało trzech mężczyzn. Pijany i naćpany Tomas śmiejący się wraz z Braćmi Foster.

2 komentarze:

  1. jak się cieszę że nareszcie dodałaś coś nowego! bardzo lubię to opowiadanie, jest takie inne niż wszystkie.. no i uwielbiam Toma, chciałabym żeby był z Alison byliby taaką ładną parą ;) oczywiście czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  2. ps, śliczny szablon!

    OdpowiedzUsuń