poniedziałek, 15 grudnia 2014

Nowy początek - początek wielkiej ucieczki.

***Alison***

 Gdy uchyliłam powieki, moim oczom ukazała się chłodna, ukryta w cieniu posadzka. Kamień z którego była zrobiona był zimny jak lód, przez co miałam dreszcze na całym ciele. Powoli podniosłam się mając nadzieję, że doda mi to trochę sił. Nie wstałam jednak od razu do końca, tylko usiadłam na moment i przyjrzałam się otoczeniu.
 Wszędzie było pełno kurzu i brudu, a jedynym źródłem światła były malutkie, zakratowane okienka znajdujące się tuż pod sufitem. Zamiast drzwi także były metalowe pręty, jednak z powodu ciemności panujących na korytarzu nie miałam pojęcia, co się za nimi znajduje. Zauważyłam także Max'a chodzącego w tą i z powrotem po pomieszczeniu. Nie patrzył się wcale w moją stronę.
 - To chyba jakiś żart – wyszeptałam.
 Scena, którą oglądałam, przypominała mi film. Czułam się jak główny bohater siedzący w celi więziennej bez pryczy i oczekując na jakiekolwiek wieści. Może nawet wyglądało to jak lochy, a nie cela w cywilizowanym świecie. Zastanawiałam się, po jaką cholerę mnie tu ściągnięto i czego ode mnie oczekiwano. Ja w końcu chciałam tylko prowadzić normalne życie...
 Spojrzałam na współwięźnia, ale ten jednak nie wykazywał zainteresowania moją osobą. Znudzony staniem usiadł na ziemi po turecku i zaczął wpatrywać się w swoje ręce.
 - Max – zawołałam, ale ten jednak nie zwrócił na mnie uwagi. Powtórzyłam więc jego imię.
Chłopak odwrócił się do mnie, jednak jakby mnie nie widział. Jego wzrok wpatrywał się w przestrzeń za mną, a mimika nie wyrażała żadnych emocji. Widziałam, że miotały nim smutek i obawa, lęk i przerażenie. Miałam nadzieję, że mieszanka tych uczuć nie jest wybuchowa.
 - Max, co my tutaj robimy? - zaczęłam od najbardziej ważnego pytania.
 - Zmusili mnie - wyznał. - Przepraszam...  
 - Max, kto cię zmusił? - oczekiwałam konkretów, jednak mówiłam do niego, jak do dziecka. Miałam wrażenie, że uderzył się w głowę.
 - Jacyś ludzie. Mężczyźni. Chcieli ciebie. Inaczej zabiliby mi siostrę.
W jego oczach pojawił się gniew i złość. Wiedziałam, że człowiek o takich oczach jest zdolny do wszystkiego. Powoli ogarniał go amok, który zasłaniał mu cały obraz, który miał jeszcze przed oczyma. Chłopak jednak w ostatnim momencie zdusił te emocje w sobie. Bałam się momentu, w którym w końcu wybuchnie i rozleci się na miliony kawałków, uderzając w samo serce przeciwnika.
- Wiesz, jak się stąd wydostać? - zapytałam, z nadzieją w głosie.
- Myślisz, że gdybym wiedział, stałbym tutaj jeszcze? - jego twarz przybrała ludzki wyraz. - Coś wymyślę – obiecał.
 Nic mu na to nie odpowiedziałam. Rozejrzałam się jeszcze raz, jednak nadal nie miałam pojęcia, co mogę zrobić dalej. Wiedziałam, że moi chłopcy od razu wybrnęliby z tej sytuacji, jednak ja nie byłam nimi. Nie mogłam się nawet z nimi skontaktować – nawet, jeżeli chciałabym. Nie chciałam.

 Po głowie cały czas chodziły mi słowa Max'a. „Jestem ciekaw kogo wybierzesz tym razem. Chłopaka, który zabił twojego najlepszego przyjaciela, czy przyjaciela, który zabił twoją przyjaciółkę." Chciałam móc powiedzieć, że nic z tego nie rozumiem – rozumiałam jednak wszystko, każde wypowiedziane słowo, każdą literkę.

- Max, mam ostatnie pytanie... - zaczęłam nieśmiało. - Chodziło ci o Sophie, prawda?
- Tak mi przykro, All – powiedział chłopak, po czym mnie przytulił. - Ci mężczyźni pokazali mi nawet zdjęcie, jak leży w pokoju, a nad nią stoi Tomas...
- To straszne... Widziałeś także zdjęcia, jak Mike... - czułam, jak łzy spływały mi po policzkach.
- Ciii, tak widziałem, ale to już bez znaczenia... To są źli ludzie – powiedział do mnie, a ja miałam ochotę umrzeć.
 Po chwili tatuażysta mnie puścił, a następnie obydwoje usiedliśmy na ziemię. Oparłam się o niego, ale nic nie mówiliśmy. On był zły, ponieważ jego przyjaciele oszukiwali go przez cały czas, a on nie raz ratował im tyłki. Ja natomiast nadal widziałam osuwającego się na ziemię Mike'a oraz wszystkie szczęśliwe chwile z Gabriel'em.
 Ja również byłam wściekła. Nie rozumiałam, jak oni mogli zrobić mi coś takiego. Obydwoje byli winni – co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Kiedy zginął mój przyjaciel, dziwnym trafem nagle pojawił się Tomas i uratował mnie. Od tamtego czasu zajmował się mną z troską i oddaniem. Nasuwało mi się jednak pytanie – po co to robił? Wiedziałam, że w międzyczasie zakochał się we mnie, jednak miałam nadzieję, że to tylko chwilowe uczucie. Nie stało się to jednak pierwszego dnia naszej fatalnej znajomości – narodziło się dopiero po czasie. Dlaczego więc ja?
 Do Gabriela także straciłam resztki zaufania. Pojawił się w moim życiu za sprawą Toma, a w dodatku to on był przyczyną mojego nieszczęścia. Od niego wszystko się zaczęło. Domyślałam się, że doskonale to sobie zaplanowali – od początku do końca. Obydwoje byli tego samego dnia w tym samym miejscu, a teraz w moim życiu...
 Przypomniałam sobie nasz wyjazd oraz Wandę. Po wypadku zupełnie zapomniałam o tym, co się tam działo, ale teraz wszystko powróciło. Słowa Toma „Zabijemy cię”, oraz Gabriela „Co na to powie All?”.
Poczułam mocniejszy uścisk Max'a.
- Nie płacz, to nie pomoże – chciał mnie pocieszyć.
- Wiem o tym. Już nie będę – obiecałam bardziej sobie, niż jemu. - Wpakowałam się w niezłe bagno.
- To nie ty się w nie wpakowałaś – poprawił mnie. - To oni cię w nie wpakowali. Pytanie tylko, co musisz zrobić dalej?
No właśnie. To było priorytetem – co stanie się, gdy wydostane się z celi? Gdzie się udam i co dalej ze mną będzie?
- Jeżeli przeżyjemy to, co ma się tutaj wydarzyć, albo zabiję siebie, albo zabiję ich obydwu.

