środa, 14 stycznia 2015

Witaj, Ojcze

***Tomas***
  – Co ty tutaj robisz? – zapytałem stojącej w progu dziewczyny.
  – To tak się wita starych przyjaciół? – Nie czekając na zaproszenie Gabriela, weszła do środka. – To już nie mogę wpaść z przyjacielską wizytą?
  – Ty nie wpadasz z przyjacielską wizytą – skwitował Gabe.
 Jessica westchnęła zrezygnowana, a następnie, biorąc po drodze jabłko, siadła na kanapie w salonie.
  – Chodzi o waszą All - powiedziała, wcale się nie spiesząc. – I o twojego ojca – wskazała we mnie palcem.
 Wymieniłem z przyjacielem spojrzenia. My umieraliśmy ze strachu, a ta dziewczyna tak po prostu pojawia się i zamiast powiedzieć od razu o co chodzi, bawi się w swoje gierki. Miałem ochotę skoczyć jej do gardła i wydusić z niej wszystko, co wie o mojej ukochanej. Z trudem się powstrzymałem.
  – Zamieniam się w słuch – o dziwo mój głos był całkowicie opanowany.
  – Ktoś zastrzelił twojego ojca – odparła całkiem naturalnie. –  Musiał to być jakiś płatny zabójca. Stał na dachu budynku obok jednego z biurowców i strzelił do niego przez okno. Prosto w głowę. Śmierć na miejscu.
  – Dobrze mu tak – nawet mnie to nie wzruszyło. – Za to wszystko co robił, sam miałem ochotę dobrać mu się do skóry. Ja jednak zrobiłbym to w mniej cywilizowany sposób.
 Skoro właśnie umarł mój ojciec, powinienem być smutny – było jednak całkiem na odwrót. Wręcz cieszyłem się z jego śmierci, ponieważ oznaczała ona koniec kłopotów i uciekania. Mojej All nic już nie zagrażało i mogliśmy chronić ją dalej. Pytanie tylko, gdzie ona się podziewała?
  – Co z nią? – przyjaciel przywrócił mnie do rzeczywistości.
  – Mój facet widział ją w towarzystwie Max'a jakieś trzy godziny temu. Była zdrowa, ale wyglądała, jakby przeczołgała się po metrowej warstwie brudu i kurzu – zmarszczyła brwi i dopiero teraz wgryzła się w jabłko. – To chyba tyle – powiedziała, gdy przełknęła kęs.
  – Zbieramy się – wydałem polecenie. – Czas odwiedzić naszego drogiego Max'a.
***Alison***
  – Wiesz, że musiałam cię okłamać. Dla twojego dobra – Nancy patrzyła mi się prosto w oczy.
  – Nawet nie waż się tak mówić – kipiałam ze złości. – Od pewnego czasu na okrągło to słyszę. To nic takiego All, za niedługo wrócimy. Musimy tylko coś załatwić. Niczym się nie martw, my wszystkim się zajmiemy. Ale musimy wyjechać na dłuższe wakacje, z których uciekniemy po jednym dniu, ale bez obaw. I tak ci nic nie powiemy, albo skłamiemy. To dla twojego dobra kochanie - zadrwiłam.
 Coraz bardziej wydawało mi się, że sama poradziłabym sobie o wiele lepiej. Owszem, Tomas uratował mnie wtedy, ale w sumie, to gdyby nie on, nic by się nie stało.
 Kiedy usłyszałam, co zrobili Tom z Gabrielem, miałam ochotę umrzeć w jednej chwili. Dwie osoby, którym tak ufałam, nagle mnie zdradziły. Teraz jednak bardziej od ich czynów interesowało mnie poznanie prawdy i ucieczka przed nimi. Czułam, że robię się zimna jak lód.
  – Zrozum to, musiałam cię chronić. Za wszelką cenę. Obiecałam to twojej matce, gdy wsadziła mi cię na ręce i powiedziała, że musi uciekać, a ja mam się opiekować tobą – widać było, że to wspomnienie wywołuje u niej lawinę emocji.
  – Powiedz mi tylko jedno. Uważałaś mnie kiedykolwiek za członka rodziny, czy po prostu byłam jakąś spłatą długu? – musiałam to wiedzieć.
  – Oczywiście, że tak. Uważałam cię prawie za swoją córkę – spojrzała mi w oczy.
  – Ale jest coś jeszcze. Prawda? – zmierzyłam ją wzrokiem.
  – Owszem, jest. Kiedyś twoja mama uratowała mi życie... – zaczęła.
  – Wiedziałam! – przerwałam jej. – Z resztą, to już mnie nie interesuje. Powiedz lepiej, gdzie znajdę Rayan'a Smaldone'a.
  – Obiecałam twojej matce, że nikomu nie zdradzę miejsca twojego pobytu... – powiedziała, tym razem ciszej.
  – Nie musisz tego zrobić. My ją do niego zaprowadzimy – odezwał się jeden z mężczyzn, stojących za mną. Całkiem zapomniałam o ich obecności.
 Spojrzałam jeszcze na Nancy tak, jakbym się z nią żegnała. Wszystkie wydarzenia, jakie nastąpiły od śmierci Michael'a sprawiły, że między mną a "ciotką" już nigdy nie miało być, jak kiedyś.Miałam stracić osobę, która była jak moja starsza siostra.
  – Życzę ci zdrowia, Nancy. I dziękuję za wszystko – szepnęłam.
Nie było mnie stać na nic lepszego.
 Podążyłam na mężczyznami do ich samochodu zastanawiając się, czy moja decyzja była słuszna. Nancy opiekowała się mną tyle czasu i dbała o mnie. Owszem, okłamywała mnie odkąd do niej trafiłam, ale robiła to na prośbę mojej matki. A ojciec? Ani razu się do mnie nie odezwał, nie pomógł, gdy ojciec Tom'a mnie ścigał, nie uratował Mike'a. Miałam nadzieję, że podczas rozmowy z nim, dowiem się wszystkiego.
 Po chwili byliśmy już w drodze. Przez okno mijaliśmy drzewa, ludzi, domy, a ja zastanawiałam się, dokąd podąża moje życie. Byłam już prawie dorosła, ale w głębi duszy czułam się jak małe dziecko potrzebujące ciągle opieki. Owszem, na mojej drodze pojawili się Gabriel z Tomem, ale przynieśli więcej szkód, niż pożytku. Teraz postanowiłam sama zacząć podejmować decyzje, a mój instynkt mówił mi, że podążam w dobrą stronę.
 O dziwo, im bliżej byliśmy celu, tym mniej się bałam. Już nie zastanawiałam się, czy dobrze robię, ale byłam o tym przekonana. Miałam nadzieję tylko, że ojciec rozwieje moje wszystkie wątpliwości i wyjaśni wszystko, a między innymi to, dlaczego nie odzywał się przez większość mojego życia i pozwolił na to, abym myślała, że nie żyje.
 Gdy wchodziłam do pomieszczenia, przez moją głowę przemknęła myśl, czy był do mnie podobny – a raczej, czy ja byłam podobna do niego. Miałam tylko nadzieję, że nie jest to zasadzka ojca Toma.
 Zobaczyłam go. Stał do mnie tyłem, wpatrując się w okno. Odwracał się do mnie powoli, jakby zbierał się na odwagę, a ja poczułam, że mogłam mu zaufać. W sumie musiałam to zrobić – nie było innego wyjścia.
 W jego oczach zobaczyłam szczęście, nadzieję, troskę, może nawet miłość? Zauważyłam, że barwę tęczówek na pewno odziedziczyłam po nim. Miał siwe, krótko ostrzyżone włosy i lekkie zakola. Do tego kurze łapki w okolicy oczu, a na czole wielką zmarszczę oznaczającą, że musiał się borykać z wieloma problemami. Życie odcisnęło na nim swoje piętno.
  – Witaj, ojcze – wypowiedziałam te dwa słowa, które były pełne nadziei i ze zniecierpliwieniem oczekiwałam na odpowiedź.
  – Nareszcie – zaczął powoli. – Po tylu latach cię odnalazłem – w tym krótkim zdaniu umieścił bardzo wiele emocji.
Widziałam jedno – był naprawdę szczęśliwy ze spotkania ze mną. Kiedy rozłożył ramiona, ja bez wahania się do niego przytuliłam i zrozumiałam, że właśnie tego potrzebowałam od bardzo dawna – rodzicielskiej miłości.
 Jak już wcześniej wspominałam, Nancy była dla mnie jak starsza siostra. Opiekowała się mną, pilnowała, abym miała co jeść, w co się ubrać i abym chodziła do szkoły. Mówiła mi co jest dobre, a co złe, ale nie zachowywała się jak typowa matka. Pozwalała mi na więcej, dawała wolną rękę w dokonywaniu wyborów. Nigdy nie dała mi szlabanu, ani nie pouczała. Nie przytulała mnie też nigdy i nie śpiewała piosenek na dobranoc.
 Kiedy znalazłam się w ramionach tego z pozoru obcego dla mnie człowieka, poczułam się jak w domu. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. W końcu byłam bezpieczna.
  – Dlaczego nie przyszedłeś do mnie prędzej. Dlaczego pozwoliłeś mi myśleć, że nie żyjesz – wypowiedziałam na głos swoje myśli, gdy tylko mnie puścił.
  – Może usiądziesz? – zaproponował. – Mamy chyba sobie wiele do powiedzenia.
Całe życie – dodałam w myślach. Oczywiście zrobiłam jak powiedział i już po chwili sączyłam herbatę z wielkiego kubka. Pomarańczową z cynamonem.
  – Ja naprawdę chciałem cię odnaleźć, jednak to nie było takie proste, jak się wydawało – zaczął niepewnie, powoli i dokładnie dobierając słowa.
  – Jak chcesz, to znajdziesz sposób, a jak nie chcesz, znajdziesz powód – wypowiedziałam na głos gdzieś zasłyszane powiedzonko, wcale nie chcąc tego robić.
  – Alison, to naprawdę nie tak, jak myślisz – w jego oczach widziałam tylko szczerość. – Twoja matka zawiozła cię w bezpieczne miejsce i tylko ona wiedziała, gdzie się znajdujesz. Niestety, już nie dotarła do mnie ani ona, ani jakakolwiek informacja o tobie. Zaginęłaś bez śladu. Aż do niedawna.
  – A ty po prostu żyłeś sobie dalej - rzuciłam z wyrzutem.
 Nagle zaczęłam mieć do niego żal. Nie rozumiałam, dlaczego nie odnalazł mnie, nie zabrał do siebie, nie otoczył opieką. Dlaczego w ogóle pozwolił mnie wywieźć do obcej kobiety i nie domagał się informacji, gdzie będę się znajdowała.
  – Ty nadal nic nie rozumiesz – westchnął.
  – Więc mi wytłumacz. Opowiedz mi całą sytuację od początku, do końca - zaczęłam szczerze nienawidzić wszelkie tajemnice i nierozwiązane sprawy świata.
  – Jak zapewne już wiesz, jestem gangsterem, w sumie jednym z wielu. Kiedy byłaś bardzo mała, jeszcze tak nie było. To znaczy już wtedy babrałem się w ciemnych interesach, robiłem to w sumie od zawsze, ale nie do tego stopnia. Dostałem telefon. Miałem przewieź przez granice broń. Dużo broni, przed pewnym gościem. Musiałem go ubiec. To miało otworzyć mi wrota na większe zlecenia, dużą kasę, zapewnienie dostatku mojej rodzinie, czyli żonie i córce. Byłaś moim oczkiem w głowie.
 O nie! – pomyślałam. Nie chciałam, aby mówił cokolwiek, zrzucając winę na mnie.
  – Nie mów tak, bo będę się obwiniać – szepnęłam mając nadzieję, że zrozumie.
  – Przepraszam, masz rację – przyznał. – Pojechałem na tą akcję i udało mi się. Zgarnąłem kupę forsy, a w dodatku takie uznanie, że mogłem wybierać w tysiącach zleceń. Wciągnąłem się trochę. Ale ten mężczyzna zaprzysiągł zemstę.
 Ojciec Toma. Wiedziałam, że o niego chodziło. Chyba najbardziej znienawidzona przeze mnie osoba. Miałam wrażenie, że to od niego się zaczęło. W dodatku był ojcem mojego pseudo-przyjaciela, którego także nienawidziłam.
  – Kiedy zdałem sobie sprawę, że naraziłem was na niebezpieczeństwo, postanowiłem was ukryć. Dogadałem się z twoją matką, że tylko ona będzie znała miejsce twojego pobytu, aby nie wyciągnęli tego ze mnie. – Jego ręce zaczęły się trząść. – Nie przewidziałem jednak, że zostawi cię i wróci do mnie. Kochała mnie nad życie, tak samo, jak ja ją. Chciała być przy mnie cały czas, jednak porwali ją. Tutaj oszczędzę ci szczegółów, ale torturowali ją.
 Tutaj zrobił chwilę przerwy. Zobaczyłam, że w jego oczach zbierają się łzy. Musiały to być naprawdę ciężkie chwile, skoro największy gangster w okolicy właśnie się przede mną rozkleił.
  – Widziałem filmiki. Mówiłem, że oddam mu wszystko, jednak on chciał tylko zemsty. Moja żona popełniła samobójstwo, bojąc się tego że cię znajdą.
 Auć, to również zabolało. Nawet bardziej, niż słowa poprzednim razem. Stwierdziłam jednak, że nie będę się teraz rozklejać – na to przyjdzie jeszcze czas.
  – Chciałaś poznać całą prawdę. Może jednak odłożymy to na później – podniósł jedną brew.
 Jednak nie udało mi się ukryć emocji, tylko tak mi się wydawało.
  – Nie! – powiedziałam może nawet trochę zbyt głośno. – Chcę znać historię od początku, do końca. Boję się, że później stanie się coś, przez co nigdy jej nie wysłucham.
  – Będzie na to wiele okazji. Już nie pozwolę, aby mi cię odebrano – złapał mnie za rękę. – Po tej tragicznej śmierci jedynym, co trzymało mnie przy życiu, byłaś ty i świadomość, że ciebie nie dopadł. Próbowałem cię odnaleźć, ale... – znów zachwiał mu się głos. – Nie potrafiłem tego zrobić. Zostałaś ukryta tak dobrze, że nawet ja nie mogłem cię dosięgnąć. Dzięki temu on mi cię nie odebrał...
 Siedzieliśmy tak dobrą godzinę i żaden z nas się nie odzywał. Więc okazało się, że miałam kochającą rodzinę, a jakiś tam sobie gangster mi ją rozwalił. Gdy pozbierałam się po tym, przyszedł jego synek z przyjacielem i zaczęli burzyć mi je od nowa. W kółko, znów i znów. Byłam nieźle zaskoczona i zdezorientowana. Nasuwało się pytanie: co teraz? Co będzie dalej z moim życiem?
 Mój ojciec, jakby czytając w moich myślach odezwał się:
  – Nie martw się, wszystko będzie dobrze – zapewnił.
  – Ale co teraz – po raz kolejny wypowiedziałam te słowa. – Skoro ty mnie znalazłeś, on też może to zrobić, a wtedy... – nie potrafiłam nawet wypowiedzieć tych słów na głos.
  – Jego już nie ma. Nie żyje, ponieważ moi ludzie go dopadli. Jestem na sto procent pewny – zapewnił mnie.
  – Co teraz? – powtórzyłam, chcąc uzyskać konkretną odpowiedź.
  – Wyjedź ze mną daleko stąd. Zaczniemy nowe życie i zbudujemy nasze relacje od nowa. Zerwę z całym tym bagnem, zostawię tylko dwóch ochroniarzy. Pieniędzy mam tyle, że starczy jeszcze twoim dzieciom. Będziesz mogła się uczyć lub pracować. Możesz także nie robić nic, jeżeli będziesz miała taką ochotę.
 Dzieci. Kiedyś chciałam je mieć. Może nawet z Gabrielem? Tym razem w moim ciele, umyśle i duszy kłębiło się tyle złych emocji, jak nienawiść, że było to nie możliwe. Wprost życzyłam obydwu chłopakom śmierci.
  – Wiesz co, tato? – pozwoliłam sobie na ten zwrot. – Muszę jeszcze dokończyć jedną sprawę na mieście.

1 komentarz: