sobota, 7 lutego 2015

Epilog

 Spoglądałem na ryby rzucające się ponad poziom wody i zastanawiałem się, po co to robią – z resztą już nie pierwszy raz. Nadal jednak nie potrafiłem znaleźć w głowie odpowiedzi na to, podobnie jak na wiele innych nurtujących mnie pytań. Lubiłem jednak przychodzić w to miejsce, ponieważ były tam idealne: cisza i spokój.
 Woda rzeki cały czas płynęła, podobnie jak czas, a ja nadal nie potrafiłem rozgryźć tego wydarzenia sprzed kilku lat. Od tego czasu próbowałem ułożyć sobie życie, jednak nie dałem rady. Milion razy obiecywałem sobie, że przestanę o Niej myśleć. Ona jednak prześladowała mnie przy każdej codziennej czynności. Cały czas wracałem myślami do wspomnień z tamtego okresu. Za każdym razem, gdy zamykałem oczy słyszałem Jej melodyjny głos i ten piękny śmiech. Widziałem przed sobą rozpromienioną twarz dziewczyny. 
 Tym razem też tak zrobiłem. Zamknąłem powieki, a ona stała przede mną, szczęśliwa. Widziałem każdy jej detal: mały, słodki nosek, wąskie usta, niebieskie oczy i długie, lekko kręcone, ciemne włosy. Dokładnie pamiętałem dołeczki w jej policzkach i nie równe, odstające obojczyki, drobne ręce, jak i długie nogi. Tęskniłem za nią. I cholernie mnie to dobijało. 
 Głośno westchnąłem i w duchu zbluzgałem się za to, że znowu przywołuję ten widok. Otworzyłem oczy, jednak obraz nie zniknął – nawet, gdy mrugnąłem kilkakrotnie, ona nadal stała przede mną na wydeptanej ścieżce. Wcale się nie uśmiechała – jej usta były otwarte, a w oczach dostrzegłem zdziwienie.
  – All... – zacząłem. – To naprawdę ty? – nie wiedziałem, co powiedzieć, ponieważ czułem się, jakbym zobaczył ducha lub się naćpał. 
  – Tomas – szepnęła. Nie ukrywała swojego zdziwienia, lecz cofnęła się o krok.
  – Nie uciekaj – szepnąłem.
  – Nie tym razem – rzekła, a następnie stanęła obok mnie.
 Oparłszy się o drewnianą barierkę, spojrzała w dół na wodę, a ja powędrowałem za jej wzrokiem. Nie zobaczyłem jednak nic szczególnego, dopóki nie spojrzałem znów na nią. Ona także niczego nie widziała – myślami była całkiem gdzieś indziej. Setki kilometrów stąd. Kilka lat wstecz. 
 Wiedziałem o czym myśli – ja myślałem o tym codziennie. O każdej chwili spędzonej z nią, o każdym dniu, o każdej najmniejszej sekundzie w jej towarzystwie.
 Zastanawiałem się, czy nie stoję właśnie kilka centymetrów obok ducha – zjawy, która zeszła na ziemię, ponieważ tak bardzo tęskniłem za moją All. Rozum mógł płatać mi figle... Chociaż, nie. Ona wyglądała na całkiem żywą, tylko po prostu trochę zaskoczoną. I starszą niż to sobie wyobrażałem.
 Staliśmy tak w milczeniu kilka minut, dopóki nie odezwałem się pierwszy.
  – Alison... Czy ty jesteś duchem? – spytałem.
  – Czy ja wyglądam na ducha? – uśmiechnęła się tajemniczo.
  – Więc jakim cudem... – głos mi się załamał. – Jakim cudem ty żyjesz? Gabriel słyszał, jak mówili, że umarłaś... 
 – Miło słyszeć – burknęła.
 – Uciekliśmy wtedy ze szpitala i już więcej go nie widziałem – domyśliłem się, że pewnie bardziej interesowało ją co działo się u Gabriela. Pewnie nawet wolałaby go tutaj zamiast mnie. – Jeszcze tego samego dnia wyjechałem... – czułem, jak po policzkach płyną mi łzy.
 Nie wstydziłem się tego. Po "śmierci" All płakałem przez kilka dni bez przerwy, a na samo wspomnienie tego okresu słone krople znów zbierały się w kącikach moich oczu.
  – Nie umarłam – rzekła. – W kilka dni doprowadzili mnie do porządku, więc po dwóch tygodniach zostałam wypisana. Podczas mojej operacji przywieziono dziewczynę, która prowadziła wtedy ten samochód. Okazało się, że była kompletnie pijana i niestety umarła gdy wieziono ją na OIOM – westchnęła. – Wyjechałam z ojcem tutaj i postanowiłam wziąć się jakoś w garść.
 – Ja także wyjechałem tutaj do domu matki – uśmiechnąłem się. – Mieszkaliśmy przez tyle lat tutaj, a ja nic o tobie nie słyszałem... – powiedziawszy to przypomniałem sobie jedną sytuację. – Dostałem zaproszenie na wystawę Belli, jednak nie pomyślałem, że mogłaś być to ty. Uciekałem od sztuki, gdyż za bardzo kojarzyły mi się z tobą – posmutniałem.
 – Zaczęłam od drobnych szkiców ołówkiem, malowanie pędzlem... Przez długi okres nie mogłam do końca sprawnie posługiwać się ręką. Drobnymi krokami na przód, aż w końcu się udało. Kilku osobom spodobały się prace Belli, więc dalej robiłam to, co kochałam najbardziej.
  – Ja nigdy nie mogłem mieć tego, co najbardziej kochałem... – wyznałem. – Nigdy nie mogłem zaznać prawdziwego szczęścia...
  – Wystarczy się postarać, postawić sobie cele, a nie marzenia... – zaczęła.
  – Nie, All – przerwałem jej. – Cele wyznaczał mi ojciec, żebym je zabijał. Tego, co tak bardzo zawsze pragnąłem, nie mógłbym nazwać celem. Pragnieniem, marzeniem, czy nawet szczęściem owszem.
  – Nie rozumiem...
 Spojrzałem na nią i wiedziałem, że to jest odpowiedni moment, że muszę jej wszystko powiedzieć. Nie mogłem dłużej czekać.
  – Ty byłaś moim marzeniem, odkąd ujrzałem cię po raz pierwszy. Ojciec kazał mi cię zabić, a gdy cię zobaczyłem... Po prostu nie mogłem tego zrobić, ponieważ zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia! Kurde, All... Jak bracia Foster zabili Mike'a, nie mogłem dopuścić do tego, aby stała ci się krzywda... Musiałem zaingerował, nawet kosztem własnego życia. I chociaż wtedy cię nie znałem, wiedziałem, że jesteś tego warta – złapałem ją za rękę, a następnie potarłem kciukiem jej knykcie. – Cały czas nazywałaś mnie starszym bratem, a ja chciałem po prostu, abyś stała się szczęśliwa...
  – To dla czego... – szepnęła.
  – Poznałem cię z Gabe'em? – dokończyłem za nią. – Ponieważ on zawsze był lepszy ode mnie. Stwierdziłem, że skoro widzisz we mnie starszego brata, to on da ci szczęście, założycie rodzinę... – Znów łzy zebrały mi się w oczach. 
 – Mój związek z nim nie był szczery – wyznała. – Był zbyt szybki i zachłanny. Myślałam, że go kocham, a nasze uczucie było czyste i dobre, ale to nie prawda. Gdy przenieśliśmy się tutaj poczułam się wolna. Jakbym w końcu zaczęła na nowo żyć. Zapomniałam o przeszłości i cieszyłam się przyszłością. Pierwszy raz widziałam teraźniejszość i nie pochłonięte czarnymi chmurami, tylko świeże, rześkie i przyjemne. To było życie dla mnie. Nie to co w stanach... – spojrzała na mnie. Wiedziałem, że wielki grymas gości na mojej twarzy, ale nie mogłem go powstrzymać. – Z czasem zrozumiałam, że nie jest to, czego tak bardzo pragnęłam.  Owszem, kochałam malowanie i cieszyłam się, że ktoś to docenił. Moje relacje z ojcem się polepszyły i on naprawdę starał się nadrobić te wszystkie lata, które straciliśmy. Później dostałam bardzo osobiste zlecenie... Miałam narysować obraz na podstawie zdjęcia. Włożyłam w niego dużo pracy i uczuć. I wtedy zrozumiałam. Chciałam mieć to co ta dziewczyna. Chciałam patrzeć na kogoś tym samym spojrzeniem co ona. W jej wzroku dostrzegłam bezgraniczną miłość. Uczucie, które ja nigdy nie doświadczyłam. Nawet będąc z Gabrielem. Nigdy nie poczułam do niego coś tak silnego – tym razem jej palce pieściły moją dłoń. To było bardzo przyjemne uczucie. – Gdy próbowałam sobie wyobrazić kogoś, kto mógłby być na tym miejscu, nie widziałam Gabriela. Tylko ciebie – wyznała. 
 Spojrzałem w jej oczy. Widziałem w nich dużo więcej niż kiedyś. Teraz jeszcze bardziej moje uczucie wzmocniło się do niej. A to wszystko dzięki temu spojrzeniu – hipnotyzującemu i przepełnionemu miłością. 
 – Czyli nie jesteś z nikim związana? 
 Dziewczyna zaśmiała się. Boże! Jak ja kochałem ten dźwięk!
 – Zdecydowanie nie. I wiem, że ty też – zmarszczyłem brwi. – Jestem córką przestępcy. Mamy ludzi wszędzie, więc nie trudno było dowiedzieć się o tobie czegokolwiek. Chociaż ojciec zabronił mówić mi o twoim miejscu zamieszkania – wyjaśniła. – Tak więc, wiedziałam wszystko, ale nie gdzie mieszkasz. 
 – Alison – powiedziałem, po czym objąłem ją w pasie. – Nie wiem czy nadal coś do mnie czujesz. I czy nie jest to zwykła przyjacielska miłość. I czy nie traktujesz mnie, jak brata – kciukiem przejechałem po jej policzku. – Ale chciałem się ciebie zapytać czy nie wyszłabyś ze mną na kawę, kolację lub nawet na koniec świata. Ale z Tomem, kolegą, a nie bratem?
 W odpowiedzi zobaczyłem tylko tajemniczy uśmieszek błąkający się po jej twarzy. Ujęła moją twarz w swoje dłonie, a ja wpatrywałem się w jej usta, które niebezpiecznie zbliżały się do mnie. Zamknąłem oczy, czekając na jej dotyk warg. A gdy to nastąpiło, wiedziałem, że już wszystko będzie dobrze. W końcu miałem w życiu coś, na czym mi najbardziej zależało. Miałem dla kogo żyć.
KONIEC