***Gabriel***

 Udało mi się przedostać Toma mieszkania dziewczyny. Ze smutkiem stwierdziłem, że Alison tam nie ma, jednak przypomniałem sobie sms'a od niej. Pisała w nim, że jest u siebie w mieszkaniu z Max'em i sąsiadem-gejem. Miałem nadzieję, że jest bezpieczna, ponieważ musiałem zająć się własnym przyjacielem.
 Położyłem chłopaka na jego łóżku i przykryłem kołdrą. Zdawałem sobie sprawę, że po całonocnym piciu i ćpaniu będzie spał długo i obudzi się z niezłym kacem. Zdenerwował mnie tym do potęgi, ponieważ nienawidziłem sprzątać po kimkolwiek. On nie dość, że sprowadził jakiegoś typka do mieszkania, to na dodatek miał w dupie wszystko wokół. Nie myślał o bezpieczeństwie All, tylko o własnym szczęściu.
 Bałem się, że znowu wróci do nałogów. Nie chodziło mi nawet o trawkę, bo to może być problem dorastających nastolatków. Bardziej martwiłem się frytą. Amfetamina niszczyła mu mózg i sprawiała, że stawał się innym człowiekiem. Kiedy poprzednim razem wpadł w ciąg nawet niczego nie zauważyłem. Może miał poważną minę, nic nie jadł i nie spał, ale to nie zwróciło mojej uwagi. Co się z nim dzieje zrozumiałem dopiero wtedy, kiedy zbyt pochopnie naciskał za spust w pracy, a potem przyłapałem go ze łzami w oczach nad kreską.
 Kiedy wszedłem do PuBless i ujrzałem go kończącego kolejnego drinka z kartą kredytową w ręce, od razu wiedziałem o co chodzi. Na dobitkę obok niego leżała pełna popielniczka blantów z haszu i tytoniu. Bałem się, że jego serce nie wytrzyma któregoś takiego wyskoku.
Podszedłem do mężczyzny na krześle i zerwałem taśmę z jego twarzy.
- Panie, oddam wszystko, ale wypuść mnie pan... Nie mogę umrzeć, właśnie urodził mi się syn! - płakał.
Miałem ochotę zabić Tom'a. Okazywało się, że zwinął nie tego faceta co trzeba, a na dodatek przetrzymywał go u nas w mieszkaniu.
- Wypuszczę cię, a ty nie mów nikomu ani słowa. Zaszła pomyłka – powiedziałem tak przekonująco, jak potrafiłem, a następnie wypuściłem go na wolność.

***Alison***

 Miałam dosyć czekania, a w dodatku nie chciałam być znaleziona. Przestałam płakać całkowicie i wstałam na własne nogi. Czułam, że żołądek zassał się i skurczył z głodu, jednak starałam się nie zwracać na to szczególnej uwagi. Priorytetem stało się wyjście z celi.
 Podeszłam do okienka i przywiesiłam się na nim, jednak pręty ani drgnęły. Trochę się zdenerwowałam i mocnym kopniakiem potraktowałam drzwi. Okazało się, że wcale nie były one zamknięte – bezwładnie odbiły się od ściany i wróciły na swoje miejsce.
Popatrzyłam na współwięźnia, a on na mnie.
- Jesteś pewny, że nie da się stąd wyjść? - uśmiechnęłam się.
- Nie wpadłem na to, że mogą być otwarte... - przyznał.
Powolnym krokiem weszliśmy w ciemność i badając rękami ściany posuwaliśmy się powoli do przodu. Nie widziałam kompletnie nic, jednak miałam w sobie dużo odwagi. Do niej doszła euforia, gdy nacisnęłam klamkę i oblało mnie światło. Moim oczom ukazał się las.
 Słońce niedawno wstało i oblało promieniami ziemię. Drzewa miały kolorowe liście, które zmieniały barwę w zależności od natężenia padających na nie promieni słońca. Było jeszcze mnóstwo mrocznych zakamarków, jednak wcale się nie bałam. Patrzyłam się na zielony mech porastający powyginane konary, gałęzie oraz opadłe liście i wiedziałam, że to nowy początek.

***
Dzisiaj Seoana ma roczek <3 a Dokładnie Ostatni Taniec! :D Życzę dalszych sukcesów :